Wojciech Przybylski, DNA Miasta
[2010-03-09] | Polski
Polityka papieru

Jeśli budowanie polityki polega na budowaniu wspólnoty, to miasto stołeczne Warszawa oblało egzamin. Nie czuję bowiem wspólnoty z miastem, w którym strategiczne decyzje ogłasza się poprzez komunikaty przetargowe. Nie czuję się jego częścią, ponieważ prezydent, wiceprezydenci i dyrektorzy przez nich powołani, słowem administracja miasta, wybierają sposób działania pozbawiony zmysłu wspólnotowego, proponując w zamian taki, który przypomina zarządzanie fabryką papieru.
Problem sięga głębiej niż przetarg, a kryterium ceny – jedyne kryterium tego przetargu – w jakiś sposób jest tego ilustracją. Jeżeli, mimo licznych zastrzeżeń, istniało przyzwolenie opinii publicznej na start Warszawy w konkursie o tytuł ESK, to przede wszystkim dlatego, że ten program Unii Europejskiej niesie ze sobą obietnicę zmiany w administrowaniu miastem. Przyzwolenie opinii publicznej na udział stolicy w tym „wyścigu” wiązało się ze zobowiązaniem administracji do zmiany dotychczasowych zasad działania, polegających na braku otwartego dialogu, arbitralnych decyzjach i de facto braku pomysłu na miasto. Start w konkursie miał doprowadzić w rezultacie do zmiany zasad. Tymczasem, tej zmiany nie zapowiada ani sposób wyłonienia operatora, ani też sam operator, którego efekty pracy były już dawniej odkładane przez administrację do szuflady.
Polityka ta się nie zmieni jednak, jeśli administracja miasta ograniczy swoją wizję jedynie do realizacji przetargów i konkursów. W gruncie rzeczy wolałbym, żeby przetargi i konkursy wyszły w tej nowej polityce z mody, a administracja miasta otwarcie powiedziała, jaki ma pomysł na rozwój Warszawy. Wtedy my, opinia publiczna, w jednym powszechnym, wolnym konkursie, zwanym wyborami, wybierzemy ten najlepszy dla miasta. Wówczas nikogo nie zdziwi, gdy z braku czasu ogłoszony zostanie siedmiodniowy termin złożenia ofert na wykonanie znanego już zadania, które większość opinii publicznej uzna za istotne.
Tymczasem wyobraźmy sobie ESK 2016 w krzywym zwierciadle. Jeśli, nie zmieniając sposobu uprawiania polityki, Warszawa wygra, czeka nas nie lada kłopot. Będziemy mieli bowiem do czynienia nie tylko z polityką papieru, ale również z kulturą wyłącznie papierowych wskaźników realizacji zadania.
Źródło: Res Publica Nowa
Podobne teksty publica.pl
- Kultura – a co to za biznes?
- Loteria i egzamin dla Torunia
- Jaka to nagroda?
- Czy Toruń wybrał dobrze?
- O Warszawie, tytule ESK i świecie współczesnym
Podobne teksty w archiwum Respubliki
- O post-mieście
- Kraków - zmarnowana szansa
- Cóż po polityce, jeśli nie ma się różnić od mszy?
- Dramat czy farsa?















