Używasz przestarzałej przeglądarki - nasza strona będzie wyglądać znacznie lepiej, a ty będziesz bezpieczniejszy, jeśli ją zaktualizujesz do najnowszej dostępnej wersji.

Polska, Litwa i potrzeba pragmatyzmu

  12

Wrogość i wychowanie

Emocjonalne przyczyny pogorszenia się stosunków polsko-litewskich zdają się dominować w dyskursie publicznym na temat sytuacji polskiej mniejszości na Litwie. Dla przykładu, komentarze internautów na litewskich forach dotyczące stosunków polsko-litewskich i sytuacji Polaków na Litwie pełne są stwierdzeń w duchu: „jak się wam Litwa nie podoba, jedźcie do Polski”. Niestety, jedynie stylem, nie zaś treścią, różnią się one od wypowiedzi wielu Litwinów na litewskich ulicach czy w urzędach. Z rzadka pojawiają się opinie mniej dosadne, nie mówiąc już o takich, które choć trochę zagłębiają się w istotę problemów polskiej mniejszości na Litwie.

Wskazuje to, oczywiście, na ignorancję i zupełne niezrozumienie przez Litwinów przyczyn, dla których mniejszości narodowe w ogóle istnieją, co ważniejsze jednak, pokazują, jak bardzo kwestia roszczeń Polaków na Litwie wobec państwa ich zamieszkania opiera się na emocjach, uprzedzeniach i powielaniu klisz, nie zaś na realnej analizie sytuacji. Z drugiej strony, wśród litewskich Polaków wiele jest przykładów absolutnego przekonania, że Litwini to ich wrogowie, a naszym narodowym bohaterem obok Piłsudskiego powinien być Żeligowski.

Polacy na Litwie, zwłaszcza starsze pokolenie, to ludzie wychowani w duchu patriotyzmu, który można by określić jako sentymentalny. Oczywiście nie mówimy tu o wszystkich litewskich Polakach, ale też nie o odosobnionych przypadkach. Takiemu patriotyzmowi towarzyszą nie tylko piękne wspomnienia, lecz także kategorie: „my” – dobrzy i waleczni, „oni” – źli i tchórzliwi. Właśnie tego rodzaju kategoryzacja i sentymentalne podejście do polsko-litewskich stosunków zabija pragmatyzm, którego, jak nigdy, potrzeba i Litwinom, i Polakom na Litwie, przy czym tym drugim w znacznie większym stopniu.

Na potwierdzenie tej tezy warto wspomnieć o litewskich Polakach, którzy dobrze sobie radzą na Litwie i nie potrzebują ani odrębnych nazw ulic, ani nazwisk pisanych po polsku, ponieważ zdobyli dobre wykształcenie i świetnie mówią po litewsku. To właśnie oni przełamują litewskie stereotypowe myślenie o mniejszości polskiej jako grupie zubożałych rolników zamieszkujących podwileńskie miejscowości, mówiących językiem „tutejszym”, czyli mieszanką polskiego, rosyjskiego, białoruskiego i litewskiego, niezrozumiałej ani przez Litwinów, ani Rosjan, ani Białorusinów, do tego z pokolenia na pokolenie obciążonych biedą, w którą wpędza ich przywiązanie do świata, którego już dawno nie ma.

W tym myśleniu jest, rzecz jasna, wiele nieprawdy, jednak, jak to bywa w przypadku uprzedzeń wyostrzających się w sytuacji politycznych konfliktów, mało kto sili się na wyjście poza nie. A szkoda, bo w kontekście planowanej ustawy o oświacie, wprowadzającej niekorzystne dla polskiej mniejszości rozwiązania, Litwini mogliby zapoznać się ze statystykami, które wskazują, że polska mniejszość, w szczególności młodzież, w zdecydowanej większości świetnie zna litewski i ma ambicje oraz możliwości swobodnego konkurowania z Litwinami na rynku pracy.

Język jako sprawca

Wypada podkreślić, że, obok faktycznych problemów utrudniających życie Litwinom czy Polakom w kontekście polsko-litewskich stosunków, niemałe znaczenie mają kwestie związane z nieodpowiednim dyskursem stosowanym zarówno na poziomie politycznym, jak i społecznym przez jedną i drugą stronę. Dyskurs ten pełen jest niejasności, w znikomym stopniu dotyczy faktów i statystyk, a w zbyt dużym emocji, sentymentów i lęku.

Warto tu podkreślić, że polskie władze bardzo nieumiejętnie używają argumentów dotyczących sytuacji litewskiej mniejszości w Polsce, by pokazać dobrą wolę Polaków w kwestii zachowania dobrych stosunków z Litwinami. Żaden z zapytanych przeze mnie kilkunastu znajomych Litwinów nie był w stanie stwierdzić, czy Litwini w Polsce mają większe prawa, choćby formalnie, niż Polacy na Litwie. Dopiero incydent ze zniszczeniem tablic z nazwami miejscowości po litewsku uświadomił Litwinom, że litewska mniejszość w Polsce ma prawo do czegoś, czego się na Litwie Polakom odmawia. Szkoda, że wiedzę tę Litwini uzyskali w przykrych okolicznościach, dających im kolejny argument w krytyce Polaków: argument polskiego nacjonalizmu – choć opartego na kilku ekscesach, ale przecież nie wyssanego z palca.

Należy też krytycznie odnieść się do argumentów Polaków dotyczących ustawy oświatowej jako próby lituanizacji polskiej mniejszości i doprowadzenia do sytuacji, jaka miała miejsce w Kownie, gdzie polska mniejszość z ok. 30% w okresie międzywojennym stopniała do ok. 1% obecnie. Owszem, należy podkreślić, że wg danych z 2008 r. polska mniejszość w Wilnie stanowi ok. 20% ludności, w rejonie wileńskim ponad 60%, a w solecznickim około 80%.

Ta sama statystyka powinna przekonywać Litwinów do głębokiego zastanowienia się nad sensownością ewentualnych prób lituanizacji polskiej mniejszości, jednakże do Litwinów w ogóle zdają się nie docierać argumenty dotyczące obaw Polaków co do odległej, zdaniem Litwinów, przyszłości. Co więcej, litewskie argumenty ubierane są w „pragmatyczne” stwierdzenia i przeciwstawiane polskim, które są określane mianem sentymentalnych i emocjonalnych. Bo czyż nie lepiej jest myśleć pragmatycznie o tym, że polskie dzieci będą kiedyś musiały pójść na litewskie studia i do litewskiej pracy niż sentymentalnie o tym, że mają one pielęgnować polskość, która im miejsca pracy nie zapewni (poza nielicznymi przypadkami litewskiej młodzieży wyjeżdżającej na studia do Polski)?

Tego rodzaju dyskurs nie spotyka się z wyraźną krytyką ani ze strony intelektualistów, ani ludzi, którym zależy na dobrych polsko-litewskich stosunkach, bo racjonalne argumenty nie są w stanie przebić się przez warstwę uprzedzeń i, co najważniejsze, niewiedzy o istocie problemów.

Trudno o natychmiastowe, a do tego pokojowe i bezbolesne rozwiązanie zaistniałej między Polakami i Litwinami sytuacji. Mimo to uważam, że najbardziej efektywnym rozwiązaniem byłoby wyjście z inicjatywą ze strony polskich władz zarówno wobec litewskiej mniejszości w Polsce, jak i polskiej na Litwie.

Po pierwsze, Polska pokazałaby w ten sposób, stosunkowo niskim kosztem, swoją wspaniałomyślność, i dała impuls litewskim władzom do odwzajemnienia się. Po drugie, Polakom na Litwie taki gest dałby podstawę do postrzegania „Warszawy” nie jako platońskiej idei, widocznej jedynie w postaci cienia, ale raczej jako źródła realnego wsparcia w ułożeniu sobie poprawnych stosunków z Litwą. Po trzecie, racjonalne postrzeganie sytuacji politycznej na Litwie musi prowadzić do wniosku, że w kraju tym, rządzonym przez konserwatystów, nie zrodzi się, przynajmniej do wyborów, żadna idea zaspokojenia roszczeń mniejszości narodowych.

W Polsce natomiast, pomimo ostrego kursu Radosława Sikorskiego w kwestii stosunków z Litwą, wciąż jest szansa na to, że każda partia, która stworzy koalicję po październikowych wyborach, będzie chciała lepszych stosunków z Litwą. Po czwarte wreszcie, złe stosunki Polski i Litwy to dobra wiadomość dla Moskwy. Trudno uwierzyć, by obecnym władzom Polski i Litwy (a także tym opcjom, które prawdopodobnie dojdą do władzy w Polsce po wyborach) zależało na dobrym samopoczuciu Rosjan w tym kontekście. Szczerze mówiąc, znacznie mniej powinno na tym zależeć władzom Litwy.

  12

KTO I DLACZEGO GRA W MODERNIZACJĘ?

WYDANIE iPad TYLKO ZA €2,39

UWAGA! NOWY PÓŁROCZNIK RPN: