Domaradzki: Wenecki screening

Komisja Wenecka powinna stwierdzić, że Polska pozostaje państwem demokratycznym. A gdyby orzekła inaczej – jest to w końcu tylko opinia


Wizyta delegacji Komisji Weneckiej w Polsce dobiegła końca. Chociaż sama w sobie nie była  niczym innym niż kolejnym krokiem w realizacji procedury gromadzenia informacji potrzebnych do przygotowania opinii, wywołała medialną burzę godną wizyty prezydenta USA czy pielgrzymki papieża. Paradoks tym większy, że jednocześnie z mediów nawet na chwilę nie zniknęła konstatacja, że w ostateczności opinia Komisji i tak niczego nie zmieni. Skąd zatem taka mobilizacja, po co tyle szumu? 

Burza w szklance wody?

Owszem, Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo jest jedynie (albo i nadto) ciałem doradczym Rady Europy i jako taka, w swojej istocie zajmuje się doradztwem prawnym oraz szerzeniem i konsolidacją wspólnego dziedzictwa konstytucyjnego. Zasiadają w niej konstytucjonaliści, prawnicy, Rzecznicy Praw Obywatelskich a także politycy. Chyba właśnie dlatego Witold Waszczykowski z takim entuzjazmem zaprosił Komisję Wenecką do Polski. Po pierwsze, jest to dowód otwartości i gościnności polskich władz łamiący stereotypy na temat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Po drugie, nawet jeśli goście dopatrzą się prawnych błędów czy świadomych działań sprzecznych z ich rozumieniem rządów prawa to i tak jedyne, co mogą zrobić to podzielić się swymi obawami jako przyjacielską radą. Po trzecie wreszcie, jeśli opinia Komisji będzie po myśli obozu rządzącego to raz na zawsze pozbawi kulawą opozycję choćby cienia nadziei, że można szukać wsparcia międzynarodowego dla narracji o zagrożeniu dla państwa prawa i liberalnej demokracji. Jeśli z kolei będzie negatywna – jest to przecież tylko i wyłącznie opinia.


Najpierw masa, potem rzeźba! Nowy numer Res Publiki o masach społecznych i ich roli w demokracji już w sprzedaży. Zamów go w naszej internetowej księgarni!

2-15-FB-cov

Wystąpienia ministra spraw zagranicznych w trakcie wizyty Komisji Weneckiej, a w szczególności wywiad dla telewizji publicznej pozostawiły wrażenie nieskrywanej sugestywności. „Nie ma metra z Sevres, jeśli chodzi o zasady demokracji” – mówił minister Waszczykowski. Stąd pozostaje już tylko krok do wniosku, że rozwój wydarzeń w Polsce jest całkiem naturalny i mieści się w dobrych praktykach europejskich demokracji. Wystarczy dokonać prostego równania. Jeśli Polska jest państwem demokratycznym, które posiada specyficzną interpretację istoty prawa zależną jedynie od woli większości,  należy przyjąć to za część składową zasad  funkcjonowania  ustroju demokratycznego w cywilizacji zachodniej i basta. Wiara, że taki sposób myślenia można zaszczepić u Bogu ducha winnych gości dała o sobie znać w Salonie Politycznym Trójki, gdzie minister ponownie podkreślił, swoje przekonanie, że „opinia Komisji Weneckiej będzie pozytywna”. Co oznacza jednak owa pozytywność? Komisja Wenecka powinna stwierdzić, że co do zasady Polska pozostaje państwem demokratycznym, a odchylenia w kwestii praworządności należy uznać za normę, którą zresztą inne państwa, w razie potrzeby, mogą również zastosować. A gdyby orzekła inaczej – jest to w końcu tylko opinia.

W trakcie napiętej wizyty gościom z pewnością nie szczędzono alternatywnych interpretacji przyczyn sporu. Nie mogli również  nie zauważyć języka pogardy i frustracji, który dryfując w puste frazesy umniejszaja własną winę i wyolbrzymiaja skalę zła, wyrządzonego przez politycznych adwersarzy. W tle  tego przykrego obrazu polskiego podwórka politycznego powstaje zasadnicze pytanie. Jak Komisja Wenecka ustosunkuje się do sporu prawnego wokół TK i pozostałych ustaw? Z narracji Prawa i Sprawiedliwości wynika, że jest to naprawa państwa po gwałcie dokonanym na nim przez rządy Platformy Obywatelskiej. Z kolei dla Platformy, jest to niezbity dowód na pogwałcenie wszelkich zasad państwa prawa. Każda z tych opowieści zostanie jednak przez Komisję Wenecką zignorowana. Dla niej istotą jest do jakiego stopnia ustanowione reguły prawne zostały poświęcone przez polityków w ramach walki politycznej. Jej  obecność jest najlepszym dowodem, że zasady funkcjonowania w państwie demokratycznym zostały wystawione na próbę, która wymaga oceny. Miarą oceny sytuacji w Polsce nie będzie to kto pierwszy zawinił, a raczej to w jakim stanie pozostają filary demokratycznego państwa prawa, które stanowi specyficzną i kruchą w swojej istocie strukturę. Strukturę uwzględniającą wolę większości, trójpodział władz i istnienie mniejszości, dla której również musi być miejsce w społeczeństwie. Te części składowe spina konstytucja, która pełni funkcję kaftana bezpieczeństwa przed pokusami nieograniczonej władzy. Z tej perspektywy obraz dzisiejszej Polski prezentuje nad wyraz rozdmuchaną frazeologię woli większości, zachwianą równowagę władz i kurczące się miejsce dla mniejszości. Jedynym elementem spinającym jest otwarta niechęć, a konstytucja odgrywa już niemal rolę zdezaktualizowanego kodeksu drogowego, a nie wyznacznika akceptowalnych reguł. Dodając do tego upolityczniony do granic absurdu Trybunał Konstytucyjny i jego całkowitą kompromitację, przed Komisją Wenecką pozostaje niewdzięczne zadanie ujęcia tego stanu w ramy dyplomatycznej poprawności.

Co z tego wyniknie?

Rząd uważa, że negatywna opinia będzie dla nas nieszkodliwa. Tak jednak nie jest. Twierdzenie, że niekorzystny werdykt nie może nam zaszkodzić jest o tyle fałszywy, co ignorancki. Byłoby  to wodą na młyn dla zwolenników twardszego stanowiska wobec Polski. Mogłoby doprowadzić do wznowienia debaty na temat miejsca Polski w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Komisja Europejska dostałaby zaś  twardy dowód stanu demokracji w Polsce, a w Parlamencie Europejskim debata nie byłaby już pustym ideologicznym krzykactwem, lecz opartym na faktach kontestowaniem sytuacji politycznej w Polsce. Nie wolno zapominać, że KE wszczęła postępowanie w ramach mechanizmu ochrony praworządności i opinia Komisji Weneckiej będzie niecierpliwie oczekiwaną lekturą, która w dużym stopniu wytyczy kolejne kroki postępowania prowadzonego przez komisarza Timmermansa.

Skutki uboczne odczują przede wszystkim polscy dyplomaci, a wizerunek naszego kraju ucierpi wraz z wydaniem opinii na długi czas. Od tej pory każdy, kto będzie chciał dowiedzieć się więcej o stanie demokracji w Polsce przeczyta, że choć ogólnie rzecz biorąc wszystko jest w porządku, to pozostaje szereg sposobów, by polską praworządność poprawić. I jak z takim wizerunkiem promować demokrację, praworządność i prawa człowieka? Ot tak z przykładu wzorca transformacji, przeistoczymy się w demokratycznego średniaka. Dziękować za to trzeba po równo polskim elitom: poprzednim i obecnym.

Post scriptum

Przed laty w komendzie wojewódzkiej jednego z głównych polskich miast na środku jednego z pokoi stała klatka. Mało kto wiedział kiedy i kto ją postawił, lecz skoro stała to jej używano. Najczęściej do rewizji osobistej przed odprowadzeniem aresztanta do celi. Nie czyniono tam nic haniebnego – nie bito, nie oblewano wodą, nie torturowano i nie zamykano bezterminowo. Po prostu czasami rozbierano zatrzymanego „do rosołu”, aby nie wniósł do celi czegoś nieporządanego, a potem ubierano i odprowadzano. Zwykła klatka i zwykła rzeczywistość w komendzie. Zresztą, podobno od dłuższego czasu noszono się z zamiarem jej zlikwidowania.

Pewnego dnia do tejże komendy zawitała misja monitoringowa Rady Europy. Pech chciał, że akurat klatka była w użyciu, a osoba, która zwiedzała komendę zastała na środku pokoju zamkniętego w klatce nagiego mężczyznę. Nie było głosów oburzenia, krzyku czy nawet uwagi. Delegaci poszli dalej, zgodnie z programem swojej misji.

Po jakimś czasie do Ministerstwa Sprawiedliwości trafił raport, w którym – między innymi – podkreślono, że praktyki zamykania nagich osób w klatkach są sprzeczne z europejskimi standardami ochrony praw człowieka. Klatka zniknęła parę dni po otrzymaniu raportu. Nieoczekiwanie, stała się priorytetem zarówno dla ministerstwa, jak i dla komendy.

Bardzo się boję, że gdyby cała sytuacja miała miejsce dzisiaj, reakcja władz byłaby inna. Klatka stałaby się symbolem polskiej niepodległości, a członkowie zespołu monitorującego częścią globalnego spisku szkalującego dobre imię naszego kraju. Proszę pomyśleć, że wśród członków Komisji Weneckiej, chociaż na szczęście nie w delegacji, która przyjechała do Polski, jest przedstawicielka Białorusi! Może też być inaczej. Przecież jest to tylko opinia – nie ma zatem, o co martwić. Klatka czasami się przydaje, a jeśli w innych państwach jej nie mają – ich sprawa. Taka jest  specyfika naszej demokracji.

fot. gnauckx | Flickr

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa