KNEALE: Nie ufam pisarstwu bez poczucia humoru

Nie jesteśmy źli z natury, ale jesteśmy tacy jak ludzie, którzy nami rządzą – mówi brytyjski pisarz Matthew Kneale w rozmowie z Ewą Cecudą


Trochę się dostaje ludzkości w pańskich powieściach…

Gdybym napisał, że ludzkość jest wspaniała, to nie byłoby o czym pisać ani czego czytać. (śmiech) Nie wszyscy moi bohaterowie są tacy źli. Podchodzę cynicznie i z dużym dystansem zwłaszcza do osób uznawanych za wpływowe, które kształtują rzeczywistość w największym stopniu. Mam wrażenie, że to oni są najbardziej egoistyczni w swoich motywacjach.

Moim zdaniem ludzie nie są źli, tylko leniwi. Mają skłonności do rywalizacji i konfliktów oraz są przywiązani w nadmiernym stopniu do statusu społecznego. To wszystko powoduje, że pojawia się tendencja do obierania drogi na skróty, a takie działanie kończy się zazwyczaj bardzo źle.

Kogo ma Pan na myśli, mówiąc „ludzie wpływowi” – rząd, biznesmenów, korporacje?

Nie tylko. Tak naprawdę to może być każdy, ponieważ podzielam z Tołstojem opinię, że jeśli światem rządzą źli ludzie, reszta będzie ich naśladować.

Jako ludzkość z zasady pragniemy łatwego życia. Lubimy oglądać filmy o bohaterach walczących ze złem tego świata z romantycznych pobudek, ale w rzeczywistości takie rzeczy rzadko się zdarzają. Dobrym przykładem otwierającym oczy jest to, jak wyglądała reformacja w Anglii. Za rządów Henryka VIII, w kraju dotąd katolickim, wszyscy nagle stali się protestantami, za królowej Marii Tudor wszyscy byli katolikami, a za czasów królowej Elżbiety I byli z powrotem protestantami. Tylko kilku odważyło się pójść na stos za odmowę zmiany wyznania. Dlaczego? Bo inni wybrali łatwe życie. I taka jest tendencja ­­– nie jesteśmy źli do szpiku kości z natury, ale jesteśmy tacy jak ludzie, którzy nami rządzą. Poddajemy się chęci łatwego życia i idziemy za nimi.

Zbiór pańskich opowiadań Drobne występki w czasach obfitości najlepiej obrazuje maksymę „Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. Każde z tych opowiadań pokazuje, jak nasze małe gesty wpływają na świat, niekoniecznie w dobry sposób.

Jeśli chodzi o odpowiedzialność jednostki, to jestem optymistą. Nie twierdzę, że wszyscy jesteśmy skazani na naśladownictwo, choć przykład idący z góry w dużym stopniu nadaje kierunek naszym działaniom. Od 15 lat mieszkam w Rzymie, więc jak łatwo się domyślić jestem proeuropejski jeśli chodzi o brytyjskie dyskusje dotyczące Unii Europejskiej. Z tej perspektywy uważam, że osoby rządzące Wielką Brytanią przez ostatnie 2–3 lata były całkowicie nieodpowiedzialne. Nie widzę teraz w Europie innych przykładów aż tak wielkiego braku odpowiedzialności. Sam cieszę się z tego, że jestem Europejczykiem, takim na 100 proc.

Kiedy czytam najnowsze doniesienia o tragedii Grenfell Tower i pomyśle rządu o przeniesieniu pogorzelców do apartamentów Kensington Row (chodzi o nowopowstałe mieszkania komunalno-socjalne, które mają niższy standard od luksusowych apartamentów Kensington Row, ale mieszczą się w zespole tego apartamentowca – przyp. E.C.), mam wrażenie, że protesty mieszkańców tego osiedla brzmią jak dialogi żywcem wyjęte z pańskich opowiadań.

Tak, z pewnością chodzi po świecie parę takich osób jak moi bohaterowie!

Czy takimi decyzjami kieruje poczucie winy, a może to dobre intencje brukujące piekło? W końcu konflikt po obu stronach się pogłębi.

Nie jestem na bieżąco z tą sprawą, ale na pewno jest to poczucie winy w jakimś stopniu. Wynika to też z tego, że to taka dziwna dzielnica, gdzie obok siebie mieszkają osoby najbogatsze w mieście i te bardzo biedne. Oczywiście domy biednych są zawsze pełne. Jest tam również mnóstwo pustych budynków, które należą do bilionerów inwestujących w nieruchomości. To duży kontrast. Tak więc te reakcje są przerażające, ale nie zaskakujące dla mnie.

Przypomina mi się przykład z czasów wojny w Kosowie, kiedy ludzie uciekli stamtąd do Albanii i zostali przyjęci przez Albańczyków całymi rodzinami. Mogli zamieszkać z nimi pod jednym dachem. Chyba nawet papież wymienił to jako przykład dla całej ludzkości. Dlatego jestem optymistą i wierzę w ludzi, choć czasami nie są to akurat ci ludzie, po których takich uczynków byśmy się spodziewali.

Spór wokół Kensington jest dodatkowo podsycany niechęcią wobec muzułmanów, bo to oni w większości mieszkali w Grenfell, więc dochodzi do tego konflikt kulturowy.

To, co dzieje się teraz w Europie, to tak wielki bałagan, że trudno o proste odpowiedzi. Mamy przerażające akty przemocy, których dopuszczają się muzułmanie, ale jest też wielu działających aktywnie muzułmanów w Anglii, którzy starają się walczyć z terroryzmem, ale o tym dużo się nie mówi w mediach. Media wolą wybuchy i wydarzenia, a świat to skomplikowane miejsce. Kiedy dzieje się coś złego, łatwo patrzeć na świat w prostych kategoriach, to nam upraszcza optykę i dlatego jest tak rozpowszechnione.

Toczy się teraz w Europie walka na wielu różnych frontach i jest to tak naprawdę walka o duszę Europy. To bitwa między tymi, co nadmiernie upraszczają świat, a tymi, którzy dostrzegają jego złożoność. I dostrzeżemy ich na froncie islam ­– Europa po obu stronach barykady. Mam nadzieję, że zakończy się to dobrze i zwyciężą ci dostrzegający złożoność świata. Nie sympatyzuję z islamską arogancją, z muzułmanami, którzy najchętniej zrównaliby wszystko z ziemią, wszystko – oprócz ich własnej kultury, ale nie mogę też sympatyzować z tymi Europejczykami, którzy widzą wszystko w bardzo prostych kategoriach.

W swoich powieściach obśmiewa Pan nie tylko ludzkie przywary, ale też pseudonaukowe teorie, które latami rozgrzeszały nasze sumienia, usprawiedliwiając nierówne traktowanie innych.

Jeśli chodzi o pseudonaukowe pomysły dra Pottera tworzącego swoje rasistowskie teorie w Anglikach na pokładzie, to pierwowzorem postaci był prawdziwy chirurg i etnolog Robert Knox. Był to Anglik, niestety, który w 1850 r. wydał rasistowską książkę The Races of Men, w której dzielił ludzkość na segmenty w wymyślonej przez siebie hierarchii ras. Co ciekawe, to nie Anglicy znaleźli się na jej szczycie, tylko Rosjanie.

W ludziach zawsze czaił się rasizm, arogancja, niechęć do odmienności. Ale mnie zainteresował XIX wiek, kiedy dodano do tego naukową otoczkę. Funkcjonująca wcześniej chrześcijańska idea głosząca, że wszyscy ludzie są równi przed Bogiem, straciła znaczenie i oddała pole pseudonaukowym, narodowym lub opartym na badaniach genetycznych teoriom rasistowskim, które znalazły potworne zwieńczenie, zwłaszcza w latach 30. i 40. XX w.

Ze wstydem muszę przyznać – odkryłem to z niemałym zaskoczeniem – że zaczęło się to wszystko w Anglii, właśnie od Knoxa. Jego niesławna książka została wydana dwa lata po ogłoszeniu w Rosji manifestu komunistycznego, więc można zauważyć, że były to zapowiedzi bardzo burzliwych czasów.

Skąd pomysł na podzielenie narracji Anglików na pokładzie pomiędzy 21 bohaterów? Czy pisanie powieści z perspektywy tylu postaci było bardzo trudne?

Nie, problemem dla mnie była sama struktura książki, kolejność tych narratorów. Jeśli chodzi o ich liczbę, to zupełnie mnie ona nie przerastała. Powiem więcej – na początku bałem się, że jest ich za mało! Od razu miałem pomysł na dra Pottera, czarny charakter i rasistę, wiedziałem, że musi pojawić się Aborygen z Tasmanii, opisujący historię ze swojego punktu widzenia, ale nie mogłem tchnąć w to życia. Wydawało mi się to zbyt oczywiste. Spędziłem ponad rok, dumając nad tym, jak to zmienić. Pomogły mi w tym dwie audycje radiowe, które usłyszałem w krótkim odstępie czasu.

Pierwsza dotyczyła ruchu tzw. brytyjskich Izraelitów. Wywodzili się z Kościoła Anglii i nie mogli pojąć, jak to jest, że Wielka Brytania – naród tak wspaniały – nie jest wymieniona ani razu w Biblii. Żadnej wzmianki o Brytyjczykach, niemożliwe! Żeby to sobie jakoś wytłumaczyć, ukuli taką teorię, że Brytyjczycy to Dziesięć Zaginionych Plemion Izraela i można to wyczytać z Biblii, jeśli odpowiednio wybierze się fragmenty, i to właśnie uczynili. Zdałem sobie wtedy sprawę, jak dziwne pomysły religijne funkcjonowały w XIX w. na Wyspach Brytyjskich.

Druga audycja dotyczyła jednej z wielu ekspedycji do Afryki z tamtych czasów. Dwóch z jej uczestników różniło się od siebie pod każdym względem, od poglądów politycznych po te dotyczące wiary – do tego stopnia, że któregoś dnia doszło między nimi do tak ostrej kłótni, że o mało się nie pozabijali. Co zabawne, nie poszło wcale o poglądy, tylko o… poduszkę. To otworzyło mi oczy na to, jak wyglądały te szalone brytyjskie wojaże po oceanach. Od razu chciałem mieć taki wątek w powieści.

Potrzebowałem też narratora wprowadzającego te przedziwne teorie religijne i niby-odkrycia pseudobibilijne do powieści. Mieszkałem wtedy w Oksfordzie, miałem do dyspozycji rewelacyjną bibliotekę – zapytałem więc o jak najdziwniejsze ulotki religijne z lat 40. i 50. XIX w. Musiałem zejść głęboko gdzieś do piwnic i pomiędzy naprawdę omszałymi tomiskami natrafiłem na całą ścianę takich dziwacznych ulotek, produkowanych przez towarzystwa religijne. Moją uwagę szczególnie przykuła ulotka opisująca teorię dotyczącą lokalizacji ogrodu Eden ­– już wiedziałem, że to będzie motyw mojej powieści, że główny bohater będzie poszukiwał właśnie tego ogrodu.

Ogromną rolę w pańskich powieściach gra brytyjski humor. Kate Fox, brytyjska antropolożka, twierdzi, że największą wartością tego humoru jest waga, jaką przywiązują do niego sami Brytyjczycy. Czym ten humor jest dla Pana?

Dla mnie jako pisarza humor nadaje lekkość literaturze, nie tylko w takim sensie, że ułatwia odbiór czytelnikowi. Humor daje literaturze zupełnie inny wymiar, ubogaca pisarstwo. Dzięki niemu pojawia się więcej światłocienia, a rzeczy, które są naprawdę straszne i ohydne, stają się jeszcze straszniejsze. Sam nie ufam w ogóle pisarstwu bez poczucia humoru. Uważam, że powieści pisane całkowicie na poważnie budzą niepokój, brak zaufania, ponieważ ujawniają pewne zadufanie w sobie ze strony autora.

Ten specyficzny sarkazm wymierzony w samych siebie i autoironia trochę ratują Brytyjczyków.

Tak, sądzę, że to bardzo dobra tendencja, kiedy człowiek może spojrzeć na siebie z pewnym dystansem i ironią. Ten dystans jest najbliżej buddyzmu, jak Brytyjczycy są w stanie się znaleźć.

Matthew Kneale był gościem tegorocznej edycji Big Book Festival.

 

Matthew Kneale – pisarz, mieszka we Włoszech. Ukończył historię nowożytną na Oksfordzie i zaczął podróżować. Odwiedził 80 krajów. Owocem pobytu w Japonii była pierwsza powieść Whore Banquets. Konflikty kulturowe i subiektywne postrzeganie świata to ważne wątki jego pisarstwa. Rozgłos przyniosła mu powieść Anglicy na pokładzie, otrzymał nominację do Bookera. Później wydał zbiór opowiadań Drobne występki w czasach obfitości oraz powieść Rzymianami bendąc, której narratorem jest dziewięciolatek

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa