IZDEBSKI: Demokracja / Reaktywacja

Nowe technologie i współcześni politycy karmią się tym, że społeczeństwo zamienia się w grupę samotnych jednostek. Jak w takich warunkach budować wspólnotę?


Asparanoix, wódz wioski Galów przedstawiony na łamach komiksu o Asterixie bał się tylko i aż jednej rzeczy: tego, że niebo zwali mu się na głowę. Gdyby obserwował to, co stało się w ostatnim roku i to co może się stać w kolejnych, miałby poczucie, że ten moment niebezpiecznie się zbliża.

Rewolucja | Ewolucja | Stagnacja

Świat zdaje się wymykać spod kontroli. Od kilku dekad w miarę przewidywalny, może nie do końca idealny, ale z dobrze zdiagnozowanymi skupiskami choroby, wydawał się bezpieczną przystanią, do której żeglowaliśmy przez tysiące lat. Na powrót zaczęliśmy myśleć, że kończący historię Francis Fukuyama jednak tak bardzo się nie pomylił. I tuż przed spełnieniem marzenia o brzegu, na którym majaczyły wakacje na Maderze, połyskiwały elektryczne samochody i prężyły się start-upy, osiedliśmy na czubku ostrej skały i oprócz chybotania się na wszystkie strony, nie mamy koncepcji wyjścia z tej krępującej i jakże bolesnej sytuacji.

Zaczęło się wzajemne obwinianie o to, kto zawinił. Kapitan, kompas czy może marynarze? Innymi słowy: czy zwycięstwo populizmu, alternatywnych faktów, izolacjonizmu, pogardy dla przegranych to w większym stopniu wina elit, technologii czy mas?

Jako pierwszego winnego wskazano technologie. To one odpowiadają za to, że okopujemy się na swoich światopoglądowych pozycjach i nawet nie mamy możliwości – tak jak to uczynili w 1914 r. Niemcy i Brytyjczycy podczas rozejmu bożonarodzeniowego – choć na chwilę poznać swojego wroga osobiście, nie mówiąc już o swobodnej z nim rozmowie.

Eli Pariser zauważył, że podstawowe narzędzia komunikacji pozbawiają nas możliwości poznania poglądów osób, które myślą inaczej niż my[1]. I niewiele możemy na to poradzić. Safiya Noble idzie nawet dalej, twierdząc, że coraz częściej wyniki wyszukiwania Google formują nasze opinie i wtłaczają do umysłów przesądy powstałe w wyniku obliczeń dokonanych przez maszyny[2]. Noble nazywa to nawet algorytmem opresji, odnosząc się do swoich uczuć po odczytaniu pierwszego wyniku wyszukiwania frazy „czarne dziewczyny”. Sama będąc Afroamerykanką wie, że to pierwsze, podane w milisekundach skojarzenie maszyny, będzie miało największy wpływ na to, jak będzie postrzegana jej córka przez swoich dorastających rówieśników.

Kreacja | Manipulacja | Odpowiedzialność

Nie dość, że technologia ogranicza horyzonty i na trwałe wkomponowuje przesądy w nasze umysły, to jeszcze pozwala zapanować nad naszym aktem wyborczym, a więc najbardziej intymną relacją, jaką obywatel może mieć z państwem. Wydaje się, że obok alienacji elit, równie istotną przyczyną wygranej Donalda Trumpa były tzw. duże dane (big data) profilujące wyborców i wtłaczające ich w fałszywą strefę komfortu bańki informacyjnej.

Cambridge Analytica[3], firma, która rzekomo stała za wygraną najbardziej znanego elitarnego antyelitarysty, potrafiła na podstawie informacji o sposobie, w jaki korzystamy z Facebooka, Twittera, kart kredytowych, lodówki, samochodu czy telewizora zdefiniować nie tylko preferencje polityczne użytkownika, ale również sposób, w jaki najlepiej się z nim komunikować. Przerażające? Z pewnością. Nieuczciwe? Być może. Podważające sens demokracji? Niekoniecznie.

Piąta jubileuszowa edycja Personal Democracy Forum odbędzie się 6-7 kwietnia 2017 r. w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Więcej informacji tutaj.

Michał Kosiński, autor badań, na których firma później oparła swoje technologiczne rozwiązania, nie kryje zafascynowania wynikiem zastosowania jego analiz w obszarze marketingu politycznego. W rozmowie z Jackiem Żakowskim całkiem rozsądnie zauważa: „ile osób było dotąd faktycznie wykluczonych z demokratycznej polityki, bo nic z tych rzeczy, o których politycy mówili ich nie interesowało. () Nie czytali gazet, nie chodzili na spotkania z politykami, nie głosowali. Teraz do każdego z nich polityk może dotrzeć z przesłaniem, które ich zainteresuje[4].

Czy dopiero algorytmy przekonały polityków do tego, by zainteresować się tym, co wywołuje emocje u wyborców i zastanowić się nad tym, jak je rozsądnie zagospodarować? Na pewno z punktu widzenia ostatnich kilku dekad stanowiło to przełom, ale niestety siły polityczne wiedzę tego typu częściej wykorzystują dla swoich partykularnych interesów niż, choćby nawet źle pojętego, dobra wspólnego, które zresztą już dawno przestało być modne.

Zarówno nowe technologie, jak i politycy, karmią się tym, że społeczeństwo zamienia się w grupę samotnych jednostek. Nie odnosi się to tylko do zamiany relacji w świecie rzeczywistym na bezpieczniejsze emocjonalnie kontakty wirtualne, ale na wpływie kondycji „bycia samotnym” na decyzje polityczne. Charles Montgomery, autor książki Miasto szczęśliwie. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta, głównego winowajcę braku zaufania do innych i podatności na populizm upatruje w coraz powszechniejszej samotności. Z drugiej strony, to samotni Brytyjczycy mieli szansę uratować swój kraj przed Brexitem, bo to oni częściej głosowali za pozostaniem w Unii niż ich pozostający w związkach rodacy[5].

Trwałość | Stabilność | Innowacyjność

I ta sprzeczność jest bardzo pocieszająca. Może jeszcze nie wszystko stracone. Hanna Arendt pisała, że „polityka za swą podstawę ma fakt ludzkiej wielości. Bóg stworzył człowieka, ale ludzie to wytwór ziemski, ludzki. (…) Polityka jest domeną współistnienia i stowarzyszania się różnych ludzi[6]. Być może nawet ta sprzeczność jest wybawieniem przed groźbą, że któraś ze stron konfliktu politycznego będzie w stanie urządzić nasze życie od początku do końca. Że nie będzie niuansów, kontekstów, szerszej perspektywy oceny zjawisk.

Marine le Pen w wywiadzie udzielonym w „Foreign Affairs”, odnosząc się do dynamiki zmian w świecie polityki, zauważyła, że „wszyscy ludzie dążą do wolności. Zbyt długo, ludzie z krajów Unii Europejskiej, a być może także Amerykanie, mieli poczucie, że przywódcy polityczni nie stają w obronie ich interesów (…). Jest to forma buntu ludzi przeciwko systemowi, który im nie służy”.[7] Trudno doszukać się argumentu, który przeczyłyby jej tezie, ale znając kontekst jej wypowiedzi, a ściślej rzecz biorąc jej postulaty oparte na przytoczonej diagnozie, nie każdy życzyłby sobie, aby to właśnie ona była osobą, która uzdrowi politykę na naszym kontynencie. Tak jak, kandydujący z podobnymi hasłami, Donald Trump nie rozwiąże problemów demokracji amerykańskiej.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wydaje się bowiem, że zbyt dużo formułujemy tez, które uznajemy jednocześnie za niepodlegające dyskusji fakty. To, co zgubiliśmy w podróży do bezpiecznej przystani, to zdolność krytycznego myślenia: o nas samych i zjawiskach nas otaczających. Odchodzące obecnie ze sceny politycznej elity były przekonane, że kierunek, w którym płyną usprawiedliwia to, że osoby znajdujące się pod pokładem, muszą znosić trudy podróży. Ci, których głos nie był słyszalny, gdy tylko poczuli się wzmocnieni, postanowili wyrzucić kapitana za burtę, wcale nie oczekując, że ten nowy będzie miał lepszy plan.

Ivan Krastev zwrócił uwagę, w kontekście opisywania fenomenu upadku tzw. twitterowych rewolucji, że „zakłócenia są wysoko cenione w środowisku technologii (…). Ale społeczeństwa nie składają się wyłącznie z innowatorów, a bardzo często zapotrzebowanie na ciągłe zmiany i poparcie dla twórczej destrukcji w końcu doprowadza do zapotrzebowania na stabilizację[8]. Ta stabilizacja nie może być jednak byle jaka. Nie chodzi o to, by spierać się, kto lepiej rozumie pojęcie demokracji. Należy wspólnie zastanowić się, czym ona ma być? Zapewne musi ona zakładać pewną dozę wewnętrznej sprzeczności, a przy tym iść raczej w kierunku włączenia grup wykluczonych – tak przez opresyjne algorytmy, jak i obojętne elity. Debatując o współczesnym świecie, znajdźmy przestrzeń na naiwny entuzjazm i ciężką pracę u podstaw. Dopuśćmy nawet niekiedy obezwładniającą bezsilność. Zastanówmy się nad wizją państwa skutecznego, a jednocześnie nieopresyjnego.

Warto pochylić się również nad tym, co trzeba zrobić, by poczucie beznadziei i braku pewności było zagospodarowywane przez czujące osoby, a nie bezduszne maszyny. Tylko od szerokiego spojrzenia na dominujące współcześnie zjawiska zależy, czy niebo nie spadnie nam na głowę.

 

Krzysztof Izdebski, członek zarządu i dyrektor programowy Fundacji ePaństwo, współorganizatora Personal Democracy Forum CEE 2017.


[1] https://www.ted.com/talks/eli_pariser_beware_online_filter_bubbles?language=pl#t-93465

[2] https://www.youtube.com/watch?v=iRVZozEEWlE

[3] https://cambridgeanalytica.org/

[4] http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1690344,1,jak-politycy-wykorzystuja-algorytmy-by-zdobyc-nasze-glosy.read

[5] https://www.theatlantic.com/international/archive/2016/06/brexit-vote-statistics-united-kingdom-european-union/488780/

[6] H. Arendt, Wprowadzenie w politykę, [w:] Polityka jako obietnica, Warszawa 2007, s. 124.

[7] https://www.foreignaffairs.com/interviews/2016-10-17/france-s-next-revolution

[8] https://www.nytimes.com/2015/11/12/opinion/why-did-the-twitter-revolutions-fail.html?_r=0

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa