Woolf słabsza niż Nałkowska

Kulturotwórcza rola tłumaczy literatury i ich wkład w rozpowszechnianie polskiej kultury na rynku anglojęzycznym były punktem głównym tegorocznych Gdańskich Spotkań Tłumaczy Literatury „Odnalezione w Tłumaczeniu”


Przekład dla teatru, literatura postkolonialna, sytuacja tłumaczy na rynku wydawniczym oraz liczne performansy uzupełniały bogaty repertuar festiwalu. Największe emocje wzbudziły tematy związane z odbiorem polskiej twórczości za granicą.

Ursula Phillips, angielska doktor literatury, zaskoczyła wszystkich oceną pisarstwa Virginii Woolf, które, jej zdaniem, nie wytrzymuje porównania z twórczością Zofii Nałkowskiej. „Nałkowska jest lepszą pisarką niż Woolf! Ma ciekawszą stylistykę, lepszą psychologię postaci i głębiej opisuje relacje międzyludzkie”. Nie było to zagranie pod publiczkę, ale Phillips zebrała gromkie brawa – badaczka przekonywała, że wiedza o europejskiej tradycji literackiej jest niepełna bez dorobku twórców znad Wisły: „To nie jest jakaś tam egzotyka. To teksty wywodzące się z kręgu wspólnych inspiracji, dlatego trzeba tę tradycję uzupełniać o polskie utwory”.

Zmagania polskiej literatury na anglojęzycznym rynku nie są skazane na porażkę, jednak pytanie o to, czemu nie potrafimy wypromować swoich pisarzy, pozostaje aktualne. Pomimo nieocenionego wkładu Instytutów Kultury Polskiej za granicą w rozpowszechnianie rodzimej literatury, polscy pisarze i poeci wciąż pozostają w cieniu sławniejszych, zagranicznych autorów.

Jedną z osób walczących o miejsce polskich twórców na firmamencie sław pisarskich jest Soren Gauger, tłumacz m.in. Bruna Jasieńskiego. Znajdując się w niszy, jak sam mówi, „tak głębokiej, że głębiej nie da się już kopać”, Gauger porównuje bezkompromisowość Jasińskiego do twórczej niezależności reżyserów Orsona Wellesa i Nicka Cassavetesa. W opinii Gaugera Jasiński nie pasuje do konwencjonalnych programów festiwali literackich i dlatego trzeba walczyć, by nie popadł w zapomnienie.

radcitweb1

Trudne wymagania wydawców, podyktowane gustami czytelników, spędzają sen z powiek także Antonii Lloyd-Jones, która przypomina adeptom sztuki translatorskiej o konieczności dopasowania rodzaju proponowanych książek do każdego wydawnictwa z osobna. Znajomość potrzeb rynku wydawniczego jest wiedzą pożyteczną, choć nie zawsze budującą – tłumaczka i pisarka Jennifer Croft z rozbrajającą szczerością wyznała, że Amerykanie mają wobec książek konkretne oczekiwania: „W literaturze latynoskiej szukamy seksu, we wschodniej mądrości, a w europejskiej cierpienia. Przykro mi, ale tak jest”.

Bill Martin z kolei dziwił się, że tak zabiegamy o rynek anglojęzyczny: „On nie jest najważniejszy. Nie rozumiem, czemu jest dla Was takim marzeniem”. Niestety, potwierdził konstatację Croft, przyznając, że to wydarzenia 11 września 2001 r. odkryły dla Ameryki twórczość takich poetów, jak Różewicz czy Szymborska, na nowo.

W trakcie rozmów przewijały się wątki wielokulturowe i socjologiczne. Ostap Sływynski, poeta i tłumacz ze Lwowa, zwrócił uwagę na podejście Ukraińców do kwestii żydowskiej: „Ukraina jest nieprzewidywalna, ale stosunek do Żydów zaczyna się zmieniać na lepszy, choć daleko nam do nazywania ich „naszymi Żydami”, jak robicie to w Polsce”. Zyskała na tym także twórczość Bruno Schulza, wobec której pojawia się poczucie odpowiedzialności i uznania, że jest częścią spuścizny kulturalnej Ukrainy. Zdaniem Ostapa wiele dla trudnych relacji ukraińsko-żydowskich może zmienić wydanie po ukraińsku „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk, która była jedną z bohaterek tegorocznego festiwalu.

„Jedyna w swoim rodzaju”, „Takiego klimatu nie mają inni pisarze”, te i podobne opinie zawstydzały lekko pisarkę, która przełamała podniosłą atmosferę anegdotą dotyczącą niemieckiego przekładu powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Aby uatrakcyjnić przekaz, polski wydawca umieścił na okładce nietoperza, który miał kojarzyć się z kryminałem. Zaniepokojona tym faktem Tokarczuk natychmiast dopisała kilka zdań o nietoperzach, o których w powieści nie było ani słowa. Przyniosło to nieoczekiwany efekt – tytuł przetłumaczono na język niemiecki jako „Śpiew nietoperza”. To mocna konkurencja dla polskich autorów tłumaczeń filmowych takich jak słynny „Wirujący seks”.

Laureatką Nagrody za Twórczość Translatorską im. T. Boya-Żeleńskiego została, jak wiadomo, Maryna Ochab – wybitna tłumaczka francuskiej eseistyki i prozy. Przy okazji zapowiedziano, że w kolejnej edycji będą dwie nagrody – indywidualna i za całokształt. Jednak także formuła nominacji pozostawia sporo do życzenia. Trudno porównać ze sobą całokształt pracy zawodowej najwybitniejszych tłumaczy i wyważyć, który zasługuje na większe uznanie. Również niefortunne wydaje się włączenie do nominacji Jacka Poniedziałka – ze sceny podkreślano wielokrotnie, że nominowany został za przekład sztuk Tennessee Williamsa. Pozostaje nadzieja, że stworzenie dodatkowej kategorii pomoże uniknąć podobnych niezręczności, a nagroda za całokształt nie będzie rodzajem konkursu z nominacjami. Na porządne przemyślenie sprawy kapituła ma czas do 2017 r., kiedy odbędzie się kolejna odsłona festiwalu „Odnalezione w tłumaczeniu”.

odnalezione_w_tlumaczeniu_logotyp (1)
Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa