WOJCIUK: Wyjście ewakuacyjne

Znaleźliśmy się w pułapce rozczarowanych wyborców. Wydostać się z niej możemy tylko decentralizując system wyborczy, w którym więcej kluczowych zagadnień aksjologicznych rozstrzygałoby się bliżej obywateli


Polski system wyborczy nie daje dziś obywatelowi niezadowolonemu z tego, jak działa najbliższa mu pod względem przekonań i programu partia polityczna, żadnego sensownego sposobu reakcji. Na różne sposoby zmusza wyborcę do głosowania ze szkodą dla własnego systemu wartości lub do podporządkowania się dyscyplinie w ramach swojego obozu, porzucając tym samym chęć wykorzystania swojego głosu, w celu wymuszenia konkretnych działań własnej partii. W takim systemie ostrzegawczy sygnał rozczarowania doraźnymi działaniami polityków, zamienia się w tragiczny i długofalowy wybór aksjologiczny.

Wyjściem z tej pułapki mogłoby być wprowadzenie systemu zdecentralizowanego, w którym więcej kluczowych dla wyborców zagadnień aksjologicznych rozstrzyga się bliżej obywatela, w rezultacie tworząc bezpieczną dla wyborcy przestrzeń dla prawdziwej konkurencji pomiędzy siłami politycznymi, reprezentującymi podobne wartości.

Od strony partyjnej, obecny system wyborczy w Polsce tworzy sytuację, w której zwycięzca bierze wszystko. Efektem tego było najpierw wyłonienie się, a potem przez ponad dekadę umocnienie duopolu: jednej silnej partii konserwatywnej i jednej siły chadecko-liberalnej, stopniowo zostawiając na scenie politycznej coraz mniej miejsca dla lewicy. Jak w tej sytuacji wyglądają wybory z perspektywy Polek i Polaków zawiedzionych działaniami siły politycznej reprezentującej bliskie im wartości?

Dynamika ta wyraźnie zarysowała się podczas wyborów prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku, gdy przed taką decyzją stanęły osoby o poglądach chadecko-liberalnych. Dziś wiemy, że ostrzegawcza „żółta kartka” dla Bronisława Komorowskiego oraz dla Platformy Obywatelskiej przyniosła konsekwencje w postaci demontażu trójpodziału władzy, czyli de facto rozmontowania ustroju państwa bez zmiany konstytucji.

Dla wyborcy przekonanego o konieczności trzymania władzy w ryzach oraz o tym, że większość musi szanować prawa mniejszości, to bardzo wysoka cena za głos protestu w sprawie ośmiorniczek i za utarcie nosa przekonanemu o nieuchronności własnego sukcesu prezydentowi. Nawet jeśli powody odwrócenia się obywateli od Komorowskiego i PO były głębsze niż werbalna arogancja liberalnej chadecji, ofiarą tego protestu padły najbardziej fundamentalne dla tej grupy wyborców wartości polityczne!

O ile Blitzkrieg wydany przez PiS trójpodziałowi władzy był szokiem dla tych wyborców PO, którzy zagłosowali w geście protestu na Nowoczesną, Partię Razem, Zjednoczoną Lewicę lub zdecydowali się zostać w domu, o tyle podobnych złudzeń nie mają wyborcy Zjednoczonej Prawicy.

Wbrew temu, co często twierdzą liberałowie, wyborcy konserwatywni nie czują, że ich obóz jest silny. Prawicowi komentatorzy często publicznie wskazują na znacznie słabsze i skromniejsze zaplecze prawicy wśród elit intelektualnych i ludzi kultury. A konserwatyści znacznie bardziej niż liberałowie doceniają przecież znaczenie kultury w polityce. Poza tym wyborcy prawicowi dobrze pamiętają, a młodszym skutecznie przekazano wspomnienie, traumatyczne lata dziewięćdziesiąte, gdy podziały w ramach tego obozu powodowały, że znaczna część wyborców była wykluczona z reprezentacji politycznej.

Wielu zdeklarowanych konserwatystów przeżywa dziś zawód rządami Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowe elity zdają sobie doskonale sprawę z tego, jakie szkody wyrządził polskiej obronności Antoni Macierewicz i wiedzą, że nie uda się szybko tych strat odrobić. Wiedzą, że Międzymorze jest spektakularną klapą i że wstawanie z kolan było oszustwem, o którym najlepiej byłoby zapomnieć. Nie tylko nestor prawicy, mec. Jan Olszewski, ale nawet prominentni politycy PiS z rządu Beaty Szydło, których trudno kojarzyć z liberalną frakcją partii, jak na przykład Witold Waszczykowski, przyznają, że ustawa o IPN jest szkodliwa dla polskiej polityki zagranicznej.

Zwolennicy prawicy często przyznają, że razi ich polityka obsadzania z klucza partyjnego spółek skarbu państwa, wielkie nagrody, odprawy etc. Odzwierciedleniem narastającego rozdźwięku pomiędzy szumnie zapowiadaną przez Jarosława Kaczyńskiego odnową państwa polskiego i tym, co PiS faktycznie osiągnął przez prawie trzy lata, jest coraz bardziej nieprzekonujący bilans sukcesów i porażek, którym konserwatywni wyborcy często odpowiadają na krytyki partii rządzącej.

Tymczasem chęć ukarania PiS za te wszystkie poważne błędy nieuchronnie prowadzić będzie do utraty władzy przez prawicę. W warunkach ustrojowych, gdzie zwycięzca bierze wszystko, oznacza to wychylenie się wahadła na drugą stronę, które konserwatyści przeżywają jako zagrożenie swoich wartości. Oznacza to dla nich perspektywę kolejnych lat walki o zachowanie swojej tożsamości.

Zatem dla wielu osób również nadchodzący wybór będzie wyborem tragicznym: ukarać partię rządzącą za poważne błędy, jakie popełniła, utrzeć jej nosa, w reakcji na coraz mniej skrywaną arogancję, czy też, mimo głębokiego rozczarowania, głosować na partię, która ten zawód przyniosła, wierząc, że w ten sposób broni się swoich wartości.

Analiza opcji, jakie rozczarowany obywatel ma dziś do wyboru pokazuje wyraźnie pułapkę, jaką zastawia na wyborcę system wyłaniania reprezentacji politycznej. Bez względu, czy reprezentujemy poglądy chadecko-liberalne, czy konserwatywne stajemy przed wyborem tragicznym. Nie można dziś ukarać niespełniających oczekiwań polityków swojej opcji, nie ryzykując najbardziej fundamentalnych wartości decydujących o naszej tożsamości politycznej.

Jeśli natomiast jesteśmy wyborcą o sympatiach lewicowych, coraz dotkliwiej doświadczamy braku trwałej, realnej reprezentacji naszych wartości w polityce krajowej, co z kolei zmusza do wyrażania swoich przekonań politycznych w formule oddolnych ruchów protestu, mobilizując się przy okazji konkretnych zagadnień, jak na przykład ustawa antyaborcyjna.

To, że partie polityczne popełniają błędy, oszukują, manipulują wyborcami, a czasem degenerują się pod wpływem sprawowania władzy, jest wpisane w demokrację. Jednak sytuacja, w której ukaranie partii, do której nam najbliżej poglądami wiąże się z ryzykiem dla najbardziej fundamentalnych wartości, nie jest już immanentną cechą demokracji.

System zdecentralizowany, który odchodzi od logiki gry o sumie zerowej, nie tylko lepiej chroni wartości, które bliskie są wyborcom, ale zarazem pozwala skutecznie wymuszać na partiach wzięcie odpowiedzialności za to, jak rządzą. Już dziś w wyborach samorządowych obserwujemy realną konkurencję sił reprezentujących podobne wartości. Lepszy program lewicowy, chadecko-liberalny, czy konserwatywny staje się istotnym czynnikiem zwycięstwa wyborczego. Jakość rozwiązań politycznych reprezentujących różne wrażliwości i poglądy wzrosłaby, gdyby wyraźnie większą ich część realizować na poziomie województw.

Obecne trendy międzynarodowe wskazują, że tendencja ku polaryzacji politycznej będzie się nasilać, czyniąc opisany tu konflikt towarzyszący decyzji wyborczej jeszcze bardziej dojmującym. Rozterki są poważne, bowiem na dłuższą metę do wyboru mamy nasze wartości w marnym wykonaniu lub życie pod rządami coraz bardziej obcej nam aksjologicznie władzy.

Anna Wojciuk – dr. hab. na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, autorka książek Empires of Knowledge in International Relations. Education and Science as Sources of Power for the State (Routledge 2018) oraz International Relations in Poland. 25 Years After the Transition to Democracy (praca współautorska z Jackiem Czaputowiczem, Palgrave 2017).

Fot. Alex Lee, (CC BY 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa