Karabiny info-wojny

Własną propagandą czy polityką informacyjną? Jak powinniśmy odpowiedzieć na atak?


Kryzys ukraiński – który zaczął się od protestów na Euromajdanie w listopadzie 2013 roku i w połowie lutego 2014 roku rozwinął w prawdziwą rewolucję, usuwając Wiktora Janukowycza i prowadząc do aneksji Krymu przez Rosję oraz do wojny w Donbasie – odsłonił kluczowy element rosyjskiej polityki międzynarodowej: propagandę.

Rosyjska propaganda była zaawansowana jeszcze przed ucieczką Janukowycza z Kijowa, a wojna informacyjna stała się jednym z najważniejszych filarów konfliktu. W Berlinie, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku  szybko zaczęto zadawać sobie pytania o to, kto ponosi winę za sytuację na Ukrainie, snuć nową narrację historyczną i wyrażać obawy przed skrajnie prawicowymi nacjonalistami, którzy mieli przejmować Kijów. Oznaczało to wyraźnie, że rosyjska propaganda była na tyle skuteczna, że znalazła podatny grunt również w wielu krajach zachodnich.

banner 672x200

Cel rosyjskiej propagandy jest prosty, jednakże często zdarza się, że tak naprawdę go nie rozumiemy. W trakcie tego kryzysu rosyjska maszyna propagandowa nie ma za zadanie przekonać Zachodu, że Rosja jest dobra, a Ukraina zła (choć pomaga, gdy opinia publiczna skłania się ku Rosji). Celem działań propagandowych jest raczej wprowadzenie dezorientacji i hałasu do narracji głównego nurtu, zazwyczaj opartej na faktach. Co więcej, Rosja nie potrzebuje budować sieci popleczników na Zachodzie – wystarczy, że wesprze grupy ekstremistyczne, które są znane z niechęci wobec Zachodu, a zwłaszcza wobec Stanów Zjednoczonych. Do tej grupy sprzymierzeńców Rosji w Europie tradycyjnie zaliczamy skrajną lewicę, lecz również nowych sojuszników na skrajnej prawicy – francuski Ruch Narodowy, węgierski Jobbik, czy nawet UKIP w Zjednoczonym Królestwie. Te ugrupowania, znane ze swojego otwartego populizmu i antyeuropejskich postaw, stały się nośnikami rosyjskiego przekazu.

W ten sposób, dzięki podsycaniu wątpliwości i propagowaniu skrajnych oraz spiskowych idei, rosyjski przekaz jest teraz rozsiewany nie tylko przez zwyczajowych „pożytecznych idiotów” (ten termin często przypisuje się samemu Leninowi), lecz także przez polityków, którzy cieszą się rzeczywistym społecznym poparciem i mają wpływ polityczny.

Podważaj więcej

Wielojęzyczna, dostępna w wielu krajach stacja telewizyjna RT, znana wcześniej jako Russia Today, jest doskonałym przykładem kreowania przez Rosję hałasu informacyjnego i dezorientacji. Hasło RT brzmi „Podważaj więcej” (Question more). I dokładnie tego RT oczekuje od widza – podważania zachodnich idei, przekonań i systemów wartości. W ciągu kilku lat RT udało się zostać platformą prezentującą alternatywną wizję świata.

Głównym celem dziennikarzy, komentatorów i „ekspertów” RT jest relacjonowanie najważniejszych tematów w krytycznej perspektywie, przy zachowaniu standardu produkcji zbliżonego do CNN czy BBC. Efektowne studio, anglojęzyczni prezenterzy i chwytliwe nagłówki dają widzowi wrażenie, że to poważna agencja informacyjna, niczym nie różniąca się od zachodnich domów medialnych.

Przed kryzysem ukraińskim RT była nagradzana za swoje alternatywne podejście. W 2010 roku stacja została nominowana do nagród Emmy w kategorii wydarzenia za relacjonowanie Occupy Wall Street w sposób, który pokazywał, że zachodni liberalny i kapitalistyczny model nie spełnia oczekiwań społeczeństw. Nawet w 2014 roku RT została nagrodzona prestiżowym tytułem najlepszego telewizyjnego źródła informacji przez Meksykański Press Club.

Czytasz tekst z nowego numeru kwartalnika Res Publica Nowa: „Słowa na wojnie”

Zapraszamy do księgarni!

Jednak zatrudniając zachodnią i anglojęzyczną ekipę, RT postawiła swoich dziennikarzy i reporterów przed dylematem. Nie jest tajemnicą, że RT znajduje się w rękach rosyjskiego rządu i jej głównym zadaniem jest promocja interesów Kremla. Wydawałoby się jednak, iż są pewne granice. Po aneksji Krymu i agresji na wschodnią Ukrainę dwie reporterki, Amerykanka Liz Wahl i Brytyjka Sara Firth, odeszły z RT w akcie protestu przeciwko nasilającej się propagandzie i braku miejsca dla prawdy na wizji.

Prawda jako przeszkoda

W przeciwieństwie do zachodnich koncernów medialnych, RT nie interesuje prawda. To jedna z głównych przyczyn sukcesu rosyjskiej propagandy na Zachodzie. W naszych postmodernistycznych społeczeństwach jesteśmy przekonani o wielości perspektyw i wersji tej samej historii. W przypadku mediów i dziennikarstwa oznacza to, że poszukujemy prawdy przebierając wśród wszystkich perspektyw. Jako dziennikarze dokonujemy analiz i ukazujemy różne punkty widzenia, aby dotrzeć do prawdy. Jednak problem z tym podejściem leży w fakcie, że nie można znaleźć prawdy tam, gdzie jej nie ma.

Stawia to wielki dylemat przed Zachodem. Jesteśmy bowiem przyzwyczajeni, że nie wolno ignorować żadnego punktu widzenia. W przypadku wojny informacyjnej przeciwko Ukrainie (i Zachodowi) oznacza to, że w naturalny sposób wsłuchujemy się w stanowisko Rosji i rozważamy jej przypadek. Drugą rzeczą, która pomaga się przebić w niezwykle konkurencyjnym środowisku medialnym XXI wieku jest sensacja. Połączenie wielu punktów widzenia i sensacji jest dla mediów na zachodzie bardzo atrakcyjne, przede wszystkim z dwóch powodów: po pierwsze, mogą publikować każde spojrzenie (niezależnie od jego prawdziwości) ponieważ wierzą w konieczność przedstawienia wszystkich racji, po drugie, sensacja przyciąga publiczność i zwiększa zyski z reklam. Większość redaktorów i wydawców nie zrezygnuje z tej kombinacji, mimo że takie podejście może znaczącoosłabić wsparcie, jakiego Zachód udziela Ukrainie.

Łatwo znaleźć na to przykłady w zachodnich mediach. Jednym ze sztandarowych jest artykuł Johna Mearsheimera w „Foreign Affairs” zatytułowany Dlaczego kryzys ukraiński jest winą Zachodu (Why the Ukraine Crisis Is the West’s Fault). Jeszcze bardziej dosadna – i jakże fałszywa – była wypowiedź australijskiego dziennikarza Johna Pilgera:

Waszyngtonowi, który opracował lutowy przewrót wobec demokratycznie wybranego rządu w Kijowie, nie udało się przeprowadzić planowanego zajęcia historycznej, prawowitej rosyjskiej bazy floty na Krymie. Rosjanie się obronili, tak jak od niemal stulecia robili to wobec każdego zagrożenia i inwazji z Zachodu.

Nie dziwi, że ten artykuł napisał zajadle anty-amerykański Pilger. O wiele bardziej zastanawiające jest to, że te jawne kłamstwa opublikował „The Guardian”, mainstreamowa gazeta z dziennym nakładem 185,000 egzemplarzy oraz ponad ośmioma milionami użytkowników online miesięcznie, w której Pilger bez problemu określił nowe władze w Kijowie mianem „neonazistów spuszczonych ze smyczy przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską”. Najwyraźniej, publikując tekst Pilger w rubryce „Komentarz jest wolny”, redaktorzy nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość.

Podkreśla to fakt, że dla Rosji nie ma tu dylematu. Prawda nie jest przeszkodą. Jeśli coś nie jest prawdziwe, rosyjscy propagandziści uczynią je prawdziwym. W końcu sprawiają, że prawdę można kwestionować, co wystarczy, aby zbyć każdy podbudowany faktami argument przeciwko Rosji.

Uznanie kłamstwa za perspektywę, która pomoże nam zrozumieć prawdę, prowadzi nas do innego kluczowego celu rosyjskiej propagandy: stworzenia nowej rzeczywistości. Rosja, aby podkopać pozycję wroga w wojnie informacyjnej, musi zatem nie tylko zagmatwać sprawy, ale stworzyć alternatywną rzeczywistość, w którą mogą uwierzyć inni.

unnamed

Doskonałym przykładem jest stosowanie zafałszowanych opisów geograficznych części wschodniej Ukrainy, określanych mianem Noworosji. Noworosja była mało znanym określeniem, które przetrwało tylko w książkach historycznych i odnosiło się do terytoriów, które Imperium Rosyjskie zdobyło po wojnach z Imperium Ottomańskim w XVIII wieku. Rosyjska propaganda posługuje się dziś tą nazwą w stosunku do części Ukrainy, która według Rosji nigdy nie do Ukrainy nie należała (podobnie jak Krym) i w rzeczywistości posiada rosyjską tożsamość.

Jak walczyć z propagandą?

Kolejnym podatnym na eksploatowanie polem jest słabość Unii Europejskiej w odpowiadaniu na rosyjską propagandę w sposób adekwatny i proporcjonalny. Rosja ma propagandę, Unia Europejska ma „politykę informacyjną”. W trakcie obecnej wojny informacyjnej podejście Unii podkreśla „informację”, podczas gdy podejście Rosji podkreśla „wojnę”. Oczywiście, unijna polityka informacyjna nie może się mierzyć ze zręczną, hojnie dofinansowaną rosyjską machiną propagandową, której nie ogranicza konieczność mówienia prawdy. Stąd też wojna informacyjna, która ujawniła się na Ukrainie w początkach kryzysu, domaga się postawienia pytania: jak walczyć z propagandą?

Najbardziej pociągającą odpowiedzią na to pytanie jest zniżenie się do poziomu przeciwnika i zwalczenie kłamstw jeszcze większą ilością kłamstw. Stanowiłoby to faktycznie podejście ofensywne w wojnie informacyjnej. Jednak przeprowadzenie takiej ofensywy nie mieści się w naszym systemie wartości. Jeśli sami skierujemy się na ten poziom, faktycznie poświęcimy nasze wartości.

Zamiast tego prawdopodobnie najlepszym sposobem odpowiedzi na rosyjską propagandę jest przyjęcie bardziej defensywnej taktyki. Na Zachodzie nie powinniśmy już więcej przyjmować rosyjskich kłamstw za “perspektywę”. Musimy być odważniejsi i nazywać kłamstwo po imieniu, kiedy w oczywisty sposób się go używa. Musimy również przestać powtarzać narracje takie jak “Zachód sprowokował Putina” czy “Rosja po prostu broni swojej sfery wpływów”, ponieważ takie sformułowania natychmiast dyskredytują Ukrainę jako niepodległe państwo zdolne do decydowania o własnej przyszłości.

Rosyjskie kłamstwa są bez wątpienia skuteczną bronią w wojnie informacyjnej. Jednak być może istnieje inna skuteczna broń, którą nie nauczyliśmy się jeszcze poprawnie posługiwać. Jest to prawda. Miejmy nadzieję, że istnieje jeszcze szansa, żeby tą bronią odpowiedzieć, zanim dla Ukrainy będzie za późno.

Przełożyła Anna Wójcik
Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa