SASNAL: Prawda w stosunkach międzynarodowych

W polityce i stosunkach międzynarodowych chodzi nie tyle o prawdę, co o wartości. Tylko wtedy możemy w pełni wziąć odpowiedzialność za to, co robimy


W filozofii politycznej prawda występuje w dwóch znaczeniach. Prawda filozoficzna będzie tu jedna, niepodzielna: czy to jako platońska idea, jako zgodność z rzeczywistością w klasycznej definicji Arystotelesa, jako spójny system twierdzeń w koncepcji koherencyjnej, czy jako ruchoma armia metafor Nietzschego. O tę prawdę zapytał Jezusa Poncjusz Piłat i wyszedł, nie oczekując odpowiedzi.

Na drugim, niższym poziomie potocznego rozumienia prawdy będzie to wiele prawd związanych z konkretnymi stwierdzeniami i faktami, jak to na przykład, że ktoś ten tekst teraz czyta. Prawdy jako fakty są do ustalenia. Jeśli Piłat pytałby o taki właśnie fakt, należałoby mu po prostu poradzić, by sprawdził, czy stojący przed nim człowiek jest winny, czy nie.

W stosunkach międzynarodowych miotamy się podobnie jak Piłat. Dysponujemy raportami, statystykami, chronologią zdarzeń, oficjalnymi wypowiedziami, a nawet ujawnionymi depeszami dyplomatycznymi – całą masą niekwestionowanych faktów – a mimo to nie ma zgody co do wspólnego oglądu stosunków między państwami i społeczeństwami.

Prawda jako teoria

Stosunki międzynarodowe wyodrębniły się z nauk politycznych, ponieważ aspirują do omawiania jakiejś szczególnej rzeczywistości. Jako dyscyplina dorobiły się swoich teorii. Gdyby nie teorie, stosunki międzynarodowe niewiele różniłyby się od pewnego rodzaju studiów historycznych. Teorie zaś były rozwijane w zależności od tego, jak dalece „prawdziwy” obraz świata rysowali naukowcy. Prawda więc była kryterium odróżniającym realistów od idealistów, szkołę angielską od poststrukturalistów, szkołę krytyczną od liberałów.

Dla realistów polityka międzynarodowa to pole wiecznej walki o władzę – konflikt jest nieuchronny, bo wynika ze złej, ale racjonalnej natury ludzkiej albo z anarchicznej, nieuregulowanej międzynarodowej struktury i, oczywiście, z dążenia do maksymalizacji zysków. W wersji szkoły angielskiej realizm nabiera pewnych normatywnych cech, bo państwa tworzą szczególnego rodzaju wspólnotę. Neorealiści dostrzegają system międzynarodowy i jego strukturę oraz warunkujące je niższe niż państwowe poziomy analizy, jak np. społeczeństwa. Idealiści zaś uważają, że można przezwyciężyć anarchiczną naturę stosunków międzypaństwowych i utworzyć harmonijny system, jeśli racjonalizm zdominuje politykę zagraniczną, a uprzedzenia będą minimalizowane. Tą zasadą posłużył się Woodrow Wilson, przedstawiając swoje „14 punktów” w 1918 r[i]. Niektórzy chcą twierdzić, że idealizmem kierują się też amerykańscy neokonserwatyści, którzy dzięki inwazji w Iraku w 2003 r. mieli szerzyć demokrację.

Historia ostatniego stulecia i porównanie dwu szkół stosunków międzynarodowych pokazuje, jak niewiele wyjaśniają te teorie w kwestii przedmiotu i metody. Pokojowe inicjatywy podejmowali zarówno idealiści, jak i realiści. Dzieckiem idealizmu jest Organizacja Narodów Zjednoczonych, ale to realiście Zbigniewowi Brzezińskiemu Izrael i Egipt zawdzięczają porozumienie z Camp David z 1978 r. Wyznawcy obu teorii uznawali konflikt za konieczność: idealiści w Iraku w 2003 r. i realista Samuel Huntington w Zderzeniu cywilizacji. Dziś panuje powszechne przekonanie, że realiści to racjonalni stratedzy, a idealiści – niebezpieczni ideolodzy, choć po II wojnie światowej uważano odwrotnie.

Nie można się łudzić, że teorie stosunków międzynarodowych ujawnią jakąś obiektywną prawdę. Różnice między teoriami są bowiem de facto różnicami światopoglądowymi – wynikają z pewnej koncepcji człowieka, odczytania historii, osobistych doświadczeń. Są zatem także emanacją wyznawanych wartości, a nie wynikiem czystej interpretacji faktów.

Fakt a wartość

Maks Horkheimer i Teodor Adorno w słynnym dziele Dialektyka Oświecenia z 1947 r. twierdzą, że nowoczesną ideologię charakteryzuje dominacja pozytywizmu, który mówi, że wszystko jest faktem, a teorie i nauka mają się coraz doskonalej do faktów dostosowywać. Pozytywizm składa ludzkości obietnicę, że racjonalność da nam postęp, wyzwolenie intelektualne i materialne, wystarczy podporządkować się odkrytym prawom, technologii itd. Jednak składając tę obietnicę, pozytywizm odziera człowieka z mocy twórczych i zamyka w procesach pozbawionych wartości moralnej. Co więcej, prowadzi do takich wynaturzeń jak faszyzm.

Kilkadziesiąt lat przed Horkheimerem i Adorno, w zbiorze Kultura i życie filozof Stanisław Brzozowski stawiał podobne zarzuty pozytywizmowi i pojęciu faktu. „Każdy fakt staje się tym lub innym faktem wtedy dopiero, gdy staniemy na tym, a nie innym punkcie widzenia”[ii] – pisał. Podstawowym pierwiastkiem świata jest wartość, a nie fakt. „Nie tylko więc fakt nie wyczerpuje znaczenia wartości, lecz przeciwnie, sam czerpie z niej swą moc”[iii]. Zanegowanie wartości jednostkowego faktu nie musi – jako element antypozytywistyczny – być negatywne. Nacisk na wartość, a nie na fakt, wyzwala moce twórcze, daje wewnętrzną siłę. Ciągle żywy kult faktu zaciemnia znaczenie wartości także w stosunkach międzynarodowych. Naukowe prace politologiczne bez nagromadzenia faktów – statystyk, matematycznych wzorów, a przynajmniej jakichś tabel – już na oko są mało warte. Zaś rozprawianie o wartościach w stosunkach międzynarodowych przypomina pisanie o prawach zwierząt w prasie dla myśliwych: wydaje się bezcelowe.

Począwszy od Immanuela Kanta w XVIII w., filozofowie nie mieli złudzeń, że politycy będą ich słuchać. Teoretyzowanie, szczególnie na temat wartości, brano za naiwność, bo polityka miała mieć jakiś swój własny tryb, którego teoria się nie ima. W rozprawie O wiecznym pokoju Kant pisał: „polityk zajmujący się praktyką będzie spoglądał na tego, kto zajmuje się teorią, jako na szkolnego pedanta, uzna go jedynie za niewiele znaczącego gracza, którego zdaniem mąż stanu obeznany ze sprawami tego świata nie musi się kierować”[iv]. Nie zniechęciło to Kanta, by wyłożyć doskonale racjonalne i moralne zasady stosunków między państwami. „Wszelka polityka powinna ugiąć kolana przed moralnością”[v] – pisał, dodając, że państwa powinny utworzyć federację, która uniemożliwi wojny. „Wojska regularne z czasem całkowicie winny być zniesione”[vi].

Trudno zaprzeczyć, że instytucje państwowe i międzynarodowe odwzorowują jakieś wartości i jakiś światopogląd. Ma to być porządek liberalny – uniwersalny, ale nie negujący różnic, praworządny, sprawiedliwy, uznający człowieka za cel sam w sobie. W tradycji kantowskiej powstały współczesne politologiczne teorie etyczne. John Rawls w ćwiczeniu intelektualnym polegającym na wyobrażeniu sobie, na jakie zasady zgodzilibyśmy się, gdybyśmy nie wiedzieli, kim w społeczeństwie będziemy i z jakimi przymiotami dane nam będzie się urodzić, znajduje dwie: zasadę równych wolności dla wszystkich i dopuszczenie nierówności, tylko jeśli będą one z korzyścią dla najmniej uprzywilejowanych. Jurgen Habermas uważa zaś, że każdorazowo, gdy używamy języka, angażujemy się na rzecz pewnych podstawowych wartości: prawdy, szczerości, przyzwoitości moralnej i zrozumiałości. I rzeczywiście państwa też realizują wartości w prawodawstwie wewnętrznym – np. wolność, równość, braterstwo – i przenoszą je na poziom międzynarodowy. Stąd Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela czy konwencja genewska o uchodźcach.

Postprawda a wartości

Jeśli teorie politologiczne i instytucje regulujące stosunki między państwami nie wynikają z pozytywistycznego dostosowania się do faktów, ale są rezultatem pewnych wartości, to nie inaczej jest z poglądami kwestionującymi te instytucje, porządek i dorobek. Kontestacja tego porządku w najogólniejszym ujęciu bierze się ze sprzeczności ideologii pozytywistycznej z ideologią emancypacji. Z jednej strony wmówiono nam, że jeśli zawierzymy faktom i poddamy się ekspertom, dostaniemy dobrobyt i szczęśliwość, a z drugiej strony – że cnotą jest pewność siebie i asertywność, że każdy ma wartość. Zdezawuowano pokorę i skromność jako przesądy minionej, religijnej epoki. Czyli wtłoczono człowieka w niezależne od niego eksperckie tryby, jednocześnie podniecając w nim przeświadczenie o sprawczości. Co w czasach dominacji tych dwu ideologii (i ich sprzeczności) mają począć ci, którzy dobrobytu i szczęśliwości nie zaznali, a są przekonani o swojej wartości i chcą o niej dać znać światu? Problem ten zauważył Tadeusz Konwicki. W jednym z wywiadów lamentował, że sześć miliardów ludzi żyje w przekonaniu o swojej wyjątkowości, a nigdy tych oczekiwań ich życie nie zaspokoi.

Fascynujący dokument brytyjskiego „Guardiana” The internet warriors przedstawia takich ludzi w ich domach. Ci wojownicy postprawdy, zwolennicy alternatywnych faktów, wyborcy Farage’a, Trumpa, apologeci Breivika nie znają dzieł Kanta, koncepcji prawdy w filozofii, różnic w teoriach stosunków międzynarodowych. Wystarczy, że chcą podnieść wartość swojego niezadowalającego życia – to daje im dostateczny asumpt, by w pewien sposób interpretować i wybierać fakty. Z drugiej strony my, politolodzy, robimy coś podobnego, tylko bardziej systematycznie i w imię zuniwersalizowanych wartości. Być może ktoś, kto nie jest ekspertem, nie może intelektualnie udźwignąć skomplikowanych procesów społecznych, ani połapać się w agregatach danych. Jako naukowcy robimy to sprawniej, ale na potrzeby tez również wybieramy argumenty i przykłady, a niewygodne dla tez informacje – przemilczamy.

W polityce i stosunkach międzynarodowych chodzi więc nie tyle o prawdę, co o wartości. Pozytywiści żachnęliby się na takie stwierdzenie, ale dobrze je wypowiedzieć, by móc w pełni wziąć odpowiedzialność za to, co robimy. Walka o „prawdę”, czyli walka „na fakty”, którą jako politolodzy uprawiamy, polega na zręcznym uzasadnianiu pewnego światopoglądu, przekonywaniu do pewnych wartości. By być odpowiedzialnym naukowcem, nie wystarczy imponująca wiedza – choć jest niezbędna – trzeba jeszcze w coś wierzyć.

Tekst pochodzi z numeru 227 (1/2017) Res Publiki Nowej pt. Prawda. Zapraszamy do księgarni.

Patrycja Sasnal – doktor nauk politycznych, amerykanistka i arabistka, kierowniczka projektu „Bliski Wschód i Afryka Północna” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, stypendystka Fulbrighta w SAIS Johns Hopkins University. W 2017 r. nakładem PWN ukazała się jej książka Pseudostabilizacja. Problemy współczesnej polityki USA na Bliskim Wschodzie


[i] Transcript of President Woodrow Wilson’s 14 Points (1918). Dostępny w Internecie: https://www.ourdocuments.gov/doc.php?doc=62&page=transcript , [dostęp: 19.03 2017].

[ii] Stanisław Brzozowski, Filozofia i życie, PIW, Warszawa,1973, s. 293.

[iii] Ibidem, s. 307.

[iv] Immanuel Kant, O wiecznym pokoju. Zarys filozoficzny, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1995, s. 29.

[v] Ibidem, s. 78.

[vi] Ibidem, s. 31.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa