NOWE HORYZONTY: Nudny Demon

Kolejne dwa dni Nowych Horyzontów za nami. W międzyczasie przygotowaliśmy recenzje dwóch ciekawych filmów, które trafią do dystrybucji w Polsce: "Neon Demon" i "Creative Control"


Teresa Fazan i Artur Kula relacjonują dla nas tegoroczną 16. edycję Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty.


Kolejne dwa dni Nowych Horyzontów za nami. Głównym miejscem wydarzenia nadal pozostaje kino, ale tak naprawdę festiwal można poczuć na terenie całego miasta. Wieczorami dużą popularnością cieszy się klub festiwalowy w Arsenale, organizowany we współpracy z Electronic Beats PL, gdzie – poza miejscem do potańczenia, wypicia piwa i rozmowy – odbywają się koncerty. Wystąpią m.in. Xiu Xiu, Ho99o9, The Bug, Waglewski Fisz Emade. W międzyczasie przygotowaliśmy recenzje dwóch ciekawych filmów, które trafią do dystrybucji w Polsce: Creative Control oraz Neon Demon.

Neon Demon

Neon Demon okazał się jednym z najszerzej dyskutowanych filmów wśród uczestników festiwalu. 16-letnia Jesse (Elle Fanning) pochodząca z małego miasta, za to posiadająca wielkie marzenia i aspiracje, przyjeżdża do Los Angeles. Niemal od razu trafia do wielkiego świata mody, gdzie jej niewinność zostaje skonfrontowana z cynizmem i , których usobieniem są dwie supermodelki o wyglądzie lalek Barbie. Od razu tłumczą Jesse zasady funkcjonowania tego środowiska – liczy się wyłącznie wygląd (jedna z nich wręcza bohaterce wizytówkę chirurga plastycznego) oraz sypianie z jak najwyżej postawionymi osobami. Szesnastolatka niemal momentalnie przechodzi metamorfozę, a dzięki swojemu naturalnemu pięknu, które ją wyróżnia, staje się wielkim zagrożeniem dla doświadocznych supermodelek.

Nie o fabułę jednak tutaj chodzi. Kluczem jest wizualność. Tytułowe neony prezentowane są niemal nieustannie, wszystkie osoby związane ze światem mody wyglądają jak manekiny o idealnych proporcjach. Ścieżka dźwiękowa składa się prawie w całości z muzyki elektronicznej, której towarzyszą długie sekwencje przypominające koncertowe wizualizacje. Poszczególne sceny zdominowane są przez konkretne barwy – w czasie jednej z sesji zdjęciowej jest to złoto, na które pomalowana jest Jesse, innym razem to czerwień czy czerń satyny.

Chociaż wizualna atrakcyjnosć dzieła jest naprawdę duża – stąd zachwyty nad nowym filmem Nicolasa Windinga Refna – to jednak za mało, aby Neon Demon uznać za film wybitny czy chociaż bardzo dobry. Promowany jako thriller psychologiczny nie zawiera ani jednej sceny, która by przerażała czy trzymała w napięciu, chociaż należy docenić pastiszową rolę Keanu Reevesa jako upiornego dozorcy. Zamiast tego sala wybuchała śmiechem przy niemal każdej scenie, a w szczególności przy tych w zamierzeniu poważnych. Nawet ociekające krwią modelki-wampiry wzbudzały bardziej uśmiech zażenowania niż strach.

Najgorsze jest jednak to, że film jest zwyczajnie nudny. Po połowie dzieła reżyser zaczyna się powtarzać, co prawodopodobnie ma wskazywać na stopniową przemianę Jesse. Tylko, jak już zostało wspomniane, historia w Neon Demon jest naprawdę bez znaczenia, przez co zamiast dramatyzmu otrzymujemy znużenie. I chociaż wizualnie film może być atrakcyjny, to po 117 minutach powtarzania kilku klisz ciężko pozostać pod wrażeniem tej formy.


O mecenacie idei i filantropii w Polsce – nowy, 224 numer Res Publiki Nowej, „Złodzieje i filantropi”. Do zamówienia już teraz w naszej księgarni http://publica.pl/filantropia

2-15-TW-cov

Creative Control

Dlaczego film, którego akcja toczy się w niedalekiej przyszłości, jest w całości czarno-biały? Początkowo wydaje się, że to niezobowiązujący zabieg o znaczeniu czysto estetycznym. Stopniowo jednak okazuje się, że to gest w pełni świadomy, o wymowie symboliczej: rzeczywistość, w której żyją bohaterowie Creative Control istotnie jest czarno-biała. Życie nabiera barw tylko wtedy, gdy za sprawą nowych technologii przenoszą się w świat wirtualny. Na szczęście jednak wymowa nowego filmu Benjamina Dickinsona nie sprowadza się do tej prostej metafory — napięcie między rzeczywistością realną, a wirtualną, stanowi tylko kanwę, na której reżyser buduje spektakularną i stylową farsę.

Agencja reklamowa, w której pracuje David (w tej roli reżyser filmu), dostaje zlecenie, by wypromować innowacyjny produkt — okulary Augmenta, mające niemal nieograniczone możliwości w rozszerzaniu rzeczywistości. Po założeniu stylowych, przezroczystych oprawek, użytkownik w intuicyjny sposób zanurza się w nowoczesnym interfejsie, by bez przeszkód ulepszać życiowe doznania. Testując reklamowany przez siebie produkt, David stopniowo traci kontrolę nad własnym życiem, a granica między rzeczywistością wirtualną, a światem realnym stopniowo przestaje istnieć.

Choć głównym tematem filmu jest problem nowoczesnych technologii, krytyczne oko reżysera szydzi ze wszystkiego sprawiedliwie: w równym stopniu obśmiewa hipokryzję przejmującej się trzecim światem dziewczyny Davida, nauczycielki jogi (w tej roli Nora Zehetner), jak i płyciznę współczesnego hedonizmu i cynizm pracowników korporacji. Skompromitowana zostaje zarówno łatwość z jaką materialiści rezygnują z ideaów, jak i pseudouduchowiona wzniosłość ucieleśniona w praktykujących jogę wielkomiejskich snobach. Przede wszystkim jednak w komicznych barwach przedstawiona zostaje nasza bezradność wobec technologii, którą sami tworzymy. Mając zaspokajać nasze stale rozsnące pragnienia, Augmenta doprowadza do dezintegracji człowieka z najbliższym otoczeniem, a w konsekwencji — do dezintegracji z samym sobą. Pod koniec filmu nie wiadomo czego właściwie chce David, nie wiadomo nawet, kim jest.

Dzięki świetnej realizacji, bardzo łatwo zapomnieć, że z punktu widzenia fabularnego Creative Control stanowi w pewnym sensie prostą przestrogę: ot, kolejny film o zgubnych efektach nieokiełznanego rozwoju nowoczesnych technologii. Mimo pozornie ważkiego tematu, film Dickinsona jest lekki i prawdziwie zabawny. Dobrze napisany scenariusz buduje rzeczywistość przekonującą, szaloną i pochłaniającą. Mam wrażenie, że Creative Control daje widzowi wielką wolność — można uznać film za farsę, dobrze napisaną komedię w ciekawej oprawie estetycznej, ale można też szczerze przejąć się dramatem bohaterów, aplikując problemy przedstawione na ekranie do realnej, choć stopniowo ulegającej wirtualizacji rzeczywistości naszego życia.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa