ZABOROWSKI: Francja liderem politycznego renesansu w Europie?

Zwycięstwo partii Macrona to kres europejskiego marszu populistów, ale i zagrożenie wyjścia Francuzów na ulice


Pierwsza tura wyborów do francuskiego Zgromadzenia Narodowego potwierdziła polityczne tsunami przetaczające się przez scenę polityczną piątej Republiki. Istniejąca od zaledwie roku socjalliberalna partia Prezydenta Emmanuela Macrona, En Marche!, jest na dobrej drodze do zdobycia parlamentarnej większości. Drudzy w wyścigu republikanie będą mieć cztery razy mniej miejsc, a rządzący dotychczas socjaliści zostali zredukowani do roli trzeciorzędnej partii politycznej bez znaczącego wpływu w nowym parlamencie.

Nie sposób przecenić znaczenia politycznej zmiany w Paryżu, która może zrewolucjonizować francuski system polityczny z konsekwencjami dla Europy, w tym również dla Grupy Wyszehradzkiej. Podobnie jak w większości krajów Zachodu partie politycznego establishmentu we Francji przeżywają poważny kryzys, ale w przeciwieństwie do USA i Wielkiej Brytanii większość Francuzów nie dała się uwieść radykalnej retoryce prawicowych populistów (Front Narodowy zdobył w tych wyborach tylko 14%), lecz nowej radykalnie centrystycznej retoryce młodego pragmatycznego Macrona.

Od kryzysu ekonomicznego w 2008 roku w Europie i Stanach Zjednoczonych nastąpił spadek zaufania do polityki głównego nurtu, przy jednoczesnym wzroście sprzeciwu wobec globalizacji. Antyglobalistyczna retoryka prawicowych i lewicowych populistów dostarczała łatwych odpowiedzi zmęczonemu elektoratowi, który nagrodził ich premią w Grecji, Holandii, Austrii, przekonał Brytyjczyków o potrzebie opuszczenia UE, a Amerykanów do wyboru Trumpa. Antyglobalistyczna i antyestablishmentowa retoryka nie pozostała bez wpływu na wybory w krajach Grupy Wyszehradzkiej. Wydawało się, że populiści są nie do zatrzymania, że ich zdolność do manipulowania prawdą w sytuacji kryzysu tradycyjnych mediów i zmęczenia jałowością partii establishmentu prowadzi do ich niezaprzeczalnego zwycięstwa w Europie.

Od paru miesięcy widać jednak odwrót od żerujących na strachu populistów: w Austrii i w Holandii wygrały opcje umiarkowane, w USA Trump dramatycznie traci na popularności. Na tym tle sukces En Marche! i Emmanuala Macrona jest jednak szczególny. Nie wynika tylko z błędów populistów, ale stanowi pierwszą wyraźną alternatywę zarówno wobec partii głównego nurtu, jak i populistów. Jeśli eksperyment z francuskim nowym centrum powiedzie się, to Paryż stanie się prekursorem odnowy liberalnej demokracji w Europie czy nawet na całym Zachodzie.

Warto również zwrócić uwagę na konsekwencje systemowe dla samej Francji, której scena polityczna była zabetonowana rywalizacją między republikańskimi gaulistami i niezreformowaną lewicą. Wejście socjalliberalnych centrystów do gry rewolucjonizuje scenę polityczną na skalę porównywalną tylko z powstaniem piątej republiki w 1958 roku. Niezreformowani socjaliści stają się nagle partią niszową, republikanie wychodzą z tych wyborów mocno osłabieni. Anachroniczny spór z korzeniami w latach 50. często hamował modernizację Francji. Teraz jest szansą na to, że przejdzie on do historii.

Francuskie wybory mają również potencjalne konsekwencje dla integracji europejskiej. Macron jest zdecydowanym euroentuzjastą i wiele wskazuje na to, że będzie dążył do zacieśnienia integracji wokół Eurostrefy, a być może nawet tylko grona sześciu państw założycieli. Prawdopodobna wygrana Kanclerz Merkel we wrześniowych wyborach do Bundestagu wzmocni legitymizację Paryża i Berlina do uruchomienia daleko idącej reformy Unii Europejskiej, która może skutkować Europą wielu prędkości. Konsekwencje takiego procesu dla poszczególnych państw Grupy Wyszehradzkiej byłyby różne. Pozostająca w strefie Euro Słowacja ma szansę odjechać z awangardą. Czujące pismo nosem Czechy i Węgry zaczynają wypowiadać się mniej krytycznie na temat możliwości przyjęcia Euro. Stanowczo odmawiającą przyjęcia Euro Warszawę czeka perspektywa pozostania na dworcu, kiedy ruszy pociąg Europa.

Oczywiście każda z opisanych powyżej perspektyw może się nie sprawdzić bądź sprawdzić tylko częściowo. Bez wątpienia oczekiwania związane z wyborem Macrona na prezydenta i triumfem jego partii En Marche! są przesadne. En Marche! tak naprawdę jest partią politycznych nowicjuszy, do której zapewne załapało się też sporo karierowiczów. Ponadto, choć polityka francuska się zmienia, funkcjonuje ona w niezmiennym od 1958 roku gorsecie systemowym. System francuski daje olbrzymią premię zwycięzcy i ogromne kompetencja dla Prezydenta, ale brakuje w nim wyważonego systemu checks and balances. Macron może teraz bardzo dużo, zapewne za dużo. Opozycja będzie mieć minimalne możliwości wpływania na egzekutywę. W takich sytuacjach to ulice francuskie zaczynają zastępować skuteczną opozycję. Nie jest to najlepszy sposób na moderowanie sporu politycznego w dojrzałych demokracjach.

Obecnie inicjatywa jest po stronie centrystów i projektu En Marche!, należy jednak liczyć się z tym, że w wypadku niepowodzenia tego projektu rozczarowany elektorat może się zwrócić w stronę populistycznej prawicy.

Zdjęcie (c) Lorie Shaull

Marcin Zaborowski – politolog, Visegrad Insight/ Res Publica, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) oraz wiceprezes amerykańskiego Instytutu Center for European Policy Analysis

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa