NIKE za podręcznik do rewolucji

Książka z jednej strony pokazuje ewolucję intelektualną środowiska rewizjonistów w czasach PRL, ale można ją też nazwać „podręcznikiem rewolucji”. Z niesłychaną precyzją pokazuje dylematy, które rodzi rewolucja – o uczciwości intelektualnej laureata NIKE, Karola Modzelewskiego, […]


Książka z jednej strony pokazuje ewolucję intelektualną środowiska rewizjonistów w czasach PRL, ale można ją też nazwać „podręcznikiem rewolucji”. Z niesłychaną precyzją pokazuje dylematy, które rodzi rewolucja – o uczciwości intelektualnej laureata NIKE, Karola Modzelewskiego, pisze Tadeusz Koczanowicz.

– Kuroń Modzelewski – miał powiedzieć Daniel Cohn-Bendit, gdy francuski sąd w 1968 roku kazał mu podać imię i nazwisko. Rodząca się na Zachodzie nowa lewica już wtedy znała nazwiska dwóch doktorantów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy siedzieli w więzieniu za napisanie „Listu otwartego do Partii”, broszury, w której weryfikowali obietnice realnego socjalizmu.

nagroda-literacka-nike-statuetka-fundacja-nagrody-literackiej-nike-2014-10-06-530x298
fot. materiały prasowe

Jacek Kuroń i Karol Modzelewski wykazywali, że „państwowa” i „społeczna” własność środków produkcji to nie to samo. To było rewolucyjne spostrzeżenie, ponieważ dzięki niemu można było powiedzieć, że państwo socjalistyczne i kapitalistyczne jest tak samo zdolne do wyzyskiwania robotników, a hasła socjalistycznej rewolucji przeczą rzeczywistości, kiedy są wypisywane z przymusu.

Wiele lat później Vaclav Havel w eseju „Siła bezsilnych” obrazował konformizm, charakterystyczny dla ludzi żyjących w państwie autorytarnym, opisując sprzedawcę wywieszającego napis „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” w witrynie swojego sklepu.

Zanim jednak lewica w bloku Wschodnim przeszła na pozycje rewizjonistyczne, a lewica Zachodnia powszechnie przyjęła, że język krajów bloku wschodniego nie oddaje rzeczywistości, musiało minąć trochę czasu. Książeczka Kuronia i Modzelewskiego była dla młodych członków PZPR Rubikonem. Wymagała uczciwości intelektualnej, na którą nie wielu umiało się wtedy zdobyć.

Uczciwość intelektualna, nie etos inteligenta

Doświadczeniem formatywnym był dla nich bez wątpienia październik 1956 roku, kiedy to Modzelewski zafascynował się Kuroniem i poznał Leszka Goździka, wówczas przywódcę robotników na Żeraniu. Modzelewski wyjechał później do Włoch, gdzie prowadził badania mediewistyczne i obserwował życie polityczne.

Uderzająca była dla niego otwartość przedstawicieli władz na dialog społeczny, która w krajach bloku Wschodniego była nie do pomyślenia. To tę otwartość mam na myśli, pisząc o uczciwości intelektualnej. – brała ona swój początek z obserwacji i porównań, a nie z haseł, książek i przekonań. W tym sensie uczciwość intelektualna nie ma wiele wspólnego z etosem inteligenckim, który zawsze łączy się z pewnym utopijnym myśleniem elit, biorących odpowiedzialność za całe społeczeństwo. Uczciwość intelektualna nie jest konstrukcją, która może utrzymać każde hasło. Jest natomiast warunkiem rewolucyjnego myślenia, które ma za cel zmianę świata.

Okładka książki
Okładka książki

W tytule swojej książki Karol Modzelewski użył metafory „kobyły historii”, pochodzącej z wiersza Włodzimierza Majakowskiego. Uznał ją za adekwatną, ponieważ jak sam pisze: „Każda rewolucja usiłuje dosiąść i ujarzmić tego zwierza, jest to jednak trudne rodeo. Kobyła historii jest dzikim, nieujarzmionym mustangiem. Można wskoczyć na jej grzbiet, a nawet utrzymać się tam przez czas pewien, tyle że nie sposób nią pokierować – w końcu zawsze nas zaniesie tam, gdzieśmy nie zamierzali i nie spodziewali się znaleźć. Tak – w największym skrócie – interpretuję swoje życiowe doświadczenie”.

Zadanie dla czytelników

Książka jest właśnie zapisem tej interpretacji, i to podwójnie. Z jednej strony pokazuje ewolucję intelektualną środowiska rewizjonistów PRL, ale można ją też nazwać „podręcznikiem rewolucji”. Z niesłychaną precyzją pokazuje dylematy, które rodzi rewolucja w każdym stadium oraz problemy, których nie da się odnaleźć w opracowaniach historycznych, a które objawiają się w osobistym stosunku Modzelewskiego do rewolucji.

Z tego punktu widzenia najciekawsza jest część o „Solidarności”. Modzelewski wymyślił nazwę „Solidarność”, w czym pomógł mu talent obserwatora: zobaczył przez okno pociągu stojący pośrodku pustkowia zakład pracy, na którym zawieszono transparent: z nazwą zakładu i hasłem „solidarność”, oznaczającym poparcie strajku na Wybrzeżu. Modzelewski od razu zrozumiał, że jest to nazwa rodzącego się, masowego ruchu, w którym mieszać się będą elementy liberalne, konserwatywne i socjalistyczne.

Hasło „Solidarność” nigdy nie było puste i o jego znaczenie autor upomina się w epilogu książki, który zatytułował „Wolność bez braterstwa”. Modzelewski pisze: „żarliwość, z jaką sternicy polskiej transformacji zmierzali do >zbudowania kapitalizmu<, nosiła znamiona motywacji ideologicznej”. Opisuje też, jak jako jeden z kilku przedstawicieli OKP zagłosował przeciwko reformom Balcerowicza, co tłumaczył w zakładach pracy i co spotkało się z kompletnym brakiem zrozumienia.

Dziś pojawia się coraz więcej takich, krytycznych wobec kapitalizmu głosów. Ten jest wyjątkowy, ponieważ Karol Modzelewski pozostawia swoich czytelników z zadaniem. Zwraca się młodych, skłonnych do buntu ludzi, by podjęli kolejną próbę naprawienia świata: „Wśród przyszłych rewolucjonistów, do których kieruję te słowa, jest pewnie wielu niewierzących. Ja też nie jestem religijny, ale na pożegnanie chciałbym im powiedzieć: „Szczęść wam Boże”. I nam też.”

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “NIKE za podręcznik do rewolucji”

Skomentuj

Res Publica Nowa