GARTON ASH: Media społecznościowe powinny podlegać zasadom demokratycznym

Facebook to współczesna agora, nasze dobro publiczne. Z Zuckerbergiem i jego pracownikami powinniśmy rozmawiać o tym, jakie powinny obowiązywać algorytmy


Wojciech Przybylski: Czy mamy dziś za dużo wolności słowa?

Timothy Garton Ash: Mamy do czynienia z rewolucją postgutenbergowską, do której przyczynił się Internet. Daje on przestrzeń dla wolności słowa w stopniu nieznanym dotychczas. Każdy, kto posiada telefon komórkowy, jest w stanie bezpośrednio komunikować się z połową ludzkości. To ogromna szansa, ale i ogromne ryzyko.

Dwadzieścia lat temu mieliśmy do czynienia z wielką falą optymizmu. Dyskutowano o nadziejach związanych z Internetem. To skończyło się wraz z Arabską Wiosną. Obecnie toczy się głównie dyskusja o zagrożeniach. One są i widać je także w Polsce – polaryzacja mediów, tworzące się bańki informacyjne oraz fake news. Moja książka jest o tym, w jaki sposób maksymalnie wykorzystać szanse i jak w największym stopniu ograniczyć ryzyko.

Timothy Garton Ash, Wolne słowo. Dziesięć zasad dla połączonego świata, Tłumaczenie: Mieczysław Godyń, Filip Godyń, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018

Jak przekonywać, by nie nakładać ograniczeń na wolność słowa? Na ten temat toczy się dyskusja w Europie.

Od kiedy powstała koncepcja wolności słowa, która służy rozwojowi wiedzy i demokracji, zawsze mieliśmy do czynienia z pewnymi ograniczeniami. Z tym wiążą się dwa podstawowe pytania. Pierwsze, jakie powinno być ograniczenie prawne. Drugie, równie ważne, jakie powinno być ograniczenie dobrowolne, z którym mamy do czynienia w kulturze, w mediach – zarówno tradycyjnych, jak i społecznościowych, na uniwersytecie, w NGO-sach, w rodzinie. Według mnie za dużo dyskutuje się o roli państwa, zwłaszcza w Europie.

Zwolennicy regulacji prawnej mówią, że bez silnej ingerencji państwa bardzo łatwo można wpływać na wybory.

Ścierają się tu różne dobra publiczne czy public interests, jakbyśmy powiedzieli po angielsku, i związane z nimi zagrożenia.

Ochrona przed monopolem, który sam w sobie niebezpieczny. Totalitaryzm był formą monopolu, monopolu opartego na kłamstwie. Facebook i Google są prawie monopolami. Jest więc przestrzeń dla regulacji prokonkurencyjnych i Unia Europejska zdaje sobie z tego sprawę.

Rownież sprawa ochrony prywatności jest szalenie ważna dla wolności słowa. Kiedy jest się podsłuchiwanym, nie mówi się tego, co się myśli, i wtedy człowiek nie jest wolny. Tak działało Stasi czy UB.

Zawsze trzeba dokonać bilansu między wolnością mówienia na tematy polityczne, będącą podstawą demokracji, a integralnością procesu wyborczego. W tym właśnie widzieliśmy problem, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych czy referendum dotyczącym wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Dezinformacja rosyjska, ale i kampania prowadzona przez Trumpa korumpowały proces wyborczy.

Natomiast jeśli mówimy o mowie nienawiści, to musimy być bardzo ostrożni. W tych przypadkach wszystko zależy od kontekstu. To samo zdanie może być rzeczywiście mową nienawiści, ale także opinią polityczną bądź wypowiedzią satyryczną.

Model niemiecki, w którym ustawa reguluje takie przypadki, jest niebezpieczny. Nie ma w tym przypadku, że Władimir Putin bardzo szybko skopiował tę ustawę w Rosji. To atrakcyjny dokument dla osób takich jak Putin czy Xi Jinping, umożliwiający określanie przez państwo, co wolno mówić, a czego nie.

Ustawa niemiecka została przygotowana jako ostrzeżenie dla portali internetowych typu Facebook…

Ale chodziło przede wszystkim o mowę nienawiści. Fake news były na drugim czy trzecim miejscu.

Mowa nienawiści jest bardzo polityczna, ponieważ uwalnia emocje, a one mogą decydować o wynikach wyborów.

Tak, ale trzeba tu odróżnić dwie rzeczy. Celową dezinformację, na przykład rosyjską czy chińską, płacone i targetowane reklamy wyborcze. To czysta dezinformacja i trzeba mieć tego świadomość.

Drugi aspekt to bezprecedensowy dostęp do informacji, opinii i głosów, który sam w sobie powoduje, że bardzo dużo osób szuka tych, którzy mają takie same poglądy. To się bardzo ładnie nazywa – homofilia. Przez to umacniają się we własnych przekonaniach i przesądach.

To pole dla interwencji z zewnątrz. Działania Rosji w przypadku wyborów w USA nie były nakierowane na wybór konkretnego kandydata, ale służyły silnej polaryzacji społeczeństwa.

I destabilizacji.

„Słowa na wojnie”, numer kwartalnika do nabycia w naszej księgarni

Jaka jest tu rola Facebooka?

W styczniu spędziłem trzy dni w ich siedzibie w Dolinie Krzemowej. Pracownicy sami nie wiedzieli, jak dokładnie funkcjonują te algorytmy. To trochę tak jak z potworem Frenkensteina – stworzyli automatyczne mechanizmy, nie wiedząc, w jaki sposób można je wykorzystywać do manipulacji.

Przejdźmy do samoregulacji wolności słowa.

Chodzi tu o zwyczaje, standardy na przykład w redakcjach i na portalach. Zaczyna się od transparentności. W Oksfordzie zrobiliśmy badania, w których zapytaliśmy użytkowników Facebooka o źródła informacji. Większość z badanych nie wiedziała, czy pochodzą one z BBC, CNN, „New York Timesa” lub portalu, na którym pojawiają się fake newsy.

Porównam tę sytuację do jedzenia. Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że kupujemy produkty spożywcze, o których sporo wiemy, bo jest to dobrze opisane. Natomiast w przypadku informacji brakuje nam wiedzy, co „konsumujemy” – czy to dobre jabłko od BBC czy rosyjski banan. Marzy mi się food labeling dla informacji.

Kto może taki food labeling zrobić?

Dobre pytanie. Nie wiemy też do końca, jak to zrobić. To jest skomplikowane, ale nawet skromny mechanizm transparentności, jak samoidentyfikacja, tak by od razu było widać, że dana informacja pochodzi z BBC, a inna z „New York Timesa” czy z tzw. portalu Prawdy, jest dobrym początkiem.

To rola zespołów redakcyjnych czy mediów społecznościowych?

Funkcjonuje taka fałszywa dychotomia. Z jednej strony o platformach mediów społecznościowych myśli się, że są jedynie infrastrukturą, tak jak na przykład kable telefoniczne, i o niczym one nie decydują. Z drugiej, że są jak wydawcy gazet czy radia. Oba spojrzenia są nieprawdziwe.

Media społecznościowe są pomiędzy. Selekcjonują dane, informacje na podstawie algorytmów. To nie jest redakcja, ale też nie połączenie telefoniczne. Trzeba znaleźć normy i zasady, zgodnie z którymi media społecznościowe mają działać.

Podam przykład. Facebook News Feed opiera się na algorytmie, który decyduje o tym, co Pan widzi, a czego nie. Młodym Amerykanom wyświetla się 40% informacji politycznych, w Polsce chyba podobnie.

Troszkę więcej.

Facebook to współczesna agora, którą kiedyś stanowiły gazety, radio i telewizja, a więc to nasze dobro publiczne. Media społecznościowe powinny więc podlegać zasadom demokratycznym.

Na czym mogłyby one polegać?

Na dyskusji między nami a Facebookiem o tym, jaki ma być ten algorytm. Dziś sprzyja on fałszywym wiadomościom i skrajnościom. Uprzywilejowuje on to, co jest ciekawe, aby ludzie spędzili więcej czasu na Facebooku. Wiadomość, że Papież Franciszek poparł Donalda Trumpa – prawdziwy przykład fałszywej informacji – jest o wiele ciekawsza niż rzeczywistość. Z badań wiemy, że fake news rozpowszechniają się szybciej niż prawdziwe wiadomości, ale tylko ze względu na algorytmy.

Jak daleko może demokratyczna polityka ingerować w prywatną firmę?

Odpowiedzialność prywatnych supermocarstw, takich jak Facebook, jest ogromna, a więc trzeba o nich myśleć tak samo jak o Rosji czy Chinach i prowadzić wobec nich odpowiednią politykę.

Przed komisją weryfikacyjną właśnie toczy się postępowanie dotyczące Marka Zuckerberga…

Cezara Zuckerberga, bo on jest współczesnym cesarzem.

Jakiego zakończenia się Pan spodziewa?

Po tym, jak Facebook nieodpowiedzialnie rozpowszechniał dane użytkowników, z pewnością nadejdą reformy. Takie transnarodowe supermocarstwa reagują na władzę, na moc, czyli na poczynania Stanów Zjednoczonych czy Komisji Europejskiej lub na wpływowe środowiska opiniotwórcze, takie jak „New York Times”.

Podczas przesłuchania Zuckerberga jeden z senatorów pytał o sprawę czystek etnicznych w Mjanmie, którym sprzyjało szerzenie mowy nienawiści poprzez Facebook.

Facebook zaczął interesować się tą sprawą, kiedy „New York Times” ją opisał i skrytykował.

Czy spodziewa się Pan, że nastąpią zmiany strukturalne ze strony państwa oraz strony kultury internetowej np. programistów Facebooka?

Musimy z jednej strony wywierać presję, czyli tworzyć regulacje, mieć możliwość zastosowania kar, ale jednocześnie rozmawiać z pracownikami Facebooka. To amerykańscy liberałowie – czytają „New York Timesa”, chcą demokratyzacji, są za społeczeństwem otwartym – z którymi trzeba dyskutować. Oczywiście nie zrobią tego, jeśli będzie to dla nich zbyt kosztowne – chcą czerpać zysk ze swoich działań. Zuckerberg mógłby jednak zrezygnować z reklam politycznych, to jest możliwe. Straciłby miliard lub dwa, ale to dla tak dużej spółki znikoma strata. Warto spróbować.

Na razie jednak nie widać, by szło to w tym kierunku.

To się jednak zaczyna. Ale w Dolinie Krzemowej panuje zasada „najpierw strzelaj, później pytaj”. Chęć zysku na rynku sprawia, że wymyślane są produkty bez wcześniejszego, dokładnego przemyślenia konsekwencji, jakie wynikną z jego użycia. Proszę spojrzeć na rozwój Facebooka. To tak, jakby Lichtenstein w ciągu pięciu lat rozrósł się do poziomu Stanów Zjednoczonych.

Jaka więc czeka nas przyszłość, jeśli media społecznościowe w dużym stopni zastąpią tradycyjne?

Badania pokazują, że u osób posiadających poglądy tendencyjne, które szukają informacji mających je potwierdzić, Internet pogłębia proces radykalizacji. Ale jeżeli użytkownicy mają otwarte umysły, szerokie spojrzenie na świat, są ciekawi tego, co myślą inni, znajdą w Internecie to, czego szukają. Mogą sięgnąć po różnorodne opinie, komentarze, wiadomości. To fantastyczne.

Timothy Garton Ash – profesor w St. Antony’s College na Uniwersytecie Oksfordzkim i członek rzeczywisty Instytutu Hoovera na Uniwersytecie Stanforda. Regularnie pisuje dla „New York Review of Books”. W 2017 roku otrzymał Nagrodę Karola Wielkiego, jest także laureatem dziennikarskiej Nagrody Orwella.

Fot. Daniel Vegel, Timothy Garton Ash delivering the 2017 Central European University’s President’s Lecture, (CC BY 4.0)

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa