TOKARCZUK: Kłamstwo, czyli pięć minut niedźwiedzia

Subiektywne poczucie prawdy wiąże się zawsze z aktem oceny, jest to świadomy akt woli – uznaję, że coś jest prawdziwe, i na dodatek przyjmuję konsekwencje


Widziałam niedźwiedzia – stał w kolejce do kiosku. Miałam wtedy kilka lat i rodzice wysłali mnie po jakieś małe zakupy. Trzymałam mocno w dłoni pieniądze, aż dotarłam do skrzyżowania dróg i tam go zobaczyłam. Nikt nie zwracał na niego specjalnej uwagi, a i on wyglądał całkiem normalnie – potężny, wyższy o głowę od innych kolejkowiczów, brązowy, wspięty na tylne nogi. Byłam poruszona i podekscytowana; pędem wróciłam do domu, żeby zdać dokładnie sprawę z tego, co widziałam. Sala, w której siedzieli dorośli, była szara od dymu – z pewnością trafiłam na jakieś zebranie czy konferencję. „Nie kłam” – powiedziała moja mama niezadowolona i zła. Poparł ją tata i inni dorośli. Niektórzy patrzyli na siebie znacząco i chichotali.

Wieczorem rodzice wrócili do sprawy niedźwiedzia, a ja jeszcze kilka razy ze szczegółami relacjonowałam całe zajście. Nie tylko nie wierzyli mi, ale potraktowali ten wypadek dydaktycznie. Posądzali mnie w gruncie rzeczy o kłamstwo – czyli świadomą chęć wprowadzenia ich w błąd, o wyłamywanie się z ogólnie przyjętych zasad komunikacji, o podważenie ogólnego porządku. Sami mieli inne wytłumaczenie: że w ogóle nie dotarłam do kiosku, że zapomniałam, co mam kupić, że poszłam w inną stronę i teraz zmyślałam, próbując odwrócić uwagę od mojego przewinienia. „Powiedz prawdę” – mówiła moja mama i podkreślała, że kłamstwem posługują się tylko ludzie słabi i tchórzliwi. „Bądź więc odważna i powiedz, jak było naprawdę”.

Nie mogłam spać tej nocy, czułam się opuszczona i niezrozumiana; tłumaczyłam im przecież wszystko dokładnie, ale okazywało się, że w którymś momencie, w momencie niedźwiedzia, język jakoś zawodził. Ja powtarzałam swoje, a oni upierali się przy swoim. Powiedz, jak było naprawdę.

Odkrycie, że moi rodzice, że najbliżsi ludzie mogą mieć swoje inne „naprawdę”, było szokiem, bo znaczyło, że dzieli nas od siebie wielka, groźna i niejednoznaczna przestrzeń, którą teraz trzeba będzie ostrożnie uzgadniać. Że mamy swoje światy, które dotykają się wprawdzie w wielu miejscach, ale w innych nie mają ze sobą żadnego związku. Trzeba się więc nauczyć, co jest nam wspólne, a co pozostaje tylko moje, a więc jest nieprzekazywalne.

Wiele lat potem, kiedy pracowałam z pacjentami, „moment niedźwiedzia” często powracał. Było na przykład dwóch braci, którzy opowiadali o swoich rodzicach w dramatycznie inny sposób. Jeden z nich twierdził, że ich ojciec to tyran, matka zaś – cicha i bezradna ofiara. Drugi utrzymywał, że ojciec był silnym, prostolinijnym człowiekiem, a matka niezrównoważoną neurotyczką. Obaj mówili o tych samych osobach i obaj byli pewni, że mówią prawdę. Miało to jeszcze dalsze konsekwencje, pierwszy z nich oceniał swoje dzieciństwo jako nieszczęśliwe, drugi – odwrotnie.

Numer kwartlanika „Res Publica Nowa” pt. Prawda do nabycia w naszej księgarni.

Czy nie jest tak, że odbieramy życie raczej w kategoriach prawdy narracyjnej niż historycznej? Czy nie tworzymy nieświadomie własnych indywidualnych mitów, według których porządkujemy doświadczenie? Nie mogą mieć one – jako takie – wiele wspólnego z tak zwaną rzeczywistością obiektywną, ponieważ nasza świadomość ma naturę zapośredniczoną przez system nerwowy, postrzeganie, emocje, doświadczenie i w końcu język. Widzimy więc te same rzeczy w inny sposób. Widzimy co innego. Nawet jeżeli przyjmiemy, że istnieje zewnętrzny, niezależny od nas, wspólny dla wszystkich (czy też taki sam dla wszystkich) świat, to przecież doświadczamy go na różne sposoby. Życie społeczne, kontakty z drugim człowiekiem, nauka, media i sztuka – to drobiazgowe, mozolne uzgadnianie „prawdy”. Całe epoki mają swoje „prawdy”, które po czasie rozsypują się w pył. Mają też swoje „prawdy” poszczególne jednostki; niektóre z nich są aktualne przez całe życie, inne podlegają kolejnej weryfikacji.

Subiektywne poczucie prawdy wiąże się zawsze z aktem oceny, jest to świadomy akt woli – uznaję, że coś jest prawdziwe, i na dodatek przyjmuję konsekwencje tej oceny. To rodzaj dobrowolnego przykrojenia doświadczenia do pewnego wzoru. Jest to konieczne, o ile mamy żyć we wspólnym poznawczo i etycznie świecie. Należy więc żyć tak, jakby to, co uznaliśmy za prawdziwe, było prawdziwe bezwarunkowo, i musimy bez szemrania podporządkować się wszelkim płynącym z tego konsekwencjom. Mając świadomość względności, z całą powagą respektować prawdy, które uznaliśmy za mimo wszystko obowiązujące.

Nie skłamałam, opowiadając rodzicom o niedźwiedziu przed kioskiem. Widziałam go. Lecz jednocześnie skłamałam, ponieważ niedźwiedzie nie stoją w kolejkach na dwóch łapach. Co najwyżej mogłam mieć przywidzenie, mogłam ulec dziecięcej iluzji. Bez żalu rezygnuję z tego fascynującego, baśniowego obrazu. W końcu dla takich doświadczeń istnieje literatura – dziwne i potężne miejsce pomiędzy wieloma indywidualnymi prawdami.

Esej ukazał się w numere 8(167)/2002 miesięcznika „Res Publica Nowa”.

Olga Tokarczuk – polska pisarka, eseistka, autorka scenariuszy, poetka, psycholog; laureatka Man Booker International Prize 2018 za powieść Bieguni oraz dwukrotna laureatka Nagrody Literackiej „Nike” za powieści: Bieguni i Księgi Jakubowe.

Fot. Martin J. Kraft, (CC BY-SA 3.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa