Omilanowska: Negatywnie zweryfikowana

Jeżeli premier Gliński bardzo sobie nie życzy, bym była dyrektorem Zamku, to wywalczenie takiego stanowiska na drodze sądowej nie będzie nikomu służyło


Artur Celiński rozmawia z prof. Małgorzatą Omilanowską o byciu „negatywnie zweryfikowaną”, różnicach między politykiem a fachowcem na stanowisku ministra kultury i zasadniczych kompetencjach każdego dobrego ministra.

Dostępna jest już kolejna część wywiadu, odpowiedająca na pytanie „Jak rządzić kulturą?”. W piątek zaś trzecia część poświęcona Europejskiej Stolicy Kultury 2016 we Wrocławiu.

 

Artur Celiński: Czy, nawiązując do słów premiera Glińskiego, czuje się Pani negatywnie zweryfikowana?

Małgorzata Omilanowska: Nie bardzo rozumiem, co minister Gliński miał na myśli. Nigdy nie ubiegałam się o mandat polityczny. Polityka w tym wydaniu nigdy mnie nie interesowała. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że funkcja ministra kultury jest funkcją polityczną samą w sobie, ale ja nigdy w takich kategoriach jej nie postrzegałam. Byłam świadoma tego, że nie mogę się odżegnywać od nazywania mnie politykiem, ale pracę w ministerstwie zaczynałam jako fachowiec i starałam się prowadzić tę pracę i podejmować to wyzwanie w taki sposób, w jaki wyobrażam sobie, że powinna być ona sprawowana, z pominięciem aspektów politycznych i ideologicznych. Nie mnie oceniać na ile mi się to udało.

Czy premier Gliński złamał więc prawo odmawiając uznania Pani nominacji ze strony Rady Powierniczej Zamku Królewskiego w Warszawie?

Ustawa o muzeach jednoznacznie mówi, że jeżeli rada powiernicza powołana zgodnie z ustawą w danej instytucji posiada nadane przez ministra kompetencje, to je wykonuje. Rada Powiernicza Zamku jest uposażona w kompetencje odwoływania i powoływania dyrektora. Zarówno ja, jak i mój poprzednik Bogdan Zdrojewski, zapisy tego prawa respektowaliśmy w dosłownym jego brzmieniu. Minister Gliński nie cofnął Radzie Powierniczej powierzonych jej kompetencji. Jednocześnie nie zaakceptował decyzji tejże Rady Powierniczej.

Ale czy miał do tego prawo?

Zgodnie z interpretacją przygotowaną przez radców prawnych ministerstwa za czasów mojego urzędowania, Minister Kultury nie miał do tego prawa.


Zwróćmy masom demokrację! Nowy numer Res Publiki: Najpierw masa, potem rzeźba już w sprzedaży. Zamów go w naszej internetowej księgarni!

2-15-FB-cov

Pojawiły się dwa listy w Pani obronie. Minister uzasadnia swoją decyzję za pomocą argumentów politycznych i wygląda na to, że podtrzyma swoja opinię. Co dalej? Czy planuje Pani powiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa?

Nie chcę wykonywać jakichkolwiek gwałtownych gestów w tej sprawie. Przede wszystkim dlatego, że pełnienie funkcji dyrektora wielkiej narodowej placówki nie może się opierać na konflikcie. Jeżeli premier Gliński bardzo sobie nie życzy, bym była dyrektorem Zamku, to wywalczenie takiego stanowiska na drodze sądowej nie będzie służyło ani instytucji, ani realizacji celów, które dyrektor Zamku powinien realizować. Zastanawiająca jest jednak kwestia, czy premier Gliński podjął ostateczną decyzję w tej sprawie. Ja nie zostałam o niczym poinformowana.

Nie było kontaktu ze strony ministerstwa? Żadnego oficjalnego wyjaśnienia?

Z ministerstwem – żadnego. Jedyny oficjalny kontakt w sprawie dyrektury Zamku miał miejsce 8 grudnia ubiegłego roku. Po pisemnym zaproszeniu do wzięcia udziału w przesłuchaniu kandydatów odbyłam godzinną rozmowę z Radą Powierniczą. Pożegnałam się i wyszłam. Nie zostałam później przez nikogo oficjalnie zawiadomiona o wynikach tej rozmowy. O decyzji Rady Powierniczej i reakcji premiera Glińskiego dowiedziałam się za pośrednictwem plotek i z prasy.

W przypadku poprzedniej, też kontrowersyjnej, decyzji premiera Glińskiego, czyli próbie odwołania spektaklu „Śmierć i kobieta” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, minister zachował się Pani zdaniem prawidłowo? Czy podjęłaby Pani taką samą decyzję?

Nie chcę oceniać premiera Glińskiego – jego sytuacja w ministerstwie jest inna niż moja.

Na czym polega różnica?

Premier Gliński jest zawodowym politykiem. Ja nim nie jestem.

Ale można o nim powiedzieć również, że jest przede wszystkim fachowcem – profesorem z dużym dorobkiem naukowym i kompetencjami.

Nie mnie oceniać kompetencje profesora Glińskiego. On reprezentuje zupełnie inną dziedzinę niż ja. Jak sam deklaruje w wywiadach jest człowiekiem, który od kilku lat poświęcił się polityce – jest także wicepremierem. W związku z tym jego reakcje i stanowisko, które zajmuje wobec wielu spraw jako Minister Kultury opieraja się na innych przesłankach niż decyzje, które ja bym podejmowała. Ja nie miałam zobowiązań w stosunku do jakiejkolwiek partii politycznej, także rządzącej. Nie byłam w żadnej zależności od jakichś ideowych nakazów, poza podległością służbową w stosunku do Rady Ministrów i premiera. Podczas mojej pracy w ministerstwie żaden z premierów, ani Rada Ministrów nigdy nie narzucali mi niczego, co dotyczyłoby wewnętrznych spraw zarządzania ministerstwem.

Zawodowym politykiem był jednak przecież minister Zdrojewski. Czy to rzeczywiście istotna różnica na tym stanowisku? Czy krajowa polityka kulturalna potrzebuje polityka czy fachowca?

Powiem przewrotnie – wydaje mi się, że idealnemu ministerowi potrzebne są trzy zasadnicze cechy: kompetencje w dziedzinie, za którą przychodzi mu odpowiadać, kompetencje menadżerskie, czyli umiejętność zarządzania dużymi środkami i zespołami ludzi oraz kompetencje polityczne, czyli mocne osadzenie w partii rządzącej. Doświadczenie uczy, że aby być ministrem co najmniej dobrym, wystarczy mieć dwie z tych kompetencji. W dowolnej konfiguracji. Problemy pojawiają się – i mówię to w stosunku do wszystkich rządów, obecnego i poprzednich – kiedy brakuje dwóch lub trzech z nich.

A której z tych kompetencji brakuje premierowi Glińskiemu?

To już zostawiam do oceny Panu. Natomiast wracając do sprawy Teatru Polskiego, mogę powiedzieć tak: profesor Gliński wpadł w pułapkę – pułapkę, która nie została zastawiona personalnie na niego, tylko na każdego, kto byłby w tym momencie Ministrem Kultury.

Zabrakło sprytu w jej uniknięciu?

Nie nazywałabym tego sprytem. Przede wszystkim zabrakło trochę doświadczenia. To był początek funkcjonowania nowego składu ministerialnego – tuż po mianowaniu. Sytuacja była tym trudniejsza, że środowisko ludzi kultury jest bardzo wrażliwe. Ponieważ artyści są niezwykle wyczuleni na próby ingerowania w sferę ich twórczości, trzeba zachowywać daleko idącą ostrożność. Ja również znalazłam się w podobnej sytuacji. Objęłam funkcję ministra w chwili, gdy afera wokół „Golgoty Picnic” była w najgorętszym momencie. Oczywiście różnie można oceniać moją reakcję na całą tę sprawę, ale pierwsza rzecz jaką zrobiłam, to obejrzałam ten spektakl. Nie ma nic bardziej ryzykownego, niż wypowiadanie się na temat czegoś, czego się nie zna. Ze sprawą „Śmierci i dziewczyny” jest jeszcze jeden problem. Wydaje mi się, że premier Gliński reagując, był i nadal jest przekonany, że pornografia jest w Polsce zabroniona i jego reakcja wynikała z przekonania, że musi zapobiec czemuś, co będzie łamaniem prawa. Natomiast zapisy polskiego prawa stanowią bardzo jednoznacznie, że pornografia nie jest zabroniona. Może większości ludzi się to nie podoba, ale póki co takie mamy przepisy.

Ale premier Gliński powiedział też wyraźnie, że nie ma problemu z pornografią, tylko z finansowaniem jej z publicznych pieniędzy. Na to zgody, według premiera, nie ma i nie będzie.

Problem polega na tym, że pojęcie pornografii jest pojęciem nieostrym, a artyści posiłkują się erotyką i pornografią od zawsze. Tak się składa, że miałam w swoim czasie okazję uczestniczyć w panelu dyskusyjnym na temat granic pornografii w sztuce i wspólny wniosek panelistów był taki, że jest to pojęcie o właściwie niedefiniowalnych granicach. Jeżeli więc dowiadujemy się, że dyrektor teatru powierzył reżyserowi zrobienie spektaklu i w tym spektaklu mają zostać zatrudnieni ludzie, którzy zajmują się zawodowo graniem w filmach pornograficznych, to jest to zbyt mała przesłanka ku temu, by bać się, że dojdzie do wydania publicznych pieniędzy na zabronioną prawem czy etyką aktywność na scenie.

W jednym z serwisów społecznościowych jest Pani znana z profilu „Minister Olimanowska patrzy na rzeczy”. Gdyby więc mogła Pani przez chwilę popatrzeć na aktualną sytuację polityki kulturalnej w Polsce, to jaka byłaby Pani reakcja i wrażenie? Będzie lepiej, czy gorzej?

Minęły dopiero trzy miesiące odkąd zmienił się rząd.

Ale kilka argumentów już mamy. Premier Gliński przedstawił swoje priorytety. Doszło również do kilku zmian kadrowych.

Jak na razie to tylko deklaracje. A jak mówi Pismo, należy oceniać po czynach, nie po słowach. Myślę, że pierwsze poważniejsze oceny będzie można wystawiać wtedy, kiedy zostaną opublikowane decyzje ministra Glińskiego w sprawie trzydziestu trzech konkursów o granty ministerialne, które obecnie trwają. Struktura decyzji finansowej ministerstwa w tych zakresach będzie w gruncie rzeczy odpowiedzią na pytanie, w którą stronę zmierza polityka kulturalna. Gdybym jednak miała wyciągać wnioski z deklaracji składanych przez premiera Glińskiego w wywiadach, to musiałabym uznać obecną sytuację za wysoce niepokojącą.

Małgorzata Omilanowska – historyk sztuki, profesor nauk humanistycznych, od 2012 podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a w latach 2014-2015 minister kultury i dziedzictwa narodowego

zdjęcie: Jeon Han, Ministry of Culture, Sports and Tourism, Korean Culture and Information Service

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

3 komentarze “Omilanowska: Negatywnie zweryfikowana”

Skomentuj

Res Publica Nowa