Marcin Moskalewicz, Temat numeru
[2010-03-04] | Polski
Obecność historii
Nie chodzi tutaj o wdawanie się w spory dotyczące definicji abstrakcyjnych pojęć. Realnym problemem jest – potocznie przyjęte za pewnik – rozszczepienie pomiędzy historią jako przeszłością czy narracją o przeszłości a owymi przebłyskami historii dziejącej się na naszych oczach, którą z kolei trudno już oddzielić od pamięci. Uwagę statystycznego odbiorcy, którego historyczną wrażliwość ukształtowała klasyczna edukacja szkolna, może ewentualnie przykuć tylko ta druga. Bo czy jest coś nudniejszego od „historii”? Po przyswojeniu setnej daty dziennej z nieskończonego arsenału faktografii pamięć zostaje obarczona „historią” w stopniu uniemożliwiającym jej zdrowe funkcjonowanie. Źle pojęta historia zawłaszcza wówczas wąsko pojętą pamięć i staje się szkodliwa dla życia. Zwrócenie uwagi na poziom procesów i szeroko rozumianych zależności przyczynowo-skutkowych niewiele tutaj zmienia, o ile w parze z nim nie idzie uwaga skierowana na znaczenie, jakie niosą one dla teraźniejszości i przyszłości. To trochę tak, jakby chcieć przybliżyć teorię ewolucji za pomocą pamiętnej drobiazgowej analizy budowy i pasjonującego trybu życia pantofelka lub też zakończyć ewolucyjną opowieść na małpie, cud pojawienia się człowieka przypisując boskiej interwencji.
To, co w historii na pewno nie jest nudne, stanowi różnica pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Sama przeszłość ma status niejako paradoksalny – jest tym, czego już nie ma, a co niewątpliwie się wydarzyło. Ujrzeć zarówno tę przeszłość, jak i różną od niej teraźniejszość jako tę samą, dziejącą się historię, to już dużo. Jednak aby to dostrzec, nie są potrzebne ani dywizje armii rosyjskiej, ani samoloty rozbijające się o szczyty wieżowców. Tak naprawdę wystarczyć do tego powinna świadomość wiążąca pojawienie się nowego modelu iPhone’a z pamiętanymi z niedalekiej przeszłości obrazami funkcjonalnie ociężałych telefonów komórkowych. Myślenie takie uświadamia nam, iż historia się jeszcze nie skończyła, nawet jeśli rozgrywa się obecnie na innych niż kiedyś poziomach. Następny krok to uświadomienie sobie historyczności rzeczonego iPhone’a czy jakiegokolwiek innego bezprecedensowego zjawiska jako czegoś, co kiedyś samo będzie „historią”, uświadomienie sobie, że teraźniejszość jest już niejako przeszłością i że tak naprawdę ważne są tylko te dni i chwile, których jeszcze nie znamy – różne zarówno od tego, co było, jak i od tego, co jest. Idea końca historii to w istocie najniebezpieczniejsza zmora nawiedzająca w równym stopniu uczniów, historyków, jak i zwykłych obywateli. Jej bezpośrednim skutkiem jest przekonanie o własnej wyjątkowości, czy gorzej – doskonałości, jak i przeświadczenie, że przeszłość zamknąć można w skorupce wiedzy i odstawić na półkę piwnicy archiwum. Długofalową konsekwencją tej zmory jest zaś swego rodzaju obojętność dotycząca kształtu przyszłości, która wydaje się nie przynosić niczego nowego.
Umiejętność myślenia historycznego to z jednej strony umiejętność ujrzenia przeszłości jako minionej teraźniejszości, która rzeczywiście się dokonała, a z drugiej – zdolność do uhistorycznienia swego własnego punktu widzenia, a więc do dostrzeżenia względności teraźniejszości i do spojrzenia na nią niejako z perspektywy przyszłości, która się jeszcze nie wydarzyła. Główną zaletą dyskursu pamięci i argumentem na jego rzecz jest to, że zarówno przybliża dalszą, jak i bliższą przeszłość jako coś rzeczywistego, a także zaburza obiektywistyczną i pozornie stabilną strukturę oficjalnej wykładni przeszłości. Pozwala ponadto znieść wspomniane wyżej rozszczepienie pomiędzy faktami z przeszłości a dziejącą się historią. W nauczaniu historii – czy to na poziomie szkolnym, czy akademickim – najważniejsze wydaje się uwrażliwienie na ów wymiar teraźniejszości i uczynienie z niego punktu ogniskowego tak, by osobiste doświadczenie historii wydarzającej się właśnie teraz stać się mogło trwającą i niekończącą się płaszczyzną odniesienia – zarówno dla intelektualnych i emocjonalnych wycieczek w przeszłość, jak i dla projektów przyszłości różnej od tego, co obecne. Tylko tak pojęte myślenie historyczne może być warunkiem prowadzenia odpowiedzialnej polityki, także historycznej.
Źródło: Res Publica Nowa
Podobne teksty publica.pl
- Pamięć Niemców
- JUST 5 - Śmierć historii
- O nowy model opowiadania
- Misja Publica
- The Revenge Of Memory
Podobne teksty w archiwum Respubliki
- Gra w kompromitację
- Stwórcy, twórcy, kreatorzy
- Potato fashion show, czyli moda w sztuce
- Instytut a jednostka ludzka
- "Komu to służy?"















