Europa nie jest już normą

W dyskusji o Europie zabrnęliśmy w ślepy zaułek – rozmawiamy tylko o kwestiach powierzchownych: kryzysie finansów i podejmowania decyzji, tymczasem źródła rozpadu wspólnoty leżą znacznie głębiej.  W tym tygodniu publikujemy teksty o Europie z ostatniego […]


W dyskusji o Europie zabrnęliśmy w ślepy zaułek – rozmawiamy tylko o kwestiach powierzchownych: kryzysie finansów i podejmowania decyzji, tymczasem źródła rozpadu wspólnoty leżą znacznie głębiej. 

W tym tygodniu publikujemy teksty o Europie z ostatniego numeru RPN (212) zapowiadające współorganizowaną przez naszą redakcję międzynarodową konferencję pt. Europa – problemy krytyczne w Krakowie. Zapraszamy do lektury oraz na czwartkowe wydarzenie.

Europa jako norma Dyskusję o podstawach kryzysu europejskiego można rozpoczynać na wiele sposobów. Ze względu na moją niedawną pracę nad wydaniem fragmentów listów politycznych Zygmunta Krasińskiego w książce z serii Genealogia teraźniejszości umiejscowię obecną sytuację Polski w kontekście XIX wieku – głównie zaś w kontekście teorii politycznych Krasińskiego.

Należy pamiętać, że Krasiński nienawidził Rosji, nienawidził jej zoologicznie – Rosja była dla niego pryncypialnie nie do przyjęcia. Uważał konstrukcję Rosji za antyeuropejską, co więcej – proroczo zauważył, że Rosja zawsze będzie się sprzymierzała z czerwoną rewolucją, w związku z czym zawsze będzie rewolucyjna w stosunku do Europy i zawsze będzie stanowiła dla niej zagrożenie.

W pewnym momencie swojego życia Krasiński umieścił część swoich pieniędzy w banku Rothschilda. Ten jeden z największych wówczas banków udzielił olbrzymiej, miliardowej pożyczki carowi Mikołajowi. Z tego powodu Krasiński nie tylko wycofał wszystkie swoje pieniądze z banku Rothschilda – uznał też, że współpracując z Rosją, Europa podkopuje swoje podstawowe zasady moralne. W wyniku tego kwestionował nawet sens dążenia Polski do odzyskania niepodległości – według niego nie warto było egzystować w tak zdegenerowanej Europie. Jest to bardzo radykalne, ale też ciekawe stanowisko – oznacza bowiem, że dla Krasińskiego Europa była normą. Nie traktował jej jako obszaru geograficznego, konkretnego rodzaju świata czy rodzaju ustroju – te aspekty nie były dla niego istotne. Dla Krasińskiego Europa wytyczała wzory i normy, wedle których należało postępować. Oczywiście wytyczała je dobrze lub źle, dlatego też Krasiński krytykował to, co w Europie zasługiwało na krytykę.

© Toni Verdú Carbó/flickr
© Toni Verdú Carbó/flickr

A jaki jest nasz współczesny stosunek do Europy i dlaczego chcielibyśmy – lub nie – być w Europie? Można na to pytanie odpowiedzieć tak, jak odpowiedział papież Jan Paweł II – już jesteśmy w Europie i zawsze w niej byliśmy. Nie jestem pewien, czy rzeczywiście zawsze w niej byliśmy, ale faktem jest, że w niej jesteśmy. W każdym razie niewątpliwie jesteśmy w Unii Europejskiej, czyli w jakimś sensie w Europie. Ale co to znaczy? Jesteśmy w jakiejś kombinacji politycznej, w pewnym związku politycznym, który nazywa się Unią Europejską. Nie widzę w tym nic złego.

Unia Europejska a Europa Europa jest identyfikowana z Unią Europejską, dla której nie ma obecnie żadnej alternatywy – powstanie takowej oznaczałoby upadek Unii. Sensowny wydaje się co prawda podział na Europę Północną i Południową – proponowano kiedyś podział Europy na Europę wina i Europę wódki. Można sobie wyobrazić, że Europa wina odłącza się jakoś od Europy wódki, tylko że Europa wódki jest obecnie dużo stabilniejsza niż Europa wina… Dlatego uważam, że dla Unii Europejskiej alternatywy nie ma i nie będzie. Szanuję polityczną formę jej konstrukcji, ponieważ jest uczciwa. Niestety sama Unia pozbawiona jest jakiegokolwiek innego przesłania poza gospodarczym i częściowo społecznym. Czy zatem przynależność Polski do Unii Europejskiej oznacza, że jesteśmy w Europie? Innymi słowy – czy Unia Europejska jest Europą?

Nie uważam, aby te dwie rzeczy były ze sobą tożsame. Co więcej – myślę, że przywódcy Unii Europejskiej nie do końca zdają sobie sprawę ze znaczenia słowa „Europa”. Pierwszym tego przykładem może być preambuła do konstytucji, która zresztą w końcu nie została przyjęta. Daleki jestem od obrony Kościoła katolickiego, ale ta pisana głównie przez Valéry’ego Giscarda d’Estaing preambuła zawierała zdumiewające informacje. Poruszała temat rozmaitych korzeni Europy, m.in. greckich i judaistycznych, jednak ani słowem nie wspominała o korzeniach chrześcijańskich. Wynikało to z tradycyjnej dla Francji świeckości, całkowitego oddzielenia Kościoła od państwa. Wzbudziło to moje wielkie wątpliwości, nie wynikające wcale z moich poglądów religijnych. Po prostu fakty są inne: chrześcijaństwo stanowiło o Europie.

Drugi przykład z najnowszej tradycji to rok 1918 i odbudowywanie Europy. Odbywało się ono według idei samostanowienia narodowego wdrożonej w życie przez Woodrowa Wilsona – jak się później okazało, idea ta nie była dostosowana do europejskich warunków. Wilson, amerykański liberał, a zarazem inżynier, wraz z ekipą geografów przyjechał do Europy, aby urządzić ją na nowo. Doprowadziło to do organizacji plebiscytów lokalnych, aby ludność mogła sama stanowić o tym, do jakiego państwa należy. Na tej zasadzie utworzono państwa narodowe. Jednak jednego państwa nie utworzono – Ukrainy. Zarówno z punktu widzenia późniejszego rozwoju, jak i z ówczesnej perspektywy, było to niesłychanie istotne. Utworzono państwo, które nazwano Czechosłowacja, mimo że nigdy wcześniej w historii nie było państwa słowackiego (po raz pierwszy zostało utworzone za Tiso, w czasach II wojny światowej), natomiast państwo ukraińskie istniało już wcześniej, jednak mimo to i mimo zasady samostanowienia – Ukrainy nie utworzono. Innymi słowy – zasady w tym przypadku nie utrzymano.

Powyższe przykłady stanowią jedynie ułamek spośród licznych uchybień o charakterze praktyczno-moralnym, których dopuściła się Europa wobec części tych społeczności, które nie miały jeszcze własnej tradycji. Wynika z tego jedno bardzo istotne przekonanie, którego jestem gotów bronić: dzisiaj nikt nie wie, co to znaczy „Europa”. Nikt nie umie sformułować katalogu wartości europejskich lub katalogu istotnych cech stanowiących o Europie, w szczególności tych, które mogłyby ją odróżnić od Stanów Zjednoczonych. Nikt nie wie, czego wzorem, miarą czy normą miałaby być owa Europa.

Pisałem tekst Europa jako norma 35 lat temu, w 1978 roku. Gdybym miał go pisać dzisiaj, na pewno tak bym go nie zatytułował, ponieważ nie sądzę, aby Europa była normą. Oczywiście, to była inna perspektywa, 1978 rok to czasy głębokiego komunizmu. Wobec tego chcę zadać pytanie, które moim zdaniem jest fundamentalne dla nas wszystkich – czy istnieje specyficzna jakość, do której Polacy (bez względu na ich przynależność polityczną) mieliby się odnosić jako do Europy, jako do większej ojczyzny, do wzoru, do źródła wartości, wyobrażeń i sposobów zachowania? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Jestem głęboko przekonany, że to „coś takiego” przeżywa obecnie tak głęboki kryzys – zarówno duchowy, jak i intelektualny – że właściwie nie bardzo wiemy, do czego mielibyśmy się naprawdę odnieść. Oczywiście, możemy się zawsze odnieść do przeszłości i kultury, ale nie o tym mówimy – nie mówimy o Europie jako pewnej pamięci, lecz o Europie jako pewnej wspólnocie, która sugeruje wspominane zachowania i wartości.

Czy jest do czego się odnosić? Moja wątpliwość jest o tyle ważna – i tu przypominam o Krasińskim – że dla polskiej świadomości odniesienie do europejskości było zawsze konstytutywne. Poczucie, że my jako Polacy jesteśmy Europejczykami, było dla nas fundamentalne. Gdyby nie to, to prawdopodobnie już dawno stracilibyśmy bardzo wiele ze swoich wrażeń i wyobrażeń. Mickiewicz w jednym z listów do Domejki pisał, że jest przywiązany do pewnej ojczyzny, która dla niego stanowi zarazem Polskę i Europę – miał na myśli kilka widoków z bitwy, kilku zapamiętanych przyjaciół i kilka rozmów. Wszystko inne było dla niego obywatelstwem politycznym, czyli fikcją. Otóż właśnie – czy Europa nie jest dla nas po prostu obywatelstwem politycznym, czyli fikcją?

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa