Udawane wiadomości: wirtualna rzeczywistość na ekranie telewizyjnym

W jakich kategoriach można ująć prawdę w świecie, w którym program satyryczny staje się dla wielu głównym źródłem informacji?


John Stewart już od kilku lat nie prowadzi The Daily Show. Formuła programu uległa zmianie, zmienił się też prowadzący. Warto jednak wrócić pamięcią kilka lat wstecz. Kiedy zaczęłam pisać ten artykuł, Barack Obama właśnie wygrywał po raz pierwszy wybory prezydenckie w USA. Przez mainstreamowe media przetaczała się fala entuzjazmu, wyczekiwanej radości, jakże potrzebnej po wcześniejszym kryzysie finansowym z 2008 roku. Nie-mainstreamowe programy takie jak The Daily Show także wtedy świętowały.

Satyra polityczna i tzw. fake news, o których jest niniejszy tekst, grały wtedy w jednej lidze z amerykańskim mainstreamem, wspierając tego samego kandydata. A same udawane wiadomości wydawały się wyrafinowaną, rozładowującą polityczne napięcia rozrywką, ale także narzędziem społecznej krytyki. Jej droga nie przecinała się wtedy z teorią spiskową. Wirtualność takiej telewizji, jaką proponował The Daily Show, polegała na tworzeniu potencjalnie możliwych (i raczej zabawnych) cykli zdarzeń, które nie rościły sobie pretensji do bycia realnymi. Fact-checking nie był potrzebny. Jednakże dzisiejsza wirtualizacja kontentu audiowizualnego (bo nie sposób już poważnie mówić o telewizji) to już nie fantomatyka sprzed kilku lat. To wirtualność rozumiana jako alternatywa dla rzeczywistości, o takim samym statusie ontologicznym. Sztab Donalda Trumpa zdaje się nazywać to „prezentacją alternatywnych faktów”.

Nie wiem, czy dekadę temu potrafiliśmy przewidzieć, że taka będzie trajektoria rozwoju fake news, że otworzy się perspektywa kompletnego braku jednej sfery publicznej, a społeczeństwo podzieli się na szereg mikro-wspólnot z których każda pieczołowicie pielęgnować będzie własną bańkę informacyjna. Jedno jest natomiast pewne: trudno wysmakowane fake news Stewarta obarczać za tę trajektorię jakąkolwiek winą, ale warto pamiętać o początkach „udawanych wiadomości”.

RAMY THE DAILY SHOW: ZE STUDIO I Z MIEJSCA WYDARZEŃ

Swego czasu na stronie programu The Daily Show (www.thedailyshow.com) widniał opis, w którym przedstawiano go widzom następująco: “bieżące wydarzenia i popkultura, satyra i fałszywe wiadomości”. Warto zacząć analizę ram The Daily Show od samego tytułu. Nazwa programu to połączenie dwóch różnych pojęć: daily, czyli „codzienny”, to przymiotnik często pojawiający się w tytule gazet, programów informacyjnych i innych codziennie wydawanych źródeł wiadomości. Z kolei show to program o jednoznacznie rozrywkowym charakterze, którego produkcję zwykle planuje się na ograniczoną liczbę odcinków. Szczególność The Daily Show polega na zakorzenieniu w obu tych sferach. Trwający dwadzieścia jeden minut program nadawany w dni robocze (oprócz piątków) składa się z dwóch części – „udawanych wiadomości telewizyjnych” i „hybrydowego talk-show” (Jones 2005: 164). Pierwsza część to parodia telewizyjnych relacji z bieżących wydarzeń, w których Jon Stewart opowiada o najważniejszych wiadomościach i udziela głosu “korespondentom z miejsca wydarzeń” należącym do tak zwanej „ekipy reporterskiej” (w skład której wchodzili m.in. John Oliver, Aasif Mandvi, Larry Wilmore, Kristen Schnaal, Samantha Bee, Wyatt Cenac, John Hodgman, Jason Jones i Lewis Black), która udaje, że relacjonuje na żywo z „centrum wydarzeń”. W drugim segmencie ma miejsce wywiad z gościem programu – zwykle dziennikarzem, ekspertem bądź politykiem, rzadziej znaną osobowością ze świata biznesu, aktorem lub piosenkarzem. Na przykład między 11 kwietnia a 11 maja 2009 roku tylko kilka osób spośród gości były aktorami (Tom Hanks i Hugh Jackman), cała reszta (w tym Ken Salazar, George Stephanopoulos, Fareed Zakaria i Christine Lagarde) przynależała w jakiś sposób do pola polityki i stosunków międzynarodowych.

W dalszej części artykułu chcę poddać analizie przede wszystkim pierwszy segment programu. Od pewnego czasu zwraca się uwagę na sposób, w jaki The Daily Show prowadzi grę z gatunkiem wiadomości telewizyjnych. Problem poruszany jest głównie w kontekście nawyków konsumpcyjnych młodzieży. Według ankiety przeprowadzonej przez Pew Research Center, której wyniki przytacza Jefferey P. Jones w swojej książce Entertaining Politics (2005), młodzi Amerykanie czerpali informacje na temat dwóch ostatnich kampanii wyborczych równie często z programów satyrycznych, takich jak The Daily Show, co z wieczornych wydań wiadomości telewizyjnych i dzienników prasowych. Wielu krytyków uważa, że wieczorne programy satyryczne nie mogą służyć jako godne zaufania źródła informacji ze względu na ich niepoważną naturę. Co więcej, popularność programu przez niektórych została uznana za dowód, że widzowie, w szczególności młodzi, są bardziej zainteresowani rozrywką i „łatwymi” w odbiorze informacjami, co przekłada się na to, że publiczność programu jest mniej zorientowana co do znaczenia czy powagi tychże informacji.

Wydaje się, że debata wokół The Daily Show miała wiele wspólnego z dużo szerszą dyskusją na temat samej istoty tego, co można uznać za wiadomości. Wybór wiadomości przez dziennikarzy podlega szerokiej interpretacji. Konsensus co do tego, co zostanie zrelacjonowane, jest bezpośrednim wynikiem interakcji między mediami a światem polityki. Organizacje medialne zwykle starają się znaleźć taki sposób ujęcia wiadomości, żeby zapewnić sobie regularność i przewidywalność działania, co przekłada się na spory konformizm i jednolitość w relacjonowaniu. Co więcej, produkowanie wiadomości jest przedsięwzięciem nastawionym na zysk: w momencie, gdy dla danej korporacji medialnej programy informacyjne przestają się opłacać, zaprzestaje się ich emisji. Dodatkowo istotne jest, że wiadomości to narracje, a nie fakty. W szczególności wiadomości telewizyjne stanowią filmową opowieść, w której preferowane jest duże napięcie dramatyczne, odpowiednie do wagi materiału. Nie można zaprzeczyć niejasności samego pojęcia wiadomości. Wiadomości to konstrukcje językowo-wizualne, performatywne, posługujące się kodami symboliczne przedstawienia, które kształtowane są przez postrzeganie osób, które je tworzą i linię instytucji, które je produkują. Zatem, jak słusznie zauważa Jones, samo bycie dobrze poinformowanym także stanowi pojęcie nieostre. Mierzenie wiedzy i informacji politycznej zawsze wymaga założenia pewnej intencjonalności. To ważna uwaga, szczególnie dziś, kiedy profesjonalne programy informacyjne zdają się poświęcać coraz więcej czasu materiałom na temat osobowości ze świata rozrywki. W Nowym Jorku, gdzie wieczorne wiadomości lokalne nadawane są między godziną piątą a siódmą wieczorem, pierwsza godzina pożytkowana jest głównie na tak zwane „miękkie” wiadomości i wywiady (Berkman, Kitch 1990: 85).

Neil Postman dowodził, że „nasze odbiorniki telewizyjne utrzymują nas w nieprzerwanym kontakcie ze światem, ale czynią to z przylepionym na stałe do twarzy uśmiechem” (2002: 130). Przyjmujemy zaproszenie prezenterów, ponieważ wiemy, że „wiadomości” nie muszą być brane na poważnie, że to wszystko jest w jakimś sensie rozrywką (ibid.). Według Postmana niemożliwe jest tworzenie „atmosfery powagi wokół jakiegoś wydarzenia, jeśli wypływające z niego implikacje są wyczerpane w ciągu niespełna jednej minuty” (150). Zatem wiadomości telewizyjne nie mają na celu sugerowania, że którakolwiek z informacji ma znaczenie czy faktyczne przełożenie na rzeczywistość, które wymagałyby od widzów myślenia o niej dłużej niż czas nadawania materiału. Epistemologia wiadomości opiera się na założeniu, że wszystkie fragmentaryczne doniesienia na temat okrucieństwa i śmierci są wysoko przesadzone. Prezenterami są celebryci, a sam „program informacyjny” jest reklamowany. Postman twierdzi, że fakt, że „wiadomości otrzymują opakowanie rozrywkowe… [sprawia, że] tracimy nasze wyczucie, co to znaczy być dobrze poinformowanym” (2002: 156). Nawet jeśli przyjmiemy, że powyższe stwierdzenie jest lekko prowokacyjne i przesadzone, jest prawdą, że bardzo trudno rozróżnić między poważnymi i niepoważnym i, co ważniejsze, miedzy prawdziwością a fałszywością informacji w momencie, kiedy przychodzi do szukania „prawdy” we współczesnej debacie politycznej. Być może „prawdę” mierzy się już w innych kategoriach niż faktyczność i obiektywność? Postman sugeruje, że w telewizji „wiarygodność zastępuje rzeczywistość jako decydujący test prawdomówności” (ibid.: 149). Dowodzi on, że liderzy polityczni „o rzeczywistość nie muszą się zbytnio kłopotać, pod warunkiem, że ich prezentacje będą konsekwentnie tworzyły atmosferę prawdomówności” (ibid.: 149). Dla Postmana jest to wyraźnie negatywne zjawisko, które otwiera drogę manipulacji opinią publiczną przez władzę i media. Tymczasem niedawne badania (Johnson, Kaye et al. 2008) pokazują, że przez grupę widzów obytych, dobrze poinformowanych i wymagających rzetelność mediów oceniana jest głównie w oparciu o wrażenie wiarygodności i bezstronności. Precyzja i dogłębna analiza tematu są mniej istotne. Coś, co niepokoiło Postmana, po dwudziestu latach stało się istotnym wskaźnikiem oczekiwań publiczności względem mediów. Decyzja, by polegać na danym medium wynika z zaufania dla całej marki medialnej lub dla danej osobowości medialnej. Pod tym względem The Daily Show wydaje się ciekawym przypadkiem polegania publiczności na otwartej deklaracji zespołu programu, że uczciwość stanowi dla nich wartość priorytetową. The Daily Show często pokazuje więcej materiałów na temat niektórych wydarzeń niż reszta stacji, pomijając przy tym inne kwestie, nawet te uważane za news dnia. Istotnie, w wywiadzie dla The Paley Center for Media, Jon Stewart, odpowiadając na pytanie o to, jak jego zespół wybiera tematy odcinka, przyznał, że jest to podyktowane swobodnym wyborem ekipy, a niekoniecznie znaczeniem tematu. Przy relacjonowaniu wzmocnienia obecności wojsk amerykańskich w Iraku Jon Stewart bardziej niż fakty prezentował mniej lub bardziej adekwatne wnioski wysnute na ich podstawie.

Co więcej, Stewart przekonuje, że ta metoda doboru tematów najbardziej odpowiada publiczności: „Jeśli myślą, że jesteś dupkiem, który trochę zmyśla, reagują szczerze”. Wydaje się, że zarówno producenci, gospodarze programu jak i publiczność podzielają (zgodnie z deklaracjami w badaniu Pew Research Center) opinię, że najlepszą strategią w czasach zaawansowanej inforozrywki jest wykroczenie poza wydarzenia medialne, podważanie, kwestionowanie i krytykowanie stylu mainstreamowego dziennikarstwa, przedrzeźnianie dziennikarstwa telewizyjnego, które posługuje się telewizyjnymi ekspertami lub prezenterami i demonstrowanie, w jakim celu się tak robi.

JON STEWART JAKO KOMIK, CELEBRYTA I KOMENTATOR

Sława postrzegana jest często jako wiążąca się z inną, trudniejszą do określenia formą władzy niż ta, jaką mają instytucje, takie jak zgromadzenia ustawodawcze, administracja rządowa i media. Michel Foucault zwraca uwagę na rozproszone sposoby, w jakie działa władza i jak może być zinternalizowana (Evans, Hesmondhalgh 2005: 121). Podejście Foucaultowskie mówi, że działanie polityczne można prześledzić w szeregu obszarów, które często są pomijane przez mass-media. Władza działa poprzez dyskursy, formacje dyskursywne, reguły społeczne i wiedzę, które rządzą tym, co można mówić, wiedzieć i robić w danej sferze (Foucault, 1979). Ten typ władzy, uważany za władzę miękką, jest często w posiadaniu dużych formacji dyskursywnych, które wpływają na opinię publiczną poprzez nietransparentne kanały, jak na przykład media. Dziś osobowości medialne odgrywają ważną rolę w umacnianiu i dystrybucji miękkiej władzy. David Marshall (1979) pisze, że celebryci odgrywają dwie ważne role we współczesnych masowych społeczeństwach demokratycznych. Pierwsza z nich polega na tym, że istnieją jako ucieleśnienia niezależnych jednostek par excellence. Druga to to, że służą kontroli mas i kanalizowaniu ich emocjonalnej energii poprzez umożliwianie im identyfikacji afektywnej ze sobą. System celebrycki angażuje masy poprzez włączanie ich w prywatne doświadczenia osób publicznych i pokazuje te doświadczenia jako reprezentacje sfery publicznej.

Co ciekawe, Stewart, który jest w oczywisty sposób komikiem i komentatorem, funkcjonuje też jako bardzo specyficzny celebryta. Howard Kurtz, dziennikarz Washington Post i reporter CNN, napisał interesujący artykuł poświęcony Stuartowi pod tytułem The Campaign of a Comedian [Kampania komika]. Rozpoczyna go nagłówkiem „Jon Stewart, dumny ze swojej roli, udawany dziennikarz, uparcie twierdzi, że jest tylko komikiem” (2004: AO1). Kurtz twierdzi, że uporczywe wyszydzanie ówczesnego prezydenta George’a Busha i ówczesnego sekretarza obrony Donalda Rumsfelda “uczyniło śmieszka z kanału Comedy Central fenomenem kulturowym i – mimo że temu przeczy – zdaje się, że może mieć jakiś niedookreślony, przesiąknięty ironią wpływ na to, jak postrzegana jest kampania wyborcza”. Choć sam Stewart często kłócił się z poglądem jakoby młodsi widzowie włączali The Daily Show w celu zdobycia informacji o aktualnościach, Kurtz zauważa, że program przyciąga regularnie publiczność liczącą 1,2 miliona widzów, z których większość jest poniżej trzydziestki. Co więcej, przypomina on, że Stewart oficjalnie zadeklarował, że planuje głosować na Johna Kerry’ego w wyborach z 2004 roku i że jego program to „idealna platforma dla polityków – w szczególności demokratów – którzy pragną pokazać jacy są fajni” (ibid.). Kurtz relacjonuje też, bez podania konkretnego źródła, że „ostatecznym absurdem” jest fakt, że w roku 2004 w internecie krążyła petycja, „wzywająca Stewarta do kandydowania na prezydenta”.

Jako gospodarz The Daily Show, kiedy prowadził rozmowy z gośćmi programu, Artysta Roku zmieniał się jak kameleon. Stewart umie przystosować się do każdego dyskursu. Kiedy rozmawiał z celebrytami, unikał tematu polityki i zwykle skupiał się na promowaniu ich najnowszych osiągnięć, podobnie jak robią gospodarze innych programów porannych i wieczornych. Z zaproszonymi politykami natomiast często dogłębnie omawiał sprawy bieżące i poszczególne aspekty ich programów politycznych. Z kolei w rozmowach z ekspertami i intelektualistami poruszał tematy dotyczące „globalnych” spraw polityczno-gospodarczych. Co ciekawe, The Daily Show bardzo ostrożnie pilnuje granic gatunkowych. Jeśli w jakimś momencie rozmowa stawała się zbyt „długa” lub zbyt „poważna” jak na program quasi-satyryczny, Stewart wyhamowywał dyskusję i znów wchodził w rolę komika, w szczególności, gdy w studio gościli intelektualiści. Koniec końców, widzowie potrzebują przypomnienia, że program ma na celu wyśmiewanie się z konwencji poważnego dziennikarstwa i, jak ujął to Stewart, „żartowanie sobie z prawdziwego dziennikarstwa” (Kurtz ibid.). I tak Stewart, w sposób oczywisty popularna osobowość, jest postrzegany przez widzów jako showman, który wyznacza standardy telewizyjne, ale już niekoniecznie jako wzór do naśladowania. Stewart jest w zbyt dużym stopniu żartownisiem, by stawiać go w roli autorytetu. Jego miejsce w showbiznesie jest zdecydowanie zbyt nieoczywiste, by mógł stać się idolem.

PUBLICZNOŚĆ: FANI CZY KRYTYCY?

Nie będzie odkryciem stwierdzenie, że telewizja może sprawić – i faktycznie często sprawia – że widzowie będą mylić swoją własną rolę społeczno-polityczną z rolą, jaką ma pełnić medium masowe. Dziś wielu badaczy uważa, że w świecie liberalnych zachodnich demokracji przybiera na sile tendencja do redukowania politycznych praw obywateli za pomocą miękkiej władzy (zob. też Althusser 1971, Zizek 2007). Silne utowarowienie relacji społecznych w sferze publicznej prowadzi do powstania licznych instytucji i urządzeń, które oferują przejęcie od obywateli ich obowiązków publicznych. Brak partycypacji wynika z tego, że ludzie mają możliwość odmówienia uczestnictwa w życiu publicznym. A miękka władza mediów polega na przekonywaniu obywateli, by odmówili działania zgodnie z demokratyczną ideą interaktywności: aktywnego wchodzenia we współpracę, a możliwie i w konflikt, z innymi w sferze publicznej. W sferze telewizji publiczność, nawet z uwagi na strukturę samego medium, zwykle gra rolę pasywnego obserwatora, również z tego powodu, że media i elity chcą, by właśnie w takiej pozycji była ustawiona.

Telewizyjni eksperci, celebryci i osobowości publiczne są takimi instytucjami. Zatem podstawowy problem dzisiejszych koncepcji demokracji deliberatywnej polega na rozdźwięku między teorią demokracji deliberatywnej a praxis dyskursu publicznego, między postulatem interaktywności a zagrożeniem interpasywnością. Termin „interpasywność” został ukuty przez austriackiego filozofa Roberta Pfallera, który zdefiniował ją jako przenoszenie własnych uczuć i wrażeń na inne osoby lub przedmioty, głównie telewizję. Koncepcja ta została przejęta przez Slavoja Žižka, który analizował zjawisko „śmiechu z puszki” w serialach (2007), w których publiczności wskazuje się, kiedy należy się zaśmiać. W ten sposób treści medialne można traktować jako akty performatywne, które samym swoim istnieniem robią coś, co do czego widzowie uważali, że powinno być wykonane.

Z drugiej strony, pojęcie interaktywności też może być zwodnicze. W Języku nowych mediów (2006), Lev Manovich pisze, że „psychologiczne procesy uzupełniania brakujących informacji, formułowania hipotez, przywoływania i identyfikacji, które są konieczne, żeby zrozumieć jakikolwiek tekst lub obraz” leżą w sercu relacji między człowiekiem a medium (2006: 130). Refleksja, rozwiązywanie problemów, pamiętanie i kojarzenie zostają zeksternalizowane, ponieważ ich „właściciel” jest członkiem społeczeństwa, które wymaga standaryzacji i dąży do połączenia z fikcyjnym środowiskiem, które umożliwia mu jednocześnie uczestnictwo i anonimowość.

Jak już wspomniałam, publiczność The Daily Show uważana jest za wyjątkową. Składa się ona w dużej mierze z młodych ludzi, którzy nie tylko regularnie oglądają program, ale też udzielają się mocno na jego stronie internetowej i bardzo często, szczególnie jeśli są z Nowego Jorku, przychodzą obejrzeć go na żywo w studio. Byłoby jednak błędem postrzeganie tej grupy jako jednolitej. Postawy i oczekiwania widzów programu wykazują duże zróżnicowanie. Z jednej strony, jeśli prześledzić posty na stronie The Daily Show, widać jasno, że program ma wiele fanów i entuzjastów, którzy dzielą się komentarzami na temat „fajnej mimiki” Jona Stewarta, omawiają wygląd zaproszonych gości czy spierają się, który klip jest najzabawniejszy. Jednakże można przeczytać też wiele komentarzy, w których oceniana jest jakość programu, to, jak ogólnie wypadli zaproszeni goście oraz czy przedstawione przez nich informacje były wiarygodne i wartościowe. Jest też wiele komentarzy, w których widzowie wdają się ze sobą w dyskusje polityczne. Zatem ta „widoczna” grupa osób oglądających The Daily Show zarówno dla rozrywki, jak i dla pozyskania informacji, nie może być zaklasyfikowana po prostu jako fani, nawet jeśli nosi ona znamiona fandomu.

Jak pisze John Fiske (2010), z byciem fanem wiąże się przerabianie dla przyjemności tekstów i obrazów, które rozpowszechniają media masowe. Fiske opisuje coś takiego jak „przesadne” zachowanie fanowskie, które odróżnia fanów od „zwykłych” konsumentów, bowiem ci pierwsi zwykle wyrażają tak wielki entuzjazm, intensywność i poruszenie, że są one nieporównywalne z innymi, bardziej przyziemnymi interakcjami z kulturą mediów. Na przykład, fani są semiotycznie produktywni w konstruowaniu swojej zbiorowej tożsamości w oparciu o produkty medialne. Tworzą też szereg tekstów kultury, które nie mają w zamierzeniu wejść do oficjalnego obiegu gospodarczego (Fiske, ibid.). To spostrzeżenie jest bardzo istotne, bowiem traktuje fandomy jako wspólnoty, które powiązane są z formami komercyjnej kultury, ale niekoniecznie wpasowują się w jej mainstream, co pod wieloma względami pasowałoby do społeczności fanów The Daily Show, która wyraża stosunkowo krytyczne podejście do autorytetów i mediów. Jednakże według Fiskego produktywność fandomu jest uważana przez dominujący system wartości za bezwartościową, bowiem stanowi odbicie gustów nieuprzywilejowanych grup społecznych. Mimo że Fiske zaznacza, że nie jest jego celem „patologizowanie” fanów, odróżnia ich of zwykłej publiczności jako tych, których zwykle charakteryzują mniejsze osiągnięcia edukacyjne i są wykluczeni klasowo, rasowo i płciowo (1991). Ta definicja fana czy entuzjasty wydaje się bardzo ograniczająca i wyraźnie nie pasuje do dużej, wiernej grupy obytych i krytycznych odbiorców. Widzowie, dla których The Daily Show jest pomyślany, to właśnie ci, którzy faktycznie rozumieją jego treść, którym podoba się medialny system i jednocześnie potrafią wyjść poza wydarzenie sceniczne, zastanowić się nad jego znaczeniem, zdemaskować pseudo-wydarzenia jako takie i podważyć cały porządek. Jak dowodzi Jeffrey P. Jones publiczność z gospodarzami The Daily Show łączy się w kwestionowaniu opartej na odgórnej komunikacji roli wiadomości medialnych (ibid.: 187) – zamiast tego pragnie ona aktywniejszej roli w tworzeniu tego, co składa się na wiadomości. Innymi słowy, chce uczestniczyć w procesie filtrowania. Pierre Bourdieu pisał, że prawdziwy obywatel musi wyrosnąć ponad problemy telewizji, by liczyć się jako „dobry obywatel” i że teza o znudzeniu telewizją funkcjonuje jako oznaka bycia dobrym obywatelem, tak jak dobry gust funkcjonuje jako oznaka kapitału kulturowego (1984). Nie chcę w tym miejscu powiedzieć, że The Daily Show jest instytucją angażującą obywateli w prawdziwy otwarty dialog z biznesem medialnym i elitami politycznymi, bowiem pozostaje programem telewizyjnym, który cechuje się wszystkimi elementami jednostronnego programu telewizyjnego. Jednakże poprzez postmodernistyczną skłonność do parodii i nadanie tonu pastiszu zamiast dyskursu o „poważnych” sprawach, dyskurs, który promuje nieco inną ideę obywatelskości, być może niezupełnie aktywnej, ale z pewnością krytycznej.

WIRTUALNA RZECZYWISTOŚĆ NA EKRANIE TELEWIZYJNYM

Według medioznawcy Piotra Sitarskiego wirtualna rzeczywistość (VR) to świat, który, w swojej istocie, jest zupełnie inny od świata realnego, ale jednocześnie wypełnia wszystkie funkcje, które świat powinien wypełniać. Zatem, choć empirycznie nie istnieje, „zachowuje się”, jakby istniał (Sitarski 2005: 392). Co więcej, równoległe funkcjonowanie w wirtualnym wymiarze jest dziś tak głęboko zakorzenione w naszych codziennych praktykach, że na poziomie pragmatycznym stało się praktycznie nieodróżnialne of realnego życia. Stało się „środowiskiem życia” (Lebenswelt). To nie znaczy koniecznie, że VR jest mylone z realnym światem, jak ująłby to Jean Baudrillard. A jednak może to wskazywać na takie postrzeganie działania przez jednostkę, w którym rozróżnienie między życiem realnym a życiem w VR nie jest na tyle istotne, by go dokonywać.

Jak dowodzi Jeffrey Scheuer w The Soundbite Society: Television and The American Mind (1999), telewizja dzięki swoim możliwościom transmisji jest zwieńczeniem pewnej logicznej progresji i znosi ograniczenia czasu i przestrzeni. Poprzez symulowanie ludzkiej komunikacji twarzą w twarz, umożliwia zbliżenie do odległych doświadczeń w takim stopniu, że stanowi krok milowy w stosunku do wszystkich poprzedzających ją środków (Scheuer 1999: 4). Pod tym względem telewizja ma wiele cech wspólnych z nowymi mediami, choć ten aspekt jej funkcjonowania jest często pomijany. Epistemologia telewizji zastąpiła pisany dyskurs ekspozycji i stworzyła świat, w którym „teraz jest wydarzeniem, teraz pojawia się w świecie na chwilę i znowu znika” (Scheuer ibid.: 12). Dlatego w jakimś sensie świat telewizji jest światem wirtualnym.

Dla Jeana Baudrillarda (Ameryka, 2011) Stany Zjednoczone to kraj, w którym polityka i fikcja łączą się i mieszają w takim stopniu, że stają się nie do odróżnienia. Baudrillard pisze o histerezie – procesie, w którym coś funkcjonuje, rozwija się siłą bezwładu, a efekt trwa, choć przyczyna dawno zanikła. Z drugiej strony Pierre Bourdieu (ibid.) proponuje zupełnie inne podejście. Według Bourdieu politykę można rozumieć jako pole, które współistnieje z innymi polami, jak sztuka czy nauka, ustrukturyzowane według systemu, który rozpościera się między prawicą i lewicą, konserwatystami i progresywistami, zmianą i stabilnością, i tak dalej. Jej cechy wyróżniające tworzą różnice, które wyłaniają się ze zderzenia perspektyw. Bourdiańska analiza jest bardzo przydatna, gdyż tłumaczy on zdroworozsądkowe postrzeganie polityki jako wieży z kości słoniowej „zamieszkałej przez ludzi mówiących sami do siebie” (Van Zoonen 2005: 5). Wracając do The Daily Show, już w roku 2005 Frank Rich opublikował artykuł pod tytułem The White House Stages Its ‚Daily Show’ [Biały Dom wystawia swój własny „Daily Show”], w którym oceniał:

Modły tych, którzy liczyli, że prawdziwa telewizja weźmie do siebie wskazówki Jona Stewarta zostały wysłuchane dziewiątego lutego 2005 roku. Prawdziwy prezenter w godzinach największej oglądalności pożyczył technikę z satyrycznych wiadomości, by przedstawić prawdziwą wiadomość na temat fałszywego dziennikarza.

Jeśli rozważymy ten przykład i zgodzimy się przyjąć niewątpliwie interesującą interpretację Bourdieu, musimy zadać sobie pytanie: co właściwie imituje co? I co ważniejsze: kto kogo imituje, a kto jest imitowany? Jeśli system polityczny jest zamkniętym i właściwie wirtualnym dyskursem oderwanym od rzeczywistości, to zostajemy z całym przemysłem środków masowego przekazu, które oferują „nie tyle konkurujące wizje świata, ale inne rzeczywistości” (Riegert 2005, w: Jones, ibid.: 186), lub, innymi słowy, inne „realistyczne” obrazy świata na zewnątrz. Wszystkie one, łącznie z The Daily Show, konkurują o naszą uwagą i przekazują nam własny obraz, tak samo „fałszywy” jak inne. Jedyna istotna różnica może być taka, że The Daily Show ma formułę, w której otwarcie zaprzecza jakoby rościł sobie pretensje do autentyczności. Dlatego obraz sprzedawany przez jego gospodarzy jest bardziej pociągający i podlega iteracji i symulacji. Koniec końców nie ma znaczenia, czy wiadomości są „udawane” czy nie. To, co ma znaczenie, to ich wiarygodność i performatywność związane z zaufaniem publiczności.

Na zakończenie chciałabym wrócić do krytycznego i nieco zazdrosnego artykułu Howarda Kurtza poświęconego „udawanemu dziennikarstwu” Jona Stewarta. W pewnym momencie Kurtz pisze, że w programie Crossfire Jon Stewart zapytany o cele The Daily Show odpowiedział w bardzo szczególny sposób: „Nie jest naszym celem zmiana systemu politycznego” – odparł. „Mamy bardziej egoistyczne cele – rozerwać się.” Po chwili zastanowienia dodał: „Denerwuje nas to, w jaki sposób uprawiana jest polityka i w jaki sposób jest ona traktowana przez media”. To bardzo postmodernistyczna wizja: dwa sprzeczne twierdzenia zdanie po zdaniu. Możliwe, że Jon Stewart znalazł adekwatny i aktualny sposób na rozruszanie działania obywatelskiego poprzez uczynienie go przyjemniejszym, przejmując całą agresję i sarkazm, jakie wywołuje. Ta kwestia powinna jednak pozostać otwarta, gdyż wymaga dalszej analizy.

 


 

WYBRANA BIBLIOGRAFIA:

  • Althusser, L. Idéologie et appareils idéologiques d’état, [w:] Brewster, B., Ideology and Ideological State Apparatuses. Notes Toward an Investigation. Lenin and Philosophy and Other Essays, Nowy Jork 1971, 127–188.
  • Baudrillard, J. Ameryka, Warszawa 2011.
  • Baudrillard, J. Rozmowy przed końcem (Le paroxyste indifferent. Entretiens avec Philippe Petit), Warszawa 2001.
  • Baym, G. The Daily Show: Discursive integration and the reinvention of political journalism, „Political Communication”, t. 22, nr 3/2005, 259–276.
  • Berkman, R., Kitch, L.W. Politics in the Media Age, Nowy Jork 1986.
  • Bourdieu, P. Language and Symbolic Power, Cambridge, MA 1984.
  • Castells, M., Społeczeństwo sieci, Warszawa 2007.
  • Chaney, D. Fiction and Ceremonies, Londyn 1979.
  • Chmielewski, A. Condensation of the Polish Spirit. John Paul II and the Cross of Interpassivity, [Online:] http://www.chmielewski.uni.wroc.pl/en/e_polishspirit.html. Dostęp 14 września
  • Dayan, D. Katz, E. Media Events. Cambridge, Massachusetts, Londyn 1994.
  • Deleuze, P., Guattari, F. Tysiąc plateau, Warszawa 2016.
  • Evans J., Hesmondalgh D. Understanding Media: Outside Celebrity, Maidenhead-Berkshire 2005.
  • Fiske, J., Zrozumieć kulturę popularną, Kraków 2010.
  • Foucault, M., Nadzorować i karać: narodziny więzienia, przeł. T. Komendant, Warszawa 2009.
  • Fox J.R., Koloen, G., Sahin, V. No joke: A comparison of substance in The Daily Show with Jon Stewart and broadcast network, „Journal of Broadcasting and Electronic Media”, t. 51, nr 2, 213–227.
  • Humphrey, C. Laidlaw, J. The Archetypal Actions of Ritual. A Theory of Ritual, Oxford 1994.
  • Jones, J.P. [w:] Entertaining politics: New Political Television and Civic Culture, Lanham, Md. 2005.
  • Johnson, T., Kaye, B., Birchard, S., Wong, W.J., Every Blog Has Its Day: Politically-Interested Internet Users Perceptions of Blog Credibility, „Journal of Computer-Mediated Communication”, 12/2008, 100–122.
  • Kurtz, H. The Campaign of a Comedian. Jon Stewart’s Fake Journalism Enjoys Real Political Impact, „Washington Post”, 23 października 2004, A01.
  • Manovich, L. Język nowych mediów. Warszawa (The Language of New Media), Warszawa 2006.
  • Marshall, D. Celebrity and Power, 1979
  • McKain, A. Not necessarily not the news: Gatekeeping, remediation, and The Daily Show, [Online:] http://people.cohums.ohiostate.edu/mckain3/JACC_244.PDF Dostęp 10 maja 2009
  • Nancy, J-L. The Ground of the Image. Nowy Jork 2005.
  • Pfaller, R. Philosophy and the Spontaneous Philosophy of the Artists. [w :] Lachmayer H., Möller Ch., Knipp M.: Projekte 95/97, Linz (Archimedia, Institute for Arts and Technology), 1997, 170–182.
  • Pfaller, R. (red.). Interpassivität. Studien über delegiertes Genießen, Wiedeń-Nowy Jork 2000.
  • Postman, N. Zabawić się na śmierć. Dyskurs publiczny w epoce show-businessu, przeł. Lech Niedzielski, Warszawa 2002.
  • Scheuer, J. The Soundbite Society: Television and The American Mind, Nowy Jork 1999.
  • Sitarski, P., w: Hopfinger, M. (red.), Nowe media w komunikacji społecznej XX wieku. Antologia, Warszawa 2002.
  • Van Zoonen L. Entertaining the Citizen: When Politics and Popular Culture Converge, Lanham: Rownan: Littlefield 2005.
  • Warner, J. Political Culture Jamming: The Dissident Humor of ‘The Daily Show With Jon Stewart, 2007.
  • Zizek, S. (1989), The Sublime Object of Ideology, Londyn-Nowy Jork 1989.
  • Zizek, S. The Interpassive Subject. [Online:] http://www.egs.edu/faculty/zizek/zizek-the-interpassive-subject.html. Dostęp 19 grudnia 2007.

 

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa