GALLUP: Miejsce sondaży opinii publicznej w demokracji

Opinia publiczna – jak pisał wybitny francuski filozof polityki Montaigne – jest potężnym, zuchwałym i niewymiernym stronnictwem


Mimo zgryźliwego osądu Montaigne’a potrzeba opracowania sposobów, by masy ludzi wyraziły swoje zdanie w sprawach publicznych, stanowi nieprzemijające wyzwanie dla każdego badacza procesu demokratycznego. Obserwacja Jamesa Bryce’a, angielskiego komentatora „amerykańskiego commonwealthu” i jego instytucji, wyszła poza kategoryczny wniosek Montaigne’a. Bryce zgadzał się, że „oczywistą słabością rządów opinii publicznej jest trudność w jej ustaleniu”. Jednak uznanie pomiaru opinii publicznej już nie za rzecz niemożliwą, lecz – jak to stwierdzał Bryce – jedynie trudną, stanowiło przynajmniej krok do przodu.

Bryce zdawał sobie sprawę, że opinia publiczna może być mniej więcej ustalona dzięki jej organom i pośrednikom w ekspresji – przez głosowanie w czasie wyborów, gazety, a także przez stowarzyszenia, partie polityczne i grupy nacisku. Jednak żaden z tych wskaźników nie był wystarczająco bezpośredni dla jego krytycznego zmysłu. Bryce był świadom, że wybory często myliły ludzi i sprawy, a wymagające decyzji konflikty polityczne i społeczne pojawiały się w odstępach nieuzgodnionych uprzednio przez wyborcze klauzule amerykańskiej konstytucji. Wiedział również, że gazety funkcjonowały nie tylko jako „chorągiewki” wskazujące, skąd wieje wiatr, lecz także jako „orędownicy” w interpretowaniu opinii publicznej. Na koniec, zdawał sobie też sprawę z niebezpieczeństwa identyfikowania głośnych żądań niewielkich grup nacisku z prawdziwą „opinią publiczną”. Być może słyszał historię o trzech krawcach z Tooley Street, którzy napisali do Jego Wysokości Króla, podpisując się – „We, the People of England”.

* * * * *

Bryce był świadom, że te organy i kanały często zniekształcały opinię publiczną w procesie jej przekazywania. Kiedy poszukiwał lepszego wskaźnika, wielkie wrażenie wywarły na nim możliwości szwajcarskiego referendum: bezpośredniej metody docierania do ludzi i uzyskiwania ich poglądów.

„Referendum czy projekt poddania konkretnego pytania powszechnemu głosowaniu to logiczne rozwiązanie – pisał Bryce – lecz problematyczne i kosztowne jest zdobycie głosów milionów ludzi na wielkim obszarze, jaki posiadają większe państwa; dużo trudniej zatem zastosować tę metodę do spraw federalnych”i.

Aby osiągnąć to, co uważał za kolejny etap demokracji, „w którym wola większości obywateli może być znana w każdym momencie”, Bryce pragnął powstania w przyszłości jakiejś metody ustalania opinii publicznej posiadającej dwie zasadnicze cechy:

1. Byłaby skierowana bezpośrednio do ludzi.

2. Opierałaby się na jakiejś jednostce czy segmencie populacji, który byłby mniejszy niż cały elektorat.

Powstanie w naszych czasach referendum na podstawie próby [sampling referendum] sprawia, że rozwiązanie problemu mierzenia opinii publicznej – uznawanego przez Montaigne’a za nierozwiązywalny, a przez Bryce’a za trudny – wydaje się możliwe.

Ze wszystkich współczesnych metod szacowania opinii publicznej nowoczesne referendum na podstawie próby wzbudziło prawdopodobnie największe zainteresowanie wśród badaczy polityki. W krótkim okresie czterech lat pojawiła się znacząca literatura opisowa, analityczna i krytyczna.

I Krytyka pochodząca od jednostek lub grup, którym nie podobają się konkretne wyniki wykazane przez przeprowadzony sondaż, ponieważ nie zgadzają się one z ich własnymi interesami politycznymi.

W różnych odstępach czasu republikanie wysuwali oskarżenia, że sondaże wspierają demokratów, a demokraci, że są one opłacane przez republikanów. Socjaliści dawali do zrozumienia, że sondaże są „reakcyjne”, podczas gdy skrajni konserwatyści oskarżali je o zbyt demokratyczny charakter. Kiedy atak pojawia się nieregularnie od każdej grupy politycznej po kolei i gdy sondaże są na przemian wychwalane i krytykowane przez rywalizujących stronników, można dojść do wniosku, że grupy te są mniej zainteresowane metodą sondażu, a bardziej zbieżnością konkretnych wyników z własnymi predylekcjami politycznymi.

Grupy reformatorskie, partie polityczne i wszyscy ci, którzy próbują uformować opinię publiczną i na nią wpłynąć, zdają się chwilami opierać na przekonaniu, że sondaże

powinny szerzyć propagandę w ich imieniu. Kiedy przedstawiony konkretny wynik stoi w sprzeczności z ich żądaniami i sloganami, mają oni skłonność, być może całkiem naturalną, do wyrażania irytacji. Organ partii komunistycznej „The Daily Worker” atakował sondaże, kiedy najnowsze wyniki wskazywały, że nieznaczna większość amerykańskich wyborców – jakieś 52% – wierzyła, że polityka amerykańskiej partii komunistycznej jest tworzona po ścisłych konsultacjach z sowiecką Rosją. Kogo należy winić za istnienie w amerykańskim publicznym sposobie myślenia tego przekonania czy stereotypu – sondaże opinii publicznej czy partię komunistyczną? Czy nie jest lepiej, gdy jakakolwiek grupa polityczna będąca w mniejszości może uświadomić sobie istnienie określonych poglądów i uprzedzeń, które należy ukształtować i zmienić, jeśli ruch ma osiągnąć sukces? Sondaże pokazały tutaj, że dokładnie 39% głosującego społeczeństwa było niezdecydowane lub nie miało zdania na ten temat – kolejny wskaźnik, że program edukacyjny amerykańskiej partii komunistycznej nie został przeprowadzony w wystarczającym stopniu. Kluczową kwestią do zrozumienia jest to, że sondaże opinii publicznej dążą do dostarczenia pomiarów efektów propagandy. Starają się zobrazować publiczne postawy i reakcje. Nie mają żadnego innego celu. Krytyka sondaży na podstawie konkretnych wyników często mówi więcej o krytykach niż o samych sondażach.

II Drugi rodzaj krytyki jest konstruktywny i cenny. Pochodzi ona od jednostek lub grup, które zakładają istnienie zalet mierzenia opinii publicznej, lecz wskazują na możliwe słabości i wady obecnych metod.

Analiza mocnych stron metody i sugestie dotyczące ulepszenia przeprowadzania współczesnych sondaży koncentrowały się na zróżnicowanych problemach: od warunków finansowania do kwestii sformułowania pytań, natury i wielkości próby, charakteru opinii otrzymanych dzięki zastosowaniu kwestionariusza i wywiadu. Należy tutaj przyznać, że zewnętrzny krytycyzm połączony z ciągłym typem badania eksperymentalnego, który charakteryzuje współczesne organizacje sondażowe, doprowadził do stopniowej poprawy w technice sondażowej i stałego wzrostu dokładności pomiarów. Artykuł Studenskiego na temat znaczenia starannego doboru słówii podkreśla dbałość, jaką instytut przykłada do pretestów i porównania różnych sformułowań dzięki stosowaniu techniki split-ballot. Ostatnie uwagi na temat intensywności opinii, jak te autorstwa Rogersa z Columbiiiii, dostarczają problemów, które poddawane są ciągłym eksperymentom i które testuje się w samych organizacjach sondażowych. Badania nad grupą „nie mam zdania”, teorią głosowania „wóz z orkiestrą”, ciągłe stosowanie źródeł pierwotnych do sprawdzenia trafności grupy reprezentatywnej,

współczesny nacisk na znaczenie „analizy komentującej” jako sposobu odkrywania tła opinii różnych grup ogółu społeczeństwa – te studia metodologiczne stanowią charakterystyczne cechy młodej, rozwijającej się nauki. Przede wszystkim w wyniku nieustannych wysiłków sprawdzających metody doboru próby i technikę sondaży w realnych sytuacjach wywoływanych przez wybory i referenda stanowe odnotowano stały wzrost zdolności tej nowej techniki do mierzenia podziałów i zmian opinii publicznej. W rzeczywistości wczesne błędy i problemy dostarczyły bodźca do krytyki i dokładniejszych studiów. Rezultaty tych badań można zaobserwować w zwiększonej trafności i wiarygodności współczesnych sondaży opartych na doborze próby.

W niniejszym tekście pragnę rozpatrzyć niektóre argumenty i konsekwencje sondaży z trzeciego punktu widzenia.

III Z punktu widzenia analizy i krytyki sondaży opinii publicznej formułowanych przez teoretyków polityki i badaczy procesów demokratycznych uznających badania za groźne dla demokracji i destrukcyjne dla reprezentacyjnego systemu rządów (współcześnie to przede wszystkim konsekwencje sondaży dla demokratycznego rządu stanowią przedmiot uwagi i dyskusji).

Wkrótce po kampanii z 1936 roku, kiedy najpierw testowano metody badań opinii publicznej w kontekście faktycznych głosów wyborczych na poziomie państwa, twierdzono jakoby przedwyborcze sondaże były niebezpieczne dla istniejących procedur demokratycznych. Kongresmen Pierce z Oregonu przez wiele lat utrzymywał w Izbie Reprezentantów, że przedwyborcze sondaże są niebezpieczne z dwóch głównych względów:

1. Zmierzają do zniszczenia procesu demokratycznego przez redukowanie liczby głosujących ludzi. Głosujący, których opcja zwycięża, jak twierdził, czuliby się niepotrzebni do zwycięstwa, podczas gdy głosujący na przegrywającą stronę nie poszliby głosować, ponieważ uznaliby wybory za niepotrzebne, skoro ich kandydat zdawał się skazany na beznadziejną porażkę.

2. Po drugie, Pierce twierdził, że sondaże upośledzają przegrywającą stronę, ponieważ w jego opinii publikacja przedwyborczych pozycji na ogół wywołuje zmianę preferencji wyborców na rzecz „wozu z orkiestrą” i zachęca ich do oddania głosu na wygrywającego kandydata. Obecnie senator Robert Taft z Ohio skrytykował ostatnie sondaże, które wskazują pozycje różnych republikańskich kandydatów do nominacji. Podstawa tego potępienia jest bardzo podobna do zarzutów kongresmena Pierce’a.

Tym argumentom należy przeciwstawić pewne fakty. Po pierwsze, uważne prześledzenie wszystkich dowodów nie wskazuje na wpływ sondaży na obniżenie poziomu uczestnictwa. Przeciwnie, od 1933 roku, czyli od czasu, kiedy sondaże wyborcze osiągnęły znaczenie w skali kraju, głosowanie powszechne powoli rośnie. Można by przekonująco argumentować, że sondaże wywołały szerokie zainteresowanie kwestiami politycznymi i przyczyniły się do wzrostu uczestnictwa. Trzymając się faktów – w 1936 roku, szczytowym okresie zainteresowania sondażami, ponad 45 646 000 Amerykanów oddało swój głos, co stanowi wzrost o 6 000 000 głosów w stosunku do 1932 roku, i jest najwyższym odsetkiem uczestnictwa w historii kraju.

Po drugie, badania wykazały, że podstawa teorii „wozu z orkiestrą” ma bardziej charakter wymyślony niż realny. Faktyczne badanie wyników sondaży, które zostało przeprowadzone w następujących po sobie odstępach czasu uwidacznia, że w przebiegu kampanii krzywa uczucia wsparcia dla każdego kandydata jest przeważnie płaska lub przechyla się w kierunku przegrywającego kandydata. W 1938 roku, by podać choć jeden przykład, instytut przeprowadził serię badań w Kentucky na temat kampanii Barkley – Chandler do senatu. Wedle pierwszego sondażu, który został przeprowadzony w kwietniu, senator Barkley znacząco prowadził z 67% głosów dla demokratów. Sondaż szeroko rozpowszechniono w Kentucky. Zgodnie z teorią „wozu z orkiestrą” od tego momentu senator Barkley powinien zyskiwać na popularności. Kolejne sondaże, przeprowadzane w miesięcznych odstępach aż do dnia wyborów, pokazały, że przewaga malała. W końcowym sondażu otrzymał on 59% wszystkich głosów. Instytut przeprowadził prawie pięćdziesiąt sondaży wyborczych i dotyczących różnych spraw, gdzie przedstawiono ruch wyborców między kandydatami w kolejnych sondażach, i brak było dowodów (lub były one niewielkie) na rzecz istnienia głosu o charakterze „wozu z orkiestrą”.

* * * * *

Wśród niektórych krytyków sondaży zawsze istniała obawa przed większością. Od czasów de Tocqueville’a wyrażenie „tyrania większości” było często stosowane przez krytyków demokratycznych procedur w obawie, aby sama waga liczb nie zgniotła inteligentnych mniejszości i nie stłumiła krytyki ze strony małych stowarzyszeń odmawiających dostosowania się do poglądu większości.

Twierdzono, że tendencje istniejące w despotyzmie mogą także powstać w społeczeństwie, gdzie wola większości jest najwyższą władzą suwerenną, przywołując ponure obrazy większości, która nakłada niesprawiedliwe ciężary ekonomiczne na mniejszość. Ostatni sondaż instytutu wskazuje, jak puste mogą być niektóre spekulacje polityczne dotyczące „tyranii większości”. Pytanie brzmiało: „Jeśli Kongres zdecyduje, aby zwiększyć liczebność armii i marynarki wojennej, to czy ten wzrost powinien być opłacony przez dodatkowe podatki w kolejnym roku, czy przez pożyczenie większej ilości pieniędzy?”. Większość opinii publicznej głosowała tutaj za zwiększeniem podatków, a stopień wsparcia dla tego rozwiązania rósł wraz z sumą podatków płaconych przez różne poziomy dochodu w populacjach. Historia nie jest zawsze zapisem błędów i nadużyć większości. Inteligentna i samoświadoma demokracja może nałożyć na siebie dobrowolne obciążenia.

Nie wydaje się, aby „tyrania większości” była największym problemem Ameryki. Podobnie duże niebezpieczeństwo stanowi rozważanie „tyranii mniejszości”, działającej pod płaszczykiem Karty Praw, by zapewnić osiągnięcie celów leżących w interesie małej grupy.

Prawdziwa tyrania we współczesnej Ameryce nie będzie pochodzić z pogłębienia wiedzy o tym, jakie zdanie mają większości o kwestiach, które domagają się rozwiązania. Tyrania pojawia się wtedy, gdy istnieje ignorancja – innych poglądów, władzy i pragnień opozycji. Triumfuje ona, gdy środki dostarczające informacji są zamknięte, a nie kiedy są otwarte dla wszystkich.

Najlepszą gwarancją utrzymania bujnego życia demokratycznego nie jest ukrywanie tego, co ludzie myślą, lecz próba dowiedzenia się, jakie są ich ostateczne cele, i realizacja tych celów w ustawodawstwie. Wymaga to ujawnienia zarówno słabości demokracji, jak i jej wartości. Przede wszystkim, opiera się to na przekonaniu, że instytucje polityczne nie są doskonałe, że muszą być modyfikowane, by sprostać zmieniającym się warunkom, oraz że nowa epoka wymaga nowych technik.

Sondaże opinii publicznej muszą być ostatecznie oceniane w kontekście tych długoterminowych potrzeb i celów.

Przełożyła Kinga Marulewska

George Gallup był prekursorem badań opinii publicznej.

Publikujemy tutaj fragmenty eseju George’a Gallupa. Całość do przeczytania w numerze Tyrania opinii.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa