PRZYBYLSKI: Nisko upadła siła

Komentarz do exposé szefa MSZ Jacka Caputowicza w 2018 roku


Są takie przemówienia, które przemijają bez echa i takie, o których nigdy się nie zapomina. Dzisiejsze expose Ministra Czaputowicza na temat polityki zagracznienej paradoksalnie należy do obydwu tych kategorii.

Stonowane – w stosunku do poprzednika, spokojne, żeby nie powiedzieć nudne przemówienie powinno być zapamiętane przede wszystkim dlatego, że ukazuje skalę zmiany między potencjałem Polski sprzed 3 lat i tym obecnie. Różnica jest ogromna szczególnie w wymiarze pozycji kraju w ramach Unii Europejskiej.

W 2015 polska polityka zagraniczna miała ambicje by być „mocnym i wiarygodnym głosem kształtującym Wspólną Politykę Zagraniczną i Bezpieczeństwa Unii Europejskiej”. Potem „wstając z kolan” chciała sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga. Teraz Polska stara się zaledwie o „zapewnienie równoprawnego i podmiotowego udziału naszego kraju w kształtowaniu procesu integracji europejskiej”.

Starania te z góry zresztą skazane są na niepowodzenie, stąd minister uprzedzająco atakuje instytucje Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej za ich stanowisko wobec polityki obecnego rządu. A widząc, że nie jesteśmy w stanie wygrać na argumenty odwołuje się do polskiej martyrologii i historycznych zasług m.in. w kształtowaniu parlamentaryzmu, którego 550-ta rocznica przypada w tym roku w Polsce.

Tym większe zdziwienie budzi opowieść o silnej Unii Europejskiej. Dotychczasowym hasłem polityki zagranicznej PiS była „silna Polska w Europie”, podczas gdy PO lansowała hasło „silinej Polski” w Europie – raz silnej, a raz bezpiecznej. Oczywiście Minister Czaputowicz przeprowadza skomplikowany wywód na temat siły biorącej się z demokratycznej legitymizacji państw narodowych. Trudno jednak powiedzieć jakie konkretne cele podnoszące podmiotowość Polski w ramach UE uważa za realistyczne.

Niemniej wiele zapowiedzi, w tym: podwyższenie przez Polskę składki wpłacanej do budżetu UE, czy aktywnego włączenia się w rozwiązanie kryzysu migracyjnego oraz zapowiedź powrotu do pierwszorzędnego znaczenia Niemiec w polskiej polityce europejskiej nawiązuje do skutecznego niegdyś kierunku, który w poprzednich dwóch latach został zarzucony. Do formuły PO, która mówiła o UE jako instrumencie polityki bezpieczeństwa PiSowi daleko – choćby ze względu na wysuwane w tym samym fragmencie wypowiedzi oczekiwania co do niemieckich reparacji. Niemniej to warty odnotownia zwrot w pierwszym expose nowego ministra.

Szef MSZ niezwykle dużo miejsca poświęcił polityce bezpieczeństwa jako fundamencie polityki zagranicznej. Nazywając Rosję głównym zagrożeniem dla podmiotowej polityki państwa zwraca się do gwarancji bezpieczeństwa za strony USA i NATO. Priorytetem, wysuniętym ponad współpracę z UE (np. w ramach budowy współpracy zbrojeniowej, tzw. PESCO), nazywa zwiększenie obecności wojskowej USA w Europie. Za plus trzeba uznać stały priorytet aktywnego wkładu w „dostarczanie bezpieczeństwa” przez Polskę zarówno w postaci zwiększanych nakładów na obronność jak i zaangażowania w misje sojusznicze.

Tylko, czy dyplomacja ma być już jedynie przybudówką polityki obronnej? Wątpliwe na przykład, by region Wyszehradu, czy Trójmorza oczekiwał tak silnych akcentów wojskowych w sytuacji, gdy ich cele koncentrują się przede wszystkim na budowaniu pozycji w ramach UE. Partnerzy w regionie nie potrzebują Polski skonfliktowanej i słabej na arenie UE. I za to odpowiada polska dyplomacja.

Wojciech Przybylskiprezes Fundacji Res Publica, redaktor naczelny „Visegrad Insight”

Fot. Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland, (CC BY-NC 2.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa