GĄSIOR, WNUK: O czym myśli Wyszehrad?

Wolność i bezpieczeństwo stały się osią przewodnią polityki europejskiej państw Grupy Wyszehradzkiej. Organizacje pozarządowe z tego regionu przyjrzały się, co się za tymi słowami kryje


Uważam, że współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej jest pożądana przez wszystkich członków, ponieważ jeśli te kraje będą działać oddzielnie, będą miały mniejszą siłę przebicia – powiedział prezydent Czech, Miloš Zeman w grudniu 2017 r..

W deklaracjach polityków Grupy Wyszehradzkiej (V4) to ważny sojusz. Przywódcy czterech krajów wzajemnie zapewniają się o swojej lojalności i wspólnych perspektywach polityczno-gospodarczych, takich jak inwestowanie w nowe technologie i rozwój innowacji w regionie. Była premier Polski Beata Szydło w czerwcu 2017 r. powiedziała, że kraje Grupy łączy „nie tylko polityka i Unia Europejska, łączy nas prawdziwa przyjaźń naszych regionów i zrozumienie dla własnych spraw”.

Jak pokazują badania Trends of Visegrad European Policy, przeprowadzone wśród dziennikarzy, urzędników i polityków z krajów wyszehradzkich, opinia o V4 jako mocnym sojuszu jest nie tylko wyrażana przez przywódców państw, ale także przez środowiska eksperckie. W ślad za nią nie idzie jednak przekonanie o tym, że V4 jest w stanie forsować w UE swoje stanowisko, nawet jeśli w wielu sprawach jest ono wspólne dla wszystkich członków Grupy.

Przez ostatni rok serwis MamPrawoWiedziec.pl razem z trzema innymi organizacjami z Czech, Słowacji i Węgier przyglądał się Grupie Wyszehradzkiej i jej polityce na arenie europejskiej. Prezentujemy najważniejsze wnioski z naszej analizy.

Nie chcemy ingerencji w nasze sprawy

Wśród spraw łączących Grupę Wyszehradzką można wymienić kilka, mogących być powiązanych z wspólną przeszłością i podobną kulturą jej członków. Przykładem jest niechęć V4 do ingerowania Unii w ich wewnętrzne sprawy. Stanowisko to wynika z doświadczeń przeszłości – wszystkie cztery państwa niecałe 30 lat temu wyzwoliły się z systemu komunistycznego. Uwidacznia się ono w sporze Unii Europejskiej z Węgrami i Polską wokół praworządności i zachowywania demokratycznych wartości. Sprawa jest tematem dyskusji na forum UE przynajmniej od 2010 r., od kiedy Viktor Orban rozpoczął reformy dotykające media i środowisko pozarządowe na Węgrzech, ale nabrała na znaczeniu po kontrowersyjnych decyzjach legislacyjnych PiS w Polsce.

Konserwatywni i eurosceptyczni politycy V4 wprost sprzeciwiają się temu, aby UE narzucała ich państwom reguły demokratycznego rządzenia, podkreślając dokonania krajów wyszehradzkich w oporze przeciwko autorytarnemu komunizmowi. Bardziej liberalne ugrupowania też nie są w pełni przekonane do unijnej ingerencji w sprawy swoich krajów. Mimo momentami ostrej krytyki reform Orbana i partii Kaczyńskiego, wyrażanej przez ugrupowania opozycyjne w Polsce i na Węgrzech, przywódcy i europosłowie krajów wyszehradzkich nie zdecydowali się w pełni poprzeć decyzji Unii w uruchomieniu przeciwko Polsce Artykułu 7.

W Europarlamencie sprzeciw wobec reform w Polsce był mizerny – ostatnią rezolucję z listopada 2017 r., zgłaszającą Polskę do procedury z artykułu 7, poparła niecała jedna czwarta posłów (24 osoby ze 106, w tym 6 Polaków). Dla 40 z nich decyzja w głosowaniu oznaczała wyłamanie się z linii frakcji. Choć w sprawie Węgier posłowie byli bardziej krytyczni, to nadal tych głosujących za ukaraniem rządu Orbana było mniej niż tych będących przeciwko (41 do 50 w głosowaniu nad rezolucją z maja 2017 r.).

W marcu kolejną rezolucję w tej sprawie poparło 26 europosłów V4, w tym tylko 5 Polaków z EPP (Michał Boni, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun). Większość Polaków z tej frakcji w ogóle nie oddało głosu. Z kolei pięcioro z S&D wstrzymało się od głosu. Przeciwko zastosowaniu wobec Polski artykułu 7 opowiedziało się 40 europosłów: 10 węgierskich, 4 czeskich, 3 słowackich, a także 18 Polaków z ECR, 2 ze skrajnie prawicowego ENF i 1 z EFDD oraz 2 niezrzeszonych.

Różnice w rozumieniu demokratycznych wartości w krajach V4 i starej Unii widać także w stosunku do konwencji antyprzemocowej. Przywódcy w Słowacji i na Węgrzech zapewniają, że krajowe systemy prawne wystarczająco chronią prawa kobiet i nie chcą ratyfikować konwencji. Polska uczyniła to w 2015 r. za rządów Platformy Obywatelskiej, ale obecny rząd PiS jest krytyczny wobec dokumentu. Prezydent Andrzej Duda stwierdził nawet, że Polska nie powinna stosować konwencji.

Przywódcy V4 są zdania, że dokument ingeruje w specyfikę kulturową ich krajów, przynosi zachodnie obyczaje, wprowadza furtkę do legalizacji jednopłciowych związków partnerskich (Słowacja) i przynosi „widmo gender”, które zagraża tradycyjnym rolom płciowym w rodzinie (Polska). Wyjątkiem są Czechy, które wprawdzie podpisały konwencję jako jedno z ostatnich państw w Europie w maju 2016 r., ale wiele z wymaganych rozwiązań prawnych już wcześniej wprowadziły. Ratyfikację odwlekają, by dostosować czeskie prawo do wymogów stawianych w dokumencie.

Chcemy wolności samostanowienia, ale i konkurowania

Kraje wyszehradzkie wykazały się nadzwyczajną zgodnością w swoim sprzeciwie wobec przyjęcia uchodźców w ramach mechanizmu relokacji. Stanowisko rządów poparła także większość europosłów. Za rezolucją o znamiennym tytule „W celu zrealizowania relokacji” głosowało zaledwie 14 europosłów z V4. Ponad jedna trzecia z głosujących europarlamentarzystów z Grupy – głównie posłów EPP – postąpiło nielojalnie wobec linii frakcji. We frakcji ECR, do której należy m.in. PiS, linia nakazywała głosowania przeciwko relokacjom.

Orban określił sprzeciw V4 w sprawie uchodźców jako ratunek dla całej Europy: – Gdyby nie Grupa Wyszehradzka, tysiące ludzi nadal napływałoby do Europy, zagrażając bezpieczeństwu ludzi na kontynencie – stwierdził w czerwcu 2017 r.

Relokacje to jedna ze spraw jak dotychczas raczej „wygranych” przez państwa V4. Unia ostatecznie nie była w stanie zmusić ich do zaakceptowania mechanizmu, który prawdopodobnie zostanie zastąpiony przez inne rozwiązanie. Na szczycie w Brukseli 23 lutego 2018 kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała jednak, że konsekwencją nieprzyjęcia uchodźców przez kraje wschodniej Europy będzie zmniejszenie im dotacji unijnych. Sprawa nie jest więc rozstrzygnięta.

W sporach o praworządność i relokacje politycy V4 wybrali wolność do samostanowienia. Oczekują też zachowania zasad konkurencyjności na wspólnym rynku europejskim. Przykładem jest stosunek do ujednolicania rynku pracy, m.in. dyrektywa o pracownikach delegowanych.

Przepisy, dające pracownikom delegowanym prawo do takiego samego ubezpieczenia, jakie mają zatrudnieni w danym kraju, zdaniem V4 godzą w prawo konkurencji przedsiębiorstw na wspólnym rynku europejskim. – Zasady rynku wspólnotowego nie mogą być dyktowane przez kraje, które tracą konkurencyjność z powodu braku reform strukturalnych rynku pracy – stwierdziła w październiku 2017 r. ówczesna premier Beata Szydło.

W maju 2017 r. państwa wyszehradzkie podpisały wspólną deklarację, w której wyraziły swoje krytyczne stanowisko w sprawie objęcia dyrektywą o pracownikach delegowanych także branży transportowej. Prace nad nowelizacją tego prawa nadal trwają. Bierze w nich udział jako kontrsprawozdawczyni (współpracuje nad kształtem prawa razem ze sprawozdawcą) czeska posłanka Martina Dlabajova (ALDE).

Niechęć do reformowania rynku pracy wyrażają nie tylko głowy państwa, ale także europosłowie V4. Ich poparcia nie uzyskała nawet bardzo ogólna propozycja ujednolicania praw pracowniczych w UE (choć nacisk położony został na kraje strefy euro), wyrażona w Europejskim Filarze Praw Socjalnych. Spośród 106 europosłów Grupy Wyszehradzkiej, przeciwko filarowi zagłosowało 55, z czego 30 niezgodnie z linią swojej frakcji (w sumie w głosowaniu 44 europosłów złamało dyscyplinę frakcyjną).

Jedynym krajem wyszehradzkim przychylnym propozycji Komisji Europejskiej była Słowacja. Filar, napisany przede wszystkim z myślą o strefie euro, oznacza dla niej co innego, niż dla reszty krajów i stwarza szanse dla rozwoju krajowego rynku pracy. Ta szczególna sytuacja Słowacji w V4 sprawia, że Fico potrafi niekiedy zgłosić votum separatum od pełnych przyjaźni zapewnień innych przywódców Grupy.

Zarówno Filar jak i rezolucja o tzw. dumpingu socjalnym biedniejszych krajów Unii znalazły poparcie większości posłów w Parlamencie Europejskim. Opór polityków krajów wyszehradzkich na razie okazał się mniej skuteczny niż w sprawie relokacji uchodźców.

Chcemy wolności, ale i bezpieczeństwa

Oprócz korzyści wynikających z konkurowania na wspólnym rynku europejskim przywódcy krajów wyszehradzkich oczekują od UE zapewnienia bezpieczeństwa, w takich sprawach jak ochrona granic zewnętrznych oraz energetyka.

Czesi, Słowacy i Węgrzy nie tylko kładą nacisk na bezpieczeństwo granic, ale także na dobre relacje z sąsiadem UE – Rosją. Unikają krytykowania Rosji za agresję na Krymie i podkreślają konieczność utrzymywania z Putinem dobrych stosunków. Polska prowadzi w tej sprawie odmienną politykę i wciąż deklaruje poparcie dla proeuropejskich dążeń Ukrainy.

Polityka krajów wyszehradzkich wobec reformowania rynku energetycznego w UE jest dyktowana regionalnym interesem. Aprobatą zarówno rządów, jak i europosłów cieszy się wspólnotowy rynek przepływu gazu, ponieważ zwiększa bezpieczeństwo dostaw tego surowca do państw V4.

Natomiast sztandarowy projekt UE, dotyczący ograniczania emisji gazów cieplarnianych, wzbudza u polityków z Grupy Wyszehradzkiej opór. Raczej uzasadniony, ponieważ odziedziczone po okresie komunizmu instalacje i rynek energii oparty na węglu (zwłaszcza w Polsce, ale również w Czechach) utrudniają szybkie dostosowanie krajowej produkcji energii do unijnych standardów czystości i efektywności.

Sprzeciw wobec unijnych propozycji szybkiego przechodzenia na produkcję energii z odnawialnych źródeł wyrażają najmocniej Polacy. W ostatnim głosowaniu w tej sprawie w styczniu 2018 r. 38 posłów, głównie z EPP i S&D zbuntowali się wobec linii frakcji i wstrzymało się od głosu, zamiast głosować za. Przeciwko było 20 Polaków, głównie z ECR.

Sprawa tzw. koszyków energetycznych, czyli tego, z jakich źródeł wytwarzana jest energia, to kolejny przykład na to, że kraje wyszehradzkie nie godzą się na nadmierne ingerowanie w ich gospodarkę i sprawy wewnętrzne.

W kluczowych dla rządów sprawach bezpieczeństwa energetycznego kraje wyszehradzkie mają silne zaplecze polityczne w postaci europosłów. W sprawach związanych z reformą rynku energii w UE sprawozdawało sześciu: Polacy Jerzy Buzek (EPP), Adam Gierek (S&D), Marek Gróbarczyk, Zdzisław Krasnodębski (obaj ECR), Czech Miroslav Poche (S&D) i Węgier András Gyürk (EPP). Sprawozdanie Buzka w sprawie unijnej polityki gazowej poparło 89 proc. europosłów z krajów wyszehradzkich, taka zgodność nieczęsto się zdarza.

Mimo że działają w partiach opozycyjnych wobec rządów w Polsce czy Czechach, w niektórych sprawach europosłowie wyraźnie zgadzają się ze stanowiskiem państwowym i głosują często zgodnie z linią krajową, a nie frakcyjną. Pozycja polskich posłów w energetyce pokazuje, że ewentualna współpraca na linii rząd – europosłowie mogłaby przynosić korzyści dla kraju. Niestety, ministerstwa nie komunikują się z europosłami i nie korzystają z ich wiedzy i kontaktów w Brukseli.

Po co ten Wyszehrad?

Grupa Wyszehradzka, choć jest sojuszem opartym na wspólnych doświadczeniach i celach – systemu komunistycznego i transformacji gospodarczej, obecnie ma podobne priorytety tylko w niektórych sprawach. Przywódcy krajów wyszehradzkich potrafią bronić swoich praw do samostanowienia i przymykać oko na kontrowersyjne decyzje rządów pozostałych członków Grupy. Różnią się jednak w strategiach na konkretne sprawy, czego przykładem jest stanowisko Słowacji w sprawie rynku pracy i reformy strefy euro oraz Polski w sprawie energetyki węglowej.

– Dla Słowacji Grupa Wyszehradzka nie jest tą żywotną przestrzenią, w której decyduje się nasza przyszłość, jest nią Unia Europejska – w kwietniu 2017 r. powiedział premier Słowacji Robert Fico.

Ta wypowiedź, choć wyjątkowa pośród innych, bardziej entuzjastycznych wobec sojuszu, to nie tylko znak, że Słowacja poddaje w wątpliwość wagę sojuszu. Jest ona znamienna dla całego regionu. Grupa Wyszehradzka zjednoczyła się w 1991 r., aby stać się częścią Unii Europejskiej. Dzisiaj członkowie sojuszu zdają się sami nie być pewni, jakiego członkostwa w Unii by chcieli i na jakiej współpracy im tak naprawdę zależy.

Wojciech Gąsior – analityk serwisu MamPrawoWiedziec.pl, stażysta Roberta Schumana w Parlamencie Europejskim w 2017 r. Absolwent Instytutu Socjologii UW.

Magdalena Wnuk – autorka artykułów i raportów z badań związana z serwisem MamPrawoWiedziec.pl od 2012 r., doktorantka w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk.

Fot. KPRM (Public Domain)

Grafiki przygotowała Karolina Kotowska

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa