Czernecki: Czarna ziemia. Zagłada wobec spraw bieżących

Właściwe rozumienie Zagłady nie jest wyłącznie moralnym imperatywem – może być także ostrzeżeniem.


Dziś jednak zbyt często mylimy upamiętnianie Zagłady z jej zrozumieniem, mimochodem kultywując błędne wrażenie, że takie zło nie może się powtórzyć. Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie Timothy’ego Snydera stawia sobie dwa komplementarne wobec siebie i ambitne cele: zmianę paradygmatów myślenia o przyczynach i przebiegu Zagłady oraz próbę uświadomienia, że nieodpowiedzialna polityka dziś ponownie może doprowadzić do przemocy na równie wielką skalę.

Czytaj najnowsze wydania Res Publiki: o wychowaniu do innowacyjności, o potrzebie mocy i o radykalizmie miejskim. Wszystkie dostępne są na stronie naszej księgarni

3-okladki-jesien-20151-474x237

Ekologia i bezpaństwowość – wehikuły Zagłady
Zgodnie z tytułem nowej książki, celem Snydera jest nie tylko pisanie o historii, ale też wystosowanie swoistego ostrzeżenia. Sięga po pojęcie ekologii, by wytłumaczyć perspektywę Hitlera oraz bezpaństwowości jako kategorii wyznaczającej warunki sprzyjające masowym mordom. Dzięki nim otrzymujemy zaskakująco współczesny wydźwięk analizy.

W Czarnej ziemi Hitler przedstawiony jest jako postać patrząca na świat przez pryzmat ekologii. Zdaniem Snydera w wyobraźni Hitlera: „(…) nie chodziło o konkretnego wroga rasowego czy terytorium, lecz o same warunki istnienia życia na świecie”. „Naszym Missisipi musi być Wołga, nie rzeka Niger” – pisał. Wyznaczone przez niego terytorium miało wyżywić rasę niemiecką, nieuszczuplając jej ambicji gospodarczych.

Hitler wykluczał uniwersalne idee – w nieodzownym konflikcie rasowym liczyła się tylko wygrana silniejszych – a ceną za to musiała być śmierć słabszych. – Kto pamięta czerwonych Indian? – pytał. Żydzi natomiast w jego oczach byli anty-rasą, wyłączoną z układu natury, której prawom zaprzeczali poprzez propagowanie idei uniwersalistycznych w swej genezie i treści, co zaprzeczało walce ras. Tak więc rozwiązanie problemu żydowskiego miało być wywiązaniem się Niemców z obowiązku wobec praw natury – i jako takie właśnie stanowiło imperatyw o charakterze ekologicznym.

Aby wizja ta mogła zostać zrealizowana, musiała wybuchnąć wojna. Hannah Arendt jako pierwsza zauważyła, że warunkiem zabijania Żydów było odebranie im najpierw przynależności państwowej. Dokonać tego można było niszcząc państwa, w których żyli. Jak pokazuje Snyder, przedwojenna Dania i Estonia były państwami podobnymi. Nie było w nich żadnych szczególnych przejawów antysemityzmu. W trakcie wojny oba kraje znajdowały się pod niemiecką okupacją. Dlaczego więc 99% Żydów duńskich przeżyło, a 99% Żydów estońskich zginęło? Powodem był brak struktur państwowych w Estonii. Bezpaństwowość oznaczała dla Żydów zanik elementarnej ochrony prawnej (poza pojedynczymi przypadkami hitlerowcy nie zabijali Żydów, którzy posiadali obywatelstwo uznawane przez Niemców).

Snyder mierzy się również z faktem, iż po rozpoczęciu inwazji na ZSRR Niemcy zastali lokalną ludność gotową uczestniczyć w pogromach antyżydowskich. Chcąc zrozumieć to zjawisko amerykański historyk sięga po pojęcie zasobu politycznego. Pojawia się ono w specyficznych warunkach podwójnej okupacji. Przykładem są kraje bałtyckie, które w trakcie tylko jednego roku doświadczyły dwóch okupacji i padły ofiarą dwóch niszczycielskich wobec państwowości projektów.

Totalitarny charakter Związku Radzieckiego wymuszał kolaborację, i większość osób w jakiś sposób kolaborowała. Z nadejściem Niemców przyszły również wskazówki co do mordów rasowych. Te dwa ustroje współgrały w tworzeniu odpowiednich warunków dla ludobójstwa. Zgodnie z nazistowską propagandą, Bolszewikami byli Żydzi. Przyjmując to radykalne uproszczenie, Litwini czy Łotysze mogli uniknąć odpowiedzialności za własne czyny. „Karząc” Żydów, utwierdzali siebie i okupanta w tym, że to wyłącznie Żydzi tworzyli poprzednią władzę.

W rozumieniu Snydera zasób polityczny ma jeszcze inny wymiar, polegający na udowodnieniu swojej przydatności nowym władzom. Do tego potrzebna była jednak wiara, iż Niemcy gotowi są udzielić pewnego zakresu niezależności politycznej. Tam, gdzie nie było złudzeń, co do potencjału suwerenności narodowej pod władzą niemiecką – jak to miało miejsce na przykład wśród Polaków w okręgu białostockim, zasób polityczny był słabszy. Z kolei na obszarach, na których nadzieje utworzenia własnego państwa były większe, jak w przypadku Ukraińców na Wołyniu, zasób polityczny wzrastał. Przekładało się to na większą skalę spontanicznych pogromów.

Nowy paradygmat
W powszechnym wyobrażeniu ludobójstwa na skalę Holocaustu możliwe było jedynie w kontekście potęgi zbiurokratyzowanego państwa hitlerowskiego. Badając ziemie poddane dwóm następującym po sobie projektom niszczenia państwowości, Snyder dochodzi do przeciwnego wniosku – twierdzi, że to raczej chaos tworzył odpowiednie warunki do rozwiązania „problemu żydowskiego” w sposób morderczy. W odpowiedzi na tę tezę mocno wybrzmiewa krytyka Christophera Browninga na łamach New York Review of Books (A New Vision of the Holocaust, październik 8 – 21), który zauważa, że Snyder buduje „sztuczną dychotomię”. Wszak to machina biurokratyczna – kontruje Browning – umocowała nazistów do niszczenia państw czy pozbywania Żydów obywatelstwa.

Z podobną przekorą Snyder argumentuje, że nie ma powodu by myśleć, jakoby przed wojną antysemityzm był bardziej powszechny w Estonii czy Łotwie niż w USA, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie. Tam natomiast, gdzie był – jak w przypadku Polski, fakt ten po prostu nie tłumaczy genezy ani przebiegu Zagłady. Mordy na tych obszarach były wynikiem politycznych uwarunkowań – konkluduje amerykański historyk. Uproszczeniem byłoby jednak postawienie Snydera w kontrze do Jana Tomasza Grossa, o którym ostatnio głośno w kontekście wypowiedzi dla niemieckiego Die Welt („iż Polacy zabili w czasie okupacji więcej Żydów niż Niemców”). W Czarnej ziemi Gross wymieniany jest jako autorytet i znajdziemy w niej podobną wrażliwość na dynamikę sytuacyjną, znaną chociażby z jego Sąsiadów (wydana w 2001 r.).

Czarna ziemia stanowi wyzwanie również dla Oświęcimia jako symbolu Zagłady. Już w Skrwawionych Ziemiach Snyder zwracał uwagę na pewien paradoks: Oświęcim był obozem zagłady, ale był też obozem pracy, co umożliwiło nielicznym Żydom przeżycie i zdanie relacji. To właśnie na ich podstawie powstało wyobrażenie Holokaustu. Nad dołami we wschodniej Europie nie przeżywał nikt, kto mógłby potem o tym opowiedzieć. Co więcej, Oświęcim jako symbol Zagłady okazał się być nośny, gdyż w pewnym sensie można go było objąć umysłem.

Odgrodzony drutem kolczastym obóz stał się w powszechnej wyobraźni przestrzenią wyabstrahowanego Zła, gdzie zwyrodniali esesmani dokonywali masowych mordów. Tymczasem, jak udowadnia Snyder, „(…) zło to rozciągało się od Paryża po Smoleńsk”. Jednak skupienie się na Oświęcimiu przez dekady powodowało stracenie z pola widzenia losu tak zwanych Ost Juden.

Czarna ziemia przywraca pamięć o miejscach i wydarzeniach, które stanowiły faktyczny początek Zagłady. Na Wschodzie zginęła większość Żydów. Odbyło się to w następstwie rozpoczęcia wojny Niemiec z ZSRR. To wówczas naziści „nauczyli się” mordować na przemysłową skalę. Wyczuć można u Snydera ogromną empatię i namacalne pragnienie przywrócenia, choćby cząstkowo, indywidualnych tożsamości wśród masowych grobów.

Snyder stara się również uchwycić problem zła. Z wrażliwością rozpatruje przypadki ratowania Żydów, jak i (dużo częstsze) przypadki odmawiania pomocy. Wskazuje na złożoność takich decyzji i na horror, w jakim znajdowali się cywile w „czarnej dziurze” bezpaństwowości i okupacji niemieckiej. Czarna ziemia zmusza czytelnika do ponownego zastanowienia się nad indywidualną odpowiedzialnością w nieludzkich sytuacjach, nim wyda się werdykt.

Ostrzeżenie
Snyder zwraca uwagę na teoretyczną możliwość Zagłady nie tylko w innych miejscach, ale również w innym czasie – chociażby dziś. Wizja Hitlera była odpowiedzią na domniemane zagrożenie ekologiczne. Führer wierzył, że Niemcy muszą wygrać wojnę, ponieważ w przeciwnym wypadku będą skazani na unicestwienie z przyczyn naturalnych. Nie docenił jednak rozwoju nauki, która już niebawem miała doprowadzić do „zielonej rewolucji” i ogromnego wzrostu produkcji żywności. Hitler nadal funkcjonował wedle zasady: „stal lub masło”. Według jego rasistowskiej wizji na przeszkodzie Niemcom stali Żydzi.

Czy te urojenia tak bardzo różnią się od wydźwięku dzisiejszej rosyjskiej propagandy na temat Ukrainy? Ukraińcy przedstawiani są w niej jako gorsi Rosjanie, a Ukraina jako państwo fikcyjne – bez historii czy kultury – w dodatku wspierane przez zachodni, „żydowsko-gejowski konglomerat”. Trwająca wojna grozi destabilizacją państwa. Czarna ziemia – żyzna ziemia ukraińska – jest dziś, tak jak to miało miejsce siedemdziesiąt pięć lat temu, przedmiotem ideologicznie motywowanych fantazji, napięć i przemocy. Z kolei wsparcie Putina dla radykalnej prawicy w Europie, mające na celu zniszczenie Unii Europejskiej, przypomina kalkulacje Stalina przy podpisywaniu paktu z Hitlerem.

Osiągnięcia zielonej rewolucji, która w latach pięćdziesiątych skutkowała nadpodażą żywności, właśnie wyczerpują się wobec rosnących apetytów powiększającej się wciąż globalnej klasy średniej. Przyszłe zagrożenie ekologiczne może pociągnąć za sobą chęć znalezienia „kozła ofiarnego”. Postępująca destabilizacja państw, intencjonalna lub nie, może stworzyć warunki pod kolejne ludobójstwa. Czy jeśli w Chinach zacznie kończyć się dostęp do wody pitnej – pyta Snyder – nie można wyobrazić sobie scenariusza, wedle którego Partia Komunistyczna Chin wskaże wroga w odpowiedzi na zagrożenie kryzysem ekologicznym i podejmie kroki, które usprawiedliwią wojnę o dobra naturalne? Czy konsumując najwięcej nieodnawialnej energii per capita na świecie, Stany Zjednoczone nie przykładają się do kolejnego kryzysu ekologicznego?

O największej zbrodni XX wieku i wnioskach płynących z niej dla nas – współczesnych z Timothym Snyderem będzie można dyskutować  w w piątek 23 października o godz. 19.00 w Muzeum POLIN. Wstęp wolny.
snyder

Nowa książka Timothy’ego Snydera nie powinna pozostać obojętna polskim czytelnikom. Warto jednak pamiętać o jej oddziaływaniu w kontekście rodzimego kraju autora. Rozumienie Holocaustu poprzez pryzmat nadmiernie silnego państwa stanowi jeden z „mitów” obowiązujących w amerykańskiej świadomości dotyczącej Zagłady; jest mitem tak ważnym, iż wpływa na współczesną politykę zagraniczną USA. Główna teza Snydera stanowi więc osobliwe ostrzeżenie skierowane do amerykańskiej elity politycznej, zarówno liberałów jak i konserwatystów. Tak – państwo musi dbać o prawa i swobody swoich obywateli, lecz – zdaje się nam mówić Synder – to chaos bezpaństwowości tworzy nieludzkie warunki, w których możliwe jest to, czego doświadczyli europejscy Żydzi.

Timothy Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie (Black Earth, The Holocaust as History and Warning), przełożył Bartłomiej Pietrzyk, Wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2015.

Igor Czernecki – (1984) historyk idei w Zakładzie Historii Myśli Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwent Columbia University i London School of Economics. Publikował między innymi w „Gazecie Wyborczej,” „Cold War History Journal,” „Newsweek International,” „Res Publice Nowej.” Zasiada w Radzie Fundacji EFC.

fot. DAVID MELCHOR DIAZ / cc flickr.com

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa