BRODZIKOWSKI: Nomadzi technologiczni i inwestorzy

Dla państw granica to narzędzie kontroli nad przepływem kapitału. Dla innowatorów obowiązek, bo chociaż można być cyfrowym nomadem – prawna kotwica gdzieś musi zostać zarzucona


Danuta Dobrzyńska-Schimmer: Internet to podstawa w innowacjach, stąd – wydawałoby się – w tym świecie granic nie ma. A jednak.

Jerzy Brodzikowski: W przypadku rozwiązań nowoczesnych, z którymi mamy do czynienia w XXI wieku, a w szczególności w ostatnich kilku latach wraz z bumem startupowym, i coraz większym biznesem na poziomie internetu, wydawałoby się, że wiele innowacji przechodzi przez te granice bardzo płynnie.

Ale spoglądając na wymiar prawny, okazuje się, że nie wszystko jest takie łatwe, nawet na poziomie Unii Europejskiej. Gdy wychodzimy poza granice narodowe lub UE pojawiają się bardzo poważne schody. Kiedy jesteś odbiorcą lub użytkownikiem innowacji wydaje się, że granic nie ma, ale gdy jesteś częścią tych innowacji okazuje się, że istnieją.

Ten aspekt prawny jest kluczowy. Wspólny rynek Unii Europejskiej wciąż nie działa. To państwa są swoistymi hubami dla innowacji. Każde z nich buduje swoją przestrzeń prawną, żeby rozwijać technologie i ściagać podatki u siebie. Innowacje przekraczają granice, ale dopóki nie będzie jednolitego rynku, cała Unia nie stanie się hubem.

Dziś poza tym, że każdy kraj chce inkubować, akcelerować innowacje, chce również by te innowacje przyznawały się, że są od nich. Tymczasem cechą innowacji jest przekraczanie granic. Paradoksem jest, że kiedy innowacja staje się ponadnarodowa, musi przystosować się do innych krajów, innych światów, w których będzie wdrażana.

To często prowadzi do problemów. Kiedy w Polsce tworzymy pewną innowację i wchodzimy na rynek azjatycki, co ostatnio często się zdarza, to musimy zmienić swoją trajektorię myślenia. A rynek azjatycki, jest podzielony jeszcze na mikrosegmenty. Jako innowacja to my musimy dostosowywać się do rynków, na które wchodzimy. W tym momencie pojawiają się granice – prawne, finansowe i kulturowe, których teoretycznie nie ma.

Dlaczego w UE wciąż jest problem, by państwa unifikowały swoje systemy prawne w wymiarze innowacji?

W Unii każdy chce grać na siebie. Najbardziej optymalne byłoby, gdybyśmy mówili, że tworzymy europejskie innnowacje.

Tak mówią liderzy startupow, kiedy pojadą do Stanow Zjednoczonych.

Tak, kiedy jesteśmy w Stanach chętniej mówimy, że jesteśmy Europejczykami niż Polakami czy Holendrami.

Dolina Krzemowa rządzi za oceanem pod względem inowacji, ale tych hubów – miejsc, w których innowatorzy czy startuperzy budują swoje biznesy jest więcej. Ale to właśnie Dolina stała się synonimem miejsca, w którym należy rozwijać innowacje i gdzie się to dobrze robi. Czy również dobrze się je stamtąd rozprzestrzenia? Czy rynek amerykański jest elastyczny?

Dolina Krzemowa jest symbolem. Dziś jednak coraz mniej startupów chce tam rozpoczynać swoją działalność, bo to jest ekstremalnie drogie. Na kolejnych etapach rozwoju firmy już jest znacznie łatwiej, ze względu na pieniądze, które się tam znajdują.

Jeśli chodzi o rozpowszechnianie, to jest tak samo jak z biznesem w Unii Europejskiej. Jeśli zaczynasz biznes w Polsce, to jest znacznie łatwiej trafić na rynek unijny. Z tego powodu wiele ukraińskich startupów przyjeżdża właśnie do Polski, by tu otwierać swoje instytucje.

Czyli wygrywa działanie lokalne. A co jeśli innowator chce ruszyć na podbój świata?

Z globalnego punktu widzenia mamy już arbitraż prawa międzynarodowego prywatnego i publicznego, który prawdopodobnie jest najbardziej skomplikowanym arbitrażem prawnym jaki istnieje. Na to nakładają się interesy startupów, które targetują się na konkretne regiony.

Naturalnie ogromnym rynkiem do atakowania są Stany Zjednoczone czy Chiny jako największe gospodarki. Przebijanie się na te rynki zwykle związane jest z otworzeniem instytucji, prawnie reprezentującą daną organizację, na miejscu.

Kto spośród trzech największych graczy w obszarze innowacji – Stany Zjednoczone, Chiny i Unia Europejska – jest najlepszy w tym wyścigu?

Ciężko jest porównywać te trzy regiony. Stany Zjednoczone mają najwięcej innowacji stricte biznesowych, ponieważ jest tam najwięcej pieniędzy od inwestorów.

W przypadku Europy są duże nakłady na rozwój technologii naukowych. Polska jest tu dobrym przykładem. Wkłada kilka miliardów złotych w Polski Fundusz Rozwoju, który ma dolewać pieniędzy do naszych technologii, w tym rozwoju startupów.

Ale także duże prywatne firmy dostają od niego wsparcie.

Jednak proporcjonalnie jest to znacznie mniej niż w Stanach Zjednoczonych. O tym się często zapomina, ale w USA oprócz prywatnych pieniędzy inwestowane są również pieniądze państwowe. Firmy o tym często nie mówią, bo nie muszą naklejać naklejek z tą informacją.

Wróćmy jeszcze do specjalizacji regionów. Jak to wygląda w przypadku Azji?

Azja przez ostatnie kilkanaście lat specjalizowała się w naśladowaniu Europy i Stanów. Teraz oferują wiele rozwiązań, o których często nie słyszymy, bo ich rynek jest tak potężny. Do tego jest on bardzo ujednolicony społecznie. Z tych powodów nie wychodzą jeszcze tak bardzo poza swoje granice. Choć już próbują eksportować swoje największe produkty, chociażby przez Polskę.

Częściej to amerykańskie i europejskie firmy chcą wchodzić na chiński rynek, ponieważ widzą tam potencjał do rozwoju.

Ale tu pojawia się inna granica, którą tworzy język angielski, będący czasem dla Azjatów barierą nie do przejścia.

Zgadza się. Do tego dochodzi wszechobecna inwigilacja w przypadku zagranicznych firm wchodzących na rynki chińskie.

A Rosja? Gigantyczny rynek, kapital, sporo startupow, a jednak w innowacjach nie liczy się.

Ponieważ kraj, który zamyka granice zamyka się również na innowacje. Potencjalni inwestorzy nie chcą tam robić biznesu, bojąc się niestabilności politycznej. Natomiast dziś rosyjskie startupy próbują przedostać się do Polski. Rozmawiałem z kilkoma startupowcami planującymi otworzyć tu biznes, ponieważ chcą dostępu do rynku europejskiego, chcą stabilnego dochodu, potencjalnie możliwości subsydiowania.

Czyli kapital obawia sie granic – inwestorzy ze Stanów inwestują w USA, a europejscy w krajach europejskich…

Powiedziałbym, że istnieją granice mentalne. Jest taka zasada, że jak budujesz startup na przykład w Polsce i dostaniesz finansowanie z Polski, to o wiele trudniej jest dostać finansowanie od europejskiego inwestora, a ekstremalnie ciążko jest dostać od amerykańskiego.

Dlaczego tak się dzieje?

Postaw się w sytuacji Amerykanina, który nigdy nie był w Polsce.

Przyjmujac ten punkt wiedzenie – dlaczego wszyscy chcą jednak inwestować w odleglych kulturowo Chinach?

Bo tam jest najwięcej pieniędzy i wciąż jest jeden z największych wzrostów gospodarczych sięgający ok. 6%. To jest olbrzymi potencjał do rozwoju.

Ale bariera jest, a inwestorzy nie lubią wychodzić poza strefę swojego komfortu.

Lubią inwestować w to, co znają. Są startupy w Polsce, których przedstawiciele wyjeżdżają na Zachód – do Berlina czy Nowego Jorku – i sami szukają tam pieniędzy.

Czyli to startuperzy muszą być aktywni…

Większość startuperów związanych z innowacjami to są nomadzi technologiczni, którzy odnajdują się w każdym miejscu i sytuacji. Są bardzo elastyczni, co przekłada się na sposób działania ich instytucji.

Wejście inwestora z dużymi pieniędzmi powoduje coraz większą profesjonalizację tego startupu, biurokratyzację i hierarchia w pewnym momencie musi powstać, co może okazać się dla niektórych problemem.

Płaska struktura zarządzania jest możliwa do pewnego momentu rozwoju firmy, nawet bardzo wysokiego, ale w pewnym momencie musi nastąpić podział odpowiedzialności. Jedna osoba nie jest w stanie odpowiadać za zespół 150 osób.

Mimo granic, jako użytkownik, nie patrzysz na to, skąd innowacja pochodzi.

Ludzie interesujący się innowacjami wiedzą, że Skype jest w dużej mierze estoński, Prezi węgierskie, Whatsapp amerykański, Spotify szwedzki. Ale przy tych ogromnych pieniądzach, większość użytkowników stwierdza, że i tak są amerykańskie. Być może jest to właśnie tendencja związana z symbolem Doliny Krzemowej.

Jeśli jednak spojrzymy na listę największych startupów pod względem finansowania, to znajdziemy tam bardzo dużo chińskich firm. Didi, tamtejszy Uber, jest na drugim lub trzecim miejscu.

Czyli przyszłość to Azja?

Na to wskazywałyby wskaźniki gospodarcze. Ale każdy ma coś do zaoferowania. Nawet UE, mimo że narzeka się, że jest skostniała i zastała, ciągle produkuje wiele innowacji. Jest dynamiczna z pieniędzy państwowych, dobrze jednak jak będzie więcej prywatnych inwestorów.

Jerzy Brodzikowski – Community Operations Manager w HubHub Warsaw. Specjalizuje się w nowych technologiach i ich zastosowaniu w życiu profesjonalnym, rozwijaniem startupów,  public relations, mediach społecznościowych oraz zarządzaniu zespołami projektowymi. Kurator PLUGinWarsaw, warszawskiego oddziału PLUGin, organizacji budującej społeczność wokół polskiej diaspory technologicznej


Rozmowa została przeprowadzona w ramach współpracy z PLUGinWAW przy wydarzeniu National Borders of Innovations: Do They Matter?, którego „Res Publica Nowa” była partnerem medialnym, a New Europe 100 partnerem merytorycznym. 

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa