KOZEK: Zielony sojusz dla Europy

Po referendum na temat wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej na kontynencie trwa przegrupowanie sił politycznych


Jednym z nowych sojuszów, idących nieco w poprzek dotychczasowych podziałów, mógłby być alians partii ekopolitycznych z lewicowym ruchem DiEM25 pod wodzą byłego ministra finansów Grecji, Janisa Warufakisa. Na ile jednak taki alians jest realny? I na ile jest w stanie zmienić układ sił w którymkolwiek z krajów Unii Europejskiej, które będą głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego w roku 2019?

Wspomniana data wydaje się odległa. Wobec trapiących kontynent problemów – od czającej się za rogiem Rosji, poprzez konflikty wokół strategii radzenia sobie z kryzysem uchodźczym, aż po drogi wyjścia z osłabienia strefy euro i popchnięcia naprzód integracji europejskiej – wykonywane dziś na unijnej scenie ruchy polityczne nie wydają się jednak nadmiernie pospieszne.

Tym bardziej, że formacje uważające się za progresywne – takie jak socjaldemokraci, zieloni czy nowe ruchy pokroju Syrizy czy Podemos – mierzą się z jeszcze jednym wyzwaniem. Wzrost znaczenia partii populistycznej prawicy najróżniejszych odcieni, takich jak Front Narodowy, Alternatywa dla Niemiec czy Jobbik, odbywa się w dużej mierze wśród dawnej klasy robotniczej, przez dziesięciolecia będącej podporą partii lewicowych.

Jak zatem zapobiec dalszej erozji poparcia dla integracji europejskiej? W jaki sposób mówić o sytuacji na kontynencie, by nie reprodukować klisz? Jak prezentować ofertę polityczną wobec wzrostu populizmu bez rezygnowania z własnych wartości?

Granice wewnętrzne

To wszystko pytania, na odpowiedzi które wspólnymi siłami poszukiwali w poniedziałek w Budapeszcie europejscy ekopolitycy, działacze inicjatywy DiEM25 oraz przedstawiciele ruchów społecznych i politycznych – ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej.

W kontekście ubolewań wielu liberalnych i lewicowych komentatorów nad sytuacją na Węgrzech czy w Polsce, mocno zabrzmiał głos reprezentującej Partię Razem Marty Tycner. Podczas dyskusji nad sytuacją w regionie zwróciła ona uwagę na fakt, że analizowanie sytuacji w Europie Środkowej jako fundamentalnie innej od tej na Zachodzie zaciemnia, a nie przybliża problemy Unii Europejskiej.

– Tak naprawdę zachodzą tu te same procesy, tyle że wcześniej – tłumaczyła, proponując obraz Europy jako przestrzeni, złożonej z centrum oraz dwóch, różniących się od siebie peryferii – południowych oraz wschodnich.

– Sytuację w tym drugim rejonie nakręca wykorzystywanie przez centrum taniej pracy w regionie, co generuje m.in. migracje zarobkowe. To jeden z nielicznych rejonów świata, w którym prognozy zwiastują depopulację w najbliższych latach – zauważała.


O mecenacie idei i filantropii w Polsce – nowy numer Res Publiki Nowej, „Złodzieje i filantropi”. Do zamówienia już teraz w naszej księgarni http://publica.pl/filantropia

2-15-TW-cov

Poza schematy

Podczas tego samego panelu – jednego z sześciu – polityczka Zielonych z austriackiego Burgenlandu, Imri Salzer, odwołała się nawet do słów Róży Luksemburg o tym, że uprzedzenia, kierowane pod adresem „ciemnego” czy „zacofanego” elektoratu dużo bardziej opisują lęki wypowiadających tego typu komentarze niż realne poglądy wyborców.

Co jednak przeszkadza w dotarciu do nich z postępowymi treściami? Często, zdaniem Salzer, sprawa rozbija się o koniunkturalizm i brak politycznej odwagi. Podała przykład wioski, z której działa, w której w II turze (aktualnie powtarzanej) wyborów prezydenckich 70% głosujących wybrała kandydata prawicowo-populistycznej FPÖ, Norberta Hofera.

Lokalni socjaldemokraci, nakłaniani przez nią do bardziej intensywnego poparcia byłego lidera Zielonych, Alexandra Van der Bellena, mieli jej odpowiedzieć, że boją się, że taki krok… spowoduje utratę przez nich głosów na rzecz populistycznej prawicy.

– Naszym obowiązkiem jest przypominanie, że to nie węgierska sprzątaczka zabiera pracę Austriakom, a imigranci nie odpowiadają za problemy w służbie zdrowia – apelowała do widowni.

Pomysły dla Europy

Co miałoby jej zdaniem pomóc? Nie tylko prezentowanie programu, ale jego tworzenie wraz z wyborcami. Z tego też założenia wychodzić ma również ruch DiEM25, którego plany prezentował jego lider, Janis Warufakis.

Były minister finansów w rządzie Alexisa Tsiprasa poświęcił sporo czasu na przedstawienie zarówno swoich osobistych pomysłów, jak i kolejnych kroków, stawianych przez jego organizację.

W tej pierwszej kategorii wymienić należy m.in. miły uchu zielonej widowni postulat corocznego przeznaczania minimum 6% unijnego PKB na ambitny program transformacji energetycznej, uwzględniający zwiększanie zarówno produkcji energii ze źródeł odnawialnych, jak i środków, przeznaczanych na badania i rozwój w tym sektorze.

Warufakis polecał też zadbanie o jak najszerszy zasięg  ankiety internetowej, mającej na celu wyłonienie programu-minimum dla wszystkich sił politycznych, chcących pchnąć Europę w bardziej społecznym i ekologicznym kierunku. Ma on wpływać na kształt europejskiej debaty publicznej aż do kolejnych wyborów europarlamentarnych. Pierwszym testem jego wpływu na polityczną rzeczywistość mają być przyszłoroczne wybory we Francji.

Czy jednak ograniczać się do próby odzyskania dawnych wyborców lewicy? A może osie politycznych sporów ulegają takim przekształceniom, że możliwe stają się zupełnie nowe konfiguracje?

Nowi sojusznicy?

Pytania te wydają się zasadne szczególnie w ruchu ekopolitycznym, od lat próbującym pozyskać społeczne większości na rzecz walki ze zmianami klimatu. Echa tych usiłowań pobrzmiewały w przemówieniu współprzewodniczącego Grupy Zielonych-Wolnego Sojuszu Europejskiego, belgijskiego europosła Philippa Lambertsa.

– W instytucjach europejskich istnieje konsensus między chadekami, socjaldemokratami i liberałami. Nie brak tymczasem rozczarowanych socjaldemokratów, liberałów nie wierzących, że żyjemy jeszcze w liberalnej demokracji, czy chadeków, którzy przyswoili sobie nauki papieża Franciszka – zauważał, kreśląc fundamenty pod polityczną walkę z prawicowymi populistami.

Jednym z podstawowych tematów, które wykorzystują, jest wciąż trwający kryzys uchodźczy. Kryzys? – Europie nie zagraża milion czy dwa miliony uchodźców, ale Putin, Erdogan i najbogatszy 1%, gardzący jej wartościami – odparł Lamberts, przywołując przy tym badania nad nierównościami twórców takich jak Thomas Piketty (Kapitał w XXI wieku) czy Richarda Wilkinsona (Duch równości).

– Na początku lat 90. Do Grecji przybyło milion osób z Albanii. Doskonale się zintegrowali, a nasza kuchnia dzięki ich obecności zrobiła się lepsza. Wśród nich mam wielu znakomitych studentów, mówiących po grecku lepiej niż niejeden Grek – dodawał Warufakis odnotowując, że z tego typu wyzwaniami można sobie radzić wtedy, gdy mamy do czynienia z choćby umiarkowanym optymizmem i wzrostem gospodarczym?.

Kim jeszcze mogą być nowi sojusznicy progresywnej polityki? Choć Warufakis nie był tym pomysłem szczególnie zachwycony, Adam Ostolski, były lider polskich Zielonych, zaproponował odwołanie się do osób wierzących oraz mających ich łączyć uniwersalnych odruchów, takich jak gościnność czy miłosierdzie.

– Wejście w dialog z wartościami duchowymi sprawi, że nie oddamy pola skrajnej prawicy, do ich wykorzystywania, do szerzenia nienawiści wobec grup uznanych przez nią za obce. Na przykład uchodźców – tłumaczył.

Wysunął również przy okazji postulat zwiększenia unijnego budżetu do poziomu 10-20% PKB UE, który jego zdaniem umożliwiłby długofalową stabilizację strefy euro oraz całej Unii Europejskiej. Grecki eks-minister finansów uważa zresztą, że jest to i tak nie dość ambitna propozycja, sugerując poziom 35%.

Marta Tycner zwróciła z kolei uwagę na źródła popularności kandydatury Berniego Sandersa w wyścigu o nominację prezydencką Partii Demokratycznej. Jej zdaniem wynika ona z prezentowania szeregu prostych, trafiających do wyobraźni ludzi postulatów, takich jak bezpłatne studia.

Na poziomie europejskim takim postulatem mogłaby być np. nie tyle abstrakcyjna idea ogólnounijnej płacy minimalnej, ale zaprezentowanie w kampanii wyborczej jej konkretnego poziomu, np. 6-8 euro.

Wyborczy zegar tyka

W Budapeszcie nie brakowało trafnych diagnoz, ani śmiałych postulatów. Pytanie jednak, co dalej na dużo bardziej praktycznym, wyborczym poziomie.

Jest ono szczególnie ważne dla Zielonych, którzy mają problemy w mocniejszym zakorzenieniu się we wschodnich i południowych krajach kontynentu, niejednokrotnie przegrywają pojedynek na atrakcyjność z radykalną lewicą, doświadczają obniżonego zainteresowania tematyką ekologiczną wśród wyborców i – jak zauważył Philippe Lamberts – mimo niemałych wysiłków (takich jak walka o regulację sektora bankowego czy przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania) są w niedostateczny sposób kojarzeni z tematyką sprawiedliwości społecznej.

Ruch Warufakisa Zielonym wydaje się ideowo bliski ze względu na podnoszone przezeń kwestii demokratyzacji instytucji unijnych oraz zwiększenia inwestycji socjalnych i ekologicznych.

Pytanie o ewentualne alianse jest też jednak  pytaniem o elastyczność do tej pory dość sztywnego systemu europejskich partii politycznych oraz odpowiadających im klubów w Parlamencie Europejskim, a także o siłę rażenia poszczególnych politycznych postulatów.

W Polsce do tej pory o możliwościach ich przebudowy marzył – na wyrost – głównie Janusz Palikot. Tym razem jednak scenariusz ten jest poważnie i szeroko dyskutowany, choć póki co głównie w kuluarach.

Jeśli więc polityka na szczeblu europejskim wydaje się nieciekawa, to śledzenie sygnałów potwierdzających (lub nie) ten alians będzie w najbliższych miesiącach trzymającym w napięciu zajęciem.

Bartłomiej Kozek – polski korespondent Green European Journal, Zielonego Magazynu Europejskiego.

Fot. za European Green Party | Europeangreens.eu

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa