Sztarbowski: Ostatni bastion marzeń

Teatr jest właśnie tym fenomenem, dzięki któremu społeczeństwo przygląda się samemu sobie


Z Pawłem Sztarbowskim, wicedyrektorem Teatru Powszechnego w Warszawie rozmawia Agnieszka Rosner.


Agnieszka Rosner: Czy teatr służy szczęściu?

Paweł Sztarbowski: Tak, ale tylko wtedy, kiedy uznamy, że szczęściu służy poznanie. Teatr otwiera perspektywę na dialog, jego najgłębszym rdzeniem od zawsze pozostaje postawa dialogiczna służąca zrozumieniu i poznaniu. Najprościej daje się ona opisać w postaci relacji: ktoś coś mówi, ktoś inny na to odpowiada, a potem postaci te próbują wspólnie dojść do porozumienia lub jeszcze bardziej zapętlają się w konflikcie. Protagoniści zwykle więc albo trwają w sporze, albo rozwiązują go – w skrajnym przypadku zabijają się nawzajem, gdy konflikt jest tak silny, że nie daje się go rozwiązać innymi metodami, ale bywa też tak, że początkowy konflikt przeradza się w wielką miłość. Szczęście to nie tylko dobre samopoczucie, ale też wyzwania, z którymi musimy się mierzyć. Teatr ma w sobie potężną skalę i daje wgląd w różnorodne sytuacje i afekty. A przecież co może dawać więcej szczęścia, niż lepsze rozumienie świata i obserwowanie jego różnorodności?

Dialog odbywa się tu jedynie pomiędzy sceną a publicznością, czy przenosi się również na relacje społeczne?

Na tym zasadza się cała idea Teatru Powszechnego. Wierzymy, że to, co dzieje się w teatrze, zachodząca w nim wymiana pomiędzy sceną a widownią oraz wpisana w tę relację polityczność może służyć rozwojowi społeczeństwa. Nie interesuje nas teatr rozrywkowy, który w najlepszym razie może służyć chwilowej poprawie samopoczucia, ale teatr zaangażowany, który służy dobru wspólnemu.
Teatr z jednej strony jest rzeczywistością kompletnie sztuczną. Mamy więc tu do czynienia z dziwną przestrzenią, zwykle pozbawioną okien, z której podczas prób nie widać świata wokół; zamkniętym budynkiem, gdzie na określony czas umawiamy się na pewien rodzaj relacji, pewien kształt wyobrażonej rzeczywistości. Leje się krew, zwykle nieprawdziwa, ludzie się kochają, mordują, uprawiają seks, robią różne rzeczy na scenie i niby nie robią tego naprawdę, niby wytwarzają iluzję, no ale przecież są żywymi ludźmi. Dlatego wierzę w to, że kiedy ten iluzoryczny świat udaje się wymyślić sugestywnie i mądrze, kiedy faktycznie dotyka on realnych ludzkich problemów, to ma to istotne przełożenie na społeczeństwo.
Podstawowa trudność, zarówno w teatrze, jak i w ogóle w sztuce, polega na tym, jak dotknąć najbardziej palących problemów społeczeństwa. Jak rozpoznać zagadnienia, które w danym momencie są ważne? Media zwykle podsuwają nam tematy doraźne, żyją nimi ramówki programów informacyjnych. W informacyjnym chaosie trudno jednak rozpoznać najważniejsze procesy społeczne. Wydaje mi się więc, że teatr jest właśnie tym fenomenem, dzięki któremu społeczeństwo przygląda się samemu sobie, że posiada on zdolność penetrowania społeczno-politycznej tkanki i proponowania pogłębionej analizy rzeczywistości.

Jaką szczególną aparaturą dysponuje teatr, by dostać się pod powierzchnię?

Istnieją tu dwa podstawowe fenomeny: żywi ludzie, czyli po prostu aktorzy, oraz czasoprzestrzeń, czyli teatralne tu i teraz, którym nie dysponują media, takie jak film czy wideo. Każdego wieczoru pewien utrwalony tekst czy sytuacja teatralna ma szansę wybrzmieć kompletnie inaczej, sprowokować odmienne reakcje. Wydaje mi się to bardzo istotne i dlatego nie do końca wierzę w formy obiektywne w teatrze, w jakikolwiek rodzaj esejów teatralnych czy multimedialnych pokazów. Wierzę natomiast w to, że żywa sytuacja sceniczna może oddziaływać na widza w sposób bardzo silny.


Czy pod podszewką każdej demokracji ukrywa się przemoc? O tym nowy numer Res Publiki. Kup już teraz w naszej internetowej księgarni.

2-15-T-cov-wer

Czyli teatr byłby tu rodzajem ćwiczenia, ćwiczenia się w demokracji albo po prostu ćwiczenia demokracji?

Tak, tak o tym właśnie myślimy. Teatr jest wyizolowaną przestrzenią, przestrzenią laboratoryjną, w której można oglądać relacje społeczne. W tym sensie dobrze pomyślany teatr pozwala ćwiczyć się w demokracji.

Porozmawiajmy o ćwiczeniach, którym służyć ma Państwa nowa inicjatywa – Festiwal Miasto Szczęśliwe. Jaka jest jego główna idea?

Festiwal nie funkcjonuje w oderwaniu od naszej codziennej działalności w teatrze. To po prostu jeden z rodzajów naszej aktywności, który pokazuje sposób naszego myślenia o teatrze w ogóle. Od kiedy wraz z Pawłem Łysakiem zostaliśmy dyrektorami Powszechnego, naszej misji przyświeca z jednej strony idea polityczności, z drugiej zaś to wszystko, co składa się na ideę powszechności sztuki.

Od początku zależało nam, by nie była to elitarna, zamknięta i statyczna instytucja, lecz by maksymalnie, na tyle, na ile jest to możliwe, otworzyć ją na różnorodne społeczności lokalne. Chcieliśmy otworzyć przestrzeń Powszechnego na rozmaite działania wykraczające poza formułę spektakli teatralnych.

Idea festiwalu kiełkowała od wielu miesięcy. Dała o sobie znać już w ubiegłym roku podczas wydarzenia Otwarta Ząbkowska – niektóre nasze spektakle, ale też debaty, słuchowiska, warsztaty i czytania organizowaliśmy wówczas na ulicy Ząbkowskiej, na warszawskiej Pradze. Kilka miesięcy temu do współpracy zaprosiliśmy także Strefę WolnoSłową, fundację współpracującą m.in. z uchodźcami. Dzięki działaniom Strefy WolnoSłowej Teatr Powszechny stał się przestrzenią warsztatową dla osób różnych narodowości, które tworzą swoje projekty artystyczne, wzbogacając nasz repertuar. Z kolei dzięki impulsowi Goethe Institut przywędrowała do nas idea ogrodu społecznościowego, inspirowanego berlińskim Prinzessinnengarten, jako przestrzeni, która z jednej strony jest proekologiczna, co w obszarze miejskim, dość szczelnie wybetonowanym, jest szalenie ważne, a z drugiej stanowi alternatywną agorę czy niezobowiązujące miejsce spotkań. Spotkań sąsiedzkich czy różnorodnych grup, które w normalnym trybie życia w mieście rzadko mają szansę nawiązać relację.

Słynna książka Charlesa Montgomery’ego (Miasto szczęśliwe, 2015) była dla nas inspiracją nie tylko jeśli chodzi o nazwę festiwalu, lecz także w obszarze ideowym. Montgomery stawia pytanie, jak powinno wyglądać miasto, które służy ludziom i ich rozwojowi – staramy się twórczo na nie odpowiadać.

Montgomery oraz inni badacze piszą o tym, jak niewiele możliwości na budowanie autentycznych relacji pozostawiają współczesne metropolie. Człowiek w mieście zwykle funkcjonuje w grupie najbliższych sobie osób, w dużej mierze opartej na rodzinie. Często w obszarze jednej klatki schodowej sąsiedzi nie znają się, nie rozmawiają ze sobą, bo nie ma przestrzeni, w której mogliby się spotkać. Założyliśmy więc, że przestrzeń przed teatrem, którą nazwaliśmy Ogrodem Powszechnym, stanie się zaczynem dla tego rodzaju spotkań. Miejscem zetknięcia dla różnorodnych grup, które ten zaczyn dialogu będą mogły przenosić dalej. Docierają już zresztą do nas sygnały od osób, które – zainspirowane naszą inicjatywą – zakładają ogródki na osiedlach i w kamienicach.

W pewnej mierze nasze założenie jest oczywiście utopijne i trudno oczekiwać, że nagle powstanie ruch, w ramach którego w każdej kamienicy będą zakładane ogrody społecznościowe inspirowane Ogrodem Powszechnym. Niemniej mam wrażenie, że takie pojedyncze działania mogą wzmocnić różne rodzaje oddolnych inicjatyw, które już często funkcjonują.

Instytucje kultury, a zwłaszcza teatry ze swoim ogromnym potencjałem symbolicznym, powinny stać się społecznym narzędziownikiem, czyli czymś, co dostarcza narzędzi w rozwiązywaniu problemów społecznych, co dodaje odwagi w byciu twórczym i w podejmowaniu prób zmieniania codziennego otoczenia. Nie znaczy to, że nagle każdy mieszkaniec miasta ma chwycić za pędzel, wziąć paletę albo wyciągnąć skrzypce i stać się artystą – chociaż to oczywiście byłoby cudowne.

Powszechny proponuje wzór wspólnej przestrzeni, ale też wspólnej agory. Festiwal to jednak także oferta narracyjna.

Festiwal realizowany jest na bardzo różnych poziomach. Z jednej strony są to więc działania kompletnie oddolne, otwarte, oparte na warsztatach organizowanych wokół działalności Ogrodu Powszechnego, czy tworzone dzięki konkursowi grantowemu. Z drugiej realizowane są rozmaite projekty teatralne. Przykładowo Agnieszka Błońska i Joanna Wichowska przeprowadzają ankiety wśród mieszkańców Pragi, tworząc spektakl Praskie Si-Fi. Tytuł zainspirowany jest hasłem zasłyszanym u kioskarki na ulicy Targowej, która powiedziała, że: „Praga to jest jedno wielkie science-fiction”. Współtwórcami scenariusza spektaklu są mieszkańcy Pragi, wypytywani przez Joannę Wichowską i Agnieszkę Błońską o ich lęki związane ze zmianami w dzielnicy.

Wojtek Blecharz przygotowuje Park-Operę złożoną z siedmiu aktów, z których każdy zostanie zrealizowany w innym zakątku Parku Skaryszewskiego. Projektem tym chcemy pokazywać piękno przestrzeni parkowej, podkreślić niezwykłość tej enklawy zieleni, a może nawet mitu Parku Skaryszewskiego – miejsca, z którego po tej stronie Wisły możemy być po prostu dumni.

W trakcie festiwalu pokazujemy także spektakle teatralne. Wśród nich na przykład świetnie przyjętą Białą siłę, czarną pamięć w reżyserii Piotra Ratajczaka z Białegostoku. Spektakl, który wzbudził spore kontrowersje, podobnie zresztą jak reportaż Marcina Kąckiego o Białymstoku (na podstawie którego przygotowano adaptację). Zarzucono mu, że tworzy wizerunek miasta ksenofobicznego, skrajnie prawicowego, pełnego pokrętnych, politycznych interesów. Inna propozycja to Klęski w dziejach miasta Weroniki Szczawińskiej. Spektakl z Kalisza usiłujący zmierzyć się z mitem jednego z najstarszych miast w Polsce, pokazujący zagubionych w czasie bohaterów, którzy niemal napawają się apokaliptycznymi wizjami i opowiadają o klęskach, plagach i pożarach, o które oskarżają obcych. Zapraszamy też na dwa świetne spektakle z Gorki Theater w Berlinie: Common Ground oraz In unserem Namen/W naszym imieniu, które pokazywane będą na początku lipca w ramach cyklu działań poświęconych migracjom i wielokulturowości.


Nowe numery Res Publiki Nowej, Visegrad Insight oraz Magazynu Miasta są już dostępne w naszej księgarni!

3-okladki-wiosna-2016

Projekt ma sprawić, że bardziej otwarta będzie Praga, ale czy zjawisko to powinno promieniować też na inne części miasta?

Teatr  Powszechny znajduje się na Pradze, w bardzo konkretnym miejscu w Warszawie, i to tkanka Pragi jest dla nas najbardziej interesująca. Z drugiej strony nie jesteśmy tylko instytucją dzielnicową, jesteśmy instytucją miejską, z ambicjami bycia ważnym miejscem teatralnym na mapie Europy. I w tym sensie to, co tutaj wypracowujemy, traktujemy jako rodzaj inkubatora, który pod różnymi szerokościami geograficznymi ma szansę okazać się inspirujący i ważny.

Wróćmy do Montgomery’ego. Czytamy u niego, że ze wszystkich recept na szczęście, które funkcjonują we współczesnej kulturze, jedynie miasto może sprzyjać jego osiągnięciu. Czy, nakładając na tkankę miejską matrycę sztuki teatralnej, Powszechny idzie o krok dalej?

Miasto i teatr to w tym wypadku naczynia połączone. Zarówno Ogród Powszechny, jak i liczne projekty realizowane w przestrzeni miejskiej dają szansę twórczej interwencji w całym mieście, sam jestem ciekaw, jak głębokie będą jej skutki i czy rzeczywiście pozwolą wsłuchać się w głos mieszkańców i ujawnić ukryte konflikty, czy ograniczą się jedynie do sympatycznych eventów.

Chciałabym zapytać o Pana prywatny przewodnik po wydarzeniach, które będą miały miejsce w trakcie festiwalu. Czy istnieje jedno, do którego jest Pan szczególnie przywiązany?

Praskie Si-Fi wyłania się z rozmów z mieszkańcami Pragi o strachu, o tym, czego ludzie się boją. Mam poczucie, że projekt ten daje szansę uchwycenia czegoś ważnego nie tylko w skali lokalnej. Żyjemy teraz w czasie bardzo dziwnym i trudnym, gdzie pewne kategorie, wokół których koncentrowało się życie społeczne i które wydawały się nam dość oczywiste – takie jak wolność, przestrzeń dla demokracji, idea wspólnego, nieskrępowanego działania twórczego – nagle okazują się zagrożone i nie wiadomo właściwie, w którą stronę nasza polska rzeczywistość zaczęła zmierzać i czym to wszystko się skończy. Kiedy prawie codziennie docierają do nas wieści, że pobito kogoś, kto ma ciemniejszy kolor skóry, że przemoc zaczyna coraz silniej dochodzić do głosu, rozmowa o strachu może okazać się bardzo ważna.
Choć to może ambitny cel, chciałbym, by Festiwal stał się rodzajem otwartego forum, które pozwoli zebrać materiał na temat tego, gdzie znajdujemy się jako społeczeństwo. Pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy takie inicjatywy oddolne i próby połączenia ludzi wokół jakiejś idei są jeszcze w ogóle możliwe. Czy może jesteśmy już tak bardzo skłóceni na różnych polach, że nawet wspólne uprawianie ogródka staje się niemożliwe, bo wszędzie wdzierają się polityczne podziały? A jeśli tak jest, to czy można taką sytuację jeszcze jakoś odwrócić. Wyobrażam sobie, że niektóre nasze działania mogą wydawać się zbyt ludyczne, inne zbyt hipsterskie, ale moim zdaniem sztuka powinna proponować język, który jest zrozumiały dla różnych odbiorców. Weźmy spektakl Szczawińskiej – jedni będą deszyfrować zawarte w nim intelektualne odniesienia, inni zainteresują się historycznymi odniesieniami dotyczącymi Kalisza, a jeszcze innych zachwyci dowcipna forma koncertu.

Czy teatr jest dla Pana przestrzenią, która ma ocalać przed strachem? Ma stanowić rodzaj sfery autonomicznej, gdzie może dochodzić do artykulacji problemów, na które nie ma obecnie miejsca w przestrzeni publicznej?

Tak, właśnie o takim teatrze marzę. Żeby jednak ocalić przed strachem, najpierw trzeba w ogóle ten strach pokazać i nazwać, ujawnić skrywane konflikty. Oczywiście pewnie w jakiś sposób jest to utopijne, ale z drugiej strony, gdzie ma pozostać miejsce na utopię, jeśli nie w sztuce, jeśli nie w teatrze? Być może to jest ostatni bastion, gdzie można jeszcze wspólnie marzyć, myśleć o lepszym życiu. W przestrzeni politycznej nie ma już właściwie od dawna miejsca na idee, nie wystarcza go także w mediach. Być może sztuka jest ostatnią przestrzenią, gdzie wciąż istnieje prawo do wygłupu, czegoś niekontrolowanego, wyzwolonego, co jednocześnie może okazać się bardzo twórcze i płodne. Czasami będzie to tylko zabawne, a czasami może spowodować daleko idące konsekwencje społeczne. I to jest cudowne.

Teatr Powszechny upowszechnia utopię?

Tak! (śmiech)


Paweł Sztarbowski (1981) – filozof, teatrolog, doktor nauk humanistycznych, twórca Nowej Siły Krytycznej – grupy młodych recenzentów piszących dla e-teatr.pl. Publicysta i recenzent, współpracował m.in. z „Newsweek Polska” i „Tygodnikiem Powszechnym”. Redaktor i współautor książek Liberated Energy (2011), Teatr wspólny (2013) oraz Teatr jest walką (2015). Nagrodzony Grand Prix za twórczość dramaturgiczną na Festiwalu Telewizji Polskiej i Polskiego Radia „Dwa Teatry” (2011) oraz nagrodą teatralną Marszałka woj. Kujawsko-Pomorskiego (2014). Od 2014 r. wicedyrektor Teatru Powszechnego w Warszawie.


MS foto

Na zdjęciu In unserem Namen/W naszym imieniu”, Maxim Gorki Theater w Berlinie. Fot za Teatrem Powszechnym.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa