Media i tożsamość

Rola ukraińskiego dyskursu medialnego w tworzeniu tożsamości narodowej Jednym z najważniejszych aspektów ideologicznego wpływu mediów jest tworzenie i podtrzymywanie narodowej tożsamości odbiorców. Tak jak w przypadku innych wyobrażeń społecznych, wpływ ten ma dwa wymiary1: z […]



Rola ukraińskiego dyskursu medialnego w tworzeniu tożsamości narodowej

Jednym z najważniejszych aspektów ideologicznego wpływu mediów jest tworzenie i podtrzymywanie narodowej tożsamości odbiorców. Tak jak w przypadku innych wyobrażeń społecznych, wpływ ten ma dwa wymiary1: z jednej strony media odtwarzają wspólne dla większości czytelników lub widzów przekonanie o realności istnienia określonych wspólnot oraz o przynależności każdego człowieka do jednej z nich, z drugiej strony podtrzymują i częściowo narzucają pozytywne postrzeganie tej przynależności. Szczególne znaczenie zajmuje przekonanie o tym, że ludzkość dzieli się na wspólnoty narodowe. Siła, a jednocześnie niezauważalność, pozorna nieodzowność tych praktyk medialnych podtrzymują i wzmacniają zarówno to przekonanie, jak i identyfikację ze „swoim” narodem. Wśród licznych tożsamości, do tworzenia których przyczynia się dyskurs medialny, tożsamość narodowa odgrywa szczególną rolę. Może z nią konkurować jedynie tożsamość płciowa.

Medialna praktyka „banalnego nacjonalizmu”

Wyobrażenie o istnieniu narodów oraz o tym, jak ważna jest przynależność do nich, może w mediach zostać wyrażone wprost lub zakwestionowane, można go także mniej lub bardziej aktywnie bronić albo je zwalczać. Przekonania takie wyrażają autorzy zamieszczanych w gazetach komentarzy lub listów do redakcji, osoby udzielające wywiadów, opisywane postacie, a nawet sami dziennikarze, zwłaszcza w gatunkach, w których nie ogranicza ich wymóg obiektywności. Wszystkie te teksty oraz materiały radiowe i telewizyjne sposób mniej lub bardziej istotny wpływają na sposób, w jaki masowy odbiorca przyjmuje autorów i opisywane przez nich osoby, oraz na wyobrażenia o narodach w ogóle, a o „swoim” w szczególności. Jednak jeszcze większy, a przez to i ciekawszy dla analizy, jest wpływ tekstów i materiałów, które na pozór jedynie informują i bawią, ale jednocześnie pomagają tworzyć i podtrzymywać wyobrażenia i odczucia związane z narodami. Siła ich oddziaływania może być tym skuteczniejsza, im jest mniej zauważalna dla odbiorców. W tym przypadku mamy do czynienia z narzucaniem „banalnego” nacjonalizmu, który przenika różne instytucje i przez to oswaja z wyobrażeniem o narodowej strukturze świata i nieodzowności identyfikacji narodowej jednostki. Autor tego pojęcia, Michael Billig, uważa, że rola mediów w upowszechnianiu zbanalizowanego nacjonalizmu jest decydująca:

Jeśli banalny nacjonalizm znajdowałby się tylko w wypowiedziach polityków, nie miałby możliwości zadomowić się w zwykłym życiu milionów ludzi, którzy przedstawicieli świata polityki traktują z drwiącym lekceważeniem. Tymczasem mass media dbają o to, aby codziennie demonstrować go obywatelom2.

Produkty medialne zorientowane na masowych i anonimowych odbiorców były od chwili swego powstania ważnym środkiem, dającym możliwość „wyobrażenia sobie”, według klasycznego już ujęcia Benedicta Andersona, pewnej wspólnoty, która następnie zdobyła status narodu. Sam Anderson ilustrował tę rolę na przykładzie powieści współczesnej, która zakładała i wzmacniała ciągłe istnienie „określonej wspólnoty, do której należą postacie powieści, jej autor i czytelnicy3”, a także „skrajnego przypadku” powieści – gazety, której powstanie zapoczątkowało masowy rytuał niemal jednoczesnych konsumpcji i wyobrażeń w różnych częściach publiki/wspólnoty:

Paradoksalny jest charakter tej masowej ceremonii – Hegel powiadał, że czytanie gazety zastępuje nowoczesnemu człowiekowi poranną modlitwę. Dokonuje się ono w samotności, w cichości ducha, w zakamarkach mózgu. Jednakże każdy uczestnik ceremonii wyśmienicie zdaje sobie sprawę, że odprawiana jest ona jednocześnie przez tysiące (lub miliony) innych osób, o których istnieniu nie wątpi, ale o tożsamości których nie ma najmniejszego pojęcia4.

W XX wieku możliwość tworzenia z odbiorców narodu na masową skalę zdobyło najpierw radio, a potem telewizja, które orientowały się na wszystkich mieszkańców państwa, dzięki szybkiemu spadkowi cen odbiorników. Tak więc radio, a szczególnie telewizja, nie tylko upowszechniły ceremonię masowej konsumpcji i wyobrażeń niemal na całe społeczeństwo, ale też połączyły ją z innymi praktykami wyobrażania i odtwarzania narodu, którym mediatyzacja nadała ogólnokrajową skalę i znaczenie, np. obchodzeniem świąt czy żałoby narodowej, koronacjami oraz pogrzebami władców, debatami wyborczymi i liczeniem głosów, występami najlepszych sportowców itd. Tak więc „programy radiowe i telewizyjne w istocie stworzyły nowy narodowy kalendarz wydarzeń społecznych5”. Jednak ważniejsza od emisji i tworzenia ważnych wydarzeń jest codzienna praktyka informowania, edukowania i rozrywki w mediach, która nie tylko kreuje odbiorcom wizję ich narodu, ale też przedstawia ich samych jako jego naturalny i nieoddzielny element, utwierdzając tym samym nadrzędną rolę tożsamości narodowej nad wszelkimi innymi6. Uświadamiając sobie tę narodotwórczą siłę telewizji oraz radia, władza wymaga od ich – oczywiście przede wszystkim od programów finansowanych lub zarządzanych przez państwo – mniej lub bardziej zdecydowanie, by „tworzyły poczucie wspólnoty i wspólnotowości, sprzyjając w ten sposób jedności społecznej7”.

Niezauważalność i regularność omawianych dalej charakterystycznych cech narracji medialnej pozwalają przypuszczać, że na większość odbiorców zazwyczaj działają one zgodnie z założeniami jego twórców.

Po pierwsze, „swoje” państwo i utożsamiany z nim w domyśle naród zajmują najważniejszą pozycję wśród tego, o czym media proponują odbiorcom myśleć, za pomocą realizowanego przez nich „porządku dziennego”. Przypomnę, że głównym założeniem teorii tworzenia przez media „porządku dziennego” jest teza Bernarda Cohena, zgodnie z którą „być może media nie decydują, co ludzie myślą ” – tzn. jaka jest ich opinia na temat danej osoby, struktury czy zjawiska – „ale mają zasadniczy wpływ na to, o czym myślą ” – tzn. jakie osoby czy struktury można uznać za wpływowe, a zjawiska za ważne, niezależnie od oceny tego wpływu czy wagi8. Jak zaznaczają Peter Golding i Philip Elliott, jednym z kryteriów oceny czy dane wydarzenie nadaje się do umieszczenia w gazecie czy programie telewizyjnym, jest jego bliskość do miejsca i sposobu życia czytelników czy widzów. Ludziom mediów chodzi tu przede wszystkim o odgadywanie preferencji odbiorców, którzy, ich zdaniem, przede wszystkim chcą dowiedzieć się czegoś o „swoich” sprawach, następnie o sprawach „sąsiadów”, a dopiero potem o reszcie świata. Duże znaczenie mają przy tym także trudność i koszt zdobycia materiału, dlatego obowiązujące mechanizmy otrzymywania informacji (zwłaszcza dostęp do różnorodnych i stosunkowo tanich materiałów dostarczanych przez zagraniczne agencje informacyjne) mogą w istotny sposób zniekształcać idealny system stworzony na priorytecie bliskości. Poza tym, kulturowa bliskość wydarzeń – tzn. ich przynależność do „normalnego doświadczenia dziennikarzy i ich odbiorców” często nie odpowiada bliskości geograficznej9. Na przykład, doświadczenie większości mieszkańców miast na Ukrainie może być w pewnych aspektach bliższe doświadczeniom mieszkańców miast w Rosji czy nawet w Ameryce, niż ich współobywateli, którzy mieszkają w cygańskich obozowiskach, lub wsiach pozbawionych zdobyczy „cywilizacji”. Media nie tylko odzwierciedlają ten dystans kulturowy, ale też w pewnym stopniu (różnym dla różnych grup) pokonują go, zwłaszcza w reportażach prasowych i filmach dokumentalnych, których część stawia sobie za cel ukazanie czytelnikom lub widzom mało znanych im miejsc, grup, sytuacji, a także mniej znanych „cech” własnego kraju. To może skłonić odbiorców do myślenia o rzeczach obcych kulturowo jako o części narodowego „swego”, ale może też przynieść efekt zgoła odmienny efekt. Często w tym samym celu (i przy możliwości wywołania takiego samego efektu ubocznego) pokazuje się również bliską lub daleką zagranicę – takie starania podejmowane są jednak przez media dużo rzadziej.

Przedstawianie wydarzeń i procesów w „swoim” kraju w oczywisty sposób zajmuje w dyskursie medialnym dużo więcej miejsca niż przedstawianie innych. Główny artykuł wydania gazety i pierwszy temat wiadomości zazwyczaj poświęcone są wydarzeniom „z domu” – chyba, że za granicą stało się coś wyjątkowego. Pierwszeństwo nadawane wiadomościom „krajowym” jest również charakterystyczne dla większości pozostałych części gazety i programu, w tym też dla dodatków tematycznych o sporcie, biznesie, kulturze itd. W wielu gazetach i programach informacyjnych na wydarzenia międzynarodowe przeznacza się osobną część, przez co media odzwierciedlają i narzucają podział świata na „wewnętrzny” i „zewnętrzny”, na „nasz kraj” i wszystkie inne10. Również w sposobie przedstawiania tych wydarzeń dziennikarze w miarę możliwości trzymają się „narodowego” spojrzenia, np. informując, czy wśród ofiar klęski żywiołowej w odległej części świata nie ma naszych rodaków, lub też pytając ekspertów, jak wybór nowego prezydenta innego kraju wpłynie na relacje z „naszym” państwem11. W programach dokumentalnych i edukacyjnych asymetria pomiędzy sprawami „wewnętrznymi” a „zewnętrznymi” jest jeszcze większa, a w talk show -ach porusza się właściwie wyłącznie problemy „domowe”. W pozstałych gatunkach rozrywkowych sytuacja jest jednak inna: ludzie mediów uważają, że odbiorcy czerpią przyjemność ze spraw geograficznie czy nawet kulturowo odległych (o czym będzie mowa później).

Po drugie, tworzeniu identyfikacji z państwem oraz narodem sprzyja także sposób przedstawiania związanych z nimi wydarzeń i procesów, który w sposób domyślny (a czasem i otwarty) podpowiada czytelnikom i widzom, co myśleć o państwie i o sobie samych. Anderson, pisząc o wczesnych powieściach antykolonialnych w Azji i Ameryce Łacińskiej, zwrócił uwagę na identyfikacyjną rolę nazywania znajomych czytelnikom konkretnych miejsc, a jednocześnie przedstawienia typowych elementów krajobrazu naturalnego i społecznego12. Takie połączenie rozpoznawalnych dla odbiorców konkretnych przedmiotów i typowych cech niektórzy badacze uważali też za istotny czynnik atrakcyjności i narodotwórczego działania wielu współczesnych produktów medialnych. Na przykład, w artykułach informacyjnych – według Johna Langera – „fakty” co do lokalizacji konkretnych wydarzeń „pełnią nie tylko funkcję informacyjną, [ale też] naznaczają nas jako członków pewnej wspólnoty, którzy w domyśle mają pewne wspólne poczucie miejsca”, a skoncentrowanie wielu historii na typowych przedmiotach i zjawiskach życia codziennego interpeluje13 czytelników jako podmioty, które „dzielą mniej-więcej takie same podstawowe warunki życia, wzajemność „bycia” w świecie14. Na podobnej zasadzie, w bohaterach krajowych seriali widzowie mogą „rozpoznawać” siebie, zwłaszcza jako członków wspólnoty narodowej, i odwrotnie – przedstawiane wzorce doświadczenia społecznego, modele zachowania i mówienia wpływają na sposób, w jaki widzowie odbierają charakterystyczne cechy i problemy tej wspólnoty, a przez to wnoszą swój wkład w (re-)konstrukcję narodowego dyskursu15.

Badacze zwracają również uwagę na charakterystyczne dla wielu gatunków medialnych – w tym dla serwisów informacyjnych – zabiegi językowe stwarzające pozornie naturalny związek czytelnika lub widza z innymi członkami narodu i wspólnym dla nich krajem. W szczególności, Billig udowadnia, że formy deiktyczne np. słowa „my”, „tutaj”, „ten16” mogą być środkami niejawnego „stwarzania ojczyzny”, tzn. przedstawiania własnego państwa jako naturalnego, oczywistego , dzięki znika potrzeba wyjaśniania kontekstu opisywanych wydarzeń (zaznaczać należy tylko inne, „obce” konteksty17). Za szczególnie ważne badacz ten, jak i niektórzy inni autorzy, uważa użycie zaimka „my”, który ma ustanawiać tożsamość między mówcą i odbiorcami: „Zazwyczaj „my” – to nie tylko mówca i słuchacze; „my” może oznaczać partię, naród, wszystkich rozsądnych ludzi i wiele innych kombinacji18”. Dzięki tej wieloznaczności, dziennikarze i obecni w przestrzeni medialnej politycy mogą zwracać się do odbiorców jak do członków narodu, wzmacniając jednocześnie jedność narodu, swoją solidarność z rodakami oraz prawo mówienia w ich imieniu, wysławiania „wspólnego” stanowiska19.

Inna grupa środków zapewnia przedstawienie wspólnoty narodowej jako całego organizmu, żywej istoty, która sprzyja wyobrażeniu sobie narodów jako ciągłych historycznie, wewnętrznie jednorodnych i wyraźnie odrębnych od siebie podmiotów, które współdziałają między sobą, właśnie jako całości. Najjaskrawszym przykładem takich środków retorycznych jest personifikacja, czyli metafora, która pojęcia spoza świata ludzi opisuje w ludzkich kategoriach. Jej wykorzystanie niejako uczłowiecza opisane zjawiska naturalne i społeczne20. W dyskursie medialnym (oraz w kilku innych) przedmiotem personifikacji często stają się narody, kraje i państwa, które „są świadome odpowiedzialności”, „wyciągają wnioski” z historii, „zamierają w oczekiwaniu” na wyniki istotnych rywalizacji itd.

Dwa inne środki retoryczne (tropy) często wykorzystywane w antropomorficznym przedstawieniu narodu to metonimia oraz synekdocha. Pierwszy polega na zastąpieniu nazwy opisywanego przedmiotu nazwą innego, jakoś z nim powiązanego. Popularnym przykładem metonimii jest stosowanie nazwy państwa przy opisie działań dokonanych przez wszystkich jego obywateli, pewnych przedstawicieli czy instytucje („Ukraina – w ćwierćfinale”). Synekdocha (którą niektórzy badacze uważają za szczególny rodzaj metonimii) polega na określeniu części przez całość, rodzaju przez gatunek, liczby pojedynczej przez mnogą, lub odwrotnie. Wśród uogólniających synekdoch ważne miejsce zajmuje znowu stosowanie nazwy narodu dla określenia jakiejś jego części („Ukraińcy powstrzymali postęp Tatarów na zachód21”). Wykorzystanie tych środków nie tylko przedstawia członków narodu jako jednolitych pod względem działań czy wyobrażeń, ale też przypisuje te działania i wyobrażenia samemu narodowi lub utożsamianemu z nim państwu. Z jednej strony „rozmywa” to poszczególne osoby we wspólnocie narodowej, z drugiej przedstawia świat jako zbiór narodów, podtrzymując obowiązującą klasyfikację oraz legitymując „narodowe” – tzn. mniej lub bardziej banalnie nacjonalistyczne – zachowanie (władz) własnego czy innego państwa, które stają się wyrazicielami interesów odpowiadających im narodów.

Wreszcie, odtworzeniu czy wzmocnieniu identyfikacji z państwem/narodem sprzyja także używanie „jego” języka. Dawniej właśnie stosowanie pewnego języka w druku nie tylko tworzyło i wzmacniało jego status języka (podczas gdy te, których nie wykorzystywano w druku pozostały dialektami), ale też łączyło czytelników we wspólnocie protonarodowej22. Współczesne media, stosując jakiś język, zazwyczaj jeden dla całego państwa (czy jego części, która jest postrzegana jako odrębny naród), wzmacniają identyfikację czytelników lub widzów z ich wspólnotą, a jednocześnie związek wspólnoty właśnie z tym językiem. Jednak używanie tylko jednego języka może przeszkadzać w interpelacji członków mniejszości, którzy nie znają go w dostatecznym stopniu, lub nie uznają za swój, a przez podważać identyfikację z państwem, w którym nie używa się innych. Według Davida Morleya, takie wyłączenie ze wspólnoty tych, którzy nie dzielą przypisywanych jej rysów kulturalnych jest odwrotną stroną każdego przypisywania – nie tylko językowego, ale też etnicznego, rasowego czy płciowego itd. – które zazwyczaj poszerza na całą wspólnotę obraz grupy dominującej:

Tak samo jak program [telewizyjny] sygnalizuje członkom pewnych grup, że jest przeznaczony dla nich i w istocie zaprasza ich do wzięcia udziału w życiu społecznym, tak i w sposób nieunikniony sygnalizuje członkom innych grup, że nie jest dla nich i że oni właśnie nie należą do grona zaproszonych do jego szczególnej formy wspólnoty (sociability). (…) Wspólnotę z definicji można tworzyć tylko w jakiejś szczególnej formie kulturowej (i językowej) – i tylko ci, którzy mają dostęp do odpowiednich form kapitału kulturowego, będą się czuli zaproszeni i bliscy do tej szczególnej formie wspólnoty, którą proponuje dany program23.

Grupy, które nie czują się zaproszone do przedstawianej przez media wspólnoty, wymagają jego zmiany na rzecz większej inkluzyjności, albo po prostu go ignorują, szukając innych środków masowego przekazu, co przy rozpowszechnieniu telewizji kablowej i Internetu nie stanowi wielkiego problemu24. Jednocześnie wśród „zaproszonej” większości ciągłe, choć zazwyczaj niezbyt mocno podkreślone przypisywanie podtrzymuje postrzeganie narodu jako ograniczonego do tej większości, zwłaszcza etnojęzykowej i religijnej, skłaniając do nieuznawania „obcych” za pełnoprawnych członków swojej wspólnoty25. A zatem, medialne relacje o „swoich”, i co równie ważne, o „obcych”, podtrzymują obowiązującą narrację o narodzie – jego cechach charakterystycznych (kryteriach przynależności), historii, miejscu wśród innych narodów itd.

Za inną istotną przeszkodę dla zachowania pierwszorzędności narodowego „systemu odliczania” można uznać internacjonalizację i komercjalizację sfery mediów, która nie tylko odpowiada na globalizacyjne tendencje we współczesnym świecie, ale również narzuca konsumentom świat globalny zamiast narodowego. Z jednej strony, jak już wspominałem, mechanizm kupna „gotowych produktów” i „półfabrykatów” do ich wytworzenia w istotny sposób wpływa na stopnień obecności w programie lub na stronach gazety materiałów o różnych państwach, zwłaszcza na stosunek ilości tematów/kontekstów „ojczystych” do „zagranicznych”. Dlatego nawet w takich gatunkach (np. wiadomościach lub talk show), w których czytelnicy czy widzowie oczekują przede wszystkim „swojego”, dostępność „obcego” wysokiej jakości i w przystępnej cenie może skłonić redaktorów publikacji i stacji do wykorzystania właśnie tego materiału na szpaltach gazety lub na antenie telewizyjnej. Z drugiej strony coraz widoczniejsza orientacja mediów na rozrywkę, a nie na informowanie czy wychowywanie publiczności, wywołuje wzrost ilości produktów, których „orientacja narodowa” nie ma decydującego znaczenia – przynajmniej dla sporego grona czytelników i widzów, których gotowość do konsumowania „obcego” pozwala ludziom mediów nie tracić środków na produkowanie „swojego”. Właśnie dlatego nadawcy radiowi i telewizyjni domagają się zlikwidowania lub osłabienia regulacji ich działalności przez państwo, która ma zapewnić występowanie na antenie programów o pochodzeniu narodowym, a zatem i narodowej tematyce, które zdaniem polityków są istotne dla zapewnienia dobra społecznego. Wszystkie te tendencje wzmacnia dominację na rynkach medialnych korporacji ponadnarodowych, którym poprzez swoje sieci łatwiej narzucić wytworzone w „metropoliach” produkty konsumentom na całym świecie, lub też w pewnych jego częściach.

W rezultacie, media interpelują czytelników i widzów nie tyle jako obywateli państwa czy członków narodu, a jako konsumentów, łaknących rozrywek i obojętnych na problemy. Podczas gdy ogół ochoczo odpowiada na to wezwanie, „zachwycając się widowiskami”, a nie dyskusjami politycznymi czy wartością kulturalną, rządy i intelektualiści narzekają na obniżenie poziomu świadomości politycznej obywateli i upadek narodowego życia kulturalnego wskutek skłonności mas ku prymitywnej, przeważnie importowanej, produkcji. O ile początkowo telewizja sprzyjała tworzeniu jedynej i nowoczesnej tożsamości narodowej, później coraz bardziej przekształcała tożsamość „na produkt do skonsumowania – efemeryczny i szybko psujący się, jak wszystkie inne26”. Jednocześnie tworzone w dyskursie medialnym wspólnoty dzisiaj zazwyczaj nie są ograniczone przez granice narodowe, obejmując ogromne masy ludzi w różnych krajach świata, którzy mają możliwość jednoczesnego „przeżywania” pokazywanej w wiadomościach katastrofy, emocji związanych z zawodami sportowymi, a także starć pomiędzy bohaterami serialu. Jak zaznacza Jean-Pierre Desauliners, „telewizja przyspieszyła rozpad tradycyjnych, rodzinnych, religijnych, lokalnych, a teraz również narodowych związków, zamieniając te punkty odniesienia na inne, bardziej abstrakcyjne”, czyli takie, które nie opierają się na wspólnej kulturze, a na samym procesie komunikacji27. Jednak zwycięstwo globalnej komunikacji nad kulturą lokalną też w żadnym razie nie jest absolutne, gdyż pomimo coraz większej unifikacji produktów konsumowanych w różnych państwach, „publiczność zachowuje istotną część narodowej wyjątkowości, dzięki której wybiórczo tłumaczy zinternacjonalizowane wiadomości, które się jej serwuje28”. Rozpowszechnienie Internetu uczyniło medialną komunikację jeszcze bardziej globalną, a jednocześnie mniej zunifikowaną, zdolną do tworzenia wspólnot, które nie muszą być ani skupione geograficznie, ani bardzo liczebne29.

Dyskurs medialny wciąż na wiele sposobów proponuje czytelnikom i widzom, by identyfikowali się z narodem, jednak ta identyfikacja staje się „niejednoznaczna, wyrywkowa i niekiedy chwiejna30”. Tym bardziej w nowoutworzonych państwach takich jak Ukraina, gdzie globalizacja stanowi wyzwanie nie tyle dla podtrzymywania, a dla samego tworzenia się tożsamości narodowej, która miałby zastąpić ambiwalentną identyfikację z okresu wielonarodowego imperium.

Ukraińskie media: narodowe vs. postsowieckie

Analizę roli ukraińskich mediów w tworzeniu tożsamości narodowej oraz innych, alternatywnych do niej, rozpocznę od proponowanego „porządku dziennego”, który omówię na przykładzie ostatniego tygodnia marca 2008 roku. Chociaż dyskurs medialny łączy struktury o różnej trwałości, wysoki stopień powtarzalności struktur tygodniowych umożliwia ograniczenie się do jednej z nich dla ogólnego scharakteryzowania całości.

Analiza geograficznej hierarchii priorytetów tematycznych pokazuje, że tak jak na całym świecie naczelne miejsce – w szczególności w wiadomościach – zajmuje „własne” państwo (patrz ilustracja 1). Oprócz tego, właśnie w odniesieniu do ukraińskich terytoriów, obiektów i obywateli dziennikarze stosują deiktyczne środki tworzenia kontekstu przedstawianych wydarzeń. Dzięki temu kontekst ten powstaje i utrwala się jako oczywisty, i sam z kolei uzasadnia istnienie i oczekiwanie wiadomości właśnie na temat tego państwa/tej wspólnoty. Szczególnie istotne jest używanie słów my/nasz oraz rzeczowników bez żadnych dookreśleń („rząd”, „ceny”, „pogoda”) a przynajmniej bez identyfikacji narodowej („język państwowy, „miasto Izjum w obwodzie charkowskim”, „znany pisarz”). Pomijanie narodowej tożsamości ukraińskich postaci w „wewnętrznym” kontekście uzupełnia jeszcze przypisywanie im jednorodnej ukraińskiej tożsamości we współdziałaniu z domniemanymi członkami innych narodów, co unaocznia nie tylko używanie przymiotnika ukraiński, ale też rzeczownika Ukrainiec („wśród ofiar katastrofy lotniczej było pięcioro Ukraińców”). Tego rzeczownika w czasach radzieckich używano, a niekiedy i dalej używa się raczej w etnicznym sensie jednej z narodowości, ale właśnie praktyki medialne najbardziej chyba przyczyniają się do legitymizacji, a nawet hegemonizacji znaczenia obywatelskiego.

Obok wiadomości o Ukrainie, gazety i kanały telewizyjne pokazują materiały o innych państwach: wśród innych krajów pod względem ilości tekstów przeważają kraje zachodnie, zwłaszcza USA, podczas gdy o Rosji i reszcie sąsiadów w większości ukraińskich publikacji i kanałów mówi się mało (patrz ilustracja 2). Ludzie mediów nie wykazują prawie żadnego szczególnego zainteresowania państwami sąsiedzkimi, które mogłoby wynikać z geograficznej i/lub kulturowej bliskości tych państw do Ukrainy. Stopień ich obecności zależy od wyobrażeń producentów o tym, jak ważne lub ciekawe są konkretne wydarzenia, a także od dostępności werbalnego i wizualnego materiału dla ich przedstawienia. Twórcy wiadomości nadają pewną przewagę Rosji, podobnie jak USA, Francji czy Chinom, raczej ze względu na domniemaną rolę tych państw na świecie, która przekłada się na ilość materiału od wiodących międzynarodowych agencji informacyjnych31. Dlatego też objętość tematyki rosyjskiej czy ogólnie postsowieckiej znacznie ustępuje zachodniej nawet w wiadomościach mediów bliskich prorosyjskim siłom politycznym i/lub tych, które orientują się raczej na prorosyjską publiczność (np. gazety Segodnya czy kanału Ukraina).

Jednak przewagę „swojego” nad „obcym” i brak zainteresowania „bliskim” ogranicza kilka czynników, ukazujących ukraińską specyfikę tworzenia tożsamości przez media. Po pierwsze, w samych wiadomościach _sposób przedstawieni_a tego czy innego kraju często nie odpowiada jego znaczeniu, na które wskazuje częstość pojawiania się na szpaltach czy na antenie. Można powiedzieć, że sposób przedstawienia odpowiada wcześniej wspomnianej bliskości państwa – nie tylko i nie tyle geograficznej, co kulturowej i politycznej32. Przede wszystkim dotyczy to Rosji, o której znaczna część mediów mówi z przychylnością i zrozumieniem, chociaż wiele innych przejawia też przeciwne stanowisko (różnica w nastawieniu widoczna jest przede wszystkim w gazetach, bo stacje telewizyjne starają się zachowywać neutralność). Przychylność do Rosji przejawia się w nie tylko przedstawieniu jej relacji z innymi, mniej bliskimi Ukrainie państwami (np. USA), a czasem i z samą Ukrainą. Szczególnie widoczne jest to w sytuacjach, kiedy wśród samych ukraińskich polityków, czy nawet władz brakuje wspólnego stanowiska: w takim wypadku dana publikacja lub kanał może wykazywać wsparcie nie dla Rosji przeciwko Ukrainie, ale jednego ukraińskiego stanowiska przeciwko drugiemu. Jednak i w takich wypadkach media nie zawsze otwarcie stają po czyjejś stronie: mogą pozornie neutralnie przedstawiać rosyjskie stanowisko, nie omawiając tego, czy odpowiada ono (temu czy innemu) stanowisku ukraińskiemu.

Jaskrawym przykładem takiej metody były materiały na temat rosyjskiej ingerencji wojskowej w konflikt między Gruzją a Osetią Południową w sierpniu 2008 roku, w których mniej lub bardziej zauważalna apologia Rosji przejawiała się w unikaniu oceny jej działań, zwłaszcza ich skutków dla Ukrainy. Prorosyjskie gazety (nie tylko lokalne na Krymie czy w Donbasie, ale też ogólnokrajowe, np. Segodnya oraz Fakty i kommentarii) całkiem wyraźnie popierały Rosję, w neutralny sposób przedstawiając jej działania wojenne i oświadczenia polityczne, nie wspominając o tym, jakie skutki te działania miały dla ludności cywilnej. Natomiast stwierdzenia władz Gruzji były przez nie poddawane w wątpliwość – zarówno przez powoływanie się na przeciwstawne oświadczenia władz rosyjskich (a czasem również zachodnich dziennikarzy), jak i przez przedstawianie strat poniesionych przez mieszkańców Osetii Południowej wskutek gruzińskiej operacji wojskowej, reakcją na którą była właśnie rosyjska ingerencja33. Nie dopuszczając myśli, że precedens samowolnej wojskowej ingerencji Rosji w konflikt na terytorium suwerennego państwa świadczy o potencjalnym zagrożeniu dla Ukrainy (co podkreślali krytycy rosyjskiej operacji, którzy wzywali do tego, by w odpowiedzi aktywizować starania na rzecz wstąpienia do NATO34), gazeta Segodnya widziała natomiast zagrożenie w fakcie, że ukraińskie władze próbowały uniemożliwić wykorzystanie stacjonującej na Krymie rosyjskiej floty czarnomorskiej w działaniach wojennych przeciwko innym państwom: bo przecież „nie wiadomo czy Rosjanie pozwolą Ukrainie zatrzymać swoją flotę po powrocie do Sewastopola35”. Autor tekstu nie zastanawiał się nad słusznością działań rosyjskich, a Ukrainie sugerował, aby nie przeszkadzała Rosji36.

Jednak aż tak otwarte poparcie dla Rosji w tym konflikcie nie było w ukraińskich mediach dominujące. Niektóre publikacje, np. Deń czy Ukraina mołoda, dosyć wyraźnie broniły przeciwnego stanowiska. Jednocześnie większość popularnych gazet i kanałów telewizyjnych starało się zachować przynajmniej pozorną neutralność i równowagę w swoich informacjach. Jednak świadomie czy nieświadomie, podtrzymywały one ocenę wydarzeń[37], proponowaną przez władze rosyjskie i podległe im kanały informacyjne. Niektóre ukraińskie media nazywały te wydarzenia „gruzińsko-osetyjskim konfliktem” nawet wtedy, kiedy główną rolę w nich odgrywała Rosja (i nawet w tych tekstach, gdzie dostrzegano i w pewnym stopniu potępiano tę rolę[38]), a wiele innych unikało jakiegokolwiek określenia stron, mówiąc po prostu o „wojnie na Kaukazie”. Wyraźne mówienie o nowej jakości: „Gruzińsko-południowoosetyjski konflikt przerodził się w wojnę Rosji z Gruzją[39]” – było rzadkością w wiadomościach.

W licznych tekstach żołnierzy rosyjskich określano jako „siły pokojowe”: taki status miały rosyjskie pododdziały w strefach konfliktu na terytorium Gruzji do chwili samowolnego wprowadzenia znacznie większej liczby żołnierzy i sprzętu. Stosując ten termin, media rosyjskie oraz część ukraińskich tłumaczyły ingerencję zgodnie ze stanowiskiem Kremla: jako działania pokojowe, a nie wojenne. Co więcej, samą Gruzję (jak i formalnie wchodzące w jej skład Osetię Południową i Abchazję) dziennikarze często nazywali „republiką”, a nie „krajem”, czy „państwem” – świadomie lub nieświadomie stosując termin w dawnym znaczeniu terytorialno-administracyjnej jednostki ZSRR. Właśnie tak rosyjskie władze i media dalej wolą nazywać inne postsowieckie państwa, w celu, jak określił to Borys Bachtiejew, „wywołania wrażenia, że są to anomalne podmioty prawa międzynarodowego, że ich podmiotowość jest niepełnowartościowa40”. Dziennikarze często ograniczali się do cytowania rosyjskich urzędników czy polityków, po prostu zestawiając ich stanowisko z wypowiedziami gruzińskich (a także ukraińskich i/lub zachodnich) przedstawicieli. Tak w dyskursie medialnym powstawał konflikt, w którym Gruzini byli w najlepszym wypadku nie lepsi od Rosjan, dlatego też Ukraińcom, znowu, lepiej było trzymać się od niego z daleka.

Oprócz ideologicznej orientacji pewnych dziennikarzy i/lub ich pracodawców, przychylne Rosji praktyki ukraińskich publikacji i kanałów mają też przyczyny technologiczne (przy czym te technologie są w znacznej mierze oparte na zawodowej ideologii ludzi mediów, która na Ukrainie, jak pokazują tego typu praktyki, różni się nieco od panującej na Zachodzie41). Bo przecież, jak zauważali widzowie, przedstawienie wydarzeń w Gruzji nie różniło się znacząco od codziennej praktyki mediów ukraińskich: po prostu wcześniej nie było wydarzeń, które tak naocznie ukazywałyby jej niewłaściwość pod względem odpowiedzialności społecznej oraz profesjonalnych standardów dziennikarstwa42. Najważniejszą z tych przyczyn jest powszechne odwoływanie się do rosyjskich źródeł dla przedstawienia wydarzeń nie tylko w samej Rosji, ale i w innych państwach na świecie, nawet na Ukrainie. W szczególności, w materiałach najczęściej odwiedzanych ukraińskich stron internetowych o wojnie w Gruzji ponad połowę wykorzystywanych źródeł stanowiły rosyjskie (do zachodnich autorzy odwoływali się znacznie rzadziej). Z kolei gazety i kanały telewizyjne opierały się na takich źródłach jeżeli nie bezpośrednio, to poprzez ukraińskie serwisy internetowe. Dominacji rosyjskich źródeł sprzyja również „tradycja wykorzystywania rosyjskiej infrastruktury informacyjnej”, słabsza znajomość języka angielskiego niż rosyjskiego wśród dziennikarzy, oraz brak zrozumienia, tudzież ignorowanie faktu, że większość rosyjskich mediów trudno uważać za neutralne w tym sensie, w jakim są wiodące media zachodnie, zwłaszcza kiedy mowa o konfliktach, w których bierze udział Rosja43. Można powiedzieć, że poleganie na źródłach rosyjskich odzwierciedla świadome czy podświadome wyobrażenie wielu ukraińskich dziennikarzy o akceptowalności ideologicznej – a nie tylko efektywności technologicznej – tych źródeł, a zatem również o kulturowej bliskości Rosji do Ukrainy i/lub jej naczelnej geopolitycznej roli w świecie, zwłaszcza w przestrzeni postsowieckiej (właśnie w poświęconych jej tekstach ta praktyka przejawia się szczególnie wyraźnie).

Drugą istotną przyczyną jest ustalona praktyka przedstawiania konfliktów przy użyciu krótkiego zestawienia stanowisk stron, bez dodatkowej informacji, która pozwoliłaby widzom lub czytelnikom wyrobić sobie zdanie o tym, kto ma rację. W sytuacji, gdy Putin dla swojej wersji wydarzeń w Gruzji „zawłaszczył panteon zachodnich wartości i napełnił je całkowicie odmienną teologią”, stworzywszy w ten sposób „lustrzane odbicie Zachodu44”, takie połączenie różnych cytatów było wyjątkowo bezproduktywne w wyjaśnianiu publiczności istoty tego, co się wydarzyło. A brak takiego wyjaśnienia sprzyjał z kolei legitymizacji stanowiska Rosji. Do takich praktyk normalizacyjnych45 ukraińskie media uciekają się nawet wtedy, kiedy chodzi o konflikt z udziałem własnego państwa, np. spory ukraińsko-rosyjskie co do długu Ukrainy za zużyty rosyjski gaz oraz los floty czarnomorskiej. Dziennikarze prasowi i telewizyjni tak samo po kolei cytują oświadczenia polityków obu państw – często nawet nie w jednym tekście, a w różnych, z których do tego każdy zawiera tylko jedno stanowisko. Jak określił tę praktykę jeden z widzów:

O ukraińsko-rosyjskich relacjach coraz częściej mówi się według schematu: ktoś powiedział, ktoś odpowiedział, ktoś groził, a ktoś groził jeszcze bardziej. Dlaczego to się stało, po co to wszystko? Co za różnica, najważniejsze jest pokazanie skandalu! A potem dziwimy się, że na wschodzie uważa się politykę zarówno prezydenta jak i rządu za antyrosyjską i prowokacyjną. A za jaką jeszcze można ją uważać, jeżeli za Kuczmy nie było żadnych skandali? No, prawie nie było. Ukraina przekształcała się sobie na rosyjski protektorat, ale za to nie było żadnych prowokacji46.

Niewątpliwie, starania by czynić materiały bardziej skandalicznymi i dramatycznymi – zamieniać je, według słów zacytowanego krytyka w „operę mydlaną” – stanowią ważny czynnik doboru wydarzeń oraz sposobu ich przedstawiania w mediach. Jednak nie mniejszą rolę odgrywa praktyka redakcji gazet i kanałów telewizyjnych, by publikować otrzymane od agencji informacyjnych oświadczenia wpływowych postaci, zwłaszcza rosyjskich, nie kłopocząc się sprawdzaniem ich wiarygodności czy przedstawianiem komentarzy zaangażowanych organizacji czy niezależnych ekspertów. Dlatego nawet otwarte oskarżenia czy groźby rosyjskich urzędników czy polityków pod adresem władz ukraińskich media często po prostu przestawiają, nie problematyzując ich w żaden sposób, przynajmniej w tym samym tekście. Ten normalizacyjny efekt wzmacnia częsta obecność rosyjskich polityków i ekspertów w studiach programów informacyjnych i politycznych talk show, w których zazwyczaj są pełnoprawnymi przedstawicielami „innych poglądów”, które symetryczność medialnego przedstawienia stawia na równi z ukraińskim (ukraińskimi47). A w niektórych wypadkach, poprzez środki asymetryczne (na przykład połączenia na żywo ze studiem, w którym zebrali się ukraińscy uczestnicy, czy też nagranego wcześniej komentarza, który ci uczestnicy muszą oglądać, a następnie omawiać), ludzie mediów stawiają Rosjan na uprzywilejowanej pozycji arbitrów w jakimś ukraińsko-rosyjskim, a nawet wewnątrzukraińskim sporze.

Jeszcze jednym istotnym czynnikiem podtrzymywania szczególnego miejsca Rosji w tożsamości obywateli Ukrainy jest ciągła uwaga poświęcana przez media jej (popularnej) kulturze, która nie tylko przewyższa uwagę poświęcaną kulturze innych państw, ale często i kulturze ukraińskiej. W tej dziedzinie ilość materiałów o Rosji niekiedy stanowi ponad połowę wszystkich materiałów. Na przykład, w gazecie Segodnya w ciągu ostatniego tygodnia marca 2008 roku, na stronach pod hasłem „Kultura”, rosyjskim postaciom poświęcono 11 tekstów z 20, podczas gdy ukraińskim tylko 3. Jeśli dodamy do tych stron również te (przede wszystkim wywiady, felietony i reportaże), w których mowa o „gwiazdach” kina i muzyki pop, życiu codziennym, modzie itd., to w publikacjach zorientowanych na rosyjską kulturę ilość materiałów o niej przewyższa liczbę „ukraińskich”, lub też jedynie nieznacznie jej ustępuje (patrz ilustracja 3). Jak pokazuje przykład gazety Wiecziernije wiesti, wyraźnie prorosyjską orientację kulturalną mogą mieć również wydania, które w sferze polityki zajmują „pomarańczowe”, a zatem raczej prozachodnie stanowisko.

Nie mniej istotny jest fakt, że prorosyjskie publikacje zazwyczaj nie wskazują narodowej przynależności artystów rosyjskich, a zatem stosują do nich – ale już nie do innych obcokrajowców – to samo opuszczenie co w przypadku „swoich”, znanych ludzi z Ukrainy. I tak np. Segodnya na jednej ze stron w omawianym tygodniu przedstawia trójkę rosyjskich artystów jako „popularnego piosenkarza i kompozytora”, „lidera kultowego zespołu rockowego «Grażdanskaja oborona»” oraz „legendarnego aktora teatralnego i kinowego, niezapomnianego «marszałka Żukowa» i bohatera «Strzelca wyborowego»” (w ostatnim przypadku jeszcze wybierając z dorobku świętej pamięci aktora Michaiła Uljanowa dwie wyraźnie rosyjsko-radzieckie role filmowe48). Redaktor naczelny gazety uzasadnia taki sposób przedstawienia tym, że czytelnikowi Segodnya nie trzeba wyjaśniać, kim są te osoby, a poza tym ich przynależność narodowa „nie ma dla niego zasadniczego znaczenia49”. Jednak przytoczone określenia świadczą o tym, że pewne wyjaśnienia gazeta jednak zamieszcza, a tymczasem konsekwentne wyłączanie z nich przynależności narodowej odtwarza i częściowo narzuca przekonanie o jej niezasadniczym znaczeniu, łącząc w ten sposób Rosjan i Ukraińców we wspólną kategorię „ojczystych” postaci. Co więcej rosyjskich artystów, a tym samym ich państwo, takie publikacje pozycjonują jako „swoich” w materiałach z okazji ich rocznicy urodzin bądź śmierci. Taką uwagę rzadko poświęca się zachodnim aktorom czy piosenkarzom, czasami nawet Ukraińcom. Na przykład tego dnia, kiedy gazeta Segonya obszernie pisała o rocznicy śmierci Uljanowa, nie wspomniała ani słowem o śmierci znanej ukraińskiej aktorki Julii Tkaczenko, o której pisała większość ogólnoukraińkich gazet.

Wszystkie te praktyki odzwierciedlają i podtrzymują wyobrażenie o przynależności Rosji do przestrzeni informacyjnej, w której funkcjonują ukraińskie media50. Jednocześnie wielu dziennikarzy i redaktorów mniej lub bardziej aktywnie realizuje w swojej działalności podejście przeciwstawne, podkreślając odmienność przestrzeni informacyjnej i kulturowej obu państw, bliskość kultury i historii Ukrainy do zachodnich, a zatem też potrzebę zorientowania się na Zachód również w sferze politycznej, gospodarczej czy wojskowej. Według słów redaktorów takich gazet, na stronach swoich publikacji świadomie wspierają oni ukraińską kulturę raczej niż rosyjską, oraz ukraińskojęzyczną zamiast rosyjskojęzycznej (albo nie przeszkadzają w robieniu tego przez dziennikarzy). Jednak masowe publikacje nie mogą całkowicie ignorować tego, co rosyjskie i rosyjskojęzyczne, chociażby ze względu na jego popularność wśród części czytelników, powiązaną z aktywnym przedstawianiem tych zjawisk w innych mediach, zwłaszcza w telewizji51. Dlatego też, np. w zorientowanej na masowego czytelnika gazecie Hazeta po-ukraińsky poświęca się znacznie więcej miejsca kulturze rosyjskiej niż w adresowanych przede wszystkim do inteligencji gazetach Deń czy Ukraina mołoda (patrz ilustracja 3). Oprócz tego, ograniczanie rosyjskiej obecności w działach o kulturze często łączy się z podtrzymywaniem jej w tekstach o polityce, zwłaszcza wskutek działania wspomnianych mechanizmów wykorzystywania źródeł i przedstawiania konfliktów.

W telewizji głównym czynnikiem tworzenia w gatunkach nieinformacyjnych przynależności rosyjskiego do „swojego” jest wykorzystywanie produktów rosyjskich oraz tych ukraińskich, które mają odpowiadać przede wszystkim gustom rosyjskich odbiorców. Ludzie mediów na Ukrainie chętnie kupują rosyjskie produkty nie tylko ze względu na niższą cenę, ale też ze względu na większą, ich zdaniem (oraz ogółu, co potwierdzają wskaźniki oglądalności), atrakcyjność w porównaniu z zachodnimi odpowiednikami. Ta atrakcyjność wynika nie tylko ze zrozumiałości rosyjskiego kontekstu społeczno-kulturowego, „bliskości” dla ukraińskich odbiorców rosyjskich aktorów, piosenkarzy, humorystów itd. – którą jednocześnie tworzy właśnie ta ciągła obecność w telewizji i radiu, w gazetach i towarzyszącym im kulturowo-konsumenckich praktykach. Dlatego też rosyjskie seriale, programy humorystyczne i muzyczne, reality show i niepolityczne talk show zajmują na ukraińskiej antenie telewizyjnej to miejsce, które zazwyczaj należy do produktów krajowych, gdzie „swoi” wykonawcy przedstawiają różne aspekty „swojego” społeczeństwa. Co więcej, nawet ukraińskie seriale, filmy dokumentalne i reality show, które w ostatnich latach stanowią coraz większą część pokazywanych na Ukrainie produktów tych gatunków, adresowane są również – a pod względem dochodów może nawet przede wszystkim – do odbiorców rosyjskich. Dlatego też nie tylko używa się w nich języka rosyjskiego, potwierdzając tym samym jego status języka społeczeństwa ukraińskiego, ale i przedstawia się konteksty społeczne, które wyglądają jak rosyjskie, lub też ogólnie wschodniosłowiańskie, ze względu na co producenci starają się nie filmować realiów z wyraźnymi śladami ukraińskości. A jeżeli nawet rozpoznawalne ukraińskie realia pojawiają się[52], to pokazywana historia może być tylko wspólna z Rosją, co sprzyja wzmocnieniu radzieckiego składnika tworzonej w mediach ukraińskiej tożsamości.

Wnioski

Ukraińska specyfika medialnego tworzenia (odtwarzania) tożsamości narodowej wynika nie tylko z krótkiego okresu niezależności państwa i radykalnej rozbieżności poglądów różnych ludzi w społeczeństwie, życiu politycznym, a także w samym środowisku dziennikarskim, ale i z zależności ukraińskiego rynku medialnego – przede wszystkim telewizyjnego – od rosyjskiego, którego ideologiczne priorytety są w znacznym stopniu naśladowane przez rodzimych nadawców. Chociaż w niektórych gazetach czy kanałach telewizyjnych, zwłaszcza w części informacyjnej, wzmacnia się nadrzędne miejsce tożsamości narodowej, zorientowanej właśnie na Ukrainę jako na państwo i wspólnotę, w innych to państwo/wspólnota zostają nierozerwalnie związane z Rosją, albo nawet do niej przynależą, przez co ukraińska tożsamość niejako rozmywa się w rosyjskiej czy wschodniosłowiańskiej/postsowieckiej. Ważną rolę w tym rozmyciu odgrywają importowane z Rosji czy adresowane na rosyjski rynek produkty, które zapełniają większość czasu antenowego ukraińskiej telewizji. Te produkty w sposób jawny lub domyślny zaznaczają niegdysiejszą i obecną przynależność Ukrainy do wspólnej z Rosją przestrzeni kulturowej i politycznej, podważając wyobrażenie o odmienności, a nawet konflikcie obu państw. Aktywnej realizacji prorosyjskich wyobrażeń i tożsamości, nie przeszkodziła nawet pomarańczowa rewolucja, która wzmocniła w państwie nową sytuację społeczno-polityczną, i nieco zmieniła politykę państwa wobec Rosji, z jednej strony, oraz wobec narodotwórczej działalności mediów – z drugiej.

Przełożyła Natalia Kertyczak.

Artykuł ukazuje się w ramach programu Partnerstwo Wolnego Słowa

1Patrz: Kułyk W., Wnesok medijnoho dyskursu w pidtrymuwannia status quo. Instytut Badań Politycznych i Etnonacjonalnych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy. Naukovi zapysky. Nr 40, Kijów 2008, str. 143-153.

2Billig, M. Banalny nacjonalizm. Kraków, Wydawnictwo Znak: 2008. Tłum. Maciek Sekerdej. s. 177-178

3Anderson, B. Wspólnoty wyobrażone: rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, Kraków: Znak 1997. Tłum. Stefan Amsterdamski. s. 39.

4Tamże, s. 45-46.

5Scannell P. Public service broadcasting and modern public life // Media, Culture and Society. 1989. Vol. 11 No. 2 s. 141.

6W państwach, których elity przedstawiają je jako wielonarodowe, tożsamość narodu-państwa łączy się w dyskursie medialnym z tożsamością narodu-regionu. Np. szkockie wydania ogólnobrytyjskich gazet często w istotny sposób odróżniają się od angielskich (patrz: Rosie M. et al. Mediating which nation? Citizenship and national identities in the British press // Social Semiotics. 2006. Vol. 16. No. 2. s. 327–344). Taka dwoista wizja narodu jest również charakterystyczna dla dyskursu wielu mediów, funkcjonujących w postsowieckiej Ukrainie (patrz dalej).

7McCullagh C. Media Power: A Sociological Introduction. New York, 2002. s.81.

8Cohen B. The Press and Foreign Policy. Princeton, 1963. s. 13 (podkreślenie moje). Więcej na temat tego aspektu wpływu mediów, patrz: Agenda Setting: Readings on Media, Public Opinion, and Policymaking / Ed. by D. L. Protess, M. McCombs. Hillsdale, 1991

9Golding P., Elliott P. News values and news production // The Media Studies: A Reader. 2nd ed. / Ed. by P. Marris, S. Thornham. Edinburgh, 1999. s. 636.

10Billig M. Banalny nacjonalizm. s. 216-219. Oczywiście, praktyka przedstawiania obok wiadomości „z kraju” wydarzeń międzynarodowych sprzyja uświadomieniu sobie związku ze sprawami całego świata, ale ta kosmopolityczna tożsamość, zgodnie z priorytetami dyskursu medialnego, powinna stać niżej niż narodowa.

11Co więcej, również w samym wyborze przedstawianych wydarzeń media zazwyczaj wykazują większe zainteresowanie „państwami, społeczeństwami i osobami, które są odbierane jako podobne do nas”, tzn. do dziennikarzy i ich odbiorców.

12Anderson, B. Wspólnoty wyobrażone. s. 41.

13 Interpelacją Louis Althusser nazywał zawarte w dyskursie pozycjonowanie adresata jako nosiciela pewnej tożsamości, podmiot o pewnej pozycji w społecznym współdziałaniu (Althusser, L. Ideology and ideological state apparatuses // Critical Theory since 1965 / Ed. by H. Adams, L. Searle. Tallahassee, 1986. s. 245–246). Krytycy teorii Althussera udowadniali, że odbiorcy mogą przeciwstawiać się promowanemu w dyskursie pozycjonowaniu, jednak nie kwestionowali potencjału przetworzenia adresata na podmiot pewnej pozycji. Patrz np. Jørgensen, M., Phillips, L. (2002), Discourse Analysis as Theory and Method, Sage, London: 2001.

14Langer J. Tabloid Television: Popular Journalism and the “Other News”. London – New York, 1998. s. 112, 30.

15Desaulniers J.-P. Television and Nationalism: From Culture to Communication // Television in Transition: Papers from the First International Television Conference. Ed. by P. Drummond, R. Paterson. London, 1986. s. 117; Griffths A. Pobol y Cwm: The construction of national and cultural identity in a Welsh-language soap opera // National Identity and Europe: The Television Revolution. Ed. by P. Drummond et al. London, 1993. s. 16–18.

16W języku ukraińskim zbliżonym odpowiednikiem tego rodzajnika jest użycie rzeczownika bez doprecyzowujących określeń, np. „państwo”, „rząd”, „pogoda” itd.

17 Billig M., Banalny nacjonalizm. s. 211-217.

18 Tamże. s. 106. Przy czym, „my” może odnosić się i do liczby mnogiej, do której nie należy słuchacz (czyli „ja plus on/ona/ono”), a nawet sam mówca (wtedy „my” oznacza „ty/wy”), chociaż takie wyłączenie nie zawsze jest zaznaczone, zwłaszcza w drugim wypadku. Wodak R. et al. The Discursive Construction of National Identity. Edinburgh, 1999. s. 15–16.

19 Fairclough N. Language and Power. London–New York, 1989. s. 128.

20 Wodak R. et al. The Discursive Construction. s 44.

21 Tamże. s. 43–44. Metonimia i synekdocha są jednak stosowane nie tylko do narodów, ale także do ponad- czy pod-narodowych wspólnot i odpowiednich terytoriów: świata, regionu, miasta, wsi itd.

22 Anderson, B. Wspólnoty wyobrażone. Rozdział 4.

23 Morley D. Broadcasting and the construction of the national family // The Television Studies Reader / Ed. by R. C. Allen, A. Hill. 2004. London – New York, 2004. s. 422.

24 Tamże. s. 429–432.

25 Petersson B. Stories about Strangers: Swedish Media Constructions of Socio-Cultural Risk. Lanham, 2006. Rozdz. 4.

26 Desauliners J.-P. Television and Nationalism. s. 114, 120.

27 Tamże. s. 112, 122.

28 Demertzis N., Papathanassopoulos S., Armenakis A. Media and nationalism: The Macedonian question // Harvard International Journal of Press Politics. 1999. Vol. 4. No. 3. s. 28–29.

29 Eriksen T. H. Nationalism and the Internet // Nations and Nationalism. 2007. Vol. 13. No. 1. s. 8–16.

30 Demertzis et al. Media and nationalism. s. 28.

31 Tak m.in. wyjaśnili geograficzne priorytety swoich mediów Oleksij Mustafin – zastępca prezesa zarządu kanału telewizyjnego STB ds. programów informacyjnych (wywiad z 12.08.2008) oraz Wołodymyr Ruban – redaktor naczelny „Hazety po-ukraińsky” (wywiad z 13.06.2008).

32 Ta nieodpowiedniość częściowo jest spowodowana faktem, że w popularnych mediach większość materiałów dotyczących zagranicy poświęcona jest katastrofom, ciekawostkom oraz innym wydarzeniom dalekim od jawnej ideologii, podczas gdy wyobrażenia dziennikarzy co do bliskości danego kraju odzwierciedlają się przede wszystkim w przedstawianiu jej polityki i kultury.

33 Patrz np. Kozlov, I. Prezidient Rossiji Dmitrij Miedwiediew: „Operacija po prinużdieniju gruzinskich włastiej k miru zawierszena. Agriessor w Jużnoj Osetii nakazan” // Fakty i kommentarii. 13.08.2008. s. 3; Kowalczuk I., Kawkazskaja wojna // Segodnya. 9.08.2008. s. 2.

34 Patrz np. Lychowij, D., Rosija, jaku ja nenawydżu // Ukraina mołoda. 12.08.2008. s. 3; Sandul J., R_osija demonstruje, szczo tereny kolysznioho SRSR – ce jiji „wnutrisznij dwir”_ // Hazeta po-ukraińsky. 12.08.2008. s. 9.

35 Korotkov, D. Nasz MID toże choczet powojewat’ s Rossijej // Segodnya. 11.08.2008. s. 2.

36 Jednak redaktor naczelny gazety Ihor Hrużwa (wywiad z 13.11.2008) usprawiedliwiał takie stanowisko jako odpowiadające narodowym interesom Ukrainy, którym, jego zdaniem, zaszkodziło pogorszenie stosunków z najbliższym sąsiadem na skutek jego konfliktu ze stroną trzecią.

37 Więcej informacji na temat tekstów medialnych jako oznaczania przedstawianych wydarzeń oraz przenoszenia w te teksty oznaczeń, proponowanych w innych źródłach, wykorzystywanych przez dziennikarzy w przygotowywaniu swoich materiałów, patrz: Kułyk, W. Wnesok medijnoho dyskursu.

38 Patrz np.: Huńko, O. Cia wijna zbil’szyt’ kilkist’ prychylnykiw NATO w Ukrajini. // Hazeta po-ukraińsky. 12.08.2008. s. 9; Ukraina pidtrymuje Hruziju polityczno ta humanitarno // Fakty, ICTV. 12.08.2008, 1.15. Patrz też analiza dyskursu medialnego w: Bryndza, W., Bezwercha A., Rosija wyhrala informacijnu wijnu w Ukraini // Telekrytyka. 13.08.2008 (tutaj i dalej pod adresem: http://www.telekritika.ua).

39 Nehajno prypynyty wohoń i sisty za stił perehoworiw proponuje Dmitriju Miedwiediewu Michail Saakaszwili // Novyny. Perszyj nacjonalnyj. 9.08.2008. 21.00.

40Bachtiejew, B. Novynky pro vijnuszku // Telekrytyka. 15.08.2008.

41 Więcej o ideologiach zawodowych zachodnich dziennikarzy, patrz: Golding, P., Elliott, P. News values and news production; Schudson M. The sociology of news production // Media, Culture and Society. 1989. Vol. 11. No. 3. s. 263–282.

42 Bachtiejew, B. Novynky pro vijnuszku.

43 Bryndza, W., Bezwercha, A., Rosija wyhrala informacijnu wijnu w Ukraini.

44 Lobjakas, A. The EU enters Russia’s “parallel universe” // Radio Free Europe / Radio Liberty. 14.08.2008.

45 Więcej o roli dyskursu medialnego w normalizacji przedstawianych wydarzeń, tzn. przedstawianiu ich jako normalnych, przyjętych już wskutek ich rozpowszechnienia, i dlatego niewartych zaniepokojenia czy ingerencji, patrz: Kułyk, W., Tworennia suspilnoji normalnosti w medijnomu dyskursi: konceptualizacja ta ukraińska specyfika. // Socjolohija: teorija, metody, marketynh. 2009. cz. 2. s. 185–201. Na temat samego pojęcia normalności jako odmiennej od normatywności, patrz: Link, J. Versuch über Normalismus: Wie Normalität produziert wird. Opladen, Wiesbaden, 1999.

46 Kuziakin, N. Ukraina – eto nieintieresno // Telekrytyka. 24.06. 2008.

47 Według całkiem prawdopodobnej prognozy Otara Dowżenki w jego artykule-hipotezie na temat zachowania ukraińskich mediów w przypadku podobnego do gruzińskich wydarzeń wtargnięcia rosyjskich wojsk na terytorium Ukrainy, nawet w razie wojny redaktorzy nie zaniechaliby takiego sposobu równoważenia stanowisk obu stron konfliktu. Patrz: Dowżenko O. Goebbels by płakaw // Telekrytyka. 22.08.2008.

48 Iwanowa, I. Igorju Nikołajewu grozit ariest // Segodnya. 25.03.2008. s. 25; Strunina, A. Jegora Lietowa pogubił alkogol’ // Tamże; Kunickaja R. Uże god, kak nie stalo „Marszala Żukowa” // Tamże.

49 Wywiad z Ihorem Hrużwą z 13.11.2008.

50 Wywiad z zastępcą redaktora naczelnego gazety Ukraina mołoda Dmytrem Lychowijem z 14.08.2008.

51 Wywiad z Dmytrem Lychowijem z 14.08.2008; wywiad z Wołodymyrem Rubanem z 13.06.2008.

52 Patrz np. Kokotiucha A., Slowiańsku szafu wże prodały // Telekrytyka. 14.05.2007.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa