Czapliński: Mroczne libido

Polska literatura od lat budzi ze snu mroczne pożądanie i równie często je zaspokaja. Samson proponuje inną narrację, o sprawiedliwości nie czerpiącej satysfakcji z przemocy


Warszawa, późny wieczór, podziemny garaż. Jakiś mężczyzna atakuje kobietę. Napadnięta broni się i dźga napastnika nożyczkami. Na pewno rani, być może zabija. Przez kilka dni przeżywa koszmary: śni o przesłuchaniach, podczas których broni się przed wyznaniem prawdy. Przeżywa depresję, przestaje chodzić do pracy. Wreszcie wyjeżdża do Łodzi – miasta swojego dzieciństwa.

Wprowadza się do matki. Odnawia znajomości z czasów licealnych – zwłaszcza te najtrudniejsze. Jest ich niemało, bo Barbara była dzieckiem posłusznym: ustępowała matce, która ją terroryzowała wstydem i wymogami doskonałości; miesiącami znosiła upokorzenia ze strony klasowej gwiazdy, aby cieszyć się jej względami; z odrazą udostępniała swoje ciało starszemu od siebie artyście, bo uznała, że skoro ją zgwałcił (latem, pod namiotem), to musi już zawsze mu ustępować… Stopniowo pobyt w Łodzi, który miał być ucieczką przed świeżą traumą, staje się walką z demonami przeszłości.


Tekst pochodzi z nowego numeru Res Publiki Nowej, „Złodzieje i filantropi” – o mecenacie idei i filantropii w Polsce. Do znalezienia w naszej księgarni publica.pl/filantropia i w Empikach.

2-15-TW-cov

Walką dosłowną. W trakcie wyimaginowanych przesłuchań Barbara, broniąc się przed poczuciem winy, wybiera bycie dumną z tego, co zrobiła. Wyobrażeniowo wkracza więc na ścieżkę przemocy. Poznała smak krwi, bo doświadczyła dwuznacznej ekstazy pokonania drugiego człowieka. Dlatego podczas spotkań z kolejnymi prześladowcami swojej młodości ma przy sobie nożyczki. Jednak ich nie używa.

Autorka zapracowała na to, by przeczytać jej powieść, więc nie będę omawiał wszystkich walk toczonych przez bohaterkę. Skupię się na wątku kluczowym dla wymowy całej powieści, a przy okazji – ważnym dla polskiej literatury ostatniej dekady.

„Wzięłam zamach”

Być może zestawienie dobrze napisanej, ale całkiem prostej powiastki Hanny Samson z problemami polskiej prozy ostatniej dekady brzmi przesadnie. A jednak uważam, że Patyk zasługuje na miejsce w pamięci i na kluczową odpowiedź czytelnika – chwilę namysłu nad narracją, którą pisarka proponuje.

W scenie, o której mowa, główna bohaterka dokonuje osądu nad mężem swojej przyjaciółki z lat licealnych. Przyjaciółka, adorowana niegdyś przez rówieśników i przez Baśkę, po ukończeniu szkół ugrzęzła w małżeństwie z prostakiem. Być może pomyliła normalność z przeciętnością, być może nie potrafiła marzyć innej normalności. Tak czy owak, tkwi w układzie małżeńskim, który sama podtrzymuje. Związkiem rządzą niewypowiedziane, choć twardo egzekwowane prawa patriarchalne: on zarabia, ona opiekuje się domem; on klepie ją po tyłku, ona robi minę wulgarnie zalotną; on kontroluje finanse, ona przynosi do domu rachunki; on jest kibicem piłkarskim, ona nie śmie mieć innej pasji.

Portret dawnej koleżanki i jej tłustawego męża został odmalowany grubą kreską. Żadnych niuansów, żadnych półcieni. Ale może dzięki temu udało się Samson odsłonić pewien prosty aspekt życia rodzinnego w Polsce, umykający nie tylko socjologom, lecz i dużo wrażliwszym od nich pisarzom. Chodzi mianowicie o wymuszoną wspólnotę afektywną. W ramach tej wspólnoty mąż nie tylko zmusza żonę, by uczestniczyła w jego kibicowskiej manii, by przejmowała się wynikami meczów, lecz także, by razem z nim nienawidziła innych klubów piłkarskich. Żona nie ma swojego życia emocjonalnego, a jeśli je ma, to albo jest ono nieważne, albo zostaje uznane przez męża za zdradę. Afektywną pustkę wypełnia naśladowanie: żona udaje, że podnieca ją to, co rajcuje jego. Wydaje się, że jest to kolejna reduta poddaństwa kobiet: prawa wyborcze mają, prawo do nauki i wykonywania każdego zawodu także, ale emocjonalnie pozostają niewolnicami. (Tu dygresja: życiu potrzebne są pasje szanowane w domu, łączące dom ze światem zewnętrznym, nadające się do inscenizacji w przestrzeni publicznej, akceptowane przez zbiorowość, zapewniające udział we wspólnocie, wyposażone w siłę sprawczą. W polskiej rzeczywistości ostatniego ćwierćwiecza tylko dwie pasje własne pozwoliły kobietom wyjść na ulice miast – antydyskryminacyjna i moherowa. Wszystkie pozostałe – zwłaszcza te kibicowskie czy nacjonalistyczne – nie pozwalają odróżnić wolnej woli kobiet od naśladowania pasji większościowych.)

Samson trafiła w czuły punkt życia społecznego, ale nie rozwinęła wątku. Zamiast tego skręciła w stronę wyrazistszą i bardziej konwencjonalną: pewnego dnia mąż, odkrywszy emocjonalną niesubordynację, bije żonę, zostawiając na jej ciele kilkadziesiąt sińców. „Bił, póki się nie zmęczył”. Barbara odurza go wódką, wywozi za miasto i przystępuje do egzekucji: „Wzięłam zamach. Ręka opadła bezwładnie. (…) Nie mogłam go uderzyć, chociaż wiedziałam, że jest skurwysynem”.

Scena ta nawiązuje do pamiętnej sekwencji tatuowania gwałciciela-kuratora z powieści Stiega Larssona Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Barbara, podobnie jak Lisbeth Salander, chce, by ciało oprawcy nosiło wyrok – by skóra była jak sądowy papier z sentencją. Zamiast tuszu i narzędzi do tatuowania trzyma w ręku nożyczki: „Odsłoniłam jego klatę, chciałam nożyczkami wyryć na niej «Chuj». Zrobiłam pierwsze nakłucie, facet podskoczył jak oparzony, próbował krzyczeć, kręcił głową. Z tej części planu musiałam zrezygnować, nie byłam w stanie dalej go kaleczyć”. Nawiązanie jest ciekawe: autorka posłużyła się wyraźną aluzją do ikonicznej sceny antypatriarchalnej, a zarazem odmówiła nam i bohaterce satysfakcji płynącej z uczestniczenia w wymierzaniu cielesnej kary.

Mroczne libido

Dlaczego odmowa ta dotyczy bohaterki i czytelników? Uruchomienie sekwencji przemocy należy do stałego repertuaru sztuki nowoczesnej, zwłaszcza popularnej, wciągającej nas w fabuły o nieskutecznym państwie albo niesprawiedliwym prawie. Bohaterowie niezliczonych powieści wchodzą na niebezpieczną ścieżkę samosądu, ponieważ uznają, że doznawanie niesprawiedliwości jest bardziej niemoralne niż samodzielne wymierzenie kary. Ich czyny stają się albo aktywną formą protestu przeciw opieszałości władzy wykonawczej, albo – co ważniejsze – postulatem nowego prawa. Prawo to, w świetle samosądu, powinno zostać wprowadzone do kodeksów pod postacią nowego paragrafu, aby niesprawiedliwość przestała być stanem legalnym.

Kiedy bohater przystępuje do wymierzenia kary, odbiorcy są w pełni przygotowani. Zostali wciągnięci w szczególną współpracę – racjonalną i emocjonalną. Muszą bowiem nie tylko rozumieć, dlaczego ktoś za chwilę wystąpi w charakterze sędziego i kata – muszą tego z całej siły chcieć. A kiedy pragną, aby wreszcie sprawiedliwości stało się zadość, autor spełnia pragnienie, dostarczając niebezpiecznej satysfakcji – erotyczno-moralnego spełnienia osiąganego dzięki przemocy. Istnienie owego splotu pozwala zakładać, że w sprawiedliwości nie o samą karę i sprawiedliwość chodzi, ale o mroczne libido.

Polska literatura mniej więcej od dekady budzi ze snu owo mroczne pożądanie i równie często je zaspokaja. W powieści Mariusza Sieniewicza Czwarte niebo (2003) do prowincjonalnego miasta przyjeżdża diaboliczny kapitalista, zamieniając wszystkich – zwłaszcza kobiety – w posłuszny towar, a próbujący go powstrzymać bohater podkłada bombę w pomieszczeniu, które stało się miejscem realizacji obscenicznej władzy. W finale Zwału (2004) Sławomira Shutego główny bohater, upokarzany pracownik Hamburger Banku, w myślach, lub naprawdę, zabija przełożoną. W Nic (2005) Dawida Bieńkowskiego zrozpaczony pracownik działającej w Polsce francuskiej sieci restauracyjnej Positive zabija dyrektora personalnego (omyłkowo, bo zamierzał zabić sieciowego kontrolera). W powieści Nieobecni (2011) Bartosza Żurawieckiego starsza pani i gej w średnim wieku odkrywają, że oboje należą do grup lekceważonych przez społeczeństwo – nieuwzględnianych i niezauważanych; korzystając z niewidzialności, przystępują do metodycznej zemsty: najpierw zabijają członków episkopatu, a potem w odwecie za upokarzającą „nieobecność” wyruszają na wojnę przeciw całemu światu. W powieści Sylwii Chutnik Cwaniary (2012) trzy młode kobiety metodycznie „czyszczą” Warszawę z rozmaitych nadwiślańskich supersamców, którzy znęcają się nad kobietami. W powieści Ciemno, prawie noc Joanny Bator (2012) grupa odmieńców jednoczy swe działania, ścigając pedofila i doprowadzając do jego śmierci. I jeszcze Rebelia (2007) Mariusza Sieniewicza, Gniew (2014) Zygmunta Miłoszewskiego czy świeżo wydana powieść Kuby Wojtaszczyka Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć (2016), w której walki miejskie wzniecają doktoranci wydziału humanistycznego poznańskiego uniwersytetu…

W książkach tych przemoc jest raczej wyrazem rozpaczy niż środkiem działania. Bohaterowie – upokorzeni albo oburzeni – występują przeciw dyskryminacji rozmaitych mniejszości bądź przeciw niesprawiedliwemu kapitalizmowi. Gdyby ktoś sądził, że tylko wyobraźnia lewicowa jest zdominowana przez fantazmaty przemocy, to powinien zwrócić uwagę na teksty przedstawiające przemoc patriotyczną (M. Wolski, Zamach na Polskę; W. Szyda, Szlak cudów, w zbiorze: Wizje alternatywne 5: antologia polskiej fantastyki, 2004), a więc działania grupowe zmierzające do zmiany porządku konstytucyjnego dla zapobieżenia niszczącym wpływom Europy, kapitalizmu bądź liberalizmu, panujących w Polsce. Wybitnym przykładem dzieła o takim nastawieniu jest trylogia sarmacka Jarosława Marka Rymkiewicza (Wieszanie, Samuel Zborowski, Reytan, 2007–2013), w której republikańska wspólnota dzięki przemocy powstaje i dzięki przemocy osiąga wpływ na własną historię.

Przemoc stała się wąskim kodem porozumienia, świadectwem determinacji, środkiem pomocniczym dla snucia narracji o naprawie rzeczywistości. Rzadko przy tym zdarzają się takie dzieła, jak Prowadź swój pług przez kości umarłych (2012) Olgi Tokarczuk czy Wieszanie Rymkiewicza, w których nie tylko pojawia się postulat innego prawa, lecz także opowieść o działaniach zawieszających prawo aktualne. Najczęściej przemoc zastępuje analizę polskiej rzeczywistości. Raczej zwalnia z myślenia niż je pobudza. Zachęca do złudnej koncentracji na pojedynczych sprawcach, oddalając od systemowej refleksji. A przede wszystkim dostarcza satysfakcji, która łączy w niebezpiecznym splocie poczucie sprawiedliwości z fizycznym naruszeniem czyjegoś ciała.

Dlatego właśnie powieść Hanny Samson zasługuje na uwagę. Zatrzymanie ręki przed zadaniem ciosu jest rodzajem celowego niespełnienia, a odmowa dostarczenia satysfakcji zdaje się wskazywać nową ścieżkę narracyjną. Pisarka wprowadza – prawda, że w wersji zaledwie szczątkowej, inicjalnej – inną narrację o społeczeństwie, proponując opowieść o sprawiedliwości, która nie potrzebuje satysfakcji czerpanej z przemocy. Dostrzegam w Patyku zaledwie zarys takiego rozwiązania, ale sądzę, że po dekadzie eksploatacji mrocznego libido jest to sygnał możliwości innego wymyślania społeczeństwa.

Oczywiście Samson nie oddziela sprawiedliwości od satysfakcji w ogóle. Powiela te narracje, w których rodzaj quasi-erotycznego spełnienia wiąże się z jednostkowym czy zbiorowym poszukiwaniem sprawiedliwości. Ta ukryta motywacja ma paradoksalny charakter: napędza działania i równocześnie stanowi nagrodę, funkcjonuje jako przyczyna i cel. Tworzy przy tym szczególną pętlę emocjonalną: pragnienie rozkoszy płynącej z wymierzenia kary powoduje pomieszanie zemsty z moralnością. Etyka zaczyna działać jako kamuflaż dla rewanżu, rewanż zaś stroi się w szaty moralistyki. Proste rozwiązanie zastosowane przez Samson nie przerywa błędnego koła, lecz przynajmniej uświadamia, że mroczne libido zasila również i te działania, w których przemoc fizyczna jest nieobecna.

Rozwiązanie podsuwane w Patyku nie jest wolne od fantazmatów przemocy. Pochodną cielesnej napaści jest w powieści upokorzenie; bywa ono równie silnym zaspokojeniem, co fizyczne naruszenie ciała winowajcy, a bohaterka poniża kolejno wszystkich swoich ciemiężycieli. Wydatnie pomaga jej w tym autorka, zmieniając dawnych młodzieńców w zramolałych dziadów, a dawne konkurentki do klasowego uznania w kury domowe. Jednakże zasadniczo Patyk, przedstawiając wymiar sprawiedliwości samosądu, prowadzi ku innemu spełnieniu. W centralnej scenie „cofnięcia karzącej ręki” energia czerpana z mrocznego libido została bowiem powiązana z egzekwowaniem istniejącego prawa. Sprawdzianem dla samosądu staje się nie odwet na konkretnym sprawcy, lecz skuteczność zmiany położenia słabszych, a satysfakcja moralno-erotyczna płynie z powstrzymania się od przemocy.

Bohaterka Patyka odkrywa więc inną satysfakcję, czerpaną nie z jednorazowego „wyżycia się”, lecz ze świadomości dysponowania siłą, której można nie użyć. To nie sublimacja, która, jak wyjaśniał Freud, polega na przeniesieniu niemożliwych do spełnienia pożądań na wartości społecznie akceptowane; to raczej wykorzystanie nadwyżki mrocznego libido, która odsłania się po niewykorzystaniu przemocy.

„Myślałaś, wściekła suko, że się wywiniesz?”

Właściwie od momentu, gdy bohaterka nie zadała ciosu, akcja układa się w zgodzie z porządkiem spełnionego marzenia. Wszystko, czego Barbara dotknie, zaczyna owocować. Relacje z matką nabierają charakteru partnerskiego, stare sympatie licealne przechodzą pomyślnie sprawdzian trwałości, a w redakcji czasopisma „Kobieta Współczesna” bohaterka ustala model pracy łączący w rozsądnych proporcjach zaangażowanie zawodowe z życiem prywatnym. Nie mówiąc o nowym partnerze, który bezbłędnie odczytuje nową zasadę współżycia. Zasada ta – ufundowana na wstępnym uznaniu osobności ciał – wymaga zgody na wszelki dotyk.

I kiedy wydaje się, że marzenie ukonstytuuje małą utopię, że bohaterka otrzyma pakiet nagród – w domu, w pracy i w rodzinnym mieście – nadchodzi cios. Powieść ma bowiem budowę klamrową: początkowa napaść w podziemnym garażu wraca w zakończeniu z innym przebiegiem. To, co nie udało się napastnikowi na początku, zostaje doprowadzone do końca.

Jak to rozumieć? Można byłoby stwierdzić po prostu, że między pierwszym i drugim atakiem wszystko było halucynacją, marzeniem snutym przez świadomość zamuloną ciosem. Nic dobrego zatem się nie wydarzyło: bohaterce nie udało się wrócić do Łodzi, naprawić stosunków z matką i szkolnymi kolegami, zlikwidować niesprawiedliwych stosunków w pracy i znaleźć faceta, który nie korzystałby z siły w domu. Skoro jednak wszystko to zostało opowiedziane, wobec tego nie jest ważne, czy było zaledwie rojeniem gasnącej świadomości, czy ciągiem faktycznych zdarzeń. Narracja przedstawia alternatywny przebieg życia i alternatywny porządek relacji społecznych – więc to narracja jest faktyczna. Literatura nie musi przedstawiać twardej rzeczywistości; jej zadanie polega na proponowaniu zróżnicowanych języków interpretacji i zróżnicowanych narracji.

Czy jednak złe zakończenie nie przekreśla nowej narracji? Nadaje ono przecież całej opowieści charakter odrzuconej petycji w sprawach oczywistych. Wszystko, o co bohaterka walczyła i co osiągnęła, dotyczy spraw trywialnych: poszanowania dla podmiotowości dziecka, eliminacji przemocy domowej, zagwarantowania podstawowych praw w miejscu pracy. Cios, który spada na Barbarę w zakończeniu, nadaje tym kwestiom charakter postulatów nie do spełnienia. Real, mówi autorka, jest po prostu silniejszy.

Real, słowo używane w potocznej polszczyźnie, łączy w kapitalny sposób lacanowskie pojęcie „realnego” z powszechnym rozumieniem „rzeczywistości” jako przeciwieństwa „wirtualności”. Real to zasada, której nie da się pominąć, oszukać, zlikwidować. Real jest tym, co wyjdzie spod każdego marzenia snu, utopii, wirtualności. A według Samson tym, co powróci zawsze w polskiej rzeczywistości, jest przegrana kobiety. W każdym z historycznych i możliwych światów – socjalistycznym, kapitalistycznym, totalitarnym, demokratycznym, katolickim czy liberalnym – kobieta zostanie siłą zawrócona na pozycję podporządkowaną. Zawrócona, czyli zgnojona, zgwałcona, upokorzona albo prawnie zredukowana do roli inkubatora dzieci. Cios, który spada na bohaterkę, jest właśnie takim realem, który wyłonił się z dobrej codzienności tworzonej przez Barbarę. Mała utopia równości przegrywa z wielką nierównością polskiego patriarchatu.

Mam jednak wrażenie, że o co innego chodziło pisarce, gdy wymyślała triumf Barbary, o co innego zaś, gdy przygniotła bohaterkę do ziemi. Opowiadając o triumfie Barbary, autorka zbudowała małą utopię o osiąganiu moralno-erotycznej satysfakcji z powstrzymania się od przemocy. Kiedy nakazała bohaterce opuścić rękę wzniesioną do ciosu, ukazała akt powstrzymania się od użycia siły jako źródło siły. Tymczasem scena końcowa wygląda tak, jakby Barbara została nie tyle pokonana przez zwykłą brutalność, ile ukarana za to, że od przemocy się powstrzymała. W świetle finału powinniśmy pomyśleć, że mizoginiczny real wygrał, bo kobieta niegdyś zaatakowana w garażu nie dobiła napastnika. W świetle późniejszych przygód Barbary mamy jednak prawo pomyśleć co innego – że bohaterka zaczęła radzić sobie w życiu, bo zamiast szukać doraźnej satysfakcji ze spuszczenia łomotu domowemu bokserowi, wykorzystała „zaoszczędzoną” siłę do tworzenia lepszych relacji społecznych. Odkryła zatem – albo: to nam pozwoliła odkryć – że kto stosuje przemoc, ten z przemocy czyni strażnika nowego porządku społecznego. Dzięki takiemu rozegraniu sekwencji przemocowej autorka wykroczyła poza gry fabularne toczące się w polskiej literaturze od dobrych dziesięciu lat, zwłaszcza te, w których kobiety, dzieci, zwierzęta bądź inni słabsi członkowie społeczeństwa po latach doświadczania przemocy sami sięgają po przemoc. Moment, gdy Barbara opuszcza rękę wzniesioną do ciosu i gdy znajduje satysfakcję w powstrzymaniu się od stosowania siły, wydaje się węzłem innej fabuły.

Dlatego właśnie marzenie Barbary o budowie dobrej codzienności było prawdziwie inspirujące, a zakończenie jest trywialne. Przynosi ono bowiem obraz klęski czekającej na każdego, kto będzie próbował inaczej spożytkować energię mrocznego libido. Być może Hanna Samson nie chciała takich wniosków, ale finał powieści ową niechcianą konkluzję wzmacnia.

Nawet jeśli autorka nie odważyła się myśleć śmielej, to i tak dostrzegam w jej powieści dobry sygnał. Medium przemocy legitymizowane w sztuce od dobrych dziesięciu lat zostało wciągnięte do innej gry narracyjnej. Mroczne libido pojawiło się nie dla satysfakcji wymierzania sprawiedliwości, lecz dla satysfakcji tworzenia innych relacji. W innych okolicznościach historycznych powiedziałbym, że to symptom dobrej zmiany. Ponieważ jednak związek frazeologiczny „dobra zmiana” oznacza dziś swoje przeciwieństwo, więc powiem: powieść Hanny Samson to symptom nowej narracji o społeczeństwie.


Hanna Samson, Patyk. Znak, Kraków 2016

Fot. za Free Stock Photos.biz

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa