Rosner: Akcjonariat idei

Miano złodziei co rusz zyskują u nas także elity polityczne czy finansowe – choć w rozwiniętej demokracji miałyby szansę odegrać pozytywną rolę


Gdy jesienią 2010 roku Michel Houellebecq odbierał Nagrodę Goncourtów, francuska prasa z zapamiętaniem cytowała treść jego osobliwego oświadczenia: „Nie jestem obywatelem – mówił – i nie mam wcale ochoty nim zostać. Nie mamy żadnych obowiązków wobec naszego kraju. Nie ma niczego takiego. Jesteśmy jednostkami, nie obywatelami czy poddanymi. Francja to hotel, nic więcej”. Gdy niespełna rok później profesor Collège de France, Pierre Rosanvallon, kończył pracę nad Społeczeństwem równych (La Société des égaux), diagnozą stanu współczesnych wspólnot demokratycznych, słowa autora Uległości posłużyły mu za ilustrację wątłej kondycji człowieka zabarykadowanego.


Tekst to wstęp do nowego, 224 numeru Res Publiki Nowej, „Złodzieje i Filantropi”. Do zamówienia w naszej księgarni na http://publica.pl/filantropia.

a blank book cover shot at an angle

W niniejszym wydaniu prezentujemy pierwszy polski przekład fragmentów Społeczeństwa równych. Na podstawie zaproponowanego przez Rosanvallona pojęcia „(…) tego co wspólne, rozumianego nie jako rodzaj własności, lecz typ relacji”, zadajemy pytanie o problem separatyzmu bogatych oraz przyczyny obojętności fiskalnych pustelników, którzy schronienie znajdują ostatnio w Panamie. Śledzimy historię mitu autonomii pola naukowego wraz z filozofem Michałem Kozłowskim, zastanawiając się nad losem akademików, wśród których „ci o wrażliwości lewicowej gorliwie apelują do państwa o ochronę przed rynkiem, a ci o nastawieniu konserwatywnym wzdychają do bezinteresownego mecenasa” (Kruchość akademii). Rozpoznając dwuznaczność filantropii, demaskującej się – jak z uporem twierdzi w artykule Filantropia (przeciw) idei Jakub Wencel – jako wentyl bezpieczeństwa kapitalizmu, poszukujemy możliwości funkcjonowania rynku idei wolnego od upolitycznienia i finansowych kompromisów. Kierując się obserwacjami Spasimira Domaradzkiego (Gest donacji), usiłujemy określić przyczyny braku rodzimej tradycji filantropii, zarazem wskazując szanse pobudzenia więzi społecznych przez wykształcenie kultury obdarowywania. Idąc w ślad za intuicjami Pawła Kowala (Inkubacja wizji), rozpatrujemy zalety i przypadłości farm strategii politycznych, którymi – w zamyśle – stać się miały think tanki. Wreszcie, w literackim eseju Piotra Nesterowicza (Wszyscy będziemy filantropami), typujemy ranking dobroczyńców w akcji – antenatów i następców niedoścignionej hojności Wokulskiego.

W numerze piszemy o potrzebie filantropii – co jednak mają z tym wspólnego złodzieje? W Polsce, w której brakuje tradycji umowy społecznej swoistej dla krajów anglosaskich, złe sny Hobbesa spełniają się na każdym kroku. Houellebecqowski mieszkaniec hotelu i opisywany przez Rosanvallona człowiek zabarykadowany występuje u nas w modelowym Hobbesowskim stanie natury. W społeczeństwie tworzonym przez takie hybrydy Inny wciąż budzi niepokój, jest wrogiem, obcym, złodziejem.

Miano złodziei co rusz zyskują u nas także elity polityczne czy finansowe – choć w rozwiniętej demokracji miałyby szansę odegrać pozytywną rolę. By było to jednak możliwe, wspólnota musiałaby najpierw wykształcić wzory relacji społecznych, dla których naturalnym byłby gest dzielenia się. Dopiero wtedy w miejsce akcjonariatu mógłby powstać mecenat służący temu, co wspólne.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa