Jak wyrwać uchodźców ze szponów postprawdy?

Klasyczne sposoby przekonywania do faktów są nie tylko nieskuteczne, ale wręcz pogarszają sytuację. Czy musimy więc balansować na granicy postprawdy?


Zgodnie z Konwencją Genewską z 1951 roku, na której opiera się większość regulacji państwowych na świecie, “uchodźca to osoba, która na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej, zmuszona była opuścić kraj pochodzenia oraz która z powodu tych obaw nie może lub nie chce korzystać z ochrony swojego kraju”. Definicja ta, odnosząca się bezpośrednio do europejskiego doświadczenia drugiej wojny światowej oraz represji w krajach komunistycznych, skupia się wyłącznie na problemie prześladowań. Jedyną drogą do uzyskania prawa do legalnego pobytu w innym, bezpiecznym państwie jest więc stanie się ofiarą represji podobnych do tych stosowanych w XX-wiecznej Europie. Od definicji uchodźcy zależy zaś to, kogo dopuścimy do naszej wspólnoty politycznej, a kto zostanie na jej niebezpiecznym marginesie.

Jak rozpoznać uchodźcę?

To wąskie rozumienie uchodźcy było wielokrotnie krytykowane. Andrew Shacknove zauważa[1], że relacja pomiędzy państwem a obywatelem może zostać zaburzona z innych przyczyn niż prześladowania. Dobrym przykładem jest tu definicja uchodźcy ukuta przez Organizację Jedności Afrykańskiej. Za uchodźcę zostaje uznana osoba, która opuszcza swój kraj również ze względu na “zewnętrzną agresję, okupację, zewnętrzną dominację albo wydarzenia poważnie naruszające porządek wewnętrzny w części lub całym kraju”[2]. Organizacja Jedności Afrykańskiej na początku swojej definicji wspomina również o prześladowaniach. W przeciwieństwie jednak do Konwencji Genewskiej nie stanowią one centralnego punktu zapisu. Dzieje się tak ze względu na odmienne doświadczenia narodów afrykańskich, które po okresie kolonializmu podkreślają takie kwestie jak na przykład “zewnętrzna dominacja”.

Jeszcze dalej w swoich rozważaniach nad statusem uchodźcy idzie australijski filozof Peter Singer. Jego zdaniem nie istnieje różnica pomiędzy osobami, które uciekają ze swojego kraju ze względu na prześladowania a tymi, które zmuszone są wyjechać ze względu na głód oraz nieurodzaj[3]. Ciężko jednak zgodzić się z rozwiązaniem proponowanym przez filozofa, trudno bowiem ustalić granicę ubóstwa, która pozwalałaby na uzyskanie statusu uchodźcy, co rozmywa tę kategorię i czyni ją nieoperacyjną. Slavoj Žižek w swoim tekście “Norwegia nie istnieje” zwraca też uwagę na enigmatycznie utopijny wymiar żądania wysuwanego przez niektórych uchodźców[4] – by nie tylko zapewnić im bezpieczeństwo, ale również bezwarunkowo uznać, że posiadają prawo do wybrania docelowego kraju zamieszkania. Podaje tu przykład osób koczujących we Francji, by nielegalnie przedostać się do Wielkiej Brytanii lub tłumów przemierzających całe Bałkany by znaleźć się w Niemczech. Zarówno zbytnie rozmycie kategorii uchodźców, jak i bezrefleksyjne przystawanie na wszystkie ich żądania może w praktyce utrudnić rozwiązanie problemu; według Žižka “uchodźcom trzeba zapewnić bezpieczeństwo, ale również wyjaśnić im, że muszą zaakceptować miejsce, w którym zostali ulokowani przez europejskie władze, i że będą musieli przestrzegać prawa i norm społecznych państw europejskich”[5].

Uchodźca kontra post-prawda

Po “kto jest uchodźcą” i „jakie powinien mieć prawa” powstaje zaś kolejne pytanie – jak bronić uchodźców przed atakami przeciwników imigracji, którzy nie widzą możliwości połączenia swojego stylu życia z etycznym uniwersalizmem? Zygmunt Bauman zauważa, że grupą przeciwną uchodźcom jest prekariat, czyli osoby wykluczone z poczucia bezpieczeństwa finansowego – oni bowiem upatrują w przybyszach konkurencji. Poczucie zagrożenia wzmaga narracja medialna oraz zalew post-prawd dotyczących uchodźców, które również łatwiej trafiają do osób ekonomicznie sfrustrowanych.

W latach osiemdziesiątych norweski kryminolog Nils Christie w swojej książce “Den god fiende” wprowadził pojęcie dogodnego wroga. Zdaniem Christiego dogodny wróg zostaje wyznaczony przez władzę nie licząc się z wolą ani zdaniem innych. Problemem społecznym staje się to, co zostaje nazwane problemem. W przedstawianiu dogodnego wroga ważne jest, by wydawał się niebezpieczny i możliwy do pokonania tylko przy użyciu drastycznych środków. Władza tworzy nowego wroga, by szybko zbić kapitał polityczny, prościej osiągany przy głośnych zmianach prawa karnego (czy też migracyjnego), niż dzięki budowaniu dalekosiężnych planów gospodarczych. Ważne również jest to, że dogodny wróg sam, przez to, że należy do grup marginalizowanych, nie może się obronić[6]. Ostatnimi laty takim wrogiem zostali właśnie uchodźcy. Koresponduje to z analizą post-prawdy zaproponowaną przez Anthony’ego Giddensa, wedle którego winne są media, kierujące się zasadą “złe wieści to dobre wieści”[7]. Zamiast przekazywać rzeczywistość, zaczynają ją konstruować: poświęcają nieproporcjonalnie dużo uwagi przestępstwom popełnianym przez uchodźców i migrantów, przez co kreują obraz świata, gdzie między przyjezdnym a zagrożeniem stawia się znak równości. Szczególnie podatny na post-prawdę staje się zaś oczywiście rozczłonkowany na nisze informacyjne Internet.

Niektóre rządy oraz organizacje starają się przeciwdziałać tym trendom, powołując, jak chociażby w Czechach, specjalne ministerialne komórki zajmujące się odkłamywaniem nieprawdziwych informacji. Należy się jednak zastanowić nie tylko jak zwalczać post-prawdę, ale też jak systematycznie informować obywateli? Jak przedstawiać prawdę o uchodźcach?

Ludzie nie wierzą w fakty

Czy przed post-prawdą mogą uchronić nas wiarygodne dane? Zgodnie z badaniami Marketplace – Edison Research Poll, przeprowadzonymi w Stanach Zjednoczonych tuż przed listopadowymi wyborami, 68% wyborców Trumpa nie ufało danym ekonomicznym przedstawianym przez rząd federalny[8]. Z kolei przeprowadzony przez Uniwersytet Cambridge oraz YouGov projekt mający na celu zbadanie teorii spiskowych wykazał, że 55% obywateli Wielkiej Brytanii wierzy, że rząd ukrywa prawdę o liczbie żyjących w ich kraju uchodźców[9].

Obywatele nie ufają oficjalnym statystykom. Taki stan rzeczy zdają się tłumaczyć badania z zakresu psychologii poznawczej; dobrym przykładem jest eksperyment przeprowadzony wśród studentów w 1975 roku na Uniwersytecie Stanford[10]. Na początku każdy z badanych otrzymał dwa listy – jeden z nich był pisany przez prawdziwego samobójcę, drugi był stworzony na potrzeby eksperymentu. Zadanie studenta polegało na rozpoznaniu, który z nich jest prawdziwym listem pożegnalnym. Następnie, niezależnie od prawdziwych wyników, prowadzący badanie naukowcy powiedzieli połowie studentów, że byli w stanie zidentyfikować niemal wszystkie listy poprawnie zaś drugiej grupie, że nie udało im się dobrze wybrać niemal w żadnym wypadku. W drugiej części eksperymentu naukowcy podali studentom kolejny fałszywy cel badania. Tym razem powiedzieli, że chodziło o sprawdzenie tego czy myślą, że mają rację, czy się mylą oraz że wcześniej podany im wynik poprawnych odpowiedzi nie jest prawdziwy. Studentów poproszono następnie o ocenienie, jak dużo ich zdaniem listów udało im się rozpoznać.

Okazało się, że studenci zaliczani do grupy, której w pierwszej części mówiono, że świetnie rozpoznają listy pisane przez samobójców dużo wyżej oceniali zarówno trafność swoich odpowiedzi, jak i swój wynik na tle innych. Z kolei badani, którym na początku podano informację, że większość ich odpowiedzi była błędna, mieli poczucie, że poszło im znacznie gorzej od reszty oraz w swoim mniemaniu rozpoznali poprawnie bardzo mało listów. W rzeczywistości wyniki wszystkich studentów były podobne. Jak widać, raz nabyte przekonania są silniejsze niż fakty, na podstawie których je powzięto i okazują się bardzo odporne na prawdę.

Emocje skuteczniejsze niż liczby

Psychologia zna wiele badań dających podobne wyniki. Płynące z nich wnioski są dla uchodźców – oraz dla entuzjastów debaty publicznej opartej na faktach – wyjątkowo smutne. Kolejne eksperymenty wykazały bowiem, że ludzie posiadają tendencję do wybierania informacji, które są zgodne z ich przekonaniami. W wypadku zetknięcia z faktami, które nie pasują do ich zapatrywań na rzeczywistość, zazwyczaj nie zmieniają zdania, a nawet utwierdzają się w swoim podejściu.

Skutecznym sposobem na przekonanie do swojej racji opinii publicznej i walkę z uprzedzeniami są za to przekazy odwołujące się do emocji, na przykład tak zwany storytelling. W badaniach przeprowadzonych przez brytyjski think tank British Future, respondenci otrzymali do wglądu pozytywne dane dotyczące multikulturalizmu oraz uchodźców i migrantów[11], zarówno statystyki, jak i dane jakościowe – historie życia indywidualnych migrantów. Jak wykazały wyniki eksperymentu respondenci, którzy zetknęli się z danymi jakościowymi, zaczynali być lepiej nastawieni do idei multikulturalizmu, natomiast osoby przyglądające się korzystnym statystykom (np. dotyczącym dobrego wpływu na PKB) zaczynały być bardziej sceptyczne niż były na początku.

Czy w takim razie zamiast do statystyk powinniśmy odwoływać się do emocjonalnych historii migrantów? Czy argumentacja oparta na emocjach, nawet prowadzona w imieniu faktów oraz dla poprawy sytuacji grup marginalizowanych, nie jest jednak wężem zjadającym własny ogon?

Dzisiejsza siła post-prawdy powoduje, że jesteśmy zmuszeni odpowiadać nie tylko na pytanie o to kto może należeć do naszej wspólnoty politycznej, ale również zastanawiać się nad narracją, która taką przynależność uczyni możliwą. Klasyczne sposoby przekonywania do faktów (takie jak prezentowanie statystyk) okazują się obecnie nie tylko nieskuteczne, ale wręcz pogarszają sytuację. Stajemy więc przed fundamentalnym dylematem: czy aby wypełnić nasz moralny i prawny obowiązek w postaci przyjęcia uchodźców i ochrony ich przed agresją jesteśmy zmuszeni sami balansować na granicy post-prawdy?

Paulina Milewska – studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Współzałożycielka przedsiębiorstwa społecznego „Kuchnia konfliktu”. Absolwentka Akademii Praw Człowieka Humanity in Action oraz Aspen Young Leaders Program.

Joanna Subko – prawniczka w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich w Zespole ds. Równego Traktowania. Współtwórczyni portalu uchodzcy.info. Absolwentka WPiA UW oraz prawa biznesowego na Uniwersytecie w Poitiers.


[1] Andrew E. Shacknove, Who Is a Refugee?, w: Ethics, Vol. 95, No. 2 (Jan., 1985), s. 274-284.

[2] OAU Convention Governing the Specific Aspects of Refugee Problems in Africa, adopted September 10, 1969 (UNTS no. 14691), art. 1(2).

[3] Peter Singer, Practical Ethics: Second Edition (Cambridge: Cambridge University Press, 1993), p 250.

[4] Slavoj Zizek, “Norwegia nie istnieje. Zizek o uchodźcach.”, http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/norwegia-nie-istnieje-slavoj-zizek-o-uchodzcach/

[5] Ibidem.

[6] N. Christie, “Den gode fiende : narkotikapolitikk i Norden”, Oslo København : Universtitetsforl : Ejlers’ forl.

[7] Z Anthonym Giddensem rozmawia Tomasz Strawiszyński, “Ucieka nam świat.”, Przekrój, nr 2(3557)/17, Wiosna 2017.

[8] Kai Ryssdal, Poll finds Americans’ economic anxiety reaches new high, http://www.marketplace.org/2016/10/13/economy/americans-economic-anxiety-has-reached-new-high, dostęp: 21.03.2017.

[9] YouGov Survey Results 2015, https://d25d2506sfb94s.cloudfront.net/cumulus_uploads/document/bhw7u94epz/GB%20Conspiracy%20Theories%20Pilot.pdf, dostęp: 21.03.2017.

[10] L. Ross, M.R. Lepper, M. Hubbard, “Perseverance in self-perception and social perception: biased attributional processes in the debriefing paradigm.”, J Pers Soc Psychol. 1975 Nov;32(5):880-92.

[11] S. Katwala, S. Ballinger, M. Rodhes; “How to talk about immigration”, British Future, http://www.britishfuture.org/wp-content/uploads/2014/11/How-To-Talk-About-Immigration-FINAL.pdf, dostęp: 21.03.2017.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa