Mimo Brexitu, Londyn nie straci na znaczeniu

Sytuacja Polaków w Wielkiej Brytanii jest niepewna. Mimo to nie należy się spodziewać ich masowego powrotu do Polski


„Brexit oznacza Brexit” – to słynne już stwierdzenie Teresy May stało się symbolem zarówno determinacji rządu brytyjskiego, jak i budzącego zażenowanie oraz niepokój braku strategii dla przyszłej relacji pomiędzy Wielką Brytanią i Unią. Niepewność, w której żyją mieszkańcy Wysp przekłada się na spadek wartości funta, odnowienie nastrojów nacjonalistycznych w Szkocji i Irlandii Północnej, a także na sytuację życiową obywateli Unii Europejskiej, w tym Polonii. Nawet w Polsce, taki poziom niekompetencji władzy, szczególnie w tak ważnej kwestii, budziłby protest społeczny. Po drugiej stronie kanału widoczne jest jednak zmęczenie tematem Brexitu. Już tylko Guardian oraz Independent (z głównych tytułów prasowych) stale podtrzymują debatę europejską. W pozostałych tytułach królują zdjęcia pary książęcej i ich dzieci. Nic dziwnego – Brytyjczycy nigdy nie pałali miłością do Unii. Dlatego było oczywiste, że propozycja Zielonych o stworzeniu koalicji partii proeuropejskich w nadchodzących wyborach trafi w próżnię. Do radykalnej zmiany sił politycznych nie doprowadzi także postulat Liberalnych Demokratów, którzy głoszą chęć odwrócenia Brexitu. W tej sytuacji, konserwatyści liczą na zdecydowane zwycięstwo – eliminując wpływ opozycji na przebieg kolejnych etapów negocjacji z Unią Europejską.

Zwolennicy pozostania w Unii widzą w przyspieszonych wyborach szansę na proeuropejską kontrrewolucję. Tej jednak nie będzie – nie tylko dlatego, że nie popiera jej Partia Pracy. Obóz unijny, podobnie jak w czasie referendum, nadal nie potrafi przedstawić spójnego projektu politycznego. David Cameron jawnie mówił, że jego poparcie dla pozostania we wspólnocie jest równoczesne z niechęcią do Europarlementu, obywatelstwa europejskiego oraz Euro. Tę niechęć podzielają też elity. Krytycy polityki konserwatystów wciąż poszukują prognoz, które udowodnią rzeczywisty koszt Brexitu. A będzie on wysoki dla wszystkich stron – choć największy dla Wielkiej Brytanii. Najbardziej uderzy to w klasę średnią – już odczuwalny jest wzrost inflacji i osłabienie waluty (koniec z kupowaniem domków w Hiszpanii). Jednak wyborców nie przekonują liczby, a Teresa May wie, że w przeciwieństwie do niej, opozycja nie ma spójnej narracji. Dopóki tak będzie miała, nawet najmniej korzystne fakty gospodarcze nie zagrożą Brexitowi.

Najgorszym scenariuszem dla Wielkiej Brytanii, a także dla Polski, byłoby opuszczenie Unii bez umów dwustronnych i powrót do zasad WTO. Oznaczałoby to bariery w handlu, uniemożliwienie londyńskiemu sektorowi finansowanemu działania na terenie Europy, a nawet przerwy w transporcie lotniczym (przewoźnicy mogliby stracić licencje na operowanie w krajach Unii), a to znacznie wpłynęłoby na turystykę.

Bardziej realny jest jednak scenariusz, w którym Wielka Brytania pozostanie centralną siłą w Europie i z pewnością pośrednio nadal będzie mieć wpływ na kształt integracji europejskiej. Gospodarka brytyjska jest jedną z najszybciej rozwijających się spośród państw rozwiniętych. Tym bardziej, że Niemcy może czekać stagnacja, a Francja już jest w tyle – spowolniona przestarzałym modelem gospodarczym, nieelastycznym rynkiem pracy i nadmiarem regulacji. W związku z tym Londyn jako centrum finansowe nie straci na atrakcyjności – żadne inne miasto nie ma porównywalnej infrastruktury. Ze względu na ominięcie barier regulacyjnych na przeniesienie zdecyduje się tylko niewielka ilość usług.

Najbardziej niepewna jest sytuacja imigrantów, w tym Polaków. Nie należy jednak spodziewać się wielkiego exodusu z Wysp. Po referendum liczba aplikacji o status rezydenta wzrosła czterokrotnie w porównaniu z poprzednim rokiem (Institute of Government Statistics). Nie sprawdziły się też obawy przed ogromnym napływem ludzi z Europy Wschodniej, chcących przybyć do Wielkiej Brytanii przed jej wyjściem z Unii. Wręcz przeciwnie, imigracja z tej części Europy po raz pierwszy spadła. Nie ulega jednak wątpliwości, że niezależnie od wyniku negocjacji w sprawie praw imigrantów, model integracji na wyspach ulegnie zmianie. W ciągu najbliższych dwóch lat trzy miliony Europejczyków i dwie trzecie wszystkich imigrantów na Wyspach, straci prawa do głosowania w wyborach lokalnych, regionalnych (na przykład do parlamentu Szkocji) oraz kandydowania. Wielka Brytania prowadziła dotąd politykę przenikania kultur. Jednak Brexit, poprzez odebranie praw obywatelskich, będzie oznaczać pogorszenie integracji społecznej i w rezultacie, doprowadzi do dalszego wzrostu negatywnych nastrojów wymierzonych w cudzoziemców.

Brytyjska prasa wskazuje na Polskę jako naturalnego sojusznika w negocjacjach z Unią – z uwagi na sytuację Polonii. Jaką strategię przyjmie polski rząd? Jawne opowiedzenie się po stronie brytyjskiej będzie miało negatywny wpływ na naszą pozycję w odniesieniu do pozostałych 26 państw członkowskich i w konsekwencji zmniejszy szanse na zabezpieczenie interesów polskich obywateli na Wyspach. Rolą rządu powinno być odpowiedzialne powstrzymywanie pozostałych członków Unii przed pokusą niekorzystnego dla obu stron karania Londynu.


Artykuł ukazał się w Polska The Times 28 kwietnia 2017 roku.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa