Wielka Brytania: związek z rozsądku, czyli unia na trudne czasy

Rozpoczynają się negocjacje warunków Brexitu, w tym kontekście warto przypomnieć krótką historię wysiłków politycznego jednoczenia i dzielenia Wielkiej Brytanii


22 lipca 1706 roku z wieży katedry św. Idziego w Edynburgu wybrzmiała melodia tradycyjnej szkockiej pieśni “Why should I be so sad on my wedding day?”. Tego samego dnia Parlament wprowadził stan wojenny, obawiając się eskalacji społecznych niepokojów w Edynburgu i innych szkockich miastach. Traktat ustanawiający unię pomiędzy Szkocją i Anglią stał się faktem.

Niecały rok później – na dwa tygodnie przed wejściem w życie aktów finalizujących powstanie Zjednoczonego Królestwa – podczas prezentacji projektu flagi królowej Annie i jej prywatnej radzie gabinetowej, zaprotestowali szkoccy delegaci. Oburzał ich fakt, że oto angielski krzyż św. Jerzego przykrywa krzyż św. Andrzeja – symbol Szkocji. Flaga została zatwierdzona w oryginalnym kształcie, a szkocka wersja, z dominującym krzyżem św. Andrzeja – nieoficjalnie używana przez cały wiek XVIII – stała się symbolem duchowej rebelii, niezadowolenia z unii i politycznego niesmaku.

Unia ostatecznie przypieczętowująca powstanie Zjednoczonego Królestwa nie uchroniła jednak kraju od wewnętrznych podziałów i konfliktów wokół przywrócenia na tron Stuarta. Miały one wkrótce znów doprowadzić do rozlewu krwi w serii nieudanych inwazji i dwóch wielkich powstań 1715 i 1745 roku. Dynastia Stuartów nigdy nie wróciła do rządzenia królestwem, a Szkocja spotkała się z ostrymi represjami ze strony Anglików. Począwszy od dobicia i sprzedaży jeńców bitewnych spod Culloden jako niewolników mających pracować w plantacjach Nowego Świata, poprzez praktyczną likwidację systemu klanowego, zakaz noszenia tradycyjnego szkockiego stroju, aż po zakaz używania ojczystego języka – szkockiej odmiany gaelickiego.

Ponad dwa i pół wieku później, resentyment i wzajemna niechęć Szkotów i Anglików są wciąż niezwykle żywe. Zjednoczone Królestwo nigdy nie stanowiło prawdziwej jedności, a stosunki “partnerów” od początku istnienia unii miały niewiele wspólnego z równością. Szkocki Parlament, choć wyposażony we władzę legislacyjną dotyczącą wszystkich spraw, które nie są zarezerwowane dla Westminsteru – czyli lokalnie rozumianej służby zdrowia, rolnictwa czy wymiaru sprawiedliwości oraz spraw ekonomicznych – w rzeczywistości jest zależny od Londynu.


Nowy numer Res Publiki Nowej „Jak być razem?”, o potrzebie odbudowy wspólnoty w Polsce i w Europie, jest już dostępny w naszej internetowej księgarni.


Jakkolwiek Szkoci i Anglicy nie walczyliby wspólnie w bitwie pod Ypres czy Dunkierką, jakkolwiek Szkocja nie zyskałaby gospodarczo na unii z Anglią, kulturowo i politycznie Zjednoczone Królestwo oznaczało (i wciąż oznacza) dla Szkocji poddanie się prymatowi południowego sąsiada. Płaszczyzną, na której ujawnia się opozycja polityczna wobec Anglii, jest polityka społeczna Szkocji, która od 1979 roku, kiedy Margaret Thatcher została premierem, wyraźnie zaznacza swoją skłonność do budowania zrównoważonego “państwa dobrobytu” i sprzeciw wobec polityki angielskiej, często sympatyzującej z nurtem neoliberalnym zarówno w kształtowaniu ekonomii, jak i myśleniu o społeczeństwie.

Referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej rozbudziło na nowo pytania o to, jak silna jest unia spajająca Zjednoczone Królestwo (warto pamiętać o referendum niepodległościowym w Szkocji z roku 2014, w którym opcja nacjonalistyczna przegrała ze zwolennikami zjednoczenia, którzy zakładali, że rząd Torysów zgodnie ze swoją obietnicą, nie będzie prowadził Zjednoczonego Królestwa w stronę opuszczenia struktur Unii Europejskiej).

Anglia w ogromnej większości, wraz z częścią Walii, opowiedziały się za Brexitem. Szkocja oraz północno-zachodnia Walia – za pozostaniem w UE. Unia Europejska to dla nich dostęp do wspólnego rynku, ale też gwarancja napływu inwestycji – zarówno Szkocja, jak i Walia bardzo ich potrzebują. Zyski płynące z Unii Europejskiej dla Zjednoczonego Królestwa przewyższają wydatki i choć na Wyspach Brytyjskich nie widać co kilkanaście kroków tabliczek z napisem “Sfinansowano ze środków Unii Europejskiej”, wpływy z Unii umożliwiają rozwój wielu zaawansowanych projektów, na przykład w sektorze badawczym. Fakt, że Uniwersytet Oksfordzki po raz pierwszy od 700 lat rozważa stworzenie ośrodka zamiejscowego (we Francji) daje do myślenia. W ślad za Oksfordem idą też inne uniwersytety, także rozważając takie rozwiązanie. Dzięki obecności w Unii Europejskiej uniwersytety w Wielkiej Brytanii dokonały dużego skoku jakościowego, a współpraca akademicka z innymi ośrodkami przyczyniła się do ich rozwoju (z korzyścią dla obu stron).

Westminster rozgrywa wstępne negocjacje w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej w pojedynkę – można powiedzieć, że Zjednoczone Królestwo opuszcza struktury wspólnoty na warunkach określanych jedynie przez Anglię z twarzą premier Theresy May i jej kilku doradców. Opinia publiczna zaczyna rozumieć, jak bardzo bolesny może stać się całkowity brak przygotowania (ekonomicznego, politycznego, administracyjnego) do wyjścia z Unii Europejskiej, o którym decyzja zapadła na podstawie emocjonalnej kampanii poprzedzającej czerwcowe referendum.

Taki stan rzeczy nie podoba się ani Szkocji, która nie chce opuszczać Unii Europejskiej, ani Walii, która choć w 52% opowiedziała się za Brexitem, nie zgadza się na całkowitą dominację Anglii i jasno twierdzi, że wysunięcie przez Nicolę Sturgeon zapowiedzi o drugim referendum niepodległościowym w Szkocji jest dostateczną przesłanką do tego, by Walia również zaczęła myśleć o sobie w kategoriach niepodległego państwa.

Niedawno Theresa May – najwyraźniej zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa rozpadu Zjednoczonego Królestwa – gorąco zapewniała Walijczyków o tym, że wynegocjuje dla nich możliwie najlepsze możliwości eksportu ich towarów (który rocznie przynosi około 12.7 mln funtów zysku), a także zagwarantuje ważną rolę Walii jako ośrodka biznesowego i naukowego wewnątrz Wielkiej Brytanii. Czy nie za późno na te zapewnienia, biorąc pod uwagę, że 29 marca oficjalnie rusza procedura negocjacji wyjścia Zjednoczonego Królestwa ze struktur Unii Europejskiej? Czy nie są to rozmowy, które powinny towarzyszyć przygotowaniom do referendum w sprawie członkostwa w EU, zamiast dominujących w mediach emocjonalnych przekazów o imigrantach z Europy Środkowej i nieprawdopodobnych kwotach, które jakoby brytyjska służba zdrowia miała zaoszczędzić po opuszczeniu Unii?

Czy po potencjalnym uzyskaniu niepodległości Szkocja i Walia poradziłyby sobie jako niezależne państwa leżące w izolacji od kontynentu i gospodarczo zdane na potężnego sąsiada zajmującego niemal połowę terytorium Wyspy? Abstrahując od czysto racjonalnych przesłanek gospodarczych, wystarczy analiza wydarzeń historycznych, by wyciągnąć wnioski, że Zjednoczone Królestwo – jeśli chce poradzić sobie z tąpnięciem, jakie przyniesie Brexit – jest skazane na bycie razem. Tylko jedność i spójność, a zarazem realny udział wszystkich członków unii (a więc w praktyce zmniejszenie dominacji Westminsteru i oddanie większej suwerenności parlamentom Szkocji i Walii) jest w stanie zapewnić Wielkiej Brytanii pomyślność w zmieniających się (nie tylko w wyniku referendum i nie tylko w Europie) warunkach politycznych.

Małgorzata Fraser – analityczka i konsultantka strategii cyfrowych, zainteresowana przemianami współczesnego świata, prywatnością internetu, problemami etyki 2.0 i mediów. Twitter: @GosiaFraser

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa