Prawa w miastach a „prawo do miasta”

Istnieje spora różnica między walką o poszczególne prawa (liczba mnoga) w miastach a „prawem do miasta” (liczba pojedyncza), między sposobami, na jakie idea prawa do miasta jest głoszona i stosowana przez poszczególne organizacje obywatelskie, a […]


Istnieje spora różnica między walką o poszczególne prawa (liczba mnoga) w miastach a „prawem do miasta” (liczba pojedyncza), między sposobami, na jakie idea prawa do miasta jest głoszona i stosowana przez poszczególne organizacje obywatelskie, a rozumieniem prawa do miasta tak, jak robił to francuski filozof Henri Lefebvre wtedy, gdy idea ta się rodziła.

Różnica między liczbą pojedynczą a mnogą jest istotna, zarówno odnośnie „praw” jak i „miasta.” Jest to zarówno strategiczna jak i polityczna różnica; wyznacza ona horyzont ambicji i dążeń, oraz pokazuje charakter ruchów wdrażających ją w życie. U Lefebvre’a prawo do miasta jest zawołaniem, żądaniem. Ujawniło się w czasie fermentu miejskich ruchów społecznych w 1968 r. i przetrwało w tej formie w krytycznej teorii urbanizacji. Celem tego hasła było poszerzenie postulatów i zwiększenie ambicji ruchu z roku 1968 tak, aby wypracowały one wizję lepszego społeczeństwa. To inne społeczeństwo to właśnie społeczeństwo miejskie: „miejski” oraz „nowy” lub „możliwy” są w filozofii Lefebvre’a niemal tożsame. Pisał on: „prawo do miasta nie może być rozumiane powierzchownie lub wyłącznie jako powrót do tradycyjnych miast. Może być artykułowane jedynie jako prawo do odmienionego i odnowionego życia po miejsku, takiego, w którym publiczne miejsce spotkań stanie się najważniejszym z wszystkich zasobów.”

 

(CC BY 2.0) by anantal/Flickr

Lefebvre nawet pisze w pewnym momencie: „od tej chwili nie będę mówił o mieście jak takim ale o ‘życiu po miejsku’”. Prawo do miasta zatem jest dla Lefebvre’a prawem do życia w społeczeństwie, w którym każdy ma równe prawa i możliwości samospełnienia . „Miasto bliskie sercu” – szeroko komentowana idea David Harveya ma podobny wydźwięk: „miasto” jest tutaj skrótem myślowym dla lepszego społeczeństwa. Idea ta zawiera w sobie wizję nowej miejskości: społecznych, materialnych i ekonomicznych relacji międzyludzkich w społeczeństwie głęboko humanistycznym, tj. zorientowanym na człowieka, i jednocześnie najdoskonalsza historyczna forma rozwoju miasta. Lefebvre, gdy mówi o „prawie do miasta”, nie ma na myśli prawa do współczesnych miast. Mówi on w liczbie pojedynczej, o „mieście.” Jego ambicja wykracza poza partycypację społeczną w istniejących obecnie miastach; mówi o nowym mieście, które dopiero musimy stworzyć – choć oczywiście nie poprzez rewolucję, ale ewolucję miast współczesnych. Zatem mówi on o prawie do miasta w sensie abstrakcyjnym (liczba pojedyncza), a nie prawie do (konkretnych) miast.

Krytyczna teoria urbanizacji – w szczególności stworzona przez Davida Harveya – poszła właśnie tą ścieżką. To zastosowanie można przeciwstawić do użycia prawa do miasta w liczbie mnogiej. Wiele kart, manifestów i platform wymienia prawa, których domagają się organizacje obywatelskie: prawo do schronienia, do pitnej wody, do zrównoważonego rozwoju, partycypacji w procesach decyzyjnych, do zatrudnienia, do wykształcenia, do rozrywki, do wolności słowa czy zgromadzeń. To są prawa w liczbie mnogiej i są one absolutnie zgodne z postulatem prawa do miasta w sensie pojedynczym – tak jak to rozumiał Lefebvre. Prawa te, natomiast, są z natury cząstkowe i wybiórcze. Postulat Lefebvre’a odnosił się do czegoś spójnego i jednolitego. Jedno może oczywiście prowadzić do drugiego, natomiast należy zachować rozróżnienie między prawami w liczbie mnogiej i pojedynczej.

Rozróżnienie to ma trzy istotne konsekwencje. Pierwsza jest organizacyjna: odnosi się do natury sił, grup i organizacji które mają wspólny interes w domaganiu się określonego prawa, a także do faktu, iż nie domagają się tutaj jednego tylko prawa, ale ogólnego prawa, które zawiera w sobie wszystkie pozostałe, i które może służyć jako wspólna platforma, na której poszczególne postulaty zabrzmią donioślejszym głosem. Bezrolni domagają się ziemi; bezdomni – dachu nad głową; bezrobotni – przyzwoitej i zadowalającej pracy; kreatywni – wolności twórczej; niepełnosprawni – adaptacji przestrzeni do ich potrzeb; wszyscy pragną, aby otaczało ich piękno, aby mieć dostęp do środowiska naturalnego i ochrony zdrowia. To nie są jednostkowe postulaty – są one ze sobą głęboko powiązane, nie tylko ze względu na to charakter (potencjalnego) miasta, które byłoby w stanie te potrzeby zaspokoić. W chwili, gdy zrozumiemy, dlaczego postulaty te nie są dziś spełniane, które siły przeciwdziałają ich wypełnieniu i które grupy, czy jednostki mają wspólny interes w osiągnięciu tych różnorodnych celów, uświadomimy sobie istotność mówienia o prawie do miasta w liczbie pojedynczej. Zatem pierwszym wnioskiem wypływającym z rozróżnienia, które tutaj wprowadziłem, jest strategiczne znaczenie łączenia walki o różnorodne prawa w ruch domagający się jednego prawa zawierającego w sobie wszystkie pozostałe. Prowadzi to zatem do budowania koalicji – choć to jest oczywiście tylko początek. Budowanie koalicji to łączenie ludzi o wspólnym interesie. Koalicje składają się z grup zgadzających się na popieranie swych osobnych interesów dla wzajemnej strategicznej przewagi wszystkich razem. Ruch prawa dla miasta łączy ludzi, którzy mają wspólny interes, choć początkowo mogą przejawiać inne praktyczne priorytety.

Drugie znaczenie mego rozróżnienia jest analityczne: wspólna wizja prowadzi do całościowego zrozumienia funkcjonowania współczesnych miast. Unaocznia ona mechanizmy napędzające system, jego obecne zalety i wady. Niebezpieczeństwo kooptacji kampanii o poszczególne prawa zostało już wielokrotnie wskazane: artyści, którzy sprzeciwiają się gentrifikacji, wspomagają ją w chwili, gdy jest im to na rękę; robotnicy chcą utrzymania pracy w zakładach, które zatruwają środowisko; osoby starsze popierają programy zdrowotne, dzięki którym korzystają z większej puli wspólnych środków; poszczególne grupy reprezentujące mniejszości chętnie wchodzą do struktur politycznych, które wykluczają inne grupy; bezrobotni sprzeciwiają się reformom systemu imigracyjnego itd. Spojrzenie całościowe pokazuje dobitnie, iż owe interesy są tylko pozornie sprzeczne i że w interesie wszystkich stron jest kooperacją w celu stworzenia miasta, w którym ich interesy nie musiałby być przeciwstawne i gdzie różne potrzeby mogły by być zaspokajane.

Trzecią konsekwencją mojego rozróżnienia jest to, iż całościowe spojrzenie podnosi poprzeczkę i daje nadzieję na lepszą przyszłość – taką, w której nie tylko poszczególny problem zostanie wyeliminowany, ale która w całości jest dogodniejsza. Nadaje ona znaczenia hasłu „inny świat jest możliwy,” i nawołuje do jego realizacji. Jest w stanie wzbudzić motywację, inspirację i uzasadnienie dedykacji do działań obywatelskich, które mają o wiele głębszy sens i wymiar niż tylko naprawianie szkód. Zmiana optyki na holistyczną może w tej chwili wydawać się utopijna, ale chodzi o to, aby utrzymać tę myśl w tyle głowy, aby dała ona ogólną, pozytywną perspektywę dla codziennych działań i walki o prawa w mieście – w liczbie mnogiej.

Peter Marcuse – profesor planowania miejskiego na Uniwersytecie Columbia (Nowy Jork). Autor wielu książek i artykułów z zakresu teorii i praktyki urbanizacji. Od kilku lat związany z amerykańską koalicją obywatelską Prawo do Miasta. Syn Herberta Marcuse’a – filozofa i autora książki Człowiek jednowymiarowy, jednego z intelektualnych liderów amerykańskich ruchów społecznych z lat 60tych.

Tł. Kacper Pobłocki

Tekst jest skróconym tłumaczeniem artykułu: „Rights in Cities and the Right to the City?”, z książki: Cities for All: Proposals and Experiences towards the Right to the City, red. Ana Sugranyes and Charlotte Mathivet, zainaugurowanej podczas tegorocznego Światowego Forum Miejskiego w Rio. Dziękujemy redaktorkom tomu za zgodę na publikację niniejszego tekstu na naszych łamach.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa