Przybylski: Europa jest kobietą

W jednym punkcie Europejczycy są dziś zgodni. Stanów Zjednoczonych Europy nie będzie. A gdyby tak powstała Republika Europejska?


W swojej najnowszej książce Ulrike Guérot przekonująco dowodzi, że w ciągu dwóch najbliższych dekad Europejczycy byliby gotowi porzucić schemat państw narodowych i zaakceptować system oparty na paneuropejskiej politycznej równości. Na przeszkodzie realizacji tej utopii stoją, jak twierdzi, jedynie starzy, biali mężczyźni oraz monstrum, którym stała się dzisiejsza Unia Europejska. [red. esej w tłumaczeniu Tomasza F. Krawczyka i Marcina Sobali, będący punktem wyjścia dla książki opublikowaliśmy na stronie Res Publiki Nowej]

Pragnę od razu uspokoić owych starców, a także zagorzałych eurosceptyków, piewców XIX-wiecznej suwerenności. Prawdopodobieństwo realizacji pomysłu samej autorce wydaje się tak nikłe, jak wszystkie absurdalne pomysły formułowane w przeszłości, w tym wprowadzenie jednolitego systemu ubezpieczeń społecznych i emerytalnych w 1889 r. Jeszcze dwadzieścia lat przed realizacją projektu Bismarcka w uszach przywódców słabych i rozbitych państewek niemieckich ów pomysł brzmiał zupełnie nierealnie. Czy nie przypomina to dzisiejszej podzielonej i coraz bardziej niezdolnej do prowadzenia skutecznej polityki Unii Europejskiej?

Guérot jest bezlitosna w krytyce dzisiejszej UE. Gani wspólną walutę bez europejskiej kontroli nad polityką fiskalną czy konkurującymi ze sobą systemami zabezpieczeń społecznych, podwójną i obłudną rolę Rady Europejskiej, która pod pozorem harmonizacji pogłębia nacjonalizmy w ramach wspólnoty, podważone fundamenty zaufania do demokratycznej legitymacji. Sam mechanizm demokratycznej procedury ma coraz mniejsze znaczenie. Innymi słowy: możesz głosować, ale wybór i tak się dokonał – tak Guérot ilustruje na wpół heglowski moment, w jakim znalazła się dziś Europa. Przywołując Piketty’ego, powtarza, że Europa stała się monstrum. A nikt nie chce żyć w ciele takiego potwora, pisze, i nie pozostaje nam nic innego jak tylko wreszcie zbudować ogólnoeuropejską demokrację. „Yes, we can. Jeśli chcemy to możemy” – pisze.


Artykuł pochodzi z najnowszego numeru Res Publiki. Czy pod podszewką każdej demokracji ukrywa się przemoc? Kup już teraz w naszej internetowej księgarni.

2-15-T-cov-wer

Już w środę, 27 kwietnia, o 19:00 debata pt. „Idziemy po was! Przemoc w Europie” z udziałem Pawła Kowala, Wojciech Przybylskiego, Patrycji Sasnal i Bartłomieja Sienkiewicza. Miejsce: Pracownia Duży Pokój, Warecka 4/6 (wejście od ul. Kubusia Puchatka), Warszawa. Zapraszamy!


Jasnym jest, że Republika Europejska to zarazem projekt odnowy europejskiej lewicy. Lewica nie może istnieć w państwach narodowych. Musi wybiegać ku utopii, okalać świat, mierzyć się z uniwersum. Tak jak każdy projekt postchrześcijański, nie godzi się na istnienie granic dla swojego posłannictwa. To zarazem wstęp do mniej lub bardziej udanej próby powołania ruchu DiEM (Democracy in Europe Movement), którego kongres założycielski w Berlinie w lutym 2016 r. został uświetniony obecnością greckiego celebryty politycznego – Yanisa Varoufakisa.

Guérot reprezentuje ową lewicową ambicję, która potrzebna jest, by stworzyć przeciwwagę dla odradzających się nacjonalizmów, ale cofa się przed jej marksistowską ogólnoświatową formułą. Zawęża wizje do Europy, powołując się na historyczne analogie i korzenie, które nadają jej projektowi nieco spokojniejszy, bardziej liberalny charakter. Można jej czynić zarzut europocentryzmu, mnie jednak akurat owo liberalne ograniczenie się podoba. Przy czym, liberalne znaczy tu nie tyle technokratyczne i bezduszne – z tym właśnie autorka walczy – lecz raczej wzniosłe, zakorzenione w historii idei, gdzie przedmiot polityki miesza się z historią sztuki, ikonografią polityczną.

Używając odniesienia do starych białych mężczyzn, symbolizujących dzisiejsze myślenie o Europie ojców założycieli, przypomina, że porywające projekty zjednoczenia i odnowy, które miały przynieść europejskiej wspólnocie więcej republikańskiej wolności, odnoszą się przeważnie do postaci kobiecych. „Wolność” Arnolda Böcklina z 1891 r. przedstawiająca kobietę trzymającą orła oraz liść palmowy albo niosąca francuski sztandar, półnaga „Wolność” Eugene’a Delacroix (1830 r.) zostają zestawione z „portretem rodzinnym” przywódców UE z jednego ze szczytów – zuniformizowani, nudni, starsi panowie, wśród których pojawia się zaledwie kilka kobiet, przeważnie poddających się konformistycznej presji ubioru i ginących w zmaskulinizowanym tłumie. Europa tymczasem była kobietą. I nadal jest kobietą. Od niemal pięciuset lat wyobrażenie o republice europejskiej kształtuje obraz Królowej Europy (Europa regina) – mapy z XVI wieku opisującej wspólnotę narodów chrześcijańskich zjednoczonych ideą religijną, nie ustanawiających między sobą barier w postaci granic ani ceł. Nie wspominając już o antycznej Europie na grzbiecie boskiego Zeusa – co ciekawe, to odniesienie nie pojawia się u Guérot. Nie ukrywa ona jednak, że chciałaby odnowy tej mapy sprzed wieków i tej właśnie idei, bo nie wierzy w powodzenie obecnego projektu.

W sceptycyzmie wtórują jej przeważnie konserwatyści. Nawet w Polsce po stronie umiarkowanej prawicy pojawiają się głosy przewidujące rozpad UE, przyklaskujące tej idei i cieszące się, że tam gdzie rozpadnie się – jakkolwiek niedoskonała całość – powstanie nowa przestrzeń wolności. I to dokładnie wbrew strategii, którą Polska realizowała przez stulecia niewoli oraz ostatnie lata wolności – zgodnie z myślą i praktyką Adama Czartoryskiego – by związywać naród z instytucjami i kręgami europejskimi jako warunkami wolności Polaków. W połowie marca br. z przyszłego rozpadu i oczekiwanego nadejścia pełnej (wyspiarskiej) suwerenności na antenie radia RDC radość wyrażał publicysta Rzeczpospolitej Dominik Zdort. Na pytanie jednak o to, jak zachować ową absolutną suwerenność narodów słabszych wobec narodów dalece silniejszych nie potrafił już sformułować odpowiedzi.

Myślenie Guérot jest o tyleż bardziej dojrzałe, że przedstawia pewien projekt i opisuje ramy owej utopii, która może się jeszcze wydawać utopijna, ale kiedyś, z punktu widzenia przyszłej historiografii, może zostać uznana za fundament nowej polityczności. Kto wie. Powinna podobać się nam przede wszystkim odwaga myślenia połączona z praktyczną wiedzą.

Republika Europejska opiera się bowiem na zasadach politycznej równości oznaczającej przede wszystkim: równe prawa wyborcze (powszechne, włączając w to wybór prezydenta Europy, co już dziś znajduje się w programach niektórych partii politycznych w Europie), równe zasady opodatkowania na całym terytorium oraz równy dostęp do opieki socjalnej – a więc de facto europejskie państwo bezpieczeństwa socjalnego (welfare state). I autorka twierdzi, że dla wielu to nie jest już utopia, a jedynie prawna realizacja praktyki życia coraz większej grupy europejskich rodzin czy związków międzykulturowych, w jakich rodzą się kolejne pokolenia Europejczyków mieszanych narodowości. Ma to być więc jedynie urzeczywistnienie codziennych pragnień suwerena Europy – jeszcze młodego dziś europejskiego demosu.

Czy zagraża to tradycjom parlamentarnym? Skądże. Parlamenty, w tym ujęciu, mają być transnarodowe. Czy jest to możliwe bez wspólnego języka? Oczywiście – znamy języki, a poza tym postęp techniczny pozwala na coraz doskonalsze automatyczne tłumaczenie lub wspomaganie tłumaczy. Czy republika oznaczałaby powstanie superpaństwa? Przeciwnie – decentralizacja miałaby być jej formułą działania. To niektóre z jej odpowiedzi na potencjalne zarzuty.

Tak miałaby wyglądać przyszła Europa, kobieta-republika. Guérot nie wie tylko, jakie kroki trzeba by wykonać, aby doprowadzić do jej realizacji. A może wie, lecz nie ma odwagi tego napisać. Żarzy więc ideę, choć nie bez autoironii. Rozpala ambicję, ale chłodzi zapał, bo powątpiewa w obecną elitę i martwi się, czy nie zapędziliśmy się za daleko. Choć nadziei dodają jej słowa wielkich rewolucjonistów, w tym Einsteina, że żadna idea nie jest dobra, jeśli na początku nie wydawała się iluzoryczna. Czytajmy więc jej esej i książkę, która rozwija te wątki i bądźmy odważni na miarę czasów.

Chcemy tego czy nie, Europę czekają gwałtowne przeobrażenia – demografia, migracja, zmiany klimatu, które odmienią nasz sposób życia szybciej niż następuje zmiana pokoleń, albo jeszcze prędzej. Jak chcemy je przeżyć? W imię czego? Jednowymiarowo grodząc swe państewka niczym osiedla z lat 90., których płoty do dziś stanowią symbol rozpadu wspólnot? Potrzeba utopii powraca. To, co dziś zostanie spisane na papierze, jutro może się ziścić. Wydawało się, że moda na republikę minęła wraz z XIX wiekiem. Pod koniec XX wieku wraz z refleksją Philipa Pettita pojawiła się idea republiki rozumianej jako wolność bez dominacji. W XXI wieku być może będziemy rozważać Republikę Europejską jako projekt politycznej równości na miarę ciekawych czasów, które przecież, niczym przekleństwo, już nadeszły.

Książka: Ulrike Guérot, Why Europe needs to become a Republic. A political Utopia, Dietz Verlag, premiera 18 marca 2016

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa