Ani pies-pająk, ani korporacja

Jest wiele rodzajów kreatywności. Mieszczą się one między dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy kreatywność wymuszoną przez trudne warunki bytowe. Z drugiej, kreatywność wynikającą z własnej woli działania. Tadeusz Koczanowicz, Anna Wójcik Polemika z tekstem […]


Jest wiele rodzajów kreatywności. Mieszczą się one między dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy kreatywność wymuszoną przez trudne warunki bytowe. Z drugiej, kreatywność wynikającą z własnej woli działania.

Tadeusz Koczanowicz, Anna Wójcik

Polemika z tekstem Jarosława Kuisza “Nie palcie korporacji, zakładajcie własne”

Jarosław Kuisz występuje przeciwko malowaniu obrazu młodego pokolenia wchodzącego na rynek pracy jako pasywnego i skazanego na marzenia o małej, korporacyjnej stabilizacji. W tekście “Nie palcie korporacji, zakładajcie własne” dokonuje krytyki ideologii marazmu, wskazując na jej założenia i płynące z niej samosprawdzające się proroctwa. Przeciwstawia jej wizję dynamicznych ludzi biorących los na rynku pracy we własne ręce. Sztandarowym przykładem i symbolem tej wizji jest filmik o psie-pająku, który w przeciągu miesiąca pozwolił zarobić autorowi, SA Wardędze, 400 tysięcy złotych.

Redaktor naczelny „Kultury Liberalnej” postanowił pokazać malkontentom jak można odczarować pracę i wyzwolić ją z okowów sztywnych regulacji. Jest pełen entuzjazmu: praca nie sprowadza się do wyrobnictwa i nieprzyjemnej konieczności. Praca przy odpowiedniej motywacji to nie tylko sens życia, ale i dobra zabawa, która pozwala zarobić (np. na psie-pająku). Jarsław Kuisz uważa pracownicze przywileje kodeksu pracy za przeżytek, który czyni więcej złego niż dobrego, jako że jest związany z wizją pracy jako sposobu na utrzymanie się, a nie na barwne przeżywanie życia.

Internet jako pretekst

Ten entuzjazm brzmi nieswojo po wielkim kryzysie gospodarczym i serii dyskusji o kosztach transformacji. Wskrzesza stare slogany i uwodzi nas możliwościami, które internet i nowe technologie mają otwierać w takiej skali, jak zniesienie monopolu państwowego w latach 90.

Jarosław Kuisz mówi: nie marudźcie, ale weźcie się do pracy, spróbujcie, wtedy też się wam uda. I od razu bez wahania wskazuje rozwiązanie: dzisiejszą Ziemią Obiecaną jest internet, czyli szerzej, cały sektor nowych technologii. Jednak oprócz podania przykładu jednego zaskakującego sukcesu, porównywalnego z wygraną na loterii, autor nie pogłębia związków sieci z współczesnym rynkiem pracy.

Internet – Wielka Zmiana – jest tylko pretekstem, żeby ponownie wyłożyć ideologię neoliberalną. Sprytny przedsiębiorca z lat 90. zostaje zamieniony na figurę geeka czy hakera, który w systeme wyszukuje luk, na których może zarobić łatwo, szybko i z polotem.

Wezwanie, na które odpowie garstka

Według Kuisza jedyne, co nas tłamsi, co powoduje, że nie wszyscy jeszcze staliśmy się „hakerami”, to wmawianie nam przez publicystów, że nagrodę (pracę) powinno się dostawać za chodzenie utartymi ścieżkami. Czyli na przykład oczekiwanie, że dyplom otworzy nam drogę kariery, czy uparte obstawianie przy podziale na czas pracy i czas wolny.

Ideologia marazmu ma wmawiać młodym, że są nieciekawi i nie mają sprawczości. Ich pułapem aspiracji ma być etat w korporacji. Autor z jednej strony chce odczarować korporację, ale z drugiej – wyraźnie nią pogardza. Według Jarosława Kuisza korpo-etat ma nie tylko unieszczęśliwiać nas jako jednostki, ale też konserwować Polskę jako kraj outsourcingu.

fot. Peter Kirkeskov Rasmussen / Flickr
fot. Peter Kirkeskov Rasmussen / Flickr

Kuroń na opak

Autor proponuje, żebyśmy przeszli z pozycji podwykonawców i zaczęli tworzyć własne „korporacje”, jednak użycie tego określenia jest mylące. W potocznej polszczyźnie „korporacja” oznacza duże, rozgałęzione, międzynarodowe spółki, złowrogie symbole globalnego kapitalizmu. W języku prawniczym korporacje to po prostu zrzeszeszenia osób, takie jak stowarzyszenia lub spółdzielnie. Prawdopodobnie to o nie, a także o startupy, czyli początkujące firmy z sektora nowych technologii, chodzi w tekście. Bo po co byłoby nawoływać młode pokolenia do budowania gigantycznych przedsiębiorstw opartych na wyzysku i globalnej niesprawiedliwości?

Potencjalnym krytykom Jarosław Kuisz mówi: „zatrudniajcie ludzi na warunkach, na których chcielibyście pracować”. Jednak firma, która będzie zatrudniać ludzi na lepszych warunkach, będzie też mniej konkurencyjna. Przy wysokim bezrobociu ludzie będą łapać jakąkolwiek pracę, szczególnie absolwenci – bo przecież żeby nakręcić psa-pająka i zarobić miliony, trzeba opłacić rachunek za internet i ratę za MacBooka.

Bardziej niż użycie słowa „korporacja” razi jednak trawestacja hasła Jacka Kuronia. Kuroniowi chodziło o wezwanie do działania na rzecz zmiany. Tymczasem Jarosław Kuisz proponuje cementowanie obecnego porządku rzeczy (czyli m.in. skazywanie młodych ludzi na pracę na umowach śmieciowych). Jego wezwanie do innowacyjności nie jest umocowane w żadnych propozycjach zmian systemowych, które mogłyby uczynić z Polski kraj, w którym lepiej tworzy się innowacje. To wezwanie jest skierowane wyłącznie do garstki młodych osób, które i tak mają łut szczęścia lub różne kapitały niezbędne, żeby mu sprostać.

Umowa o pracę, umowa o kreatywność

Jarosław Kuisz buduje narrację modernizacyjną wokół propozycji zmiany instytucji umowy o pracę. Nie wyjaśnia, dlaczego propaguje elastyczne formy zatrudnienia powołując się na autorytet akurat Pierre’a Rosanvallona – wieloletniego eksperta ekonomicznego największego związku zawodowego we Francji i członka Partii Socjalistycznej. Z retoryczną swadą przywołuje jego myśl, że instytucje zmieniają się w czasie, choć to konstatacja na takim poziomie ogólności, że można by ją równie dobrze przypisać Baumannowi, Beckowi czy Giddensowi.

Poza tym, o ile trudno się nie zgodzić, że instytucje ewoluują, nie znaczy to, że muszą ewoluować tylko w niepożądanym kierunku. Osoby na umowach zlecenie i umowach o dzieło ze względu na niepewność dochodu są zmuszone pracować lub myśleć o przyszłych możliwościach zarobkowania cały czas, co nie zostawia wiele czasu i pola na samoorganizowanie się.  Najważniejsze zagrożenie pracy w prekaryjnych warunkach nie leży w tym, że pracownicy otrzymują kieszonkowe zamiast przyzwoitych pensji. Wolni strzelcy nie mogą walczyć o polepszenie swojej pozycji za pomocą efektywnych narzędzi, takich jak związki zawodowe, nie mogą organizować się, żeby najbardziej dobitnie komunikować swoje postulaty. Na przykład tak, jak zrobili to związkowcy w 2013 roku. Wbrew sugestii autora, że związkowcy akceptują proponowane uleastycznienie kodeksu pracy, bo uważają je za korzystne, największe po 1989 roku demonstracje związkowców odbyły się w zeszłym roku m.in. w proteście wobec nich.

Umowa o pracę jest wielkim osiągnięciem cywilizacyjnym, nie ze względu na to, że ma przywiązywać pracownika do jednej firmy na całe życie i tłamsić jego kreatywność, lecz dlatego, że zapewnia mu minimum bezpieczeństwa i wolny czas, które pozwalają na bycie innowacyjnym i odważnym – jeśli tylko zechce.

Jest wiele rodzajów kreatywności. Mieszczą się one między dwoma skrajnościami. Z jednej strony mamy kreatywność wymuszoną przez trudne warunki bytowe. Z drugiej, kreatywność wynikająca z własnej woli działania. Nie zgadzamy się na życie w kraju, który mówi młodemu pokoleniu: umieraj, albo bądź kreatywny. Ale też nie chcemy emigrować. Za to chcielibyśmy żyć w kraju, w którym wszyscy mają warunki i możliwość realizować się w działaniu.

A to nie stanie się wyłącznie dzięki płomiennym, lecz płytkim, wezwaniom do innowacyjności.

Skomentuj lub udostępnij
Loading Facebook Comments ...

Jeden komentarz “Ani pies-pająk, ani korporacja”

Skomentuj

Res Publica Nowa