Takie sobie miasta. Kultura średnich miast

Średni, czyli jaki? W słowniku języka polskiego termin „średni” tłumaczy się przez negację – „nie najmniejszy i nie największy”, „będący pośrodku między czymś małym a dużym”; wg słownika przymiotnik może oznaczać także „przeciętny”, „taki sobie”. […]



Średni, czyli jaki?

W słowniku języka polskiego termin „średni” tłumaczy się przez negację – „nie najmniejszy i nie największy”, „będący pośrodku między czymś małym a dużym”; wg słownika przymiotnik może oznaczać także „przeciętny”, „taki sobie”. Takie jest też chyba potoczne rozumienie tego słowa, chociaż bywa także negatywnie wartościujące. Stwierdzenie „Mam średni humor”, oznacza właściwie, że mam zły humor, a „średnio mi się podoba ta bluzka” znaczy, że mi się nie podoba. Średniość na pewno nie jest w modzie. O średnich zbyt łatwo się zapomina. Lepiej mieć do czynienia z dużym lub małym, nawet jeśli jest „za duże” lub „za małe” – ważne, że jest jakieś. A średnie jest nijakie. Dotyczy to w takim samym stopniu mody, pogody, jak miasta.

Kłopot pojawia się już z samym określeniem, czym „średnie miasto” właściwie jest. Idąc tropem, że średnie to „ani najmniejsze, ani największe”, musielibyśmy powiedzieć, że średnie miasto to „ani Warszawa, ani Września”. Szukając precyzyjnego określenia, możemy sięgnąć do funkcjonujących definicji. Wyszukiwarka internetowa mówi, że kategoria średnie miasto określa gminy posiadające prawa miejskie, o liczbie mieszkańców od 30 do 100 tysięcy. A przecież nie chodzi tylko o liczby. Intuicyjnie wydaje się, że średnim miastem będzie zarówno Legnica, jak i Sieradz. Nie bez znaczenia jest oddalenie od aglomeracji oraz funkcja administracyjna. Inny status mają miasta wojewódzkie, a inną miasta, które po reformie administracyjnej stały się miastami powiatowymi. Ta ostatnia cecha dobrze oddaje istotę „średnich miast” – związana jest z pewną degradacją, umniejszeniem roli, wyjęciem poza nawias, w rezultacie – z zapomnieniem.

Między wsią a aglomeracją

O ile istnieje wiele systematycznych działań skoncentrowanych na rozwoju wsi, a społeczności dużych miast otrzymują wiele wewnętrznych i zewnętrznych bodźców do rozwoju, o tyle średnie miasta zdają się pozostawać na marginesie wielu ważnych dyskusji i procesów rozwojowych. Obszar kultury jest doskonałą egzemplifikacją takiej sytuacji. Rozwijają się inicjatywy pozarządowe nakierowane na wieś – od ponad dwóch lat realizowany jest ogólnopolski Program Rozwoju Bibliotek, który wspiera rozwój bibliotek publicznych w miejscowościach do 20 tysięcy mieszkańców. Istnieją duże programy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego adresowane do instytucji kultury na obszarach wiejskich albo w niewielkich miastach (jak Dom Kultury +). Na drugim biegunie – w dużych miastach – obserwować można efekty rywalizacji kilku ośrodków o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (nowe inicjatywy, zwiększone budżety na kulturę); do dużych miast napływają młodzi, zdolni lub poszukujący, a wraz z nimi rodzą się inicjatywy, rozkręca się rynek, kultura nabiera rozpędu. Średnie miasta ciągle pozostają niszą, jeśli chodzi o inicjatywy rozwojowe dla kultury i o działania wzmacniające potencjał społeczny, a także kapitał kulturowy.

Średni kapitał?

Spośród 908 miast w Polsce ponad 200 mieści się w przedziale od 20 do 200 tysięcy mieszkańców, czyli w średniej grupie. Zamieszkuje je prawie 10,5 miliona ludzi. Społeczności tych miast są zatem dużą częścią populacji całego kraju. W jaki sposób średniość miast determinuje ich sytuację?

Pierre Bourdieu, twórca pojęcia kapitału kulturowego, wskazywał, że jest on jedną z podstawowych, a nierzadko ukrytych barier na drodze awansu społecznego. Kapitał kulturowy to kumulacja idei, wiedzy, umiejętności oraz przedmiotów o wartościach kulturowych, którą nabywa się, uczestnicząc w życiu społecznym. Wyraża się przede wszystkim w językowych i kulturowych kompetencjach jednostki. Przejawia się w różnych formach – materialnej, w postaci nośników dóbr kulturowych, książek, dzieł sztuki; w wykształceniu i zdobywanych tytułach, dyplomach; i wreszcie w znajomości konwencji i form kulturowych, guście estetycznym, znajomości języka. Ta ostatnia forma, ze względu na swoją stabilność, jest najistotniejsza. Kapitał ucieleśniony akumulowany jest przez wiele pokoleń, a więc najtrudniej go zdobyć, ale też najtrudniej go odebrać lub stracić. Na jego rozwój wpływa wiele czynników – dostęp do edukacji, szansa na rozwój zawodowy, wykształcone społeczeństwo, przestrzeń do realizowania pasji; o część z nich trudno poza dużymi miastami.

Nieprawdą byłoby oczywiście mówienie, że we wszystkich średnich miastach mamy do czynienia ze słabo rozwiniętym kapitałem kulturowym. Jednocześnie dziwnie prawdziwe wydaje się diagnoza z piosenki autorstwa Przybory i Wasowskiego:

Średnie miasta, są takie średnie miastaGdzie żaden dom nad inne nie wyrastaW średnich miastach mężczyzna czy niewiastaNie zwykli są współziomków swych przerastać.

Z tej perspektywy średniość jest hamulcem w rozwoju społecznym.

Odkrywcy niszy

ŁowiczŁowicz to trzydziestotysięczne miasto, oddalone od Warszawy w kierunku Poznania o 80 kilometrów. Folklor łowicki jest jednym z najlepiej rozpoznawanych w Polsce i Europie. Charakterystycznymi elementami tej kultury lokalnej są rękodzieła ludowe, jak wycinanki i pająki tworzone z kolorowego papieru, a także muzyka, taniec i strój łowicki. Władze lokalne oraz aktywiści i artyści starają się o zachowanie tradycji, promują sztukę ludową i wspierają jej rozwój. Gmina Łowicz corocznie organizuje festiwal sztuki ludowej. Ten niewątpliwy atut miasta w pewnym sensie obrócił się przeciwko niemu i jego mieszkańcom. Fakt, że miasto jest nieduże, spowodował, że duża część energii skupiła się na pielęgnowaniu tradycji. A tradycja okazuje się czasem obciążeniem; przypisana Łowiczowi metka „ludowości” nie sprzyja nowatorskim, eksperymentalnym działaniom niezwiązanym bezpośrednio z folklorem. Nawet jeśli takie działania się pojawiają, to nikną w natłoku kolorowych, papierowych pajączków.

Przybyli ludzie z zewnątrz, którzy zaproponowali wspólną pracę mieszkańców nad przestrzenią miasta. Fundacja Form i Kształtów ściągnęła artystów i animatorów, aby, jak czytamy na stronie www.terenbudowy.org, przekonać wszystkich o tym, że poza wielkimi metropoliami istnieją także inne obszary, na których przeprowadzenie urbanistycznej rewolucji jest możliwe. Celem działań jest wyrwanie ich uczestników z codziennych schematów myślenia, tak by w sposób otwarty i twórczy z uśpionych obszarów miasta stworzyli przestrzeń międzyludzkiej komunikacji.

WałbrzychWałbrzych jest drugim pod względem liczby ludności miastem na Dolnym Śląsku. Przed reformą administracyjną miasto wojewódzkie. Obecnie największe w Polsce miasto bez praw powiatu. Na początku lat dziewięćdziesiątych zamknięto tu kopalnie węgla oraz przedsiębiorstwa działające na rzecz górnictwa, zwolniono ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Odbiło się to na mieście w sposób dramatyczny. W tej chwili szokują tu kontrasty: pięknej, poniemieckiej architektury i okazałych zabytków z biedą i widoczną degeneracją społeczną. Do tego bliskość Wrocławia, choć mogłaby być, i czasem bywa atutem, przede wszystkim działa jak magnes dla wałbrzyszan, którzy chcą znaleźć lepszą pracę i ułożyć sobie życie w dużym mieście. W takim to otoczeniu działa teatr okrzyknięty przez krytyków jedną z najciekawszych scen w kraju. Instytucja zaczęła się dynamicznie zmieniać od 2000 roku, a prawdziwego rozpędu nabrała dwa lata później, pod kierownictwem artystycznym Piotra Kruszczyńskiego. Potem można wyliczać listę nazwisk i sukcesów: spektakle Jana Klaty, Michała Walczaka, Mai Kleczewskiej, Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki; nominacje do „Paszportu Polityki” dla Kruszczyńskiego, Paszport dla duetu Demirski i Strzępka; tłumy na pokazach w czasie Warszawskich Spotkań Teatralnych w 2011 roku. I być może największy sukces, bo trwały: umiejętność przyciągania wałbrzyskiej publiczności.

Trzynaście kilometrów od wałbrzyskiego teatru, w Sokołowsku, w budynku dawnego uzdrowiska, powstaje Laboratorium Kultury. W miasteczku mieszkał przez jakiś czas Krzysztof Kieślowski i to jego osoba jest główną inspiracją dla twórców tego miejsca. Ogromny kompleks budynków z czerwonej cegły wymaga gruntownego remontu. Już teraz odbywają się tu jednak warsztaty i spotkania filmowe. Projekt wspierają znane postaci ze świata kultury – Jerzy Stuhr, Krystyna Janda, Hanna Krall, Zbigniew Preisner. Koncepcja Laboratorium opiera się na formule spotkań i dialogu – różnych dziedzin, różnych grup. Właśnie dialog i komunikacja okazują się tu największym wyzwaniem. Twórcy projektu muszą sprawić, aby mieszkańcy czuli się włączani w podejmowanie decyzji. Wówczas rozwój centrum kultury będzie sprzęgnięty z rozwojem okolicy. Centrum Kieślowskiego zaszyte w pięknej dolinie, blisko czeskiej granicy, z atmosferą przedwojennego uzdrowiska to dla okolic Wałbrzycha wielka szansa – na rozwój, promocję, ożywienie kulturalne.

Oto cenne przykłady działań społeczno-kulturalnych w średnich miastach. Czy one mogą o czymś świadczyć? Chociaż pojedyncze inicjatywy czy instytucje nie mają szans na zrewolucjonizowanie miasta, mogą przyspieszyć rozbudowywanie kapitału kulturowego. Mogą przyciągać ludzi z zewnątrz, także mieszkańców dużych miast, Warszawy, Krakowa i Wrocławia, rozkręcić modę na wałbrzyską czy łowicką średniość, rzucić na miasto blask i odczarować jego szare oblicze. Potrzeba jeszcze czasu, żeby przekonać się, czy to jest w ogóle możliwe.

Cicha rewolucja

Jest jeszcze jeden bardzo ważny czynnik, który może zdecydować o rozwoju kapitału kulturowego średnich miast. Rozwój nowoczesnych technik komunikacyjnych, szczególnie Internetu, powoduje, że kultura coraz rzadziej związana z jest instytucjami, a coraz bardziej z dostępnymi bez przerwy i bez ograniczeń treściami. Wyborów dokonuje się w dużej mierze poza układami społecznymi, choć naiwnością byłoby sądzić, że otoczenie nie ma na nie wpływu. Na pewno jest coraz mniej kanonów, a coraz więcej przenikających się nitek kulturowej pajęczyny. W tym sensie położenie geograficzne i miejsce zamieszkania odgrywają mniejszą niż kiedyś rolę w rozwoju kapitału kulturowego. Inicjatywy – oddolne i odgórne, instytucjonalne i pozainstytucjonalne oraz rozwój społeczeństwa informacyjnego mogą wywołać realną zmianę w średnich miastach. I wówczas, być może, odwróci się myślenie. I na przykład zaczniemy określać aglomeracje jako „miasta większe od średnich”, a małe miasteczka jako „mniejsze od średnich”. Średniość będzie punktem wyjścia i punktem odniesienia.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa