DOMARADZKI: Niemiecki tetris

Przyzwyczajenia Martina Schulza z pracy w Parlamencie Europejskim mogą okazać się zgubne dla niemieckich socjaldemokratów


Niedzielne wybory w Niemczech stanowiły jedno z najbardziej oczekiwanych wydarzeń politycznych tego roku. W rzeczywistości jednak były one pozbawione dramatyzmu i niepewności. Co prawda, chwilowe zachwianie przewagi CDU/CSU nad SPD po objęciu przewodnictwa przez Martina Schultza, dodało odrobinę emocji, ale w ostatnich tygodniach komentatorzy ze spokojem prognozowali zwycięstwo Kanclerz Merkel. I rzeczywiście, z pozazdroszczenia godną trafnością, badania exit poll rozpoznały społeczne nastroje Niemców. Kanclerz Merkel wygrała, a jej CDU/CSU po raz kolejny uzyskała prawo do utworzenia rządu. Druga partia – SPD doznała największej porażki w swojej powojennej historii (zdobywając jedynie 20,5%), a do Bundestagu dostało się aż sześć partii politycznych, co sprawiło, że zazwyczaj nudnawa i przewidywalna niemiecka scena polityczna nabrała rumieńców. Nieprzewidywalna, groźna i skrajna (jak na niemiecką poprawność polityczną) Alternatywa dla Niemiec (AfP) rozpala fantazję niejednego komentatora, a Kanclerz Merkel, której to CDU/CSU utraciło ponad milion wyborców właśnie na rzecz AfP zapowiedziała, że jej głównym celem będzie ich odzyskanie w nadchodzącej kadencji.

Jaki rząd

Nie wiadomo, jaki będzie kształt następnego rządu, ale wbrew pozorom scenariuszy jest więcej, niż dominujący w mediach wariant Jamajka (od kolorów partii tworzących sugerowaną koalicję – Zieloni, FDP i CDU/CSU). Jeżeli ziści się ten scenariusz, Kanclerz Merkel znajdzie się w niełatwej sytuacji mediatora między lewicującymi Zielonymi, a wolnościową Partią Wolnych Demokratów (FDP). Wśród wyzwań, przed którymi stanie Pani Kanclerz będą: kwestia sankcji wobec Rosji, których zniesienia domaga się FDP; zrównoważonego rozwoju Zielonych; wyraźnego sprzeciwu FDP dla pomysłów przyśpieszenia integracji strefy Euro; solidarnościowego ratowania greckich finansów, a także ideologicznego spięcia w kwestii relacji z biznesem W przypadku tego ostatniego, CDU/CSU oraz FDP stoją na stanowisku gospodarczego liberalizmu, podczas gdy Zieloni windują swoje oczekiwania w kwestii ochrony środowiska czy masowej produkcji w rolnictwie. W rezultacie w każdym z tych punktów Kanclerz będzie musiała dokonać rewizji swoich polityk, aby utrzymać jedność rządu.

Chociaż Martin Schultz zapowiedział, że SPD przechodzi do opozycji, jego słowa odczytywać można w kategoriach frustracji po politycznej porażce. Zresztą ton i charakter wypowiedzi podczas powyborczych konferencji prasowych jednoznacznie ukazują nastrój byłego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Jeżeli jednak po chwili namysłu Schultz poda się do dymisji, może okazać się, że w szeregach SPD górę wezmą zwolennicy powrotu do „wielkiej koalicji”, która zapewni lepszy byt SPD w trudnych chwilach, niż lansowana przez Schultza wizja „opozycji, ważniejszej od władzy dlatego, że wytycza granice realizowania polityki przez władzę”.

W sferze fantazji wydaje się koalicja z partiami pokroju AfD i Lewicy, choć teoretycznie, również z nimi jest to możliwe. Co prawda, przewodniczący AfD Alexander Gauland zapowiedział „polowanie” na kanclerz Merkel, która odwzajemniła się deklaracją o izolacji AfD, lecz potencjalna perspektywa współrządzenia mogłaby zaskoczyć nie tylko AfD, ale także znajdującą się na przeciwnym biegunie Lewicę. Zresztą, te trzy scenariusze wcale nie wyczerpują listy możliwych konfiguracji.

Z Europy do Niemiec

Wiele komentarzy, które powstały na temat wyborów w Niemczech, warto uzupełnić o refleksję na temat porażki SPD, której zbawcą i mesjaszem miał być Martin Schulz. Po ponad dwudziestu latach w Parlamencie Europejskim i dwóch kadencjach na stanowisku Przewodniczącego PE, w marcu 2017 r. Schulz ogłosił przejęcie sterów nad SPD, którą miał poprowadzić do spektakularnego zwycięstwa. Dzisiaj, z nieskrywanym rozczarowaniem i agresją obwinia sposób prowadzenia polityki przez Angelę Merkel za porażkę swojej partii. Co więcej, trochę na przekór politycznym tradycjom zachodniej kultury politycznej, nie tylko nie zadeklarował odejścia, ale cieszył się, że będąc już posłem do Bundestagu, będzie mógł kierować pracami opozycji. Takie zachowanie, bardzo charakterystyczne dla cierpiącej na rozmaite formy deficytu demokracji Unii Europejskiej mogą nie do końca odpowiadać zarówno wyborcom, jak i większości szeregowych członków SPD. Pozostaje tylko pytanie, na ile te patologiczne przyzwyczajenia z pracy w Parlamencie Europejskim okażą się dla niego gwoździem do politycznej trumny, a na ile sprawdzonym narzędziem przetrwania w niekorzystnym powyborczym środowisku.

Przyszłość Unii

W obliczu Brexitu, wobec antykwotowej rebelii niektórych państw członkowskich, a także ideowego kryzysu integracji europejskiej, oczy całej Europy są skierowane na Niemcy. Brexit wymaga konsolidacji 27 państw pozostających w Unii, a prezydent Francji Macron liczył na umocnienie pozycji Paryża w Unii Europejskiej, przedstawiając propozycje idące w sukurs z europejską wizją Kanclerz Merkel. Jednak, to właśnie skład przyszłego niemieckiego rządu zdeterminuje w większym stopniu możliwe ramy dalszego procesu integracji, niż polityczna szarża Macrona. Ostatnie cztery lata rządów Kanclerz Merkel sprowokowały rozbicie i urozmaicenie politycznego monolitu niemieckiej sceny politycznej. Jeżeli Angela Merkel pozostanie wierna swojemu stylowi politycznemu możemy spodziewać się ewolucyjnych zmian zarówno w wymiarze krajowym jak i polityki zagranicznej, który opierać się będzie na realizowaniu części obietnic koalicyjnych partnerów. Nawet jeżeli, poza stanowiskiem AfD, w Niemczech panuje integracyjny konensus, należy pamiętać, że stanowiska poszczególnych partii w sprawie przyszłości Unii Europejskiej odegrały kluczową rolę w przyciąganiu głosów do pozostałych partii politycznych. Dlatego, szczególnie FDP będzie kurczowo trzymać się swojej, bardziej przyziemnej wizji integracji europejskiej opartej na ewolucji i odpowiedzialności.

Jakie wnioski

Niemiecką scenę polityczną cechuje dużo większa przewidywalność, niż po naszej stronie Odry. W głównej mierze zasługą tej przewidywalności jest umiejętność kompromisu oraz poczucie wspólnego dobra. Dlatego, niezależnie od, wydawałoby się niekompatybilnych, programów poszczególnych partii, dojdzie do utworzenia koalicji, która rządzić będzie przez całą kadencję. Niewątpliwie jednak, w zależności od jej części składowych, dojdzie do modyfikacji stanowiska Niemiec w kwestii przyszłości integracji europejskiej. „Jamajska” koalicja, zmusi również prezydenta Macrona do zweryfikowania swoich pomysłów wyraźnego przyśpieszenia integracji w ramach strefy Euro. Z kolei ewentualne wejście do koalicji SPD z nowym liderem umocni pozycję Angeli Merkel i pozwoli jej narzucić swoją wizję ratowania Unii przez dalsze pogłębienie integracji.

Niezależnie od wyniku wyborów oraz od ostatecznego kształtu niemieckiego rządu, warto wyciągnąć co najmniej dwa wnioski z niedzielnych doświadczeń. Po pierwsze, należy nauczyć się od Niemców sprawności w przeprowadzaniu wyborów oraz dokładności exit polls. Wtedy, uczynimy kolejny, mały, krok na drodze do Zachodu.

Spasimir Domaradzki, politolog, wykładowca na Uczelni Łazarskiego, od lat współpracuje z Res Publiką.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa