Cecuda: Gdyby Adaś Miauczyński był dziewczyną

Młodego pokolenia portret własny – Dominika Dymińska swoim poematem mówi nam Danke w stylu, w jakim tylko Polak potrafi zohydzić sobie skrzeczącą rzeczywistość


Najnowsza propozycja Dominiki Dymińskiej chyba nie przysporzy jej nowych zwolenników, a osoby rozczarowane jej debiutanckim Mięsem tylko utwierdzi w przekonaniu, że to pretensjonalne wynurzenia nastolatki.

Porównanie do Marka Koterskiego jest niestety mocno na wyrost – podobny jest tylko ton, w jakim podmiot liryczny wyrzuca z siebie tony frustracji. A wylewać jest na co: na byłych chłopaków, szkołę, imprezy, narkotyki i seks bez zobowiązań. Adaś Miauczyński to kreacja Koterskiego, w której możemy przejrzeć się jak w krzywym zwierciadle, widząc najgorsze swoje wady jako ludzie i jako społeczeństwo. Tymczasem u Dymińskiej wszystko jest dosłowne i pozbawione pointy.  Choć zdarzają się jej dobre momenty, jak we fragmencie Marzenia:

„Moje marzenia już się skończyły.

A były normalne, też małe.

Zawsze martwiła mnie ich nadmierna skuteczność”.

Autorka jest z pokolenia, które niemal urodziło się w Internecie, co widać w podejściu do świata, bardzo już dosłownym i cynicznym, nie ma tu miejsca na niedopowiedzenia i subtelności; jeśli jest zdrada, to jest i sperma wyciekająca z dziewczyn, z którymi podmiot liryczny został zdradzony, wszystko jest chujowe, a faceci to pizdy. Nie jest to wyjątkowa cecha Dymińskiej, raczej cecha charakterystyczna dla generacji, która w sieci widziała już wszystko i nic jej nie zaskoczy, a zraniona wrażliwość to ostatnie, do czego chciałaby się przyznać.


Najpierw masa, potem rzeźba! Nowy numer Res Publiki o masach społecznych i ich roli w demokracji już w sprzedaży. Zamów go w naszej internetowej księgarni!

2-15-FB-cov

Oczywiście nie brakuje zachwytów nad ostrym i odważnym stylem młodej gniewnej, jednak wulgarność w literaturze nie jest ani nowa, ani odkrywcza – w przypadku Danke nie wyraża również nic, czego bez niej nie można by powiedzieć. Styl Dominiki Dymińskiej oscyluje pomiędzy naiwnym a filozofującym. Niestety takie też są przemyślenia i spostrzeżenia, wyłaniające się z kolejnych linijek tekstu – raz celne i zaskakujące, mogące zaboleć przenikliwością, innym razem infantylne i puste niczym złote myśli wyrwane wprost ze sztambucha nastolatki przeżywającej męki istnienia. Dużą wadą Danke jest też przegadana forma, stylizowana na język potoczny („Więc piszę tak, jak się mówi”), która w nadmiarze po prostu nuży i męczy.

Trudno ocenić, czy poemat Danke, czyli nigdy więcej miał być tylko brutalną psychoanalizą własnych przeżyć, czy też autorka aspirowała do większej formy; na każdym kroku kokietuje nas, że „po cokolwiek przyszliście – tego tutaj nie ma; Czy ta książka jest o tobie? Nie, jest o tobie. Dlaczego o mnie? A dlaczego nie?„. To łatwy zabieg, który ułatwia wywinięcie się spod pręgierza krytyki, jeśli poniesie się klęskę.

Nie chcę opisywać Dymińskiej wyświechtanym „młoda i obiecująca”, bo to równie upupiające, jak bycie dorosłym, który jeszcze nie może sobie kupić alkoholu. Jednak jej wrażliwość i przenikliwość naprawdę dobrze rokują, a ja będę czekać na dojrzalszą odsłonę jej twórczości. Na razie najlepszą radę dotyczącą tego, czy warto sięgnąć po Danke, daje sama autorka we fragmencie Książki:

„Rzeczy ważne i nieważne wyglądają tak samo,

więc tak samo łatwo jest przeoczyć coś ważnego, jak coś nieważnego.

Tak samo łatwo coś przeczytać, jak tego nie przeczytać”.

Tak więc czytaj albo nie czytaj, drogi czytelniku. Wybór należy do Ciebie.

 

danke mala

Dominika Dymińska, Danke, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016 

 

fot. Krytyka Polityczna

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa