Wyszehradzkie mity

Gdzie (nie)znajdziemy lekarstwa na kryzys Wyszehradu - Vít Dostál odpowiada na artykuł Marcina Kędzierskiego


 

25 marca w „Gazecie Polskiej Codziennie” ukazał się artykuł dra Marcina Kędzierskiego, dyrektora programowego Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, na temat przyszłości Grupy Wyszehradzkiej. Tekst rzuca światło na kilka mitów dotyczących współpracy środkowoeuropejskiej. Kędzierski przypomina, że wspieranie dobrych relacji z sąsiadami nie jest nową polityką ministra Waszczykowskiego, bo stanowiło też ważny element polityki zagranicznej PO. Przyznaje jednak, że V4 trzeba wypełniać pozytywną treścią, czego przykładem jest podpisana niedawno Deklaracja Warszawska dotycząca wspierania innowacyjności w regionie.

Niestety, tekst tworzy kilka nowych wyszehradzkich mitów.„Niezależne od nas okoliczności stanowią kluczową zmienną decydującą o kształcie współpracy regionalnej” – pisze Kędzierski. A następnie kontynuuje wyliczając potencjalne korzyści i straty Grupy Wyszehradzkiej w razie zwycięstwa Emmanuela Macron albo Marine Le Pen w wyborach prezydenckich w Francji. Jeżeli wygra Le Pen, Wyszehrad stanie się atrakcyjny dla Niemiec – przekonuje Kędzierski – jeżeli natomiast wygra Macron, dojdzie do kolejnych etapów integracji strefy euro, Niemcy zrezygnują z polityki spójności, a Europie Środkowej pozostanie bliska współpraca z państwami północy, np. nieposiadającą euro Szwecją.

Rozważania tego typu w żaden sposób nie przedstawiają rozwiązań obecnego kryzysu współpracy wyszehradzkiej.

Kędzierski ma rację, pisząc, że wyszehradzki zwrot w polityce PiS nie jest radykalną zmianą. Jednak nie zauważa, że rozpoczęcie konfliktu z Berlinem i Brukselą odbija się na politycznym klimacie. Warszawa postawiła na niepewny sojusz z państwami Europy Środkowo-Wschodniej i Londynem, a zmiana ta w polskiej polityce zagranicznej ma swoje istotne konsekwencje.

Po drugie, transformacja Międzymorza w Trójmorze, choć jest wyrazem pragmatycznego realizmu, nie rozwiązuje problemu z polskim przywództwem, którego inne państwa regionu się teraz obawiają. Za sprawą złych stosunków z instytucjami europejskimi i nieprzewidywalnego kierunku polityki wewnętrznej, Polska utraciła rolę formalnego i nieformalnego lidera regionu (z wyjątkiem polityki NATO-wskiej, gdzie nadal jest istotnym graczem).

W ocenie obecnej pozycji Grupy Wyszehradzkiej nie ma się więc co tłumaczyć „niezależnymi od nas okolicznościami”. V4 stała się problemem UE w związku z podejmowanymi przez wyszehradzkich przywódców działaniami. Przykładem może być wspomniana Deklaracja Warszawska. Mógła ona być początkiem pozytywnej narracji i zaprezentowania innowacyjnego potencjału regionu, jednak na konferencji prasowej premierzy mówili przede wszystkim o Brexicie i migracji, wzmacniając tym samym stereotyp o Grupie Wyszehradzkiej, która na europejskiej scenie wyróżnia się poprzez działania negatywne i opowiadanie o tym, czego nie chce.

Nie ma zatem sensu rozważać geopolitycznych korzyści bądź zagrożeń związanych ze zwycięstwem Le Pen albo Macrona, jeśli bowiem polityka i wizerunek Grupy Wyszehradzkiej nie ulegną zmianie, a jej przywódcy nie zaczną szanować europejskich wartości, to nie będzie ona ani atrakcyjna dla Niemiec w razie zwycięstwa Le Pen, ani dla Szwedów w przypadku zwycięstwa Macrona. Rozwiązanie obecnego kryzysu zaufania do V4, i w ramach V4, leży w każdej z czterech wyszehradzkich stolic.

Fot. P. Tracz / KPRM (CC)

Vít Dostál, Dyrektor badań Stowarzyszenia Spraw Międzynarodowych (AMO), Praga

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa