Używasz przestarzałej przeglądarki - nasza strona będzie wyglądać znacznie lepiej, a ty będziesz bezpieczniejszy, jeśli ją zaktualizujesz do najnowszej dostępnej wersji.

Drugie życie Tyrmanda

  12

Konserwatyzm u bram

Dla mnie najbardziej chyba zadziwiającym rysem charakterologicznym i światopoglądowym amerykańskiego Tyrmanda okazał się jego uparty konserwatyzm i wywieziona jeszcze z Polski, utrudniająca życie zawodowe bezkompromisowość. Zostając królem – to znaczy wiceprezesem Rockford College Conservative Institute i wszechwładnym redaktorem naczelnym czasopisma „Chronicles of Culture” – Tyrmand skazany zostaje na banicję w przemysłowym mieście Rockford w Stanie Illinois, co tu dużo mówić, amerykańskiej prowincji. Jest to jednocześnie nagroda i cena, którą zapłacić musi za wierność swoim poglądom, których w Ameryce sam nie określa inaczej niż mianem konserwatywnych.

Choć dla czytelników Tyrmanda może to być zaskakujące, jest w tym ukryta logika. Poza tym, że amerykański konserwatyzm jest z gruntu antykomunistyczny, broniąc tradycyjnych wartości i norm obyczajowych, krytykując wszechmocne, liberalne media i kulturę masową, Tyrmand amerykański głosi tak naprawdę poglądy wywrotowe. Kultura lewicowo-liberalna oznacza dla niego ukryty totalitaryzm i dominację jednego, politycznie poprawnego, światopoglądu. Krytykując ją, paradoksalnie broni wolności jednostki. Konserwatysta bowiem, jak twierdzi, ma zawsze prawo wyboru, inaczej niż liberał, który musi mieć liberalne opinie na każdy temat. I tak na przykład, Tyrmand nie jest wcale przeciwnikiem aborcji czy narkotyków – odmawia jedynie bycia ich wyraźnym zwolennikiem. Podobnie rzecz się ma z rewolucją seksualną. Erotyzm określa mianem klejnotu ludzkiej egzystencji i chodzi mu tak naprawdę o dowartościowanie seksu, a nie o jego dewaluację, do której prowadzić ma masowa wulgaryzacja popędów.

A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że Tyrmand wpada w pułapkę negacji, tak charakterystyczną dla polskiej prawicy. Choć ma wiele racji, jego radykalizm zniechęca. Zbyt kategorycznie potępiając to, co godne potępienia, doprowadza do morderczej polaryzacji i spycha sam siebie na margines. Widzi politykę wyłącznie w kategoriach wroga i przyjaciela, a nie wspólnych interesów. Przestaje być skuteczny.

Niemniej, choć walczącego z komuną bikiniarza można spokojnie uznać za liberała, a walczącego z lewicowym liberalizmem amerykańskiego establishmentu za konserwatystę, w jednym i w drugim wcieleniu Tyrmand pozostaje delikatnie anarchizującym przeciwnikiem systemu. Tyrmand amerykański, choć przeistoczony, pozostaje wciąż w starej skórze, i to nie tylko dlatego, że konsekwentnie zajada bigos i uwodzi kobiety. Choć nosi się teraz w tweedach, to nie przestaje zaskakiwać, na przykład udając hipisa i ubierając koszulkę z trupią czaszką. Słynna ekscentryczność, choć może nieco z wiekiem wyblakła, wciąż daje o sobie znać. Tyrmand wciąż jest szarmancki i apodyktyczny, błyskotliwy i przewrażliwiony. I, na swój niepowtarzalny sposób, fascynujący.

***
Katarzyna I. Kwiatkowska, Maciej Gawęcki, Tyrmand i Ameryka, słowo/obraz terytoria 2011.

  12

KTO I DLACZEGO GRA W MODERNIZACJĘ?

WYDANIE iPad TYLKO ZA €2,39

UWAGA! NOWY PÓŁROCZNIK RPN: