Kraina mlekiem i miodem płynąca…
W stronę zmiany: katalog dobrych praktyk
Po pierwsze, o designie można myśleć inaczej. Projekty graficzne oraz obiekty stworzone na potrzeby polskiego przewodnictwa w Radzie UE zostały w głównej mierze w sposób instrumentalny potraktowane jako narzędzia promocji kraju. Nic w tym złego. Do tego służą. Ale nie tylko. Bardzo dobrym pomysłem i praktyką godną naśladowania był projekt „Design i dzieciaki”. „TAKK! Design dla Dzieci”, bo tak zatytułowano formę warsztatowego spotkania w terenie młodych odbiorców i projektantów, która odbywała się latem w Katowicach. Dzieci mogły użyć swojej wyobraźni i kreatywności oraz stworzyć z pomocą profesjonalistów, m. in. Justyny Kowalczyk (absolwentki krakowskiej ASP), Kamila Kamysza (który otrzymał nagrodę ministra za cykl warsztatów w ramach uniwersytetu dziecięcego) oraz Kasi Pełki (absolwentki katowickiej ASP) własne formy małej architektury miejskiej, np. siedzisko czy donice dla kwiatów. Dla dzieci była to nie tylko znakomita forma zabawy, ale również przyjemna lekcja o funkcjonowaniu i zasadach projektowania przestrzeni miejskiej „w działaniu”. Dlaczego więc nie porzucić na przykład pomysłu tworzenia drogich gadżetów dla ministrów i polityków na poczet zorganizowania większej ilości tego rodzaju włączających inne grupy społeczne przedsięwzięć? Utopijne? Może. Choć z pewnością tańsze.
Po drugie, i wiążące się z pierwszym, organizująca polską strategię (?) wykorzystania designu zasada „zastaw się a postaw się” zupełnie wbrew oczekiwaniom Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie tworzy dobrego wizerunku kraju. Dla przykładu: Dania, obejmująca po Polsce przewodnictwo, jedna z najsilniejszych gospodarek, promuje wizerunek siebie jako lidera mądrego wykorzystania designu i proponowania rozwiązań w myśl zasad zrównoważonego rozwoju. I chociaż Polska nieodpłatnie otrzymała od Peugeota, partnera prezydencji, 100 samochodów oraz kart paliwowych, Dania postawiła na transport publiczny. Politycy i ministrowie, wzorem duńskiej kultury rowerów oraz dbania o środowisko, w czasie sprawowania prezydencji tego skandynawskiego kraju będą korzystać z dostępnej infrastruktury miejskiej. Dania, kraj o kolosalnym bogactwie, konsekwentnie zapowiada oszczędną (sic!) prezydencję: jej budżet obliczony jest na 30% tego, co my wydaliśmy, politycy i ministrowie nie mają otrzymywać tylu upominków co dotychczas, a na stołach konferencyjnych zamiast wody butelkowanej pojawią się dzbany czystej duńskiej wody z kranu.
Po trzecie, i ostatnie, i z pochwałą dla polskiej prezydencji, która uczestniczyła w „Przetworach”, czyli warszawskiego festiwalu twórczości recyklingowej. Dostarczyła ona materiałów w postaci banerów „family foto”, na tle których w okresie polskiego przewodnictwa fotografowali się unijni politycy. W ten sposób zrobiono mały krok w stronę ekologii, szacunku dla środowiska naturalnego oraz takiego myślenia o designie, które dostrzega jego społeczny potencjał. Praktyka godna pochwały. Zdecydowanie na plus i do powtórzenia w przyszłości.
Tytułem krótkiego podsumowania dorzuciłabym jeszcze jedno zalecenie (bo to było dopiero pierwsze polskie przewodnictwo w Radzie UE): design wcale nie musi być drogi, nowoczesność nie jest synonimem estetyki salonowej, a innowacyjność i kreatywność nader często widać poza branżami, którym tradycyjnie te cechy się przypisuje (np. biznes, reklama czy media). Jeśli więc mamy problem z pojęciami „nowoczesności”, „kreatywności”, et caetera, to podpatrujmy przynajmniej dobre praktyki innych krajów w obszarze designu i starajmy się częściej (niż od jednej prezydencji do kolejnej) wcielać je w życie.



