BUDOWA STRUKTURY

Polityka miejska, a zwłaszcza polityka kulturalna, nie musi systemowo włączać animatorów kultury w realizację wybranych polityk miejskich, ponieważ oni już sami dawno się włączyli i tworzą swoistą sieć. Na początek wystarczy zauważyć ich obecność i polepszyć […]


Polityka miejska, a zwłaszcza polityka kulturalna, nie musi systemowo włączać animatorów kultury w realizację wybranych polityk miejskich, ponieważ oni już sami dawno się włączyli i tworzą swoistą sieć. Na początek wystarczy zauważyć ich obecność i polepszyć warunki, w których działają.

Wspólnie z Narodowym Centrum Kultury i projektem Platforma Kultury prowadzimy dyskusję o możliwościach wykorzystania potencjału animatorów kultury w procesach rewitalizacji miast. Kontynuujemy w ten sposób prace rozpoczęte podczas NieKongresu Animatorów Kultury. W tym cyklu opublikowaliśmy już artykuły Artura CelińskiegoBartka LisaEweliny Jurasz i Szymona Pietrasiewicza.

Kiedy otrzymałam propozycję zabrania głosu w dyskusji poświęconej rewitalizacji i animatorom, usiłowałam sobie przypomnieć początki pracy jako animatora, odnaleźć źródło, z którego popłynęła w późniejszych latach cała rzeka projektów, warsztatów i akcji miejskich. Myślę, że pchnęła mnie do tego intuicja. Odgrzebałam swoje zapiski z początków i postanowiłam przytoczyć ich fragment, który może jest nieco naiwny, ale dobrze oddaje atmosferę czasu, oraz przypomina inspirującego nas wtedy, a dzisiaj już nieżyjącego, Jana Berdyszaka:

Jak zwykle od kilku miesięcy rozkładam papier na podłogach. Zaraz przyjdą. Są najważniejsi. Mają w sobie to wszystko, co my dorośli zatracamy, spontaniczność i ekspresję. Sobota, mija piętnasta. Idziemy prosto do galerii, a kiedy oglądamy wystawę są w zachwycie. Kilkanaście małych główek rozgląda się szybko i niecierpliwie we wszystkie strony wpatrując się w prace Janka Berdyszaka – wielobarwne płyty i przeźroczyste pleksiglasy. To wystawa „Reszta reszt”.

– A dlaczego on zrobił taką wielką dziurę? Sypią się pytania dzieci i wspólne próby odpowiedzi. Najważniejszy moment to cisza wypełniająca nas, kiedy w skupieniu pochłaniamy sztukę. Potem, zainspirowane pracą artysty, dzieci tworzą własne dziełaa każde jest inne, bogaty melanż kolorów. Julka kładzie żółte plamy, jest najweselsza z całej grupy. Zawsze spokojny i wyciszony Karol użył niebieskiego. Basia to dynamit i najchętniej sięga po pomarańczowy…. Dzieci poddają się nastrojowi chwili, uwalniają nagromadzone w nich uczucia. W pracach, jak w zwierciadle, odbijają zarówno swoje radości, jak i smutki. Siadam obok, czytam ich twarze, przegląd Piękna, Dobra i Prawdy. Na zewnątrz świat pełen konfliktów i napięć, a przy mnie Triada Platona smaruje coś tam na podłodze. Lipiec 2009 r.

Z czasem zaczynałam zdawać sobie sprawę, że moja praca zatacza coraz szersze kręgi. Wciągani są w nią kolejno rodzice, opiekunowie, nauczyciele, a w końcu i okoliczni mieszkańcy. Zmienia również wygląd i postrzeganie otoczenia, bo nasze działania były odbierane jako coś dodatkowego i zupełnie innego. Wychodziły poza rutynowy tryb pracy, domu i szkoły. W moją samotnie rozpoczętą podróż włączyło się przez te lata wielu ludzi – szybko się okazało, że otwierając dzieci na świat twórczej wypowiedzi poprzez sztukę, można przywrócić radość tworzenia także niejednemu dorosłemu.

Zainspirowało mnie również miejsce – Centrum Kultury przy Placu Sejmu Śląskiego w Katowicach. Monumentalny budynek z lat siedemdziesiątych. Doskonale zlokalizowany w pobliżu różnych uczelni, budynków samorządowych i przedwojennych kamienic. Z niewiadomych przyczyn okoliczni mieszkańcy raczej nie należeli do jego bywalców. Od 2006 roku pracowałam z młodymi ludźmi w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, gdzie spotykaliśmy się na warsztatach, wernisażach, wyjeżdżaliśmy na międzynarodowe plenery. Bytom szedł pełną parą i wiedziałam, jak bardzo zajęcia dla dzieci oswajają, czynią przyjaznymi takie z pozoru ogromne instytucje i jak wiele te instytucje mogą młodym ludziom ofiarować. Musi być w nich jednak ten ktoś, kto zaprosi dzieci i młodzież nie tylko do odbioru sztuki, ale i do tworzenia. Spróbowałam i udało się również w Katowicach! Gdy uzyskałam zgodę dyrektora, osobiście biegałam do pobliskich szkół, ognisk i świetlic socjoterapeutycznych – niemal zgarniałam dzieci z ulicy. W październiku 2008 roku rozpoczęłam zajęcia mając za całą bazę mały magazynek na parterze Centrum Kultury.

ck.art.pl
ck.art.pl

Future Artist

Takie były początki projektu Future Artist*, który od tamtego czasu cały czas jest realizowany w Centrum Kultury Katowice. Przez wszystkie lata najistotniejszy był systematyczny kontakt dzieci i młodzieży ze sztuką wizualną. Prowadzący, edukatorzy i artyści wykorzystują przestrzenie galeryjne oraz tkankę miasta. Efektem nadrzędnym jest doświadczanie wartości. Kolejnym aspektem działań jest systematyczna współpraca z animatorami z Katowic i ze Śląska oraz wypracowanie w województwie wspólnej koncepcji pracy z dzieckiem. Poprzez projekt tworzy się lokalna rzeźba społeczna, funkcjonująca w ramach szerszej sieci w Polsce i Europie. Całkowicie zgadzam się ze słowami Krzysztofa Czyżewskiego: „We współczesnej architekturze brakuje przestrzeni spotkania. Potrafi ona szokować formą, wielkością, ekstrawagancją, ale nie zapewnia podstawowej rzeczy dla zbiorowości – miejsca do spotkania…”**. A to właśnie spotkanie grupy dzieci, młodzieży, rodziców, dziadków i znajomych w kontakcie ze sztuką najnowszą jest największą wartością tego działania.

Kolejnym bodźcem do stworzenia projektu była luka w edukacyjnym systemie szkolnym dotycząca sztuk wizualnych. Animację kulturalną i sztukę wizualną w naturalny sposób połączyła długofalowa i systematyczna praca z dzieckiem, nauczycielem i rodzicem wobec sztuki właśnie. Projekt od samego początku polegał na organizowaniu sytuacji twórczych i kształtowaniu kreatywności. Jednak na każdym etapie jego trwania przybiera on inną formułę. W ubiegłym roku zrealizowaliśmy ŚCIEŻKĘ ZMYSŁOWĄ, czyli pięć projektów dla mieszkańców Śląska: KAPSUŁA CZASU – rzeźba przestrzenna w parku, MIEJSKA ŚCIEŻKA DŹWIĘKÓW – nagrania, pokaz GALERIA MALARSTWA w ramach akcji plakatowej Dzieci Kochają Sztukę, fotografie prezentowane w miejscowych szpitalach pt. TEATR I MASZYNY oraz film animowany NIE MA ZAGROŻENIA, przekazany do świetlic socjoterapeutycznych. Warsztaty, realizacja obiektów i akcji artystycznych były prowadzone nie tylko przeze mnie, ale i przez artystów współczesnych: Piotra Lutyńskiego, Grzegorza P. Kowalskiego, Annę Dudzińska, Pawła Kulę oraz Zosię Oslislo. W listopadzie 2013 roku odbyła się natomiast debata „FUTURE ARTIST – edukacja kulturalna dla przyszłości”, podsumowująca nasze pięcioletnie działania. Jego priorytetem zawsze było przygotowania młodego odbiorcy kultury tak, by mógł aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym – zarówno na Śląsku, jak i w każdym innym miejscu na ziemi. Jest istotnym elementem rozpowszechniania idei wolnego dostępu do wartości kultury i propozycją dla środowisk lokalnych.

ck.art.pl
ck.art.pl

Niekoniecznie systemowo

Doświadczenia zebrane przy realizacji powyższych działań pokazują, że polityka miejska, a zwłaszcza polityka kulturalna, nie musi systemowo włączać animatorów kultury w realizację wybranych polityk miejskich. Oni już sami dawno się włączyli i tworzą swoistą, żywą sieć. Na początek wystarczy zauważyć ich obecność i polepszyć warunki, w których działają. Już od wielu lat, w różnych formułach i w szeregu przedsięwzięć, usiłujemy kontynuować nasze projekty. Jest to jednak często trudniejsze niż zrobienie czegoś od początku. Może należałoby rozpocząć od przebadania miast w tym zakresie (myślę, że efekt byłby zaskakujący) i zacząć od wspierania tego, co już istnieje.

Zarówno duże, spektakularne przedsięwzięcia, jak i niewielkie pracownie plastyczne są  swoistymi centrami walki o lepszą jakość życia. Każde takie miejsce, zarówno małe – prowadzone przez jedną osobę dla niewielkiej ilości osób, jak i duże – mogące poszczycić się sporą liczbą uczestników i projektów, jest ważne, jeśli realizuje i odpowiada na autentyczne potrzeby ludzi, związane ze sztuką jak i – szerzej rzecz ujmując – z życiem we wspólnocie. Ważne jest tworzenie enklaw wolności, dalekich od komercji i dających poczucie procesu grupowego, możliwości spotkania, przeżywania i łączenia. Animator mi bliski to raczej niezależny kontestator, a jednocześnie osoba łącząca grupę z tym, co istotne współcześnie w konkretnej przestrzeni. Sieć działających w mieście animatorów jest warta wsparcia i jeśli polityka miejska pójdzie w tym kierunku, nie trzeba się martwić o tworzenie nowych ośrodków animacji. Same będą wyrastać jak grzyby po deszczu. Możliwości i potrzeby są wielkie: personalne stypendia ze środków państwa, lokalne granty, wspólne debaty dla artystów, architektów, animatorów, urzędników i wszystkich tych, którzy zainteresowani są modernizacją w obszarze społecznym i kulturowym. Wszystko to zawiera się w słowach wypowiedzianych przez jednego z czołowych animatorów i artystów, którego Muzeum w drodze właśnie gościmy w Katowicach, czyli Janusza Byszewskiego: „Potrzeba Centrum, to potrzeba zakorzenienia i budowy struktury”***.

 

Artykuł wydany wspólnie z Narodowym Centrum Kultury w ramach projektu Platforma Kultury. W kolejnych tygodniach publikować będziemy kolejne teksty – zapraszamy naszych czytelników do udziału w niniejszej dyskusji i przesyłania swoich komentarzy i uwag.

NCK_platforma-kultury_logo-zNCK_kolor-web
 

* Projekt Future Artist został zaprezentowany na Ogólnopolskiej Giełdzie Projektów w 2013  r. jako jeden z 30-tu w Polsce, w których sztuka jest tematem oraz narzędziem służącym animowaniu lokalnych społeczności.

** Krzysztof Czyżewski, Kryzys wielokulturowości, „Pismo er”, nr 8/2014.

*** Janusz Byszewski, Dom kultury jako rzeźba społeczna, 2010. Muzeum w drodze, wystawa prac Janusza Byszewskiego od 19.09 do 15.11.2014 r. w Galerii Intymnej Domu Oświatowego Biblioteki Śląskiej, ul Francuska 12, Katowice.

 

 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa