Zazdrość i medycyna Witkowskiego

Najnowsza powieść Michała Witkowskiego to kryminał społeczny, w którym pisarz staje po stronie nie tylko wykluczonych ze względu na swoją orientację seksualną, ale również status majątkowy. Receptura jest prosta. Jeśli coś się sprawdza, to po […]


Najnowsza powieść Michała Witkowskiego to kryminał społeczny, w którym pisarz staje po stronie nie tylko wykluczonych ze względu na swoją orientację seksualną, ale również status majątkowy.

Receptura jest prosta. Jeśli coś się sprawdza, to po co zmieniać. Po ogromny sukcesie powieści Lubiewo (2005) pisarz próbował mierzyć się z próbą tworzenia portretów innych kolorowych ptaków. Trudno jednak uznać, że właściciel lombardu z Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej (2007) czy bohaterowie napisanej dwa lata później Margot mogą się równać z paletą postaci „ciotowskiego Dekameronu”  (jak z miejsca określono Lubiewo). Po tym doświadczeniu (i zapewne nieprzychylnych recenzjach Margot), wrócił Witkowski na „stare śmieci”. Drwal, druga wersja Lubiewa („bez cenzury”) jak również najnowsza powieść Zbrodniarz i dziewczyna łączy wiele zaczynając od głównego bohatera, którym jest sam Michał Witkowski. Autobiograficzność tych tekstów oraz powrót do miejsc i bohaterów z rozpoznawalnego Lubiewa wydają mi się tu znacznie ważniejsze niż cała oprawa promocyjna, która działa zapewne skutecznie, choć rozmija się z samą treścią chociażby ostatniej powieści.

I oczywiście można zarzucić Witkowskiemu odcinanie kuponów, że znów powrót do bohaterów z Drwala i Międzyzdroje po sezonie, że wrocławskie szalety miejskie i cały ten Gejerel cytując tytuł książki Krzysztofa Tomasika o mniejszościach seksualnych czasów polskiej komuny. W końcu ponownie Michaśka Literatka, choć nie Śnieżynka, bo czasy Lubiewa przepadły bezpowrotnie i teraz jest tylko literatka, a nawet Literat, przez duże L, literat-detektyw Michał Witkowski.  Poza tym po staremu – luje, stare cioty, które się ostały i nie zmarły na AIDS oraz, podobnie jak w poprzedniej powieści, morderstwo w tle. I tutaj należy przyznać, że zabieg stworzenia kryminału jest nie tylko świetnym pomysłem komercyjnym (banał jakich mało), ale daje pisarzowi bezczelne przyzwolenie używania swojej osoby w kolejnych powieściach do woli. Michał Witkowski jest tu nie tylko Michałem Witkowskim pisarzem, ale również bohaterem cyklu rozpoczętego Drwalem i kontynuowanym Zbrodniarzem i dziewczyną. Michał Witkowski-bohater chce wejść do popkultury jak Mistrz Świetlickiego czy Mock Krajewskiego. Chce być nieśmiertelny.

Pisarz zborsuczony

I znów mamy Wrocław i Międzyzdroje. Znów morderstwo, ale też romans i melancholię – wracają wspomnienia i dawni bohaterowie, którzy pisarza za wykorzystanie ich w powieściach mają ochotę rzecz jasna ukatrupić. Poza tym? Po pierwsze fabuła. Michał Witkowski stworzył w końcu trzymającą się kupy narrację, która pewnie dla znawców gatunku i tak nie jest zadowalająca, ale i na to można przymknąć oko.

Oto Michał Witkowski, zborsuczany pisarz siedzi we Wrocławiu i się nudzi, między treningami z personalnym trenerem wcina kaczkę, więc tyje, nudzi się, bo koniec listopada i żadnych szans na zmianę. Aż w końcu poznaje przystojnego mężczyznę, którego nazywa Studencik i zaczyna z nim flirtować (choć na początku nie jest łatwo). Studencik okaże się stety/niestety policjantem, który miał sprawdzić czy Witkowski nie jest przypadkiem seryjnym mordercą, który swoje ofiary charakteryzuje na przedwojenne postacie… Nie zdradzę rzecz jasna jak historia się skończy, ale dodam tylko, że do śledztwa włączony zostaje sam pisarz i jest to historia tak nieprawdopodobna, że po kilkunastu stronach czytelnik odpuszcza sobie dywagacje, jakie są w ogóle szanse, ze choć ćwierć z tego miałoby szansę się wydarzyć. Ważne jest natomiast tło, bo w tej całej historii najciekawszy jest fakt, że okazuje się Witkowski wrażliwym na sprawy społeczne zaangażowanym pisarzem.

Pisarz zaangażowany

A nie sprawia wrażenia, prawda? Oczywiście, jeśli patrzy się na Witkowskiego z Pudelka i ścianek, w wymyślnych ubraniach i z drogimi torebkami, Witkowskiego „nie płacę za botoks”, Witkowskiego „dostaję pół miliona zaliczki za książkę” można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z celebrytą, który na wszystko patrzy z wysokości swoich bajecznych dochodów i znajomości do pozazdroszczenia. No tak, ale wypadałoby przeczytać również książkę, w której czytamy między innymi:

„Ale Paula coraz częściej była chora. Albo wykańczał ją Krzak dzikiej róży, albo Judym, albo dyra, albo stołówka, albo Nałkowska, albo ZUS. Albo aura. Albo wizytacja z kuratorium…”

Oraz:

„Nic się nie działo i Kamil się dziwił, po co w takim razie w ogóle otwierają hol, od razu widać, że przyszli żebracy i bezdomni, żeby się ogrzać. Też mi bogate państwo.”

A to tylko dwa cytaty z brzegu. Świat według Witkowskiego charakteryzuje nie kompletna niesprawiedliwość społeczna. Policjanci zarabiają za mało i pracują za dużo (w przeciwieństwie do autora powieści i zarazem jej głównego bohatera), nauczyciele chorują na samą myśl o pójściu do szkoły, prokuratur potrafi rozmawiać z mordercami, ale traci kontakt z dorastającym synem, podobnie reszta wrocławskich bogaczy. Świat mody to siedlisko psycholi, reszta dorabia na boku jak może i liczy każdy grosz, do tego zima, każdy narzeka na pracę, niektórzy od niej dosłownie wariują. I w tym wszystkim Witkowski-bohater, trochę celebryta, trochę zborsuczony samotnik śpiący do późna i zazdroszczący talentu Elfride Jelinek (stąd rzuca w jej portret lotkami). Obracający się w świecie wrocławskim, który wg pisarza jest nieco bardziej europejski niż Warszawa czy Kraków, ale i ten Wrocław, przedstawiony w skali 1:1 z autentycznymi postaciami jak dyrektor Teatru Polskiego czy wykładowca na tamtejszej polonistyce jawi się jako miasto skrywające swoja sekrety w mieszczańskich domach i modnych knajpkach. Wrocław, nie niemiecki, ale nawet austriacki, stąd Jelinek, wspomnienie głośnej sprawy gwałciciela Fritza i skrywanie tajemnic przed światem, sąsiadami i opinią publiczną, bo wszystko można, ale poza mury drogich willi wyjść nie może.

Zbrodniarz i dziewczyna to także, jak u Witkowskiego bywa, również zlepek dziesiątek inspiracji z przedwojennymi filmami, Gombrowiczem, Stiegem Larssonem czy wspomnianej już Jelinek. Pisarz ma nie tylko doskonały słuch i zmysł obserwacji, świetnie i parafrazuje teksty kultury, aby przetworzyć je przez witkowski język składający się już nie tylko z lujowsko-gejowskiej frazy Lubiewa, ale również modowych salonów i wrocławskiej ulicy „miasta spotkań”. To współczesna wersja Zazdrości i medycyny z tymi opisami sekcji zwłok (u Choromańskiego były operacje), uczuciem i jego brakiem, zemstą i tym, co ze sobą niesie próba rewanżu za urojone krzywdy. Warto dodać, że pierwsze strony powieści to już inny Witkowski i widzę w tym próbę udowodnienia, że: „potrafię pisać inaczej”, później wraca już dobrze znana fraza, którą jeszcze kupuję, ale, co do następnej książki trzeba zachować już nieco więcej dystansu.

zbrodniarz_i_dziewczyna_IMAGE1_313346_9

Michał Witkowski, Zbrodniarz i dziewczyna, Świat książki 2014, 432 strony

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa