Historia minaretu, który nie powstał
Słów kilka o tym, jak Minaret miał wyglądać, oraz o tym, jak Minaret był torpedowany
Projekt wystartował w styczniu 2009 roku, kiedy Joanna Rajkowska opracowała już jego koncepcję. Miał być podobny do minaretu w Janin, znajdującego się na zachodnim brzegu Jordanu. Zespół Minaretu skierował do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego pismo z prośbą o nieodpłatne udostępnienie terenu, na którym znajduje się komin. Kolejne pismo zostało wysłane do miejskiego konserwatora zabytków z informacją o projekcie oraz pytaniem, jakie warunki należałoby spełnić, aby projekt uzyskał pozwolenie na realizację. W międzyczasie z poparciem dla pomysłu zgłaszały się poznańskie instytucje oraz stowarzyszenia, np. Centrum Kultury ZAMEK, pracownicy i doktoranci Instytutu Historii Sztuki UAM, rektor Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu prof. Marcin Berdyszak, wykładowcy Uniwersytetu Artystycznego. Michał Merczyński, dyrektor maltafestival, zadeklarował wsparcie finansowe przez Fundację Malta oraz opiekę nad projektem podczas jego trwania. Wydawało się, że pomysł, aby Minaret stał się, zgodnie z pierwotnymi założeniami, silnym efektem marketingowym miasta, jest jak najbardziej realny. Według zespołu przełomowym momentem było znalezienie, po długich poszukiwaniach, dzierżawcy terenu, którym była firma Centertel (na kominie znajdują się przekaźniki telefonii cyfrowej), a po spełnieniu wskazanych przez operatora warunków projekt miał szansę powodzenia. Rzeczywistość okazała się zgoła inna, a losy projektu były niezwykle burzliwe.
W maju 2009 roku prezydent Poznania zawiadomił, że sprawa projektu została przekazana do wiceprezydenta odpowiedzialnego za Wydział Gospodarki Nieruchomościami, stamtąd do Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Okazało się, że na ustalenie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej terenu, na którym stoi komin, został rozpisany konkurs. W jury konkursowym zasiadali architekci działający w Stowarzyszeniu SARP, miejski konserwator zabytków oraz szef Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych jako administrator terenu. Sąd Konkursowy obok wskazania zwycięzcy umieścił dodatkowo informację dotyczącą Minaretu – punkt 6, ostatni po uzasadnieniu przyznania nagród w konkursie: „Na marginesie rozstrzygnięcia konkursowego Sąd Konkursowy uważa za stosowne wyrazić swoje zdecydowanie negatywne stanowisko wobec zamiarów wykonania formy minaretu z istniejącego komina przemysłowego dawnej fabryki papieru. Sąd Konkursowy uważa, że realizacja tego zamierzenia jest:
a. obca kulturowo
b. nakłada się na osie widokowe w kierunku na katedrę i na pobliski budynek dawnej synagogi
c. może być odebrana jako prowokacja o charakterze religijnym
d. może być odebrana jako próba ośmieszenia symbolu religijnego – minaretu, poprzez jego realizację na kominie przemysłowym
e. nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych związanych z wydarzeniami kulturalnymi miasta Poznania”.
Argument obcości kulturowej wydaje się dość kuriozalny. Oznacza on: nie dotykamy tego, czego jeszcze u nas nie było. A przecież paradoksalnie wydaje się, że była i jest konieczność realizacji tego projektu. W trakcie jego trwania okazywało się wielokrotnie, że poznaniacy często mylili minaret z meczetem. Nie rozumieli, że projekt może spełniać funkcję edukacyjną i być mostem między znanym i tajemniczym. Emocje, jakie wzbudził, i dyskusja, którą wywołał, były ważne również w kontekście tolerancji religijnej, partycypacji społecznej oraz wpływu sztuki na zagospodarowanie ładu przestrzennego.
Zdziwienie budzi fakt, że komisja konkursowa, która powstała, aby wyłonić zwycięzcę konkursu na zagospodarowanie przestrzenne terenu, wypowiadała się w tonie publicystyczno-edukacyjnym w sprawie Minaretu, a przecież projekt ten nie uczestniczył w konkursie. Mimo, że zespół związany z autorką projektu pokonywał wszystkie bariery techniczne, spełniając po kolei wymagania instytucji i urzędników, przez trzy lata nie udało się go zrealizować. Przy tej okazji, po raz kolejny, zdemaskowane zostały działania urzędniczej machiny w Poznaniu. W sprawie wypowiedział się Andreas Billert – wybitny specjalista w dziedzinie rewitalizacji obszarów miejskich. Wskazał na to, że w Polsce rozwój miasta rozumiany jest wyłącznie jako wywoływanie planów miejscowych, a administracja wypowiada się językiem politycznym. W Europie nie używa się sformułowań „teren inwestycyjny”, a miejsca konkursowe poddaje się pod rozważania społeczne. W Poznaniu urzędnicy wykazali niezdolność budowania obszaru społecznego przez politykę miejską. Zagospodarowanie miasta musi być procesem szeroko uspołecznionym, w którym występuje mnóstwo aktorów, m.in. artyści.

Rysunek Minaretu w Poznaniu, wizualizacja i fot. Joanna Rajkowska, 2010, dzięki uprzejmości Fundacja Malta, Poznań i ŻAK BRANICKA, Berlin
***
Trudno opisać, ale nietrudno zdefiniować wszystkie etapy, przez które przeszedł pomysł Joanny Rajkowskiej. Jak wspominałam wcześniej, z mocno posadowionego i konkretnie odtworzonego minaretu po trudnościach natury administracyjnej projekt przeszedł w fazę „minaretu rysunku”, który szczególnie ciekawie miał się prezentować na tle nocnego Poznania, ale i ta faza została urzędowo spacyfikowana (mimo zgody wydanej przez miejskiego konserwatora zabytków). Pozostała ostatnia – „minaret edukacyjny” – jak się szybko okazało, wyłącznie w sferze marzeń.
Zabrakło w naszym mieście instytucji albo osoby, która czułaby potrzebę realizacji projektu i która miałaby odwagę przerwać tę dziwną, nienazwaną zmowę. A może rozwiązanie jest prostsze, niż się wydaje, i należy zaryzykować tezę, że codzienny widok minaretu był nie do zaakceptowania przez rezydenta pobliskiego pałacu biskupiego?
Lęk przed obcym jest niezwykle silny i nieustannie nas zaskakuje. Powoduje, że strach pogłębia się. Zygmunt Bauman, autor „Kultury w płynnej nowoczesności”, uważa, że jedynym lekarstwem na pokonanie strachu jest „wdanie się w rozmowę na równych prawach” i nawiązanie dialogu „bez z góry powziętych decyzji”. Minaret Joanny Rajkowskiej miał szansę wejść w poznańską przestrzeń publiczną. Mógł zostać projektem niekonwencjonalnej podróży, ocieplenia dla islamu, mostem między nami a kulturą Wschodu oraz symbolem przekraczania granic i odnajdowania życzliwości. Dzięki wymieszaniu wielu znaczeń miejsca Poznaniacy mogli przestać być „barbarzyńcami pełnymi przesądów”. Każdy spacer do tego miejsca mógł być podróżą w znane – oswojone – i nieznane. Mógł prowokować i edukować.
W tym miejscu krzyżują się wszystkie moje drogi. Myślę o tym, jak niezwykle wyglądałby Poznań z wieżą minaretu.


