AUTONOMIA: Odnaleźć pole do negocjacji

Z Andrzejem Pakułą, kuratorem i jednym z organizatorów Kongresu Autonomia, rozmawia Aleksandra Skowrońska


Lipiec rozpoczął się szczytem G20 i widoczną akcją antyglobalistów w Hamburgu. Jak postrzegasz tego rodzaju siłowe manifestacje obecności i ich możliwości negocjacyjne, także w kontekście ideologii zawartej w samym projekcie Kongresu Autonomii?

To złożony temat. Osobiście postawa, którą zaproponowali nie tyle przeciwnicy, co przedstawiciele alternatywnej opozycji wobec reprezentantów G20 jest mi bardzo bliska. Część wygłaszanych postulatów podczas protestów pokrywa się też założeniami i ideami ruchu Occupy i im podobnych.

Myślę, że dzisiaj powinniśmy się przyglądać protestom obywatelskim przeciwko utracie niezależności polskiego sądownictwa i złamaniu nienaruszalnej zasady trójpodziału władzy. Te w pełni obywatelskie manifestacje mają zupełnie inną jakość i potencjał, niż te, które miały miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat. Nowością jest duży udział młodych ludzi, którzy do tej woleli trzymać się z dala od polityki. Polityki, która w ostatniej dekadzie stała się areną bratobójczej wojny na wyniszczenie, przepełnionej językiem nienawiści i wykluczenia. To była i nie jest nasza wojna.

Musimy o tym pamiętać szczególnie dzisiaj, bo dzisiaj głos młodych Polek i Polaków jest szczególnie ważny. Dlatego równolegle do obrony polskiej konstytucji, niezależności sądów i trójpodziału władzy, musimy głośno mówić, jakiej Polski i Europy chcemy. Musimy sami wziąć za nie odpowiedzialność. W tym konflikcie zaszliśmy już tak daleko, niszcząc autorytet tak wielu instytucji, że dzisiaj potrzebujemy pewnego rodzaju umowy społecznej, która zakończy raz na zawsze demolującą polskie życie publiczne wojnę oraz ponad podziałami politycznymi przeprowadzi naprawę państwa tak, abyśmy nie mieli w przyszłości podobnych kryzysów. I jeszcze jedna kwestia – nadszedł czas na zmianę pokoleniową w polskim życiu publicznym.

A skuteczność?

To, czy dzięki akcjom takim, jak w Hamburgu wytwarza się pole negocjacji pomiędzy stronami konfliktu jest zupełnie inną sprawą. Mam wrażenie, że z każdym szczytem G20 w pewnym oderwaniu i w tej samej odsłonie powtarzają się te same działania. Wymagają one zadania pytania o skuteczność, która przełożyłaby się na możliwość dokonania zmiany w zastanej rzeczywistości społecznej i politycznej – w obszarze globalnym. I choć na poziomie symbolicznym gesty takie jak te z Hamburga są potrzebne, to mam wrażenie, że mamy do czynienia z sytuacją patową, w której dwie strony funkcjonują nie oglądając się na argumenty i działania drugiej.

Projekt Autonomia jest – celowo i w sposób subwersywny – kompletnym przeciwieństwem tak radykalnego ruchu. Wynika to z poczucia, że działanie od środka – a nie z pozycji zewnętrznej – ma większe szanse posiadania jakiejkolwiek siły sprawczej. Związane jest to z potrzebą radykalnego przemodelowania demokracji liberalnej. Cała zresztą Autonomia i nasze pojmowanie tego projektu jest próbą – może też fantazją? – poszukiwania odpowiedzi i postawienia pytania o to, w jaki sposób prowadzić politykę subwersywną.

W działaniach Autonomii wyszliśmy z założenia, że  należy funkcjonować na poziomie ponadnarodowym. Dla mnie myślenie w kategorii państw, narodów i tym podobnych jest w uprawianiu współczesnej polityki globalnej przeciwskuteczne.

Skoro nie działania w obszarze narodowym, to…?

Rozwiązania upatruję w radykalnym zwrocie ku integracji i otwartości przy wyraźnym zaznaczeniu, że obecny kształt wspólnoty europejskiej wymaga radykalnego przemodelowania. On nie działa. Tymczasowo, w sferze marzeń, pozostaje projekt sytuacji, w której ruchy polityczne i obywatelskie powstają na poziomie europejskim, a wyborcy głosują na konkretny, realizowany w strukturach unijnych program, a nie na lokalne partie, które dopiero w parlamencie tworzą ponadnarodowe koalicje z niejasnym programem. Problemy młodego pokolenia Polek i Polaków są bliskie lub tożsame z problemami młodego pokolenia w innych europejskich krajach. Myślę, że dziś to „my, młodzi” powinniśmy zabrać głos również w tej kwestii.

Mówiąc o autonomii i Autonomii, mówisz o integracji i niezależności, zagadnieniach wzajemnie się znoszących, rozsadzających pojęcie autonomii od środka. Jaką definicją autonomii posługujecie się w ramach kongresu?

Autonomia to rzeczywiście pojęcie złożone. Podobnie jak w przypadku projektu Enklawa, tak i tym razem dokonujemy próby zredefiniowania pewnego pojęcia, jakim w tym przypadku jest właśnie autonomia.

Wewnętrzna sprzeczność autonomii, o której mówisz, jest chyba najbardziej interesująca i kluczowa. Bo rzeczywiście mówimy zarówno o autonomii jednostki (obywatela), jak i autonomii konkretnych wspólnot, grup społecznych itp. Można byłoby to nazwać indywidualizmem, ale będącym pozytywnym odwróceniem indywidualizmu liberalnego.

A wspólnoty, grupy zintegrowane?

Inną kwestią jest sfera wolności i autonomii w myśleniu bardziej wspólnotowym. Tu autonomia wydaje się kluczowa i służy do tego, by wskazać, że jest ona obszarem spotykania się pewnych wspólnotowych interesów, których realizacja jest łatwiejsza przy właśnie – wspólnym i autonomicznym działaniu. Dobrym przykładem mogą być między innymi dyskusje związane ze zwiększającą się rolą miast czy polityki miejskie.

Celem projektu Autonomia – i po części także poprzedniego projektu, Enklawa – jest postawienie pytania, szukanie możliwości i renegocjowanie pozycji wobec aktualnej i przyszłej sytuacji polityczno-społecznej. Bardzo świadomie unikamy jednak jakiejkolwiek bezpośredniości względem aktualnej sytuacji czy publicystycznej formy. Obydwu projektom bliżej jest to myślenia utopijnego. Polityczność naszego działania dostrzegamy przede wszystkim w ukierunkowaniu na myślenie o przyszłości, na tworzeniu propozycji, alternatyw – a nie na zajmowaniu się tym, co wydarzyło się wczoraj.

Proponujecie nowe globalne spojrzenie na politykę w obliczu zachodzących zmian. Co jednak wynieśli z uczestnictwa w Kongresie jego uczestnicy?

Kongres został zaprojektowany jako doświadczenie, które zachęcić miało do aktywnego myślenia. Odbiorcom zostawiliśmy duże pole narzędzi do wykorzystania, które otrzymali właśnie podczas kongresu. Od samego początku zakładaliśmy, że Autonomia będzie się rozwijać. Chcemy wokół tej inicjatywy zbudować przestrzeń myślenia i dyskusji wokół przyszłości właśnie. Może brzmi to zbyt banalnie lub utopijnie, ale właśnie tego dzisiaj najbardziej potrzebujemy.

W jaki sposób Wasza propozycja odnosi się do obecnej sytuacji politycznej w Polsce?

Nie tak dawno widziałem przyczepę kempingową KOD-u przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów – wyglądała tak samo jak ta należąca do przedstawicieli ruchu Solidarni 2010. Te ruchy i związane z nimi stronnictwa są dwoma wzajemnie znoszącymi się kościołami. To nie jest mój konflikt. To obcy mi spór, w którym nie chcę uczestniczyć. Konflikt ten należy przeskoczyć i przekroczyć – na jego rozwiązanie nie widzę już szansy. Autonomia proponuje przekroczenie i odseparowanie się od tego konfliktu, na rzecz myślenia o przyszłości.

Jaki jest stosunek Kongresu Autonomia wobec poprzedniego projektu Korporacji Teatralnej – Projektu Enklawa? To jego rozwinięcie?

Enklawa dotyczyła innego obszaru badania i poszukiwania: kiedy tworzyliśmy Enklawę, interesowały nas pewne konkretne przestrzenie i wspólnoty występujące w pejzażu współczesnych miast. A były nimi funkcjonujące stale bądź krótkotrwale enklawy kulturowe skupione wokół skateboardingu, ruchów miejskich, streetartu, czyli czynników odmiennych od klasycznych kategorii tożsamościowych (narodowej, religijnej, seksualnej itp.). W enklawach proces tworzenia się wspólnoty nie jest oparty na konkurencji, lecz kształtowaniu i rozwijaniu szeroko rozumianych umiejętności.

Uczestnicząc w kongresie odniosłam wrażenie, że jestem częścią tworzącej się platformy dialogu pomiędzy przedstawicielami środowiska akademickiego, artystycznego, publicystów oraz przedstawicieli innych zbiorowości. Jednocześnie wykłady i spotkania przypominały swoją formułą i rejestrem językowym lekcje WOS-u dla dorosłych – lekcje wyposażone w luksus prowadzenia efektywnego dialogu, w którym rozumie się i jest się rozumianym przez drugą stronę rozmowy. Uczestnictwo w wykładach Autonomii uświadomiło wielu jej uczestnikom mankamenty i blokady komunikacyjne występujące w sytuacjach, kiedy mimo bliskości na poziomie ideologicznym, ze względu na ograniczenia komunikacyjne i językowe, nawiązanie dialogu staje się trudne, a nawet niemożliwe.

Porównanie do lekcji WOS-u jest tu jak najbardziej trafne i adekwatne. Jednym z założeń Autonomii jest dzielenie się wiedzą w sposób przystępny. Język naukowy jest oczywiście czytelny dla pewnego wąskiego grona, ale nie więcej. Zależy nam, aby pomiędzy obszarami sztuki i nauk społecznych budować przestrzeń językową – tak, żeby artyści, wykorzystując środki artystyczne, mogli budować komunikaty oparte na pracy teoretyków.

Jak wobec przedstawianych przez Autonomię propozycji ideologicznych odnosi się warstwa wizualna Kongresu? Nawiązująca do estetyki korporacyjnej, zarówno w warstwie wizualnej, jak i językowej, kojarzy się z komunikacją prowadzoną przez spadkobierców sekt New Age’owych.

Kongres Autonomia nosi znamiona „sekciarstwa” w rozumieniu estetyki, która mu towarzyszy. Zdecydowaliśmy się na estetykę korporacyjną, nawiązującą do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, czyli czasów, kiedy my, twórcy projektu jako dzieci patrzyliśmy na Zachód i kapitalizm. To oczywiście działanie subwersywne, ironiczne – pełni także ważną rolę z komunikacji z interesującymi nas grupami odbiorców.

KONGRES AUTONOMIA, 30.06 – 2.07.2017, Poznań

www.autonomia.care

 

 

Andrzej Pakuła – reżyser teatralny, kurator i artysta wizualny, jeden z założycieli Korporacji Teatralnej

Aleksandra Skowrońska – absolwentka Komparatystyki na UJ i Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych (UAM). Interesuje się wątkami utopijnymi i biopolitycznymi w sztuce

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Skomentuj

Res Publica Nowa